czwartek, 1 października 2026

Kozaczyzna, Ukraina jak to wyglądało naprawdę

Czytelniku,

Poniżej fragment pozycji Jan Zamorski- Z krainy ruin, tyfusu i niedoli, której znajdziemy dokładnie opisane jak to naprawdę wyglądała kozaczyzna i  ukraina.

Nasi historycy ( historykach wojskowych nawet nie wspomnę), nawet nie rozumieją, że romantyzm został wystrugany w Londynie by Citi mogło budować swoje biznesy, wypierać lokalne pieniądze na rzecz papierowych tak jak dziś cyfrowych pod hasłami walki z królami, wolności , braterstwa, walki z dynastiami katolickimi, powrotem do natury itp. Do swoich rozgrywek Niemcy Austryjacy, prusacy używali do swoich rozgrywek tzw, Ukraińców do rozgrywek z Polską, zaś Anglicy używali ich do rozgrywek z Moskwą. Moskwa z kolei wymyślała sobie słowiański naród jak zwał tak zwał i rusyfikowała tereny, które zajmowała.

 „…Uzasadnieniem dążeń do niepodległości i wzorem dla przyszłego ustroju nowego narodu była kozaczyzna. Tymczasem tak rzeczywista kozaczyzna jak i jej romantyczne odtworzenie było organizacją antypaństwową, antyspołeczną i antykulturalną.

Organizacja zbójecka, stworzona dla rabunku, nie jest związkiem państwa, dopóki celem rabunku są przedmioty ruchome, a nie zabór ziemi i ludzi, tę ziemię uprawiających. Zarówno rzeczywistość jak i romantyczna jej wizja opowiadają o wyprawach do Polski, Multan, Konstantynopola, Tatarszczyzny, dla uwięzienia łupów, ale aż do czasów Chmielnickiego nie wspominają o napadzie na jakiś kraj celem owładnięcia nim i pozostania w nim na wzór np. Normanów. Jest to zorganizowana kradzież z rozlewem krwi , niż zabór czy podbój. Nawet zachwalana wolność nie była wolnością lecz swawolą, bo takie znaczenie ma lokalny wyraz „swoboda” , „to je, koły wsio wilno szo chto chocze”. Jest to zatem nie miłość wolności, lecz pospolita swawola, bezprawie i bezrząd. Na takim fundamencie nie buduje się państwa.

Rabunek może na pewnym stopniu rozwoju być zaczątkiem czy podłożem pod przyszłą kulturę. Kto narabował cennych przedmiotów i rozszerzył przez to zakres swoich potrzeb, może wychować dzieci w dostatku, a wiec i w potrzebach nieco wyższych. Byłoby to niejako zadatek postępu i rozwoju.

Ale nawet i tej strony nie miały rabunki kozackie. Za szczyt kozaczyzny uważano – rzadziej w rzeczywistości niż w małpujący Byrona opisach – wzgardę dla ukradzionych kosztowności. Prawdziwy kozak  z powieści ubierał się w najcenniejsze zrabowane szaty i tarzał się w mazi czy smole albo deptał i po błocie rozścielał makaty pod nogi końskie. Mówiąc po prostu: niszczył zrabowane rzeczy. Rabował zatem nie z potrzeby albo na użytek własny, ale z zawziętości i dla niszczenia. Niszczenie nie jest zaś budowaniem i na instynkcie niszczenia nie można oprzeć rozwoju ani doskonalenia się.

Prawo zwyczajowe – bandy zbójeckie maja zawsze swoje prawa, których przestrzegają skrupulatnie – nakazywało, żeby Wielki Hetman nie umiał czytać ani pisać, bo jako jedyny „uczony” w tym gronie mógłby pokusić się o ograniczenie swobód starszyzny, czyli mówiąc po staropolsku, o wprowadzenie absolutum dominium. Miał od tych spraw Pisarza, przed którym zamknięta była droga do buławy.  Chmielnicki przecież udawał analfabetę i dopiero Wyhowski, który zresztą z pisarza postąpił na hetmana, odważył się nie kryć ze swoim szkolnym wykształceniem.

Analfabetyzm jako racja stanu, jako zasada utrzymująca państwo, jako idea rodzajna narodu jest chyba niedorzecznością w samem założeniu.

Antyspołeczność kozaczyzny widać najlepiej do jej stosunku do kobiety. Kozak miał być kawalerem, a w żadnym wypadku kobieta nie śmiała wstąpić na Sicz. Jako wykwit tego stosunku. Jako wykwit tego stosunku wychwala bajronistyczna poezja chwytania branek, czy z haremu czy z dworu lackiego , aby po zaspokojeniu chuci czyli „pohulaniu” , albo obciąć głowę, albo utopić to w morzu. „Kamień do łba i do wody z nią”.

Tego rodzaju obyczaj nie stwarza rodziny, która jest podstawą narodu i państwa. Ten obyczaj stał se później tak obowiązującym, że wyrosła z kozactwa hajdamaczyzna już się nie rozmnażała w sposób naturalny ( jak twierdzi Kitowicz), lecz się rekrutowała z opryszków i wisielców, uciekających przed katem Polski, Moskwy, czy Turcji i poprzestawała na eulenburgiadzie.

To nic, że u schyłku średnich wieków na rubieżach bezpańskich mogła się związać z wyrzutków podobna organizacja zbójecka. Gorzej, że u schyłku XIX wieku i na początku XX wieku można było przez czkawkę romantyzmu, taką organizację przedstawiać młodzieży  w szkołach jako wzór do naśladowania, jako najchlubniejsza kartę dziejów, jako to marzenie, które przez wysiłek, poświęcenie i krew należy z powrotem ściągnąć na ziemię, jako przedmiot narodowego podziwu i chwały, jako przeszłość własną, która jest zadatkiem przyszłości. Nie jest to moje zdanie osobiste, takiego wstecznika i „ukrainożercy”, lecz sam ideolog ukrainizmu Kulisz napisał w chwili szczerości, że „ trzeba przyznać, iż nasi przodkowie byli pospolitymi rabusiami”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz