Czytelniku,
Poniżej fragment pozycji Jan Zamorski- Z krainy ruin, tyfusu
i niedoli, której znajdziemy dokładnie opisane jak to naprawdę wyglądała kozaczyzna
i ukraina.
Na si durnie zwani historykami ( historykach wojskowych nawet
nie wspomnę), nawet nie rozumieją, że romantyzm został wystrugany w Londynie by
Citi mogło budować swoje biznesy, wypierać lokalne pieniądze na rzecz
papierowych tak jak dziś cyfrowych pod hasłami walki z królami, wolności ,
braterstwa, walki z dynastiami katolickimi, powrotem do natury itp. Do swoich
rozgrywek Niemcy Austryjacy, prusacy używali do swoich rozgrywek tzw, Ukraińców
do rozgrywek z Polską, zaś Anglicy używali ich do rozgrywek z Moskwą. Moskwa z
kolei wymyślała sobie słowiański naród jak zwał tak zwał i rusyfikowała tereny,
które zajmowała.
„…Uzasadnieniem dążeń
do niepodległości i wzorem dla przyszłego ustroju nowego narodu była
kozaczyzna. Tymczasem tak rzeczywista kozaczyzna jak i jej romantyczne
odtworzenie było organizacją antypaństwową, antyspołeczną i antykulturalną.
Organizacja zbójecka, stworzona dla rabunku, nie jest
związkiem państwa, dopóki celem rabunku są przedmioty ruchome, a nie zabór ziemi
i ludzi, tę ziemię uprawiających. Zarówno rzeczywistość jak i romantyczna jej
wizja opowiadają o wyprawach do Polski, Multan, Konstantynopola, Tatarszczyzny,
dla uwięzienia łupów, ale aż do czasów Chmielnickiego nie wspominają o napadzie
na jakiś kraj celem owładnięcia nim i pozostania w nim na wzór np. Normanów.
Jest to zorganizowana kradzież z rozlewem krwi , niż zabór czy podbój. Nawet
zachwalana wolność nie była wolnością lecz swawolą, bo takie znaczenie ma
lokalny wyraz „swoboda” , „to je, koły wsio wilno szo chto chocze”. Jest to
zatem nie miłość wolności, lecz pospolita swawola, bezprawie i bezrząd. Na
takim fundamencie nie buduje się państwa.
Rabunek może na pewnym stopniu rozwoju być zaczątkiem czy
podłożem pod przyszłą kulturę. Kto narabował cennych przedmiotów i rozszerzył
przez to zakres swoich potrzeb, może wychować dzieci w dostatku, a wiec i w
potrzebach nieco wyższych. Byłoby to niejako zadatek postępu i rozwoju.
Ale nawet i tej strony nie miały rabunki kozackie. Za szczyt
kozaczyzny uważano – rzadziej w rzeczywistości niż w małpujący Byrona opisach –
wzgardę dla ukradzionych kosztowności. Prawdziwy kozak z powieści ubierał się w najcenniejsze
zrabowane szaty i tarzał się w mazi czy smole albo deptał i po błocie
rozścielał makaty pod nogi końskie. Mówiąc po prostu: niszczył zrabowane
rzeczy. Rabował zatem nie z potrzeby albo na użytek własny, ale z zawziętości i
dla niszczenia. Niszczenie nie jest zaś budowaniem i na instynkcie niszczenia
nie można oprzeć rozwoju ani doskonalenia się.
Prawo zwyczajowe – bandy zbójeckie maja zawsze swoje prawa,
których przestrzegają skrupulatnie – nakazywało, żeby Wielki Hetman nie umiał
czytać ani pisać, bo
jako jedyny „uczony” w tym gronie mógłby pokusić się o ograniczenie swobód
starszyzny, czyli mówiąc po staropolsku, o wprowadzenie absolutum dominium.
Miał od tych spraw Pisarza, przed którym zamknięta była droga do buławy. Chmielnicki przecież udawał analfabetę i
dopiero Wyhowski, który zresztą z pisarza postąpił na hetmana, odważył się nie
kryć ze swoim szkolnym wykształceniem.
Analfabetyzm jako racja stanu, jako zasada utrzymująca
państwo, jako idea rodzajna narodu jest chyba niedorzecznością w samem
założeniu.
Antyspołeczność kozaczyzny widać najlepiej do jej stosunku do
kobiety. Kozak miał być kawalerem, a w żadnym wypadku kobieta nie śmiała wstąpić
na Sicz. Jako wykwit tego stosunku. Jako wykwit tego stosunku wychwala
bajronistyczna poezja chwytania branek, czy z haremu czy z dworu lackiego ,
aby po zaspokojeniu chuci czyli „pohulaniu” , albo obciąć głowę, albo utopić to
w morzu. „Kamień do łba i do wody z nią”.
Tego rodzaju obyczaj nie stwarza rodziny, która jest podstawą
narodu i państwa. Ten obyczaj stał se później tak obowiązującym, że wyrosła z
kozactwa hajdamaczyzna już się nie rozmnażała w sposób naturalny ( jak twierdzi
Kitowicz), lecz się rekrutowała z opryszków i wisielców, uciekających przed
katem Polski, Moskwy, czy Turcji i poprzestawała na eulenburgiadzie.
To nic, że u schyłku średnich wieków na rubieżach bezpańskich
mogła się związać z wyrzutków podobna organizacja zbójecka. Gorzej, że u
schyłku XIX wieku i na początku XX wieku można było przez czkawkę romantyzmu,
taką organizację przedstawiać młodzieży
w szkołach jako wzór do naśladowania, jako najchlubniejsza kartę
dziejów, jako to marzenie, które przez wysiłek, poświęcenie i krew należy z
powrotem ściągnąć na ziemię, jako przedmiot narodowego podziwu i chwały, jako przeszłość
własną, która jest zadatkiem przyszłości. Nie jest to moje zdanie osobiste,
takiego wstecznika i „ukrainożercy”, lecz sam ideolog ukrainizmu Kulisz
napisał w chwili szczerości, że „ trzeba przyznać, iż nasi przodkowie byli
pospolitymi rabusiami”