niedziela, 11 września 2022

20 stycznia 1319 - Akt Jedności Państwa, czyli prawidłowa data jaka powinna być obchodzona w miejsce obecnego dnia niepodległości.

Pisowska hołota to banda matołów na sznurkach praktycznie wszystkich od amerykanów począwszy po bankowe Citi kończywszy, nie mających pojęcia ani o gospodarce, ani o historii, co zawsze się kończy zawirowaniami w naszym kraju.

Musimy napisać podręczniki historii  Polski od nowa. Ale pisząc taki podręcznik każdy musi znać pewne cezury, gdyż bez tego nie zbuduje się szkieletu podstawowej wiedzy, która potem zostanie wypełniona opowieściami pozytywnymi i negatywnymi i przykładami mądrości i głupoty, aby jej w przyszłości można było uniknąć. Nasza historia musi być napisana od nowa,  Ale jak ma być pisana dzisiaj, jak studentów uczą nieuki, nieuków uczą tumany, a tumanów agenci prowadzący przez wszystkich dookoła. Czas się wreszcie ogarnąć i napisać nowy podręcznik.

Obecne daty, które są przyjęte nie tylko są złe, ale sie kupy nie trzymają, a świadczą tylko jakich mamy tumanów na naszych uniwersytetach.

Taką datę oczywiście mamy. Obwiniać możemy wszystkich naokoło od żydów, masonów, a skończywszy na klerze. Ale wina jest nasza własna.

Polski dzień niepodległości musi być zmieniony już w samej nazwie i powinien nosić nazwę - Dzień Jedności Państwa, który uchwalony został 20 stycznia 1319  w Krakowie przez Władysława Łokietka.

"Rozerwaną Polskę zjednoczył Władysław Łokietek i jako tłumacz woli narodowej ogłosił 20 stycznia 1319 roku akt jedności państwa od tak dawnego czasu podzielonego i w tymże dniu włożył koronę Bolesława jako godło jedności narodowej na głowę , a chcąc uniknąć wszelkich protestacyi zyskał papieża zezwolenie. Ta ceremonia odbyła się w Krakowie i odtąd korona zachowała się w tej stolicy , którą następnie przeznaczono, aby służyła solennej uroczystości namaszczania królów "

s. 467 Jędrzej Moraczewski - Starożytności Polskie - Ku wygodzie czytelnika porządkiem abecadłowym zebrane Tom I  wydane w 1842 r w Poznaniu

https://books.google.pl/books?id=8dJbAAAAcAAJ&pg=PA464&lpg=PA464&dq=1658+r+uchwa%C5%82y++sejmowa&source=bl&ots=lafLhCb-ee&sig=bLOxQIyvb0sKi1MGAGkm4bZ1EFk&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwjsybOxzbXWAhVCCZoKHQ1uBw8Q6AEISTAG#v=onepage&q=1658%20r%20uchwa%C5%82y%20%20sejmowa&f=false

Ta data była w prawdziwej Kronice Długosza wymieniona, zaś obecna to fałszywka dla uniwersyteckich osiołków.


Naszą historię mamy pod własnym nosem i czas poskładać to wszystko w jedną całość.





Leszek Żebrowski. Nowe świadczenia dla Ukraińców. Za traumę


 

piątek, 2 września 2022

Muszkieterowie najlepsza polska organizacja wywiadowcza w II wojnie światowej, Grot Rowecki ZWZ niedygodna prawda, Anglia, Rząd Londyński i Powstanie Warszawskie

 Czytelniku,

W naszej histori jak i "Wojsku Polskim" mamy dużo pozytywnych jak i negatywnych historii i dopóki ich nie rozłozymy na części pierwsze i nie wyciągniemy wniosków będziemy skazani na powtarzanie tych samych błędów. 

Wystarczy sięgnąć tak nawet z ciekawości na stronę SKW, by samemu się przekonać, że tam siedzą ludzie inteligentni inaczej. Ale nie będziemy się nad nimi znęcać, tylko napiszemy o pewnej organizacji, która to naprawdę powinna być w każdym podręczniku o Muszkieterach.


Od czego zaczniemy, może od znaku, ryngrafu, który stanowił ich znak rozpoznawczy. Poniższe zdjęcie jest z książki Jerzego Rostkowskiego Świat Muszkieterów Zapomnij albo zgiń, obowiązkowej pozycji do przeczytania.


Mamy wrzesień 1939 sanacyjna władza wiała z walizkami, generałowie, którzy byli na różnych zagranicznych budżetach wykonali swoją robotę, czyli zwiała i zdeorganizowała całą obronę. Zostali Polacy jako główne danie w ustawce europejskich krajów.

Ostatnie dni kampani wrześniowej toczyły się pod dowództwem generała Franciszka Kleberga, to jeden z tych, których warto zachować w pamięci.

W rejonie Kocka, zdając sobie sprawę, że Polska przegrała kampanię wrześniową, w toku przygotowań swoich oddziałów do formalnej kapitulacji 5 października 1939 r. wezwał porucznika rezerwy Stefana Witkowskiego i w obecności pułkownika Eplera powierzył mu zadanie utworzenia tajnej organizacji ruchu oporu, która mogłaby kontynuować walkę przeciw Niemcom i Sowietom.

W ten sposób zainspirowano powstanie organizacji Muszkieterów.

Do jej tworzenia miał niesamowity talent, z którym rodzą się ludzie jeden na kilka tysięcy. Do tego był świetnym wynalazcą, którego patenty są do dziś w Genewie.

Podstawą tej organizacji był wywiad. Przyjaciół miał Witkowski bardzo wielu, ale przy tworzeniu siatki wywiadowczej niezbędny był stały schemat, którego trzonem musiały być dwie najważniejsze sprawy: bezpieczeństwo całej agentury oraz wysoki poziom i fachowośc jej członków. Tylko jedno środowisko gwarantowało tak stabilne podwaliny. Fundamentem, na którym "Inżynier" zdecydował się zbudować swą organizację, były drobniejsza szlachta i część arystokracji mającej zazwyczaj silne powiązania z oficerskimi kołami wojskowymi.

Warto wiedzieć, że wg aliantów mówiąc o całej organizacji stanowili jedną z najlepszych organizacji wywiadowczych podczas II wojny światowej. O ich sukcesach niech świadczy fakt, że jedna z Muszkieterek hrabianka Klementyna Mańkowska pracująca dla Witkowskiego została wysłana do Londynu przez Abwehrę, a w zasadzie Canarisa z misją wywiadowczą. Warto jak ktoś ma chęć przeczytać jej wspomnienia. Niesamowita kobieta.

18 września 1942 roku w Warszawie przy ulicy Wareckiej 6. Tam otworzyli do niego ogień sprawcy ubrani w mundury niemieckiej żandarmerii. Zginął na miejscu. Przypięli mu kartkę "Największy polski bandyta".

Dziwnym się stało, że nikt nie powiadomił Gestapo, a sprawcy mieli trzy godziny na przeszukanie mieszkania. Potem następują aresztowania w Krakowie i w innych miastach. Sposób w jaki to robili świadczy, że szli jak "po sznurku". Meldunek do Anglików został złożony DOPIERO 2 czerwca 1943  roku na skutek ich zapytań, gdyż Kierownictwo AK zapomniało o tym poinformować.

Dziś już wiadomo, że wyrok wykonała komórka likwidacyjna podlegająca zastepcy szefa kontrwywiadu Stefanowi Rysiowi. Szefem II oddziału (wywiad i kontrwywiad) był Marian Drobik ps. Dzięciął. To on wydał bezpośredni rozkaz likwidacji Witkowskiego.

Organizacja Stefana Witkowskiego została z pełną premedytacją wydana  w ręce Gestapo  przez dowództwo Związku Walki Zbrojnej w ramach nadzwyczajnej w świecie w ramach wewnetrznej walki politycznej skazując polskich patriotów na śmierć lub obozy koncentracyjne.

W ZWZ-AK działał referat 994 - kryptonim SONDA , polityczny kontrwywiad do właściwego rozpoznania w walce z "przeciwnikami" politycznymi. W ten sposób sparaliżowali Konwent Organizacji Niepodległościowych kierowany przez ppłk. Wacława Lipińskiego. Promowany jest Kazimerz Leski, który sam zajmujący się w Muszkieterach kontrwywadem i wywiadem komunikacyjnym przejmuje potem referat 999, czyli zajmującymi się agentami w Gestapo i Abwehrze ZWZ.

W swoich wspomnieniach Życie niewłąściwie  urozmaicone nie wspomina, że w ówczesnym czasie zastępcą ówczesnego kontrwywiadu ZWZ był sierżant podchorąży Stefan Ryś dowodzący egzekucją Stefana Witkowskiego.

Jerzy Rostkowski wspomina w swojej książce  zdolnego gestapowca Alfreda Spielkera specjalistę od "gier" policyjnych mających źródła w wywiadzie wojskowym z własną siecią konfidentów. Pisząc wprost bardzo niebezpieczny gość. Witkowski miał rację szukając bezpośredniego dojścia do wywiadu brytyjskiego obawiając się "przecieków".

Sonderkomando IV AS nigdy nie zdołało aż do śmierci Witkowskiego aresztować żadnego z Muszkieterów. TAKIE PRZYKŁADY I GRY POWINNY BYĆ PODSTAWĄ DLA NAS NA DZIŚ.

Pozostaje pytanie po obecnych krokach dzisiejszych rządów ile gier podobnych jest prowadzonych???

Niemcy aresztowali 7 lipca 1941 r płk. dypl Janusza Albrechta i osoby z otoczenia szefa Sztabu Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej. Niemcy poznali całą strukturę ZWZ, zadania, pseudonimy i nazwiska. Niemcy mieli jeszcze więcej wtyczek. 

Gestapo dysponowało listą Muszkieterów i ich lokali, ale tylko tych, które nie zgodziły się do "jedynie słusznej"  organizacji Armii Krajowej. I piszę to z wielkim, żalem zwłaszcza, że mój dziadek był w AK.


24 maja 1957 roku zginęła hrabina Teresa Łubieńska. Otrzymała wiele ciosów nożem w sposób znany służbom. Tak samo zrobiono z następną Muszkieterką hrabiną Krystyną Skarbek.

Teresa Łubieńska znała tajemnice Muszkieterów dotyczące ich współpracy z SIS oraz zdrady, jakiej wobec nich się dopuszczono, zapewne przy cichej aprobacie angielskich mocodawców.

Ta organizacja została wymazana z naszej historii.

Cóż można jeszcze dodać. Zwłoki od Niemców wykupiła za własne pieniądze prywatna osoba sprzedając jedną z dwóch willi w Podkowie i tylko ona była w kondukcie pogrzebowym. Tą osobą była Mieczysława Ćwiklińska. Ta słynna aktorka była Muszkieterką.


Klementyna Mańkowska po dostaniu się z misją do Londynu usłyszała od oficera, który ją przesłuchiwał ostrzeżenia mówiąc do niej:

"Tak zwalczany jest każdy przejaw bezpośrednich kontaktów Witkowskiego z nami i tak wymusza się, aby wszystkie informacje wywiadowcze dla aliantów przechodziły rutynową drogą służbową ustaloną przez władze polskie w Londynie. To przygnębiająca sytuacja i obawiam się, że po wyjściu stąd będzie Pani miała poważne trudności. Na zakończenie dobra rada: Proszę, jeżeli to możliwe, nie zostawać w Londynie"

Klementyna Mańkowska zgodnie z poleceniem Witkowskiego usiłowała uzyskać "audięcję" u Naczelnego Wodza, by osobiście przedstawić mu sytuację organizacji w Polsce. Aby wykonać to zadanie spotykała się z oficerami z jego otoczenia. Mimo ostrzerzeń Kleeberga i Anglików postawa tych ludzi bezustannie wprawiała ją w osłupienie. "Panów oficerów" nie interesowała sytuacja w Polsce. Położenie prześladowanej ludności, informacje wojskowe i wywiadowcze nie ciekawiły ich wcale. Obchodził ich wyłącznie Witkowski i to co dotyczyło jego organizacji.

Udało się jej wreszcie spotkać z gen. Kazimierzem Sosnkowskim i dopiero wtedy okazało się, że dowódzwo AK nie informowało przełożonych w Londynie o pobycie Śmigłego Rydza w Warszawie i jego gotowości oddania się pod komendę Bora Komorowskiego. Gdy się dowiedział jeszcze innych rzeczy powiedział jej:

"Proszę jak najszybciej opuścić Londyn. Zechcą się Pani pozbyć."

Co roku obchodzimy rocznicę powstania warszawskiego warto przy tym dodać istotny fakt, który powinien zostać w naszej pamięci, że pomoc którą oferował Rokossowski była oferowana dla powstańców. Były cały czas wysyłane depesze ze sztabu Konstantego Rokssowskiego:

"Wskażcie nam cele do bombardowania" do sztabu powstańczego gen. Chruściela "Montera".

Odpowiedzi ze sztabu "Montera" były wysyłane stale i niezmienne:

"Potrzebujemy tylko zrzutów broni i amunicji, a z Niemcami sobie poradzimy"

Rokossowski robił co mógł i robił to bez zgody Stalina, a pisze, że wysyłane przez niego oddziały na drugim brzegu zostały same i  bez kontaktu jakiego się spodziewał.

Jest jeszcze książka Sujkowskiego z treściami meldunków zupełnie przeciwnymi. Meldunki są prawdziwe, ale ich treść zawierała kłamstwa, a Ci co je pisali przekręcili rzeczywistość.

Skończyło dla nas to jak skończyło. Jedynie co możemy dziś zrobić, że nie wszystko wyglądało tak jak nam się teraz wmawia. I warto zachować w pamięci, że była taka organizacja jak Muszkieterowie, którą niesłusznie oczerniono.



niedziela, 14 sierpnia 2022

Oświęcim jak to się naprawdę zaczęło i jak to wyglądało

 

Czytelniku,

Dziś kiedy polskojęzyczna hołota zwana rządem polskim za co się nie weźmie to spartoli. Nawet jak siię prowadzi jakiekolwiek rozmowy to wypadałoby przynajmniej sięgnąc po jakieś ksiązki przynajmniej w stopniu minimalnym, a jak sie ma bandę naciągaczy z tego całego przemysłu Holocaust to wypadałoby mieć przynajmniej podstawową wiedzę. Ale mamy to co mamy więc czytelniku, by Ci naciągacze żydowscy nie zrobili nam do końca wody z mózgu wiec o jednym podstawowym fakcie jak to było z tym obozem w Oświęcimiu, gdyż ich kłamstwa z wychodza na wierzch i będę musieli NAM ZAPŁACIĆ i to dużo, bardzo dużo za swoje kłamstwa.

Dobra co robimy bierzemy książkę Henryk Schönker –  „Dotknięcie anioła”

Dowiesz się z niej o Kartelu, o którym pisałem wcześniej, który niszczył każdą konkurencję, ale dla nas jest ważniejsze, aby napisać jak to się naprawdę zaczęło w Oświęcimiu.


s.19

„.. Pewnego poranka przyszedł do mojego poranka żołnierz każąc mu koniecznie udać się z nim do komendanta miasta, który oczekuje go w pilnej sprawie. Ojciec zrozumiał, że musiało się coś stać bardzo ważnego, bo jeszcze nigdy nie wołano go przez posłańca i o tak wczesnej porze .

Komendant sam otworzył drzwi swojego gabinetu i zaprosił ojca do środka. Ojciec całą siła woli próbował ukryć zaniepokojenie. Kto wie jaki nowy rozkaz przyszedł z Katowic, gdzie mieściła się centrala Gestapo, której podlegały wszystkie sprawy żydowskie na terenach przyłączonych do Reichu, czyli do Niemiec.

Komendant zajął miejsce w fotelu za biurkiem i dał znak ojcu, aby też usiadł. Widząc jego zaniepokojenie powiedział z jowialnym uśmiechem:

- Nie ma się Pan czego obawiać, bo tym razem otrzymałem rozkaz, aby w Oświęcimiu zostało otwarte Biuro  Emigracji do Palestyny. Otwarcie tego biura powierzam panu. Emigracja jest dobrowolna. Władze niemieckie zainteresowane są, aby zgłosiła się jak największa liczba ludzi I mamy nadzieję, że emigracja wkrótce się rozpocznie. Ze względu na różne techniczne i organizacyjne ograniczenia, emigracja ta będzie rozwijać się stopniowo< ale jeśli wszystko będzie dobrze szło i pierwsze trudności zostaną pokonane  to będzie ona masowa i każdy będzie mógł wyjechać.

Następnie polecił mojemu ojcu rozpocząć natychmiastowe działanie w celu otwarcia Biura Emigracyjnego i rozlepić w całym mieście afisze o rejestracji Żydów chcących wyjechać do Palestyny. Jeszcze tego samego dnia ojciec otworzył Biuro Emigracji w restauracji swojego najlepszego przyjaciela, Szmula Schmitzera. Mieściła się ona w domu Haberfelda w centrum miasta koło mostu nad Sołą. Kierownikiem biura został Józef Manheimer.

…….W Żydów oświęcimskich wstąpiła nowa nadzieja. W mieście rozpoczęła się rejestracja, którą traktowano z cała powagą: niektórzy Żydzi zaczęli nawet myśleć o nauce języka hebrajskiego. Tymczasem do ojca przybyło, nielegalna drogą i w tajemnicy kilka osób z obozu HIAS na Słowacji.

Miały one zorganizować przerzut młodych ludzi, Dunajem aż do portów Warna, Konstanca i Sulina nad morzem Czarnym. Stamtąd wynajętymi statkami, też w ukryciu, tym razem przed Anglikami, mieli oni dotrzeć do Erec Israel.

Posłańcy ci powiedzieli ojcu, że obóz uchodźców jest całkowicie przepełniony i panują tam niesamowicie ciężkie warunki. Nie można więc dłużej czekać, należy zaraz rozpocząć całą akcję. Prosili mego ojca, aby pomógł zorganizować drogę ucieczki młodym Żydom z Polski. Trzeba było stworzyć punkty przerzutowe, znaleźć ludzi, którzy będą zaopatrywali uciekinierów, miejsca, gdzie będą mogli znaleźć schronienie, aż do następnego punktu etapu podróży. Ojciec poświęcił dużo wysiłku i pomógł im wszystko zorganizować.

Tak więc, na masową emigrację, rozpoczęła się konspiracyjna akcja przerzutu młodych ludzi do Erec Israel. Niestety akcja ta nie trwała długo: po jakimś czasie dowiedzieli się o niej i nie chcąc dopuścić do emigracji Żydów do Palestyny – zamknęli swoimi okrętami wojennymi  wyjście z portów Warna, Konstanca i Sulina. Żaden okręt nie mógł już opuścić tych portów bez dokładnej kontroli.

W listopadzie 1939 roku ojciec znów wezwany został do komendanta miasta, który oświadczył mu, że ma jechać wraz z jeszcze jednym członkiem Gminy Żydowskiej, do Bielska i zameldować się tam u oficera o nazwisku von Rudiger; podał też adres urzędu. Bielsko było miastem powiatowym, do którego należał Oświęcim.

…….Komendant wręczył ojcu list w zamkniętej kopercie, z poleceniem wręczenia go von Rudigerowi. Ojciec pojechał z Józefem Manheimerem. Przybyli trochę wcześniej i udali się do tamtejszego przewodniczącego Gminy Żydowskiej, Josefa Rottera, aby zasięgnąć informacji o von Rudigerze. Okazało się, że Roter, stary słaby Żyd  też dostał wezwanie, aby o tej samej godzinie stawic się u tego oficera.

Roter przedstawił von Rudigera jako dzikie zwierzę, twierdząc, że kogoś tak brutalnego i bezwzględnego jak ten gestapowiec nie spotkał nigdy w życiu.

……..Ojciec dowiedział się też od Rotera o nowych wstrząsających wydarzeniach, które świadczyły o tym jak wielkie wysiłki robili Niemcy, aby pozbyć się Żydów. Roter opowiadał, że z Bielska wychodzą  transporty Żydów w zamkniętych wagonach towarowych, w jakich zwykle przewozi się bydło na wschód w kierunku Przemyśla, pod sowiecka granicę. Tam wyładowuje się wagony i ludzie próbują przedostać się przez rzekę na sowiecka stronę. Niestety, nikt nie chce ich tam wpuścić , w trakcie przeprawy żołnierze sowieccy strzelają do nich.

………Cała trójka zameldowała się i mój ociec wręczył list komendanta Oświęcimia.

……..Rudiger powiedział, że jego zadaniem jest, aby na Śląsku nie było więcej Żydów. Następnie oświadczył, że ojciec mój wraz z przedstawicielami Gminy Żydowskiej w Oswięcimiu i przedstawicielami innych gmin żydowskich  na Śląsku ma pojechać w delegację do Berlina, aby tam otrzymać od centralnych władz niemieckich zajmującymi się sprawami żydowskimi, polecenia dotyczące emigracji Żydów.

……..Wkrótce nadszedł czas wyjazdu do Berlina. Z Oświęcimia jechali Hofman, Manhaimer i mój ojciec.

Hofman mieszkał w Krakowie i był kierownikiem tamtejszego Biura Emigracyjnego, zanim je zamknięto. Ale ojciec mój zaopatrzył go w dokumenty, że jest członkiem gminy żydowskiej w Oświęcimiu.

…….Delegaci jechali w nocy, w zaciemnionych wagonach, przechodząc po drodze różne kontrole. Po przybyciu do Berlina udali się do Biura Emigracyjnego, istniejącego tam już od dłuższego czasu w budynku przy ulicy Meincke 7.

………Następnego dnia przed południem odbyło się specjalne posiedzenie Zjednoczenia Żydów w Niemczech, któremu przewodniczył prof. Baeck. Na tym posiedzeniu ojciec mój złożył sprawozdanie o sytuacji Żydów na Śląsku i poprosił o szybka pomoc w sprawie emigracji oraz o wsparcie finansowe dla tamtejszych gmin żydowskich. Członkowie Zjednoczenia przyrzekli spełnić te prośby, o ile to będzie możliwe.

Powiedzieli, ze mają duże fundusze zablokowane w bankach. Można ich było wprawdzie używać, ale jedynie po otrzymaniu zezwolenia z urzędu Reichssicherheitshauptamt (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy) , którym kieruje wyski oficer SS Eichmann.

Przyrzeczono, że prośba o zwolnienie funduszów na ten cel zostanie mu niezwłocznie przedłożona. Powiedziano też delegacji, że urząd ten udziela zezwoleń na opuszczenie Niemiec tym Żydom, do których nie ma zastrzeżeń.

…….Przy tej okazji ojciec dowiedział się, że w obozach założonych w Warnie i Sulnie znajduje się już 20 tys Żydów i nie można znaleźć państwa, które chciałoby otworzyć przed nim granice. Czyniono olbrzymie wysiłki, ale nikt nie chce ich przyjąć. Nie można też już było znaleźć okrętów, które pomimo zakazu Anglików gotowe byłyby przewieźć Żydów do Palestyny.

Żywiono jednak nadzieję, że ze względu na tak drastyczne pogorszenie Żydów w Polsce i grożące im niebezpieczeństwo Anglicy dadzą jednak pozwolenie przedstawicielom Zjednoczenia Żydów w Stambule na przewiezienie pewnej liczby Żydów do Erec Israel. Członkowie delegacji dowiedzieli się, że Niemcy nie robią w tej sprawie żadnej trudności, bo ich celem jest pozbycie się Żydów za wszelka cenę. Niestety, Żydzi nie otrzymują od nikogo na świecie pomocy. Wszystkie drzwi sa przed nimi zamknięte.

 

 

 

Oświęcim mógł z miasta Zagłady Żydów – Auschwitz – stać się miastem ich ocalenia. Nie udało się to, z powodu odmowy pomocy ze strony państw zachodnich.

Holokaust w takim kształcie, w jakim znamy  go obecnie, wyłonił się właśnie wtedy: gdy Niemcy zorientowali się, iż tak na Zachodzie jak na Wschodzie, nie otwarto dla Żydów prawie żadnej drogi wyjazdu z okupowanej Europy. Niemiecka machina mordu, nie powstrzymywana już żadnymi względami strategicznymi, ruszyła z całą siłą przeciw Żydom, zdefiniowany wkrótce na  konferencji  Wannsee dn. 20.01.1942 r.

14 marca 1960 roku w hotelu Waldorff Astoria w Nowym Jorku doszło do historycznego spotkania. Na zaproszenie Ben Guriona, ówczesnego premiera Izraela, przybył kanclerz Niemiec Konrad Adenauer.

Ben Gurion zakomunikował Adenauerowi, że skoro „dzisiejsze Niemcy nie są Niemcami wczorajszymi”, to w żydowskiej modlitwie za ofiary niemieckiego ludobójstwa w czasie II wojny światowej, słowo Niemcy zostanie zastąpione słowem naziści. 

Od tego czasu w przestrzeni politycznej, medialnej i kulturowej słowo naziści zastępuje słowo Niemcy.

 


wtorek, 2 sierpnia 2022

Pouczająca historia Stoczni Gdyńskiej, SEWEPE, sanacyjna polityka kapusiów i dzisiejsza "dobra zmiana"

Czytelniku,

„W czasie bitwy los co chwila wyciąga do nas rękę i każe jak najspieszniej odgadywać zamknięte w niej niespodzianki. Mylimy się lub zgadujemy, ale biada temu, kto częściej omylił się aniżeli odgadł!… A stokroć biada tym, przeciw komu los odwraca się i zmusza do omyłek!…“ —
Bolesław Prus - Faraon


Nie będę Ci opisywał ze szczegółami jaką fikcją była dla normalnego obywatela II Rzeczypospolita. Dziś ta hołota sama nie mająca wiedzy, za to wielkie plany. Przykładem takiej poltyki jest powielanie tamtej polityki. Jak to miało miejsce ze Stocznią Gdyńską stanowiącej dość poważny obiekt przemysłu wojennego, gdyż w niej dokonywano drobnych napraw polskich jednostek pływających (wielkie naprawy przeprowadzane były w stoczniach szwedzkich i niemieckich). Była ona własnością kilku zagranicznych, głównie niemieckich i angielskich, spółek przemysłowych: „Zieleniewski, Fitzner i Gamper“, Königshütte, Laurahütte i „Starachowice“. W lipcu 1928 roku kapitaliści ci nadesłali do Ministerstwa Przemysłu i Handlu pismo, w którym grożą, że jeżeli natychmiast nie dostaną dotacji państwowej – stocznię zamkną. Wybucha popłoch i ministerstwo natychmiast udziela im 3 300 000 zł dotacji, ot tak, lekką rączką, bez żadnych zobowiązań z ich strony, bez niepotrzebnej gadaniny i zbędnych dyskusji.

W lipcu 1932 roku historia powtarza się znowu, gdyż taka zabawa bardzo się właścicielom Stoczni Gdyńskiej podoba. Tym razem minister przemysłu i handlu, Zarzycki, wysyła tajne pismo do Piłsudskiego, że stoczni zamknąć nie można, bo Polska zostanie zupełnie bez możliwości remontów swych jednostek morskich. Piłsudski jak dziś Kaczyński jest  agentem, ignorantem we wszystkim za co się weźmie, ale idiotą ekonomicznym.

Piłsudski akceptuje pismo Zarzyckiego i stocznia otrzymuje... 10 milionów zł dotacji. Ale w zamian za dotacją MSWojsk. żąda udziałów i otrzymuje je bez trudu, bo stocznia jest nierentowna, przestarzała, źle usytuowana. Przez następne lata państwo pcha w stocznię ciężkie pieniądze, wreszcie w 1938 roku udział państwa wynosi „już“ 74,5 proc. Kto posiada pozostałe 25,5 proc.?

Königshütte, Laurahütte ... a mówiąc po prostu -- Flick, Harriman, Giesche. Co nie przeszkadza - Składkowskiemu obwieścić gromko, że Polska ma własny, państwowy przemysł stoczniowy.

Toć to dzisiejsza dobra zmiana w identyczny sposób wyprowadza pieniądze. Zagrożenie się kreuje a jak Rosja oczywiście zawsze staje się głównym wrogiem. Takimi drogami powstawały „państwowe“ zakłady zbrojeniowe.

Zawsze kreuje się wroga najczęściej w celu wyprowadzenia pieniędzy, o głupocie politycznej nie wspomnę.

Za to agentura rozpowszechnia jak zawsze propagandę jak dzielnie łapaliśmy sowieckich agentów, a Ci jak weszli w podartych gaciach i z karabinami na sznurkach jak nam się wmawia to właśnie ci zasrańcy, którzy najczęściej krzyczeli, byli pierwszymi, co wiali do Rumunii. A zostali cywile i żołnierze ze średnim szczeblem dowódczym.

Trudno nie używać cudzysłowu, skoro w większości z nich ciągle reprezentowany był obcy kapitał, skoro płacono za nie ceny wielokrotnie przewyższające wartość i skoro wreszcie powstawanie tych „państwowych“ placówek odbywało się od przypadku do przypadku, od oszustwa do oszustwa.

W drugiej połowie lat trzydziestych powstają wprawdzie zakłady zbrojeniowe całkowicie zbudowane za pieniądze państwowe i figurujące w spisach jako stuprocentowa własność skarbu państwa. Nawet one służyły interesom nie kraju, a interesom zagranicznych koncernów.

Kapitał zagraniczny położył łapę na wszystkim, cokolwiek działo się w zakresie obronności Polski.

Faktu tego nie zmieniały szyldy i pieczątki. Głównym dyspozytorem polskiego przemysłu obronnego był od 1926 roku ( od przewrotu majowego Citi of London) i pozostał aż do końca obcy, w dużej mierze niemiecki, kapitał finansowy. Skutkiem tego była co tu gadać świetna robota agentury niemieckiej i angielskiej, efekt znamy.

 

Zamiast skupiać się na spiskowych teoriach kreowanych warto przynajmniej liznąć jak to u nas wyglądało naprawdę.

 

Podczas międzywojnia działała taka firma jak SEPEWE. Jest to dokładnie dzisiejszy odpowiednik tworzonych pisowskich wymysłów Polskieg Grupy Zbrojeniowej, Lotniczej, Kosmicznej, a w niedługim czasie do walki z kosmitami.

SEPEWE był w zasadzie państwowo - prywatnym zrzeszeniem eksportowym. Tak przynajmniej przewidywał jego statut. Oficjalnie rzecz biorąc, syndykat podlegał Ministerstwu Spraw Wojskowych.

Ale były to tylko pozory. W gruncie rzeczy całym syndykatem trząsł obcy i rodzimy kapitał prywatny.

Na 19 członków syndykatu było:

7 fabryk państwowych,

4 fabryki z polskim kapitałem prywatnym,

8 fabryk z kapitałem obcym (niemieckim, francuskim, angielskim, amerykańskim,

szwajcarskim i belgijskim.)

SEPEWE mógł sprzedawać broń i amunicję po tak niskich cenach - temu dziwić się nie należy.

Państwo łożyło ogromne sumy na rozwój i utrzymanie syndykatu. SEPEWE był zadłużony w BGK na sumę wielu milionów złotych. Natomiast Państwowy Instytut Eksportowy asygnuje pokaźne sumy na utrzymanie placówek zagranicznych SEPEWE, zwłaszcza na wynagradzanie przedstawicieli syndykatu.

Krótko mówiąc, z kieszeni polskiego podatnika dopłacano zagranicznym i rodzimym kapitalistom, aby zechcieli eksportować ze swoich fabryk na terenie Polski broń i amunicję, których nigdy armia polska nie miała pod dostatkiem. A nie chodzi już o „starzyznę“, nie, syndykat wywozi nowiutką broń i doskonałą amunicję! A w wojsku zostaje złom. Dokładnie to samo mamy dzisiaj z tą pisowską hołotą.

Przykład;

W roku 1938 za pośrednictwem attaché wojskowego w Lizbonie, podpułkownika Kędziora, SEPEWE sprzedaje Portugalii dwanaście samolotów i 4 miliony sztuk amunicji karabinowej i artyleryjskiej.

W tymże roku zastępca dowódcy broni pancernych, pułkownik Kopański, wyraża zgodę na sprzedanie Bułgarom i Jugosłowianom serii czołgów 7-TP, a Departament Aeronautyki ze swej strony popiera wywóz myśliwców P-26. Dnia 18 marca 1938 roku Peru zakupuje od SEPEWE 24 działka kal. 37 mm plus 24 tysiące nabojów do nich oraz 12 działek kal. 40 mm plus 24 tysiące nabojów do nich.

W styczniu 1939 roku firma „Daugs & Cie.“ w Berlinie, o której Sokołowski w piśmie do Czuruka wyraża się jako o „stałym kliencie i zaprzyjaźnionym współpracowniku“, zakupuje od SEPEWE 50 działek kal. 37 mm i 11 dział kal. 100 mm.

Wywozimy, wywozimy... Rośnie wywóz, rosną obroty, rosną zyski. Byle handel szedł!

Finansowanie SEPEWE przez Państwo ma na celu nie „utrzymanie przy życiu“ wytwórni uzbrojenia, lecz przysporzenie im kolosalnych, nadzwyczajnych zysków.

W PRLu wykreowanymi kontraktami były umowy z Libią, do których tak naprawdę dopłacaliśmy.

Działalność SEPEWE ponad wszelką wątpliwość podpadała pod paragraf kodeksu karnego o zdradzie stanu. SEPEWE ponosi całkowitą winę za ogołocenie armii ze sprzętu wojskowego w przededniu wojny. SEPEWE ponosi dużą część winy za przenikanie najściślejszych danych o uzbrojeniu armii polskiej do biur Abwehry. SEPEWE jest winien milionowych złodziejstw.

Przykład:

Dnia 3 lutego 1939 roku, w czasie wielkiej debaty budżetowej w sejmie, występuje z ramienia Komisji Budżetowej poseł podpułkownik doktor Bolesław Pikusa i oświadcza wszem i wobec, żeby ukręcić głowę plotkom i pogłoskom: „W chwili obecnej wojsko nasze posiada broń całkowicie nowoczesną, wyprodukowaną przez nasz przemysł zbrojeniowy... Zaopatrzenie w dziale amunicji odpowiada wymaganiom... Sprawa zaopatrzenia lotnictwa wojskowego została całkowicie rozwiązana... W dziale broni pancernych i zmotoryzowanych osiągnięto duże wyniki“

Na Ukrainę za odbudowę Donbasu……… oddajemy własne uzbrojenie za darmo. Ale za wydumane zagrożenie trzeba kupić uzbrojenie, za to wcześniej kupowano wojsku samochody w wersji cywilnej z welurowymi dywanikami.

SEPEWE służyło interesom IG Farben. SEPEWE działa wbrew  interesom narodowym Polski, natomiast zgodnie z interesami kapitału niemieckiego, włoskiego i powiązanych z nimi firm.

Jedziemy dalej koncesja udzielona firmie „Lilpop“ w dniu 23 czerwca 1936 r. na podstawie umowy z dnia 13 maja 1936 r. zawartej przez tę firmę z „General Motors“. Stoimy w obliczu nowej afery samochodowej w wielkim stylu, przeprowadzanej z rozmachem przez wytrawnych przemysłowców i bankierów.

Niesposób zrozumieć, jak można było po tylu pouczających błędach, popełnionych w okresie minionych siedemnastu lat, odrzucić dobrą ofertę Citroëna i kilku innych powszechnie znanych firm samochodowych, udzielić natomiast koncesji firmie „Lilpop“.

Firma „Lilpop“ otrzymała wyłączne prawo importu części montażowych, montażu i sprzedaży samochodów GM, prawo fabrykacji w Polsce części do samochodów, ale z pewnymi ograniczeniami, prawo na produkcję w Polsce samochodów „Chevrolet“, przyrzeczenie, iż GM okaże pomoc techniczną i handlową, jaka będzie uznana za niezbędną dla zapewnienia właściwego gatunku produkcji i skuteczności sprzedaży, wreszcie oświadczenie, iż GM udziela „Lilpopowi“ gwarancji co do jakości materiałów na przeciąg tylko 90 dni od dnia sprzedaży przez „Lilpopa“ samochodu i to tylko w stosunku do części dostarczonych przez GM.

Firma „Lilpop“ natomiast przyjęła zobowiązanie importu i sprzedaży co rok nie mniej niż 40 proc. wszystkich nowych wozów zarejestrowanych na terenie Polski i wolnego miasta Gdańska. „Lilpop“ dał poza tym zobowiązanie, że wyroby GM, wypuszczone na rynek przez „Lilpopa“, nie będą podlegały żadnym rejestracyjnym lub importowym ograniczeniom, że płacić będzie gotówką w dolarach albo funtach angielskich w zamian za dokumenty cif Gdynia lub fob Londyn, że płacić będzie opłaty licencyjne w wysokości około 10 proc. ceny wozu i że opłaty licencyjne będą włączone do faktur za materiały montażowe. Umowa nie zawiera więc żadnych konkretnych zobowiązań co do uruchomienia krajowej fabrykacji  samochodów, żadnych terminów, żadnego planu przechodzenia od importu do produkcji. Wręcz odwrotnie.

Po upływie przeszło roku wciąż widzimy na komorze celnej długie szeregi gotowych samochodów zagranicznych, sprowadzanych przez firmę „Lilpop“ i oczekujących wydania certyfikatu o przyznanie 95 proc. ulg celnych. Na terenie firmy „Lilpop“ nie produkuje się ani jednego typu samochodu.

Armia polska jest wówczas najbardziej zdemotoryzowaną armią w Europie, jeżeli nie liczyć Luksemburga, Albanii czy Litwy. Biją nas wielokrotnie na głowę nie tylko wielkie potęgi przemysłowe Zachodu, ale i mała Czechosłowacja, Rumunia, Hiszpania, Dania, Łotwa, nawet Portugalia. Armia polska jest już całkowicie przygotowana do klęski wrześniowej. Przygotowana dokładnie i starannie.

Dziś pisowska "dobra zmiana" czy PO robią dokładnie to samo krok po kroku.

 

W początkach lat trzydziestych państwo postanowiło wykupić udziały fabryki silników „Skoda“, która mieściła się na Okęciu, nie opodal Państwowych Zakładów Lotniczych. Doszło do tego na skutek dość drastycznego, nawet jak na sanacyjne stosunki, wypadku. Otóż dyrektorem zakładów „Skoda“ do spraw technicznych był pewien Niemiec, nazwiskiem Brog. Dziwić się temu nie należy, gdyż „Skoda“ należała do koncernu „Schneider-Creusot“,  powiązaniach z przemysłem niemieckim . Brog był inżynierem, specjalistą od wyrobu... drożdży i jego działalność w fabryce ograniczała się głównie do szykanowania młodych konstruktorów. W 1932 roku placówka „dwójki“  na terenie zakładów zaczęła coś podejrzewać. Rozpoczęto inwigilację i wreszcie... przyłapano Broga na gorącym uczynku wynoszenia z fabryki tajnych planów. Składkowski wydał jednak polecenie uwolnienia winowajcy od wszelkiej odpowiedzialności, z tym, aby opuścił on granice Polski. Na granicy historia powtórzyła się znowu: w teczce spalonego szpiega znaleziono kopie rysunków warsztatowych nowego typu silnika. Ale Składkowski i tym razem był konsekwentny. Na jego wyraźne polecenie Broga zwolniono bez wyciągania żadnych konsekwencji!

Po wykryciu afery Broga „Skoda” została postawiona wobec konieczności odstąpienia swych udziałów skarbowi państwa. Targi trwały prawie trzy lata. Przez ten czas „Skoda“ obsadziła teren fabryki drzewkami owocowymi, wysypała teren wiślanym piaseczkiem, pomalowała hangary i budynki, oczywiście nie ze względu na estetykę miejsca pracy. Szło o to, aby zagarnąć za odstępowane udziały jak najwięcej forsy. I tak się też stało. Składkowski nie należał do ludzi liczących się ze skarbowym groszem. Jak twierdzą uczestnicy pertraktacji, godził się aż pięć razy na kolejne podwyżki ze strony przedstawicieli „Skody“. I kiedy sprawa stanęła na dziewięciu milionach, Składkowski postanowił zakończyć pertraktacje; lekką ręką dołożył jeszcze dwa miliony za surowce i półfabrykaty. Wedle oceny fachowców cała fabryka, włącznie z drzewkami owocowymi i wiślanym piaskiem na ścieżkach, nie była warta więcej niż trzy i pół miliona, co Składkowskiego bynajmniej nie wzruszało. Za przepłacone „Skodzie“ pięć i pół miliona można było, jeżeli nie zbudować nową fabrykę, to przynajmniej zmodernizować zacofane, prymitywnie wyposażone fabryki w Lublinie i Białej Podlaskiej.

Tak jak w międzywojniu tak i dzisiaj czy to pis czy po robią dokładnie to samo

Konstruktorzy polskich silników lotniczych nie ustępowali konstruktorom płatowców. Jeszcze w 1926 roku polski konstruktor, inżynier Brzeski, opracował interesujący, oryginalny silnik birotacyjny.

Najwybitniejszy polski konstruktor silnikowy okresu międzywojennego, inżynier Stanisław Nowkuński, po swym eksperymentalnym „Czarnym Piotrusiu“ (około 1931 r.) zaprojektował w 1932 r. w rewelacyjnie krótkim czasie (3 miesiące!) silnik tłokowy G-1620 A, a następnie rozwojową wersję G-1620 B. Były to jedyne polskie silniki poza wykonanymi według licencji zagranicznej, które doczekały się seryjnej produkcji (około 250 sztuk łącznie).

Na całym świecie znany był nadzwyczajny silnik Nowkuńskiego GR-760, któremu zawdzięczaliśmy wygrany Challenge 1934 r. na polskim płatowcu RWD z polskim silnikiem. Wiele państw, mających wysoko rozwinięty przemysł silnikowy, zwróciło się do Polski o zakup licencji. Ale tym razem akurat obudziło się „sumienie“ w utytułowanych mężach z Departamentu Aeronautyki. Wydziwiano w nieskończoność nad różnymi drobnymi niedociągnięciami w czasie homologacji silnika, nie wykonano bagatelnej przeróbki w nieszczelnym systemie olejowym, wreszcie zniechęcono reflektanta, rzekomo dlatego, żeby nie tracić czasu na sprawy licencyjne. Nie podjęto jednak słusznej koncepcji, żeby silnik rozwinąć w podwójną gwiazdę o zwiększonej mocy.

Silnikiem jeszcze wyższej klasy była 8-cylindrowa „Foka-A“ Nowkuńskiego, którą po jego śmierci w 1935 r. dokończył Oderfeld. Silnik ten stał się sensacją Salonu Paryskiego w 1937 r. W 1939 r. był gotowy prototyp następnej wersji: „Foka-B“, silnik o osiągach wyższych od jakiegokolwiek silnika zagranicznego podobnej mocy. „Foka“ nigdy nie weszła do produkcji, skończyło się na 5 sztukach.

Podobna historia była i z następnymi, niezwykle ciekawymi silnikami „Waran“ (przewidywana moc startowa 2 000 KM) i „Legwan“ (podwójna gwiazda siedmiocylindrowa o mocy 2 500 KM).

Oba projekty były również rewelacją jak na owe czasy, lecz studia nad nimi - z powodu atmosfery nie sprzyjającej śmiałej myśli konstrukcyjnej - posuwały się bardzo opieszale. Projekt silnika o mocy 4 000 KM (poczwórna gwiazda), którego koncepcję ogólną dał inżynier Łosiński, a fragment opracowywali inżynierowie Strzeszewski i Freyberg, w ogóle nie przeszedł poza stadium wstępnych badań konstrukcyjnych.

Jaka jest sytuacja lotnictwa w przededniu wojny w latach 1938-1939? Dziewięćdziesiąt procent sprzętu jest zużyte, zdekompletowane, a w najlepszym razie - na poziomie 1932-1933 roku. Kredyty na lotnictwo rozpływają się w nie kończących się spłatach obcych licencji. I dokładnie  to samo jest dzisiaj, ta sama narracja prowadzona przez obecną hołotę zwaną rządem polskim.

Wojna? Ach, nikt w Departamencie Aeronautyki w to nie wierzy, a właściwie nie chce wierzyć.

SEPEWE zawiera natychmiast kontrakty na wywóz znacznych serii „Łosi“ do Bułgarii, Turcji, Jugosławii, a w toku pertraktacji znajdują się również umowy z Estonią, Łotwą i Finlandią. Tymczasem w polskim lotnictwie wojskowym - bez zmian: gruchoty, pudła, a ta niewielka ilość „Łosi“, którą dysponuje, jest praktycznie bezwartościowa, ponieważ z reguły brak jest jakichś niezbędnych części.

W Lublinie np. robotnicy musieli zniszczyć 40 nowiutkich  „Mew“ na dzień przed wkroczeniem hitlerowców, ponieważ Departament nie przysłał śmigieł i samoloty przez dwa tygodnie wojny stały bezczynnie. ( Tak właśnie wygląda profesjonalna robota obcego wywiadu ) To samo było na lotnisku Okęcie. W jednym z pułków lotniczych wmontowano do „Łosi“, z konieczności, stare gaźniki, co skończyło się kilkoma wypadkami.

Ale o tym Ci w szkole żaden z niedouczonych nauczycieli  nie powie.

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Bitwa pod Legnicą 9 kwietnia 1241, czyli skutki paktu Wenecji z Mongołami z 1221 r

 Czytelniku,

Jeśli Ci się jeszcze nie pomieszało w głowie od oglądania w telewizorniach cudów o tej ruchawce na Dzikich Polach zwanej Ukrainą pozwól, że Ci przypomnę fragment naszej historii, abyś lepiej rozumiał choć trochę historię swojego kraju, zwłaszcza, gdy większość historyków to zwykłe osły.

Zacznijmy od skutków.

Bitwa stoczona pod Legnicą 9 kwietnia 1241 roku została przeprowadzona w sposób sprytny, gdyż Mongołowie użyli wtedy coś w rodzaju gazów bojowych i dymu, w celu odwrócenia uwagi i sprowokowane ucieczki. O tym, że posługiwali się podbitymi Rusinami nie trzeba wspominać

Mongołowie rozbili rycerzy zakonnych i hufiec racibosrko-opolski i wtedy w wynku sprytnego manewru wciągają w wir walki Króla  Henryka II Pobożnego wraz z jego hufcem . Jego wojska zostały okrążone i wycięte. Głowę księcia, nabitą na włócznię, Tatarzy pokazali załodze legnickiej. Pewni, że rozbici Polacy nie stanowią już zagrożenia, udali się do głównych sił Batu-chana łupiących Węgry. Przedwczesna śmierć księcia Henryka doprowadziła do rozpadu jego państwa i pogłębiła rozbicie dzielnicowe. Tak kończą pobożni bez rozeznania w geopolityce. Generalnie skończyło się to dla nas słabo jak wiemy z historii.

Dobrze, ale pozostaje pytanie jak to się stało, że dziki lud ze wschodu porusza się w sposób zorganizowany i PLANOWY jakby wiedział, którędy ma iść i co ma rabować. Wojska jego są dzielone, jakby wiedział jak ma w takiej operacji podzielić ogromną armię.

Mongołowie nie mieli szkół wojskowych, pozostaje pytanie jak i skąd to wiedzieli. Skutkiem ich działań było min. załamanie wydobycia złota, a otworzyła min. sukces na cukier, który akurat sprzedawała Wenecja, a który był traktowany jako rarytas, luksus i lekarstwo, czyli świetny produkt do handlu. Tak się kreuje handel i politykę.

Odpowiedź znajdziemy w książce J. Chambers: The Devil's Horsemen: the Mongol Invasion of Europe. Londyn 1979, s. 24

Mongołowie zimą 1221 (luty/marzec) zawarli sojusz z kupcami weneckimi; w zamian za mapy i szczegółowe informacje na temat Europy Środkowej i Zachodniej, zniszczyli genueńskie miasto Soldaia ( to konkurencja Wenecji) na Półwyspie Kerczeńskim.

„To właśnie podczas rzezi Kumanów nad Morzem Azowskim i palenia miast, które dawały im schronienie, Subedei dokonał jednego z najważniejszych osiągnięć wyprawy. Po raz pierwszy spotkał ludzi z Europy Zachodniej. Dla kupców z Wenecji było oczywiste, że Mongołowie nie byli zwykłymi koczowniczymi bandytami, jak Kumanowie: żołnierze nosili pod lekką zbroją delikatny jedwab; ich dyscyplina i broń były takie, jakich Wenecjanie nigdy nie widzieli; z ich armią jechali lekarze i dyplomaci oraz korpus tłumaczy, w skład którego wchodził ormiański biskup; a muzułmańscy kupcy w ich taborze bagażowym byli tak skuteczni, że już drukowali tanie Biblie i sprzedawali je miejscowym Rosjanom. Subedejowi, z drugiej strony, Wenecjanie udowodnili, że nie są jego wrogami i w jego interesie było, aby stali się jego przyjaciółmi: nie mieli żołnierzy, nie oferowali ochrony Kumanów, a ich wiedza na temat geografii i polityki europejskiej byłaby nieoceniona. Przez kilka dni bawił ich wystawnie, a Wenecjanie z radością przyjmowali jego gościnę i odpowiadali na jego niekończące się pytania o cywilizacje Europy oraz pozycje i siłę królestw, które leżały na krańcach stepów. A kiedy uczty i rozrywki dobiegły końca, podpisano tajny traktat między Wenecją a Imperium Mongolskim. Podróżujący weneccy kupcy mieli sporządzać szczegółowe raporty na temat siły gospodarczej i ruchów militarnych w krajach, które odwiedzali, oraz szerzyć taką propagandę, jakiej wymagali Mongołowie, a w zamian za to, gdziekolwiek Mongołowie jeździli, wszystkie inne stacje handlowe miały zostać zniszczone, a Wenecja miała otrzymać monopol.

 

Subedei pragnął teraz bardziej niż kiedykolwiek posunąć się naprzód i rozpoznać granice Węgier, ale zanim wrócił na spotkanie z Jebe nad Donem, skorzystał z okazji, by zademonstrować Wenecjanom swoją szczerość. Cieśnina Kerczeńska, która oddziela Morze Azowskie od Morza Czarnego między lądem stałym a półwyspem krymskim, była zamarznięta. Na Krymie stała bogata genueńska stacja handlowa w Sudaku, która wtedy nazywała się Soldaia. Prowadząc swoich żołnierzy przez lód, Subedei zrównał Soldaię z ziemią i podczas gdy on jechał z powrotem przez Perekop, by dołączyć do Jebe, nieliczni ocaleni, którzy uciekli na galerach, wrócili do Włoch z pierwszymi relacjami naocznych świadków o bezlitosnych jeźdźcach.” ( tłumaczenie uproszczone )

 

Jeszcze fragment o Złotoryi z The Devil's Horsemen: ( ten fragment jest z tłumaczenia jednej z osób piszącej w komentarzach w szkole nawigatorów.

 

Bajdar i Kadan umówili się na ponowne spotkanie pod Wrocławiem, stolicą Śląska, gdzie spodziewali się zastać najsilniejszą z polskich armii, a ponieważ mosty na Odrze zostały zniszczone, Bajdar musiał najpierw zebrać wszystkie łodzie w Raciborzu i zbudować własny most pontonowy. Zanim dotarł do Wrocławia, mieszkańcy spalili już własne miasto i wycofali się do cytadeli. Kadan jeszcze nie dotarł, więc Bajdar zaczął go oblegać, ale w końcu otrzymał wiadomość, że Henryk Śląski [Henryk II Pobożny] zebrał armię północnych książąt pod Liegnitz, które znajdowało się zaledwie czterdzieści mil stąd, a król czeski Wacław maszeruje, by się z nim połączyć. Bajdar odstąpił od oblężenia, wysłał wiadomość do Kadana i Batu, i ruszył pełną parą, by dotrzeć do Liegnitz przed Wacławem.

 

Wrocławianie wierzyli, że zostali ocaleni przez cud, a legenda głosiła, że modlitwy przeora klasztoru dominikanów sprowadziły na niego tak promienną światłość z nieba, że Mongołowie uciekli w popłochu.

 

Pod Liegnitz, dziś znanym jako Legnica, naprędce zebrana armia Henryka liczyła nie więcej niż dwadzieścia pięć tysięcy ludzi, a wielu z nich było niewyszkolonych i źle wyposażonych. Mieczysław z Opola przyprowadził swoją armię, a margrabia Moraw wysłał wojsko pod dowództwem swojego syna Bolesława, ale składały się one głównie z niedoświadczonych wojsk feudalnych. Wielu rekrutów z Wielkopolski i duży kontyngent ochotników zebranych przez bawarskich górników złota z Goldburga [Złotoryja ?] na Śląsku byli uzbrojeni jedynie w narzędzia swojego fachu. Oddziały templariuszy z Francji i szpitalników  były zbyt małe, by mieć jakiekolwiek znaczenie. Poza własną armią Henryka złożoną z najemników i regularnych żołnierzy śląskich, którzy byli doświadczeni i wybitni, jedyną poważną jednostką w połączonej armii był wspaniały kontyngent krzyżacki dowodzony przez pruskiego landmistrza Poppo von Osterna. Morale nieświadomych poborowych podnosiła pewność siebie i splendor chrześcijańskich rycerzy z ich sztandarami i wspaniałymi zbrojami, ale chociaż ci poborowi mogli być zaciekłymi i odważnymi obrońcami na murach miasta, nie można było sobie wyobrażać, że mogliby być skuteczni na polu bitwy.

My widzimy informacje, o których się mamy uczyć, ale właściwe są zawsze ukryte, czasami są pod nosem, których nie widzimy, że Imperium Mongolskie odnosi się do królestwa stepowego założonego przez Czyngis-chana i rządzonego przez jego potomków Ögedei Khana, Güyük Khana i Möngke Khana (1190 do 1260), a także społeczności czterech kolejnych imperiów: Chanatu Czagatai (do 1565 r.), Ilchanatu (do 1507 r.), Złotej Ordy (do 1502 r.) i dynastii Yuan. (do 1387 roku, ale w Chinach tylko do 1368 roku). Imperium mongolskie nadal znało instytucję Wielkiego Chana nawet po 1260 roku, ale według Möngke Khana, odpowiedni Wielki Chan nie był już w pełni uznawany przez wszystkie mongolskie chanaty, ale częściowo działały jak niezależne imperia.

środa, 27 lipca 2022

Ukraińcy - LESZEK ŻEBROWSKI: TRZEBA ICH OPISAĆ TAK, JAK NA TO ZASŁUGUJĄ

 


Pan Leszek Żebrowski zapomniał o jednej bardzo ważnym fakcie. Wg międzynarodowych konwencji na terenie okupowanym odpowiada okupant, czyli Niemcy. Kto ich szkolił - Niemcy, czyją realizowali politykę - Niemiecką.  Nic się tu nie zmienia. A nas standartowo napuścić na Rosjan, jakkolwiek ich będziemy nazywać. O prowokowaniu waśni narodowych nie wspomnę. O Anglikach czy Amerykanach nie wsponę, bo to chyba widać, chyba, że ktoś ma bielmo na oczach.


Gdy nie umiemy przewidywać skutków obecnych działań


Déjà vu?



wtorek, 26 lipca 2022

Dzień Oręża Polskiego, czyli jaki powinien być prawidłowy dzień Wojska Polskiego (Oręża Polskiego)

Czytelniku,
Nie tylko rząd, ale i wojsko nie wiedzą, co dlaczego kiedy mają obchodzić. Co roku widzimy jak za komuny odbywały się parady, potem zmieniono na święto po bitwie warszawskieg, ale jakie powinno być prawidłowe święto obchodzone corocznie jest oczywiście w książkach. Ale nasze wojsko jest zbyt głupie, aby cokolwiek przeczytać i zrozumieć, o doktrynie wojennej nie wspomnę, bo na to sa za ciency umysłowo.
Nasi historycy to już nie tylko zakute łby, jak ich delikatnie nazywa blog http://rudaweb.pl/ to tumany naukowe. Nie dość, że nie potrafią ustalić daty przyjęcia chrześcijaństwa (o przeszłości lechickiej nie wspomnę, gdyż jest to dla nich za trudne), ale nie umieją także ustalić dnia dzisiaj mówiąc Wojska Polskiego, czyli Oręża Polskiego. 

Spróbujmy ustalić w sposób jasny i prosty ustalić jaki powinien być TEN WŁAŚCIWY DZIEŃ ORĘŻA POLSKIEGO, a właściwie dzień Oręża Lechitów, Oręża Rzeczypospolitej Obojga Narodów - ja Jałty i rozbiorów NIE UZNAJĘ.

Aby świętować dzień Oręża Rzeczypospolitej musimy mieć dwie rzeczy - zwycięstwo militarne i jego usankcjonowanie przez władcę. Dobrze, ale czy mamy te dwie rzeczy w naszej historii. Oczywiście, że mamy. Tym wydarzeniem jest bitwa pod Grunwaldem z 15 lipca 1410 r. Dobra, mamy bitwę zwycięską, datę i miejsce. Pozostaje jego usankcjonowanie. Usankcjonowanie tego zwycięstwa i ogłoszenie, aby ten dzień świętować znajdziemy w Kronikach Jana Długosza


" Rok ten nie tylko u Polaków, ale i sąsiednich narodów, tak sprzymierzeńców jak i nieprzyjaciół pamiętny był wielką klęską Krzyżaków, która przytarłą ich dumę i wyniosłość, i dzień ten corocznie święcony jest z uroczystością; nie mniej z innemi zwycięstwy odniesionymi nad Krzyżakami pod Koronowem, Tucholą i Gołubiem; tudzież nad wojskiem króla Węgierskiego Zygmunta pod Bardyowem "


s. 106 r. 1410  Księga XI
https://books.google.dk/books?id=OvcDAAAAYAAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false


Tak więc mamy tak banalną rzecz pod samym nosem, a szukamy nie wiadomo gdzie.
Wszystko zwalamy na żydów, masonów, cyklistów i wszystkich na około. Najpierw trzeba zacząć czytać, potem to analizować i wyciągać wnioski. 
Dziś mamy naród tak ogłupiony, ale za to katolicki, co na jedno wychodzi.
Fakt, że mając takich sąsiadów jakich mamy w każdym domu powinno być kilka sztuk broni, a powinni karani być Ci, co jej nie posiadają. Nadzieją jest, że pojawiają się ludzie, których warto posłuchać. Tą osobą jest Jacek Hoga








czwartek, 21 lipca 2022

Pogrom w Korsuniu, czyli dlaczego Krym głosował za Rosją?

Czytelniku,

Czy ktoś wie co działo się w Korsuniu? Był to pogrom ludzi, którzy byli przeciwni Majdanowi...mieli do tego pełne prawo...jak rozprawili się z nimi członkowie partii Witalija Kliczki jest w tekście przetłumaczonym przez blogera Zygmunta Białasa, filmy z pogromu na końcu posta...wklejam dla równowagi przeciw banderowskiej propagandzie...

(...)

Przygotowane i sfinansowane przez Zachód obalenie prezydenta Janukowicza nie poprzestało na wprowadzeniu rządu Jaceniuka.

 

Już w nocy z 20 na 21 lutego 2014 roku zaczęły się pogromy na Ukrainie. Te odrażające przestępstwa - umyślnie przemilczane przez zachodnie media - były właśnie przyczyną referendum na Krymie. Ale może po kolei.

 

Zapowiadane wówczas rokowania zachodnich "aktorów" (Steinmeier, Fabieus, Sikorski) z prezydentem Janukowiczem i tak zwaną majdanową opozycją były ustalone na 21 lutego. Podczas gdy na Majdanie nastał okres przemocy i śmierci, protestowali nieco dalej Ukraińcy, którzy nie zgadzali się na obalenie prawnie wybranego rządu. To był Antymajdan.

 

Gdy jedna z grup, licząca około 500 mieszkańców Krymu, wracała autobusami do domu, została zatrzymana w drodze. Nic niepodejrzewający pasażerowie zostali wyciągnięci z autobusów i potem poniżani i maltretowani, a niektórzy zamordowani.

 

To był pogrom w Korsuniu - ostrzeżenie dla wszystkich mieszkańców Krymu i początek zamierzeń przyłączenia półwyspu do Rosji.

 

Tu, w niemieckim artykule, znajdują się trzy filmy, przedstawiające pogrom, oraz uwaga, by nazbyt wrażliwe osoby nie oglądały relacji; link poniżej.

 

W korsuńskim pogromie uczestniczyli w znaczącym stopniu członkowie partii Witalija Kliczki, partii finansowanej przez Fundację Konrada Adenauera. Można więc wyciągnąć wniosek, że te przestępstwa były znane w Brukseli, a przynajmniej w Berlinie.

 

Jest nieprawdopodobne, by Kliczko, finansowany przez CDU i wspierany przez UE, samodzielnie zarządził taką orgię bicia, grożenia i mordu. W jakim jednak stopniu UE i Niemcy wiedziały o pogromie czy wręcz uczestniczyły w planowaniu okrutnego przestępstwa, nie zostanie zapewne nigdy wyjaśnione.

 

Widać tu wyraźnie, jak Unia i Niemcy (z waszyngtońskiego nadania) rozumieją "demokrację i pokój na Ukrainie": wywołać strach, grozę i zmusić zastraszonych mieszkańców do uległości.

 

UE i Berlin grają rolę książąt pokoju, mimo że zapewne wiedziały o wszystkich okrucieństwach. Jest możliwe, że już wcześniej miały wiedzę o tym, jaką masakrę planowano. Zainscenizowana akcja z udziałem trzech ministrów spraw zagranicznych była - jak się zdaje - tylko przedstawieniem, gdyż obalenie Janukowicza było już dawno postanowione.

 

Nie ulega wątpliwości, że korsuński pogrom nie nastąpił spontanicznie ze strony "stukniętych nacjonałów", lecz był starannie zaplanowany. Osiem autobusów było obserwowanych na trasie i dane o ich każdorazowej pozycji były przekazywane telefonicznie.

 

Droga Kijów - Odessa, którą jechały autobusy z Majdanu na Krym, została w pobliżu Czerkas profesjonalnie zatarasowana kamieniami i pniami drzew. Zadania napastników były dokładnie określone. Jedni przecinali opony, inni wybijali szyby, a jeszcze inni bili pasażerów i zabijali.

 

Nawet spychacze były na miejscu, by zamordowanych zakryć ziemią. Do dzisiaj nie wyjaśniono, ile osób tam zamęczono. Czy tego uczyli na obozach szkoleniowych w Polsce?

 

Autobusy zostały przejęte przez około 1500 pałkarzy Prawego Sektora. Po tej akcji przestępcy ci zostali wciągnięci przez Kliczkę do policji. Ukraińcy z Donbasu i mieszkańcy Krymu zaczęli rozumieć, że celem zainscenizowanej rewolucji było zdobycie przez NATO kontroli nad Krymem (jako bazy wojskowej bezpośrednio przy rosyjskiej granicy).

 

Napad na pasażerów, wracających na Krym i groźby, że Prawy Sektor przybędzie na półwysep i wymorduje wszystkich rosyjskojęzycznych mieszkańców, były ostrzeżeniem, którego nie można było zlekceważyć.

 

Takie były powody podjęcia 27 lutego 2014r. decyzji przez parlament na Krymie o referendum, w którym mieszkańcy mieli się wypowiedzieć 25 maja 2014r. za lub przeciw włączeniu ich krainy do Federacji Rosyjskiej. Spośród 64 posłów 61 głosowało za przeprowadzeniem referendum.

 

 

 

Przetłumaczył: Zygmunt Białas

 

http://zygumntbialas.neon24.pl/post/119656,dlaczego-krym-tak-bardzo-chcial-do-rosji(link is external)

 

http://quer-denken.tv/index.php/1229-das-progrom-von-korsun-und-der-anschluss-der-krim-an-russland

pobrano z Pogrom w Korsuniu...dlaczego Krym tak bardzo chciał do Rosji... | Niepoprawni.pl




środa, 20 lipca 2022

Senator Richard Black: Decyzja o wojnie została podjęta w USA, decyzja o ataku została podjęta w Rosji. Majdan na Ukrainie z udziałem CIA i MI-6


 

Dziennikarka Alina Lipp z Niemiec. Grozi jej trzy lata więzienia, jeśli wróci do ojczyzny.


Jako jedyny niemiecki reporter na ziemi w Doniecku, Lipp ujawnił, że ukraińskie siły ostrzeliwują cywilów, atakują oddział położniczy, porty górnicze i bombardują spichlerz wypełniony kukurydzą na eksport. Grozi jej trzy lata więzienia, jeśli wróci do swojego kraju.

To tylko jeden przykład, czytelniku, a ich jest więcej. Ta wojna na Ukrainie i kłamstwa pisowskiego ścierwa, zwane polskim rządem opiera się na kłamstwie i przedstawieniu faktów, które nie mają nic wspólnego z prawdą.

pobrano z : WIDEO: Niemcy kryminalizują dziennikarza za ujawnienie ukraińskich zbrodni wojennych - Szara strefa (thegrayzone.com)

środa, 13 lipca 2022

Broń w specjalnej sprzedaży: Ukraińcy sprzedają również Rosjanom

 Czytelniku dużo się dzieje w naszym kraju, w którym pisowskie ścierwa prowadza nasz kraj do upadku.


Kijów domaga się coraz większej ilości broni, a bajki o ofensywach i kontratakach, z których większość zostaje zniszczona lub trafia w ręce Rosjan (setki zdobycznych broni wystawiono w Lisichańsku), ale znaczna część trafia na czarny rynek. Korupcja, która istnieje w ukraińskiej armii, jest nie do opisania, ponieważ oficerowie i menedżerowie sprzedają sobie wszystko: Rosjanie niedawno ogłosili, że kilka nowych francuskich i niemieckich haubic samobieżnych, dostarczonych w idealnym stanie do rosyjskich biur projektowych w celu przeprowadzenia badań, nie zostało schwytanych w bitwie, ale zakupionych z wielką zniżką na linii frontu. Nie jest to nic nowego, absolutnego, ponieważ niektóre ochotnicze oddziały separatystów Donbasu od dawna działają na rynku, kupując mnóstwo broni i sprzętu z całej linii frontu i powszechnie wiadomo, że istnieje działalność aukcyjna, w której każdy, kto płaci, może kupić, co chce. "Stingers" można kupić za cenę, która waha się wokół 3 USD lub 4 USD płatnych w kryptowalucie, ale można również znaleźć specjalne okazje, gdy cena spada do kilkuset dolarów.

 

Te systemy rakietowe do montażu na ramieniu są idealną bronią do ataku terrorystycznego i mogą łatwo zniszczyć pojazdy opancerzone, samoloty startowe, helikoptery i oczywiście każdy inny rodzaj pojazdu: nawet kilka z tych systemów uzbrojenia może zablokować cały ruch lotniczy, a ponad 50 procent tych istniejących w arsenałach na całym świecie zostało wysłanych na Ukrainę. Z drugiej strony można je łatwo przewieźć w bagażniku samochodu, a zatem można je łatwo wywieźć z Ukrainy dzięki korupcji ukraińskich funkcjonariuszy straży granicznej, którzy mogą również płacić swoim polskim lub słowackim kolegom za zamknięcie obu oczu. A ile broni otrzymają islamiści z Ukrainy w Syrii i Iraku? Włączając w to te same typy zdolne do wyniszczenia samolotów NATO i pojazdów opancerzonych odradzającej się armii irackiej, po tym, jak Stany Zjednoczone starały się na wszelkie sposoby, aby nie wpadły w ich ręce właśnie dlatego, że mogą stanowić poważne zagrożenie nawet dla TYCH samych wojsk amerykańskich. W zachodnich mediach Ukraińcy są przedstawiani jako wojownicy światła, a niewielu ludzi w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie jest naprawdę świadomych skali korupcji i kradzieży, które nadal mają miejsce. Z drugiej strony kijowskie milicje doskonale wiedzą, że nie mogą wygrać wojny i próbują coś przygotować na niepewną przyszłość kraju.

 

Jest to tak istotne, że na falach ukraińskich jednostek rosyjscy negocjatorzy przekonują artylerzystów oraz kierowców czołgów i ciężarówek do natarcia we wskazanych punktach i poddania się ze swoim sprzętem. W zamian: rosyjskie dokumenty, wolność i trochę pieniędzy wystarczy, aby przenieść się do kurortów Uralu i stamtąd wysłać pieniądze do rodzin, zanim się połączą. W końcu chodzi o ludzi, którzy mówią po rosyjsku i rosyjsku: skok w pustkę zrobił to, jeśli w ogóle z zamachem stanu na Majdanie. Z plotek wynika, że Rosjanie zapłacili dwóm francuskim haubicom Cesar 120 tysięcy dolarów i 100 tysięcy za PzH 2000. Zachodni sojusznicy Ukrainy doskonale zdają sobie sprawę z tych faktów. W Kijowie próbują walczyć z dezerterami, tworząc oddziały i tworząc niektóre instytucje komisarzy politycznych. Jednak kilka dni pod rosyjskim bombardowaniem znacznie zmieniło światopogląd zarówno lokalnych nacjonalistów, jak i regularnych oficerów ukraińskich sił zbrojnych. Rezultatem jest paradoksalna sytuacja. Znaczna część amerykańskiej broni jest kupowana tanio przez Rosjan. Jednak oprócz Rosjan Ukraińcy sprzedają broń także grupom interesów na Bliskim Wschodzie, a trasa tego przemytu przebiega przez miasto Odessa, które Kijów chce utrzymać za wszelką cenę i odbywa się przez nazistowskie formacje, które wykorzystują zagranicznych najemników, którzy dobrze znają rynek. Następnie oddziały przechodzą przez Rumunię, Bułgarię i Macedonię, aby dotrzeć do Albanii, gdzie lokalne gangi przestępcze są odpowiedzialne za "dystrybucję" najwyraźniej we współpracy ze służbami Tirany. Krótko mówiąc, jest to zgnilizna, która zajmuje znaczną część kontynentu i jest wynikiem ekspansji NATO na wschód.

 

I nie jest pewne, czy ta broń nie trafi w ręce grup oporu w samej Europie, kończąc cykl absolutnego tłumu, w którym się znaleźliśmy.

 pobrano z: Armi in svendita speciale: gli ucraini vendono anche ai russi | il Simplicissimus (ilsimplicissimus2.com)

Praktycznie wszystko co się pojawia w naszych mediach jest propagandą.

Ukraina zakazuje opozycji politycznej – weterani dziś | Wojskowy dziennik polityki zagranicznej dla tajnych służb (veteranstoday.com)