sobota, 22 sierpnia 2026

Wspomnienie dowódcy kompanii „Lewar” Powstanie Warszawskie 1944 – Niemcy, wojna i po wojnie co warto wiedzieć, by lepiej rozumieć

Czytelniku,

 

Ukazała się właśnie książka, która zawiera kilka faktów, które warto wiedzieć, gdyż nasze niemoty zwane historykami nie umieją dosłownie nic z naszej historii przedstawić nie mówiąc o jej prawidłowym nauczaniu, by można było wyciągać prawidłowe wnioski na przyszłość szczególnie dla młodego pokolenia.

Jan Piotrowski „Jak zdobyć Kościół św. Krzyża i Komendę Policji?”

Wspomnienia dowódcy kompanii „Lewar” – Powstanie Warszawskie – 1944 w kwartale ulic: Mazowiecka – Traugutta – Krakowskie Przedmieście – Świętokrzyskie

 

Rozdział 4

Niespodziewany Początek

1 VIII 44 r.

1.     Około dziesiątej łącznik od kpt. „Krybara” przyniósł rozkaz drugiej mobilizacji.

Godzina „W” wyznaczona na 17.00. Natychmiast nakazałem stawienie się wszystkich żołnierzy kompanii „Lewar” w punkcie zbornym przy Mazowieckiej 8 na godz. 15.00. Wysłani do dowódców plutonów łącznicy rozpoczęli przekazywanie rozkazu „w dół” drabiny organizacyjnej.

Nie było dużo czasu. Załatwiłem pilne sprawy biurowe i poszedłem na Miodową 23 do kpt. „Krybara” po przyrzeczoną broń. Zastałem Drzewickiego, który odsunął zręcznie klepki podłogi w pokoju, wydobył ze skrzynki paczkę i wręczył mi ją:

- Masz tu 40 granatów naszej produkcji, jeden pm i 280 sztuk amunicji do niego ,Pistolecik kaliber 5 mm i 5 sztuk amunicji użyjesz do własnej obrony w razie konieczności.

- I to ma być wszystko? Dla całej kompanii?

- Niestety wszystko. Współczując ci, ale uzbrojenie całego powstania będzie takie.

   Niewesoło, co ?

Znałem Drzewickiego dobrze. Wiedziałem, że nie cieszy go to, co mi wydał.

Z nieukrywanym oburzeniem nabiłem i zabezpieczyłem pistolecik nadający się dla pań do kawiarnianej próby postrzelenia wiarołomnego mężczyzny. Zatknąłem za pas, zapiąłem marynarkę, zabrałem „dozbrojenie” i wyszedłem.

 

I tak wyglądało uzbrojenie na początku powstania. Czy tak to powinno wyglądać jak się przygotowuję zryw w mieście, w którym stacjonują silne jednostki wroga???? Łatwo nam dziś o tym mówić, ale czy skutki były tego warte??

„ Parę minut po piętnastej łącznik od „Kużmy” zameldował, że w bramie Mazowiecka 11 powstańcy wyładowują broń z ciężarówki , a od pl. Małachowskiego zbliża się sześcioosobowy patrol niemiecki. „Hef” (Mianowski) i ja porwaliśmy po dwie butelki, parę granatów i pędem na posterunek „Kużmy”. Minęliśmy podwórze i półpiętro klatki schodowej, gdy zaczęła się strzelanina. Wpadliśmy do pokoju, ale już było po wszystkim: powstańcy wychyleni z okien Mazowiecka 11 ostrzelali patrol, zaskoczeni Niemcy odstrzeliwując się z pm-ów cofali się ku p. Małachowskiego. „Kużma” opowiadał, że powstańcy zachowali zimną krew do ostatka; nie przerywali roboty ci, którzy rozładowali samochód, nie otwierali ognia ci, którzy ubezpieczali. Dopiero, gdy jeden z Niemców usiłował otworzyć skrzynię z bronią..

Po potyczce nastąpiła cisza. Ale była to inna cisza , na ul. Mazowieckiej Powstanie Warszawskie rozpoczęło się o 15.15. Godzinę i czterdzieści pięć minut przed wyznaczonym terminem.

Powstanie rozpoczęło się nie o 17.00 a faktycznie potyczką o 15.15 nie licząc jeszcze pojedynczych zdarzeń.

„Pierwszy rozdział mobilizacyjny został wydany 27 VII o godz. 19.00 i był realizowany następnego dnia przez trzynaście godzin, od siódmej do dwudziestej. Stawiła się niemal cała kompania – każdy z bronią i amunicją – rano wszyscy się rozeszli. Oczekiwanie na powtórną mobilizację przez trzy dni, 29, 30, 31 VII – trochę rozluźniło wysoką dotąd samodyscyplinę, nie wszyscy byli uchwytni w pracy czy w swoich mieszkaniach. Ale nie to było najważniejsze. Nie można powiedzieć, że dyscyplina szeregowych zawiodła. Po prostu drugi rozkaz mobilizacyjny był trudny do wykonania. Wydany został 31 VII też o godzinie 19.00, ale mógł być realizowany tylko przez osiem godzin, od siódmej do piętnastej ( dwie godziny od wyznaczonej godziny „W” odliczyłem na rozstawienie chłopców i przygotowanie ich do ataku). W warunkach konspiracyjnej łączności skrócenie czasu łączności skrócenie czasu mobilizacji o 5 godzin z góry stawiało pod znakiem zapytania możliwość terminowego wykonania rozkazu.

Jednak najbardziej istotne dla wyniku mobilizacji wydają się być dodatkowe utrudnienia. Niemcy zaalarmowani pierwsza mobilizacją wzmogli czujność, do miasta słali dużo patroli. Zaczęły wybuchać przedwczesne walki, które cały garnizon niemiecki postawiły w stan gotowości bojowej, i które przerodziły się w pas starć ogniowych przecinający Stolicę na dwie części: północną i południową. Nastąpiło zahamowanie ruchu powstańców spieszących z Bielan, Marymontu, Żoliborza do Śródmieścia czy Mokotowa. Wiele powstańczych oddziałów zostało zdezorganizowanych. Ich zdolności operacyjne zmniejszyły się, choć w różnych oddziałach  w różnym stopniu. Powstańcy stracili poważny atut : przeciwnik nie dał się zaskoczyć.

Tak wyglądał początek…..

– Na naszym terenie jest gołębiarz! Taki drań, panie poruczniku, zastrzelił kobietę która szła ul. Czackiego do Świetokrzyskiej. Dostała kula w głowę z prawej, lewą stronę czaszki zupełnie rozerwało.

Tak działał niemiecki snajper, rozstrzeliwania cywili po wkroczeniu do szpitali pominę.

„ 6.VIII 44 r.

Dlaczego Niemcy nie atakowali nas ? Powstanie trwało prawie tydzień:

Tworzona od nowa kompanię „Lewar” organizowaliśmy bez przeszkód! Niemiecka aktywność była znikowa! Dziś – po trzydziestu latach – pełniej można odpowiedzieć na to pytanie, niż wtedy.

Główny wysiłek Niemców po wybuchu powstania skierowany był na przebijanie trasy przelotowej przez miasto, z zachodu na wschód. Trasa ta miała zasadnicze znaczenie dla frontu wschodniego, który był na przedpolach Pragi. Stąd – niemiecki nacisk od zewnątrz do centrum Warszawy. Stąd zażarte walki na Woli i Ochocie i uwaga polskiego dowództwa skupiona na utrzymaniu powstańczego stanu posiadania.

Piątego sierpnia  napór wroga wzrósł. Nieprzyjaciel zaczął na przemian przeprowadzać naloty bombowe i ataki broni pancernej  wspieranej piechotą. Osiągnął niewielkie postępy. Nie był to przełom, ale inicjatywa prowadzenia walki wymknęła się z polskich rąk.

…….Tymczasem wewnątrz miasta panował spokój. Było to w Śródmieściu wiele niemieckich gniazd otoczonych przez powstańców. Większośc z nich czekała na odsiecz i nie przejawiała inicjatywy. Niektóre usiłowały działać zaczepnie, ale przeważnie bez powodzenia.”

Pierwszy tydzień powstania…..

Rozdział 7

„A brak wody w dużym mieście – to śmierć miasta: spadek powszechnej higieny, wzrost zakaźności i dodatkowe zagrożenie. Niemcy koncentrowali swój ogień na studniach, których położenie znali od szpiegów. Ostrzeliwali studnie, przy których były setki dzieci!”

Planując takie działania powinno się na ile pozwalała sytuacja wyprowadzić poza miasto przynajmniej dzieci nie zrobiono tego.

„16 VIII 44 r.

Rano przybiegł „Lelek” z oburzeniem wymachując jakąś kartką. Odnotowany na niej był komunikat radia Moskwa z piętnastego sierpnia: „ W Warszawie wywołano zbrojne powstanie nie porozumiwając się z dowództwem sowieckim . Sosnkowski i jego klika nie licząc się z realnymi możliwościami, wywołali powstanie nie czekając na wkroczenie Armii Czerwonej i regularnych wojsk polskich . Żołnierze polscy i ludność Warszawy padli ofiarą oszustwa”

- Czy ty rozumiesz cos z tego ?? Co to znaczy „wywołano”?! Kto wywołał?

A pamiętasz wywołanie radiostacji Kościuszko ?! No powiedz, czy ty cokolwiek sensownego z tego pojmujesz?

- Niewiele. Daj mi Tadziu te kartkę?.....”

Radio Moskwa..

Rozdział 13

„Końskie 1945

…..Pewnego dnia zjawił się Tadeusz Chojna – Wojkowski, mój dobry znajomy z Zarządu Miasta Warszawy, komunista z przekonania i z miejsca zaproponował:

- Rzucaj Piotrowski ten bufet. Od pierwszego maja zostajesz wicestarostą powiatu koneckiego czyli moim zastępcą. Musisz mi pomóc w odbudowywaniu powiatu.

- Ależ Tadziu, nigdy nie pracowałem w administracji państwowej!

- Ja też nigdy nie byłem starostą – A skoro mnie wyznaczono, to muszę umieć co trzeba. – I ty będziesz to umiał, nawet lepiej niż ja. Dlatego będziesz wicestarostą.

Podanie o przyjęciu do służby państwowej i życiorys złożyłem na ręce starosty Wojnowskiego następnego dnia.

Tego dnia po południu pożyczyłem rower i pojechałem do wsi Węgrzynów ( u podnóża Gór Świętokrzyskich ), żeby zawiadomić o tym moją rodzinę. Na skraju lasów za wsią Sielpia Wielka zatrzymali mnie partyzanci. Odprowadzili do dowódcy – Akowca. Gdy między innymi, powiedziałem, że jakiś czas mieszkałem w Salachowym Borze u nadleśniczego usłyszałem:

- To ja o was wszystko wiem od syna nadleśniczego. Jesteście wolni.

Wolni – to wolni myślałem – ale jestem też kandydatem na wicestarostę. Zataić? Powiedzieć?

Zaczynając „od pieca” podziękowałem za zwolnienie. I mówiłem o niepokoju, jaki odczuwam i jaki wiąże mnie z nimi – „Akowcami leśnymi”. We wczorajszej bitwie ze Służbą Bezpieczeństwa zginęło siedmiu młodych chłopaków.

Gdyby zabili ich Niemcy byłby wielki patriotyczny krzyk. A że wybili się sami – jest cicho, jakby wszystko było w porządku.

- Czy to mądrze? Własnymi rękami uprawiać niemiecką politykę wyniszczania Polaków?

- A jakie mamy wyjście? – Bezpieka chce nas zlikwidować, my musimy się bronić.

Dowódca partyzantki dodał jeszcze, że widocznie „oddolne organy bezpieczeństwa nie maja wytycznych, jak pokojowo rozwiązać oddziały leśne.”

Wtedy przyznałem się, że od pierwszego maja zostaje wicestarostą. I spytałem, czy wyjdą z lasu, jeśli uda mi się stworzyć dla niego i jego ludzi powrót do bezpiecznego i normalnego życia?

- Wyjdziemy. – Też chcemy żyć i pracować.

Tak się stało. Dzięki zabiegom starosty  wyszli z lasu. Zdali broń. Do rodzinnych domów wrócili  jeszcze przed zakończeniem wojny, przed 9 maja 45r.

Dziewiątego maja wygłosiłem przemówienie na rynku miasta Końskie. Wyręczyłem w ten sposób starostę. Było dużo ludzi: zwycięskie zakończenie drugiej wojny światowej – to dzień powszechnej radości.

Miałem zatem dobre wejście w obowiązki wicestarosty, w życie obywateli powiatu koneckiego  i ich praca nad odbudową. Nie uniknąłem jednak działania groźnej „kontry społecznej”. Pięciu żołniezy brygady świętokrzyskiej  NSZ pojawiło się w Węgrzynowie, gdzie mieszkała moja rodzina. Przybyli z rozkazem swego dowódcy, Bohuna – wykonania na mnie wyroku śmierci . Za co? Nie wiem do dziś. Żyję tylko dlatego, że tego fatalnego dnia nie przyjechałem z Końskich do Węgrzynowa. Tylko przez szczęśliwy traf. Tak. Zakończenie wojny ożywiło działanie skrajności społecznych – i lewicowych i prawicowych.

Powyższy fragment jest bardzo dobrym i mało znanym zdarzeniem, które pokazuje skomplikowaną sytuację tamtejszych czasów. Dziś odpalono żołnierzy wyklętych, ale bez uwzględnienia złożoności tamtejszej sytuacji będziemy tylko podgrzewani do kolejnego napuszczania przez innych.

„W czasie, gdy miłość Ojczyzny przestała się wiązać z nienawiścią i walką z Niemcami. W czasie, gdy miłość Ojczyzny zaczęła współistnieć z nabytym w czasie wojny i okupacji doświadczeniem: ideą, że Polska może istnieć tylko jako państwo silne – najpierw gospodarczo!

10/10 nic dodać nic ująć