niedziela, 6 września 2026

Czwarta Krucjata 1204, czyli jak Wenecja wyeliminowała Bizancjum swojego konkurenta

Czytelniku,

Poniżej kolejny fragment historii, który miał duży wpływ na nasza historię. A taki, że dyskutujemy jak to Mongołowie spustoszyli Polskę i Kijów. Po prostu Wenecja napuściła Mongołów by zlikwidowała konkurencyjny szlak handlowy, który był konkurencyjny dla Wenecji. Poniżej w krótkim opisie jak to zrobiono z Bizancjum w czwartej krucjacie. Fragment pochodzi z książki Anglik tatarskiego chana autora Gabriela Ronaya. Książka ta powinna być obowiązkową lekturą w naszych szkołach oficerskich. Ale nasi wojskowi nie są uczeni jaki wpływ ma ekonomia cła i szlak handlowy na wojnę by móc szacować i ważyć korzyści oraz szanse w planowaniu. W przypadku Rzeczypospolitej było wmówienie szlachcie, aby nie zajmowała się handlem i bankowością, ale to już na inną notkę.

 

 

„Dynamika, z jaka Wenecja, i do pewnego momentu Genua, realizowały swoje ambicje ze szkoda dla reszty  Europy, zasługuje na szczególna uwagę, rzuca ona bowiem światło na czynniki ekonomiczne i polityczne………..

………Przez cały XIII wiek dwoma filarami Weneckiej polityki było zdobywanie koncesji handlowych i jednoczesne wykluczanie włoskich rywali z udziału w nowych rynkach. Dożowie, dążąc do swoich celów, działali całkowicie bez skrupułów.

W trakcie czwartej krucjaty Wenecja zobowiązała się przetransportować do Ziemi Świętej i wyżywić przez rok 9000 rycerzy i 2000 piechurów w zamian za 85 000 marek w srebrze i połowę zdobyczy. Gdy środki nie zostały dostarczone na czas, wenecka flota odmówiła wypłynięcia. Doża Dandolo zaoferował jednak krzyżowcom pewien układ: opłatę można by odroczyć, jeżeli zgodziliby się zająć dla Wenecji węgierski port nad Adriatykiem, Zarę.

Po zajęciu Zary doża Dandolo przekonał następnie krzyżowców, że powinna wyruszyć na Konstantynopol, najbogatsze miasto świata chrześcijańskiego, zamiast do Ziemi Świętej, gdzie mieli walczyć z niewiernymi. W 1204 roku armie krzyżowe zdobyły Konstantynopol i doszczętnie go złupiły, zadając tym samym śmiertelny cios Imperium Bizantyjskiemu, które było ostatnia barierą przeciwko rosnącej potędze Turków Seldżuckich w Azji Mniejszej.

Pod przewodnictwem weneckim frankijscy krzyżowcy utworzyli Królestwo Łacińskie, które wkrótce stało się podstawą rozrastającego się imperium kolonialnego republiki. Pod rządami nowego doży Zianiego, Wenecja weszła w nową erę swojej największej chwały. Pomimo tego, że nowemu przywódcy nie udało się, w przeciwieństwie do jego poprzednika, wykorzystać do imperialnych celów republiki całej krucjaty, zdołał on zapewnić sobie tak wysokie poparcie Franków, że mógł dokończyć podbój Bizancjum.

Sekret sukcesu Wenecji polegał na tym, że powierzyła ona władzę administracyjną, ze wszystkimi jej pułapkami, frankijskim rycerzom imperium krzyżowego, podczas, gdy sama zachowała w rękach władzę gospodarczą. Oślepiło to całkowicie Franków, którzy nadal byli raczej niedoświadczeni w sztuce dyplomacji.

To, co w zasadzie mówili Frankom Wenecjanie, sprowadza się do tego:

„Wy zajmujecie się obrona Konstantynopola, my zaopatrujemy was w jedzenie i inne zapasy. Zostawiamy wam ląd, a sami zajmujemy jedynie bezwartościowe wyspy.  Wy zajmujecie się chwalebnym prowadzeniem wojen i utrzymujecie się z podatków zbieranych od Greków. My z naszej strony, będziemy dla was pracować, opływać morza w waszym imieniu i zmierzać się z niebezpieczeństwami handlu.”

Ta wspaniałomyślność, doceniona bardzo przez frankijskich rycerzy , którzy poza sztuką wojny nie rozumieli za wiele, pozwoliła Wenecjanom na zgromadzenie ogromnych fortun i całkowite podporządkowanie sobie łacińskich władców Konstantynopola.

Nobilitacja miasta Lwowa 1658

Czytelniku,

Poniżej przykład jak mimo braku pieniędzy poprzez wyniszczająca wojnę wynagrodzono polskie miasto Lwów, dziś znajdujące się w granicach obcego państwa.

I to się nazywa tolerancja i asymilacja w dawnej Rzeczypospolitej, w której procentowo udział klasy średniej był najwyższy w ówczesnej Europie.

 

„W tym wiernym mieście założył król rezydencję, gdy powrócił ze Śląska, stąd rozpoczęło się wyzwolenie Rzeczypospolitej.

„Zniszczona i osierocona ojczyzna nie była w stanie nagrodzić tych wiernych zasług, które przy ruinach miasta zostały”. Dopiero konstytucja w roku 1658 „przekazując potomności stateczną ich wiarę i cnotę” przypuściła miasto Lwów i wszystkich jego obywateli obrządku katolickiego, ormiańskiego i greckiego do praw prerogatyw stanu rycerskiego. Wszyscy mieszczanie lwowscy i ich potomstwo otrzymali na wieczne czasy szlachectwo, miejsce i głos w sejmach i sejmikach, prawo noszenia broni, nabywania dóbr ziemskich na całym obszarze Rzeczypospolitej i prawo udziału w elekcji królów.

Odtąd każdy mieszczanin lwowski pisał się Nobilis et Famatus, każdy ławnik Nobilis et Honoratus, każdy rajca Nobilis et Spectabilis.”

Ludwik Kubala - Wojna Moskiewska


środa, 2 września 2026

Obchody czterystu lat stosunków między Turcją a Holandią

Czytelniku,

 

Poniżej mały fragment historii, który miał wpływ na naszą historię - Historię Rzeczypospolitej

Wsparcie od sułtanów

 

W październiku 1566 roku, dwa lata przed pierwszą wojskową konfrontacją z Imperium katolickim, Niderlandy otrzymały list obiecujący polityczne i finansowe wsparcie dla ich walki od sułtana Sulejmana Wspaniałego, który był w tym czasie być może najpotężniejszym władcą planety, przewodniczącemu wielokulturowemu światu, w którym różne religie kwitły. Wsparcie sułtana dla Holandii było zaaranżowane przez Józefa Nasi, starego przyjaciela przywódcy holenderskiej walki o niepodległość, Wilhelma Orańskiego. Józef Nasi uciekł z Antwerpii przewidując przerażającą hiszpańską inkwizycję i osiedlił się w Stambule jako doradca sułtana. Po pierwszym liście poparcia Sulejman Wspaniały zmarł. Wilhelm Orański wysłał delegacje do kolejnych sułtanów, aby kontynuować rozpoczęte wsparcie.

 

Sojusz holendersko-osmański

 

W 1574 roku sułtan Selim II wysłał tajnego agenta, który nawiązał kontakt między rodzącą się Republiką Holenderską, piratami z Algieru i Moryskami, hiszpańskimi muzułmanami, którzy byli stopniowo zmuszani do wyznawania chrześcijaństwa po ostatecznej okupacji muzułmańskiej Hiszpanii przez katolików w 1492 roku. Plan polegał na ataku na różne części  Imperium hiszpańskiego w tym samym czasie. W październiku 1574 roku sułtan wysłał olbrzymią flotę na Morze Śródziemne, która podbiła Tunis. W tym samym czasie Holendrzy zaatakowali miasto Lejdę. Holenderscy bojownicy o wolność wywieszali na swoich statkach flagi osmańskie, nosili srebrne półksiężyce z protureckimi hasłami i nawet nosili tureckie wąsy, by oszukać Hiszpanów i wmówić im, że przerażający Turcy przybyli na północ.

 

Hrabia Andegawenii, który rządził Flandrią (południową częścią Niderlandów) w latach 1581-4, współpracował z sułtanem Muratem III w ramach projektu wymiany w ramach którego gościła społeczność osmańska w Antwerpii i społeczność holenderska w Stambule w latach 1582-4 Niektórzy mówią, że flota osmańska zaatakowała Armadę, flotę hiszpańską, która miała na zawsze zniszczyć powstanie holenderskie, paraliżując ją, zanim jeszcze mogła opuścić Morze Śródziemne. Nawet po podpisaniu traktatu między Holandią a Imperium hiszpańskim w 1609 roku, odbyły się negocjacje między księciem Maurycym, następcą Wilhelma Orańskiego, a Al-Hadżarim, ambasadorem Maroka. Omawiano, jak Maroko, Holandia i sułtan osmański Ahmed I mogliby wspólnie zaatakować i odbić Hiszpanię dla muzułmanów. Król Filip III Habsburg odniósł się do sojuszu wojskowego między Moryskami, Osmanami, Holendrami i Anglikami w swoim Edykcie o wypędzeniu Morysków z 1609.

 

...

Pobrano z :

https://www.alislam.org/library/articles/Celebrations-400-yrs-Turkey-Netherlands.pdf

 

Dla historii naszego kraju ma to znaczenie, gdyż jak spojrzymy na mapę pozwala to lepiej zrozumieć zależności jakie powstały dla naszego kraju.


Kto naprawdę rządzi światem? Józef Białek odsłania mechanizmy władzy


 

wtorek, 25 sierpnia 2026

Czego boi się cenzura i propaganda niemiecka?

Czytelniku,

Nasza historia jest nam wymazywana systematycznie przez następnego odwiecznego wroga czyli Niemcy. Używają wielu metod od dezinformacji do zabójstwa.
Nasi współcześni historycy próbują odkłamywać naszą wspóczesną historią pisaną nam przez komunistów. Ale to jak budowanie domu od komina. Budowa domu jest jak nauczanie historii, najpierw muszą być silne fundamenty, a potem cała reszta mury i dach z kominem.
Jest taka książka "Na tropach Słowian i Żermanów" napisana pod pseudonimem Wojciech ze Starogrodu autora mjr Wojciecha Jedliny-Jacobsona (1885-1961)lekarza, pisarza, żołnierza i patrioty wydana w Edinburgh : Oliver and Boyd, 1944.
Pisze w jaki sposób Niemcy na różne sposoby próbowali Polaków zniszczyć od manipulowania historią po zwykłe wynaradawianie. Przytoczę kilka przykładów z tej ksiązki, aby pokazać jak Niemcy to robią i jakich narzędzi do tego używają.
  Manipulacje archeologiczne. Na str. 9 pisze o fakcie zakazania prowadzenia badań archeologicznych na terenie Rzeszy przez prof. Józefa Kostrzewskiego, najwybitniejszego polskiego archeologa XX w.  W chwili wybuchu wojny Józef Kostrzewski miał 54 lata. Poszukiwany przez Gestapo za przedwojenne polemiki z niemieckimi archeologami, ukrywał się w różnych miejscach Generalnej Guberni pod zmienionym nazwiskiem Edmunda Bogdajewicza.
  Manipulacje w publikacjach i świadomym ukrywaniem wiedzy, nawet tych niemieckich. Podaje przykład książki emerytowanego sędziego w Hanowerze, który ok r. 1850 spisał słowa ginącego narodu, które on i jego siostra pamiętają z domu rodziców, a które słyszy się jeszcze wśród ludu wiejskiego. I wobec nadaremnych prób, chociażby wglądu w ten słownik, orzekł im prof. Gehrt, że "władze niemieckie umieja wycofać takie mało porządane książki z obiegu, a nawet z zagranicznych bibliotek"
      Manipulacje przy odczytach naukowych, podczas których posuwają się nawet do morderstw. Na str. 60 podaje przykład, że podczas kolokwium na zimowym semestrze r. 1906/7 we Wrocławiu na temat "O zjawieniu sie Słowian w Europie" młody docent twierdził, iz szczepy słowiańskie przybyły z Vandalami do Hiszpanii. Przewodniczący odebrał mu nagle głos. Było tam 10 Polaków i w pierwszej chwili nie zorientowali się o co chodzi. Dopiero następnego dnia zrozumieli jak rozeszła się wiadomość o śmierci tego młodego docenta na osławiony niemiecki ''tyfus'', na który tak liczni umierali, o ile racja stanu wymagała, by procesów i innego ''krzyku'' nie było.
    A dzisiaj czy coś się zmieniło. Nic się nie zmieniło, tylko używa się innych bardziej wyrafinowanych środków. Zamiast karabinów używa się kapitału. Banki z Frankfurtu poprzez lichwę i dopłaty niemieckiej unii europejskiej drenują nas z naszych pieniędzy. Wydawnictwa, prasa i książki edukacyjne są w rękach niemieckich lub poukrywanych korporacji zagranicznych. I to co czytamy robi z nas debili. Cała ściana zachodnia obsadzona jest przez firmy niemieckie, które wykupiły za bezcen lub za łapówki polskie firmy produkcyjne, po ''reformie'' Balcerowicza,  by je potem zlikwidować i wprowadzić swoje rozwiązania, a z nas zrobili tanią i tępą siłę roboczą.
    Politycy otrzymują granty od fundacji niemieckich, armia pełna debili w mundurach w sztabie generalnym czyli kraj biedny i rozbrojony, a obywatel biedny i głupi jak w przysłowiu ''Czemuś biedny, boś głupi, a czemuś głupi, bo biedny''.
    Wniosek jest tylko jeden, aby Polska była silna muszą być silne nie tępą i ogłupiającą ''1000 letnią" historią tylko wandalsko  historią, silną armią i bogatą bogactwem obywateli czyli niskie podatki dla polskich firm i własna silna waluta, a nie papierek bankierów.








     

sobota, 22 sierpnia 2026

Wspomnienie dowódcy kompanii „Lewar” Powstanie Warszawskie 1944 – Niemcy, wojna i po wojnie co warto wiedzieć, by lepiej rozumieć

Czytelniku,

 

Ukazała się właśnie książka, która zawiera kilka faktów, które warto wiedzieć, gdyż nasze niemoty zwane historykami nie umieją dosłownie nic z naszej historii przedstawić nie mówiąc o jej prawidłowym nauczaniu, by można było wyciągać prawidłowe wnioski na przyszłość szczególnie dla młodego pokolenia.

Jan Piotrowski „Jak zdobyć Kościół św. Krzyża i Komendę Policji?”

Wspomnienia dowódcy kompanii „Lewar” – Powstanie Warszawskie – 1944 w kwartale ulic: Mazowiecka – Traugutta – Krakowskie Przedmieście – Świętokrzyskie

 

Rozdział 4

Niespodziewany Początek

1 VIII 44 r.

1.     Około dziesiątej łącznik od kpt. „Krybara” przyniósł rozkaz drugiej mobilizacji.

Godzina „W” wyznaczona na 17.00. Natychmiast nakazałem stawienie się wszystkich żołnierzy kompanii „Lewar” w punkcie zbornym przy Mazowieckiej 8 na godz. 15.00. Wysłani do dowódców plutonów łącznicy rozpoczęli przekazywanie rozkazu „w dół” drabiny organizacyjnej.

Nie było dużo czasu. Załatwiłem pilne sprawy biurowe i poszedłem na Miodową 23 do kpt. „Krybara” po przyrzeczoną broń. Zastałem Drzewickiego, który odsunął zręcznie klepki podłogi w pokoju, wydobył ze skrzynki paczkę i wręczył mi ją:

- Masz tu 40 granatów naszej produkcji, jeden pm i 280 sztuk amunicji do niego ,Pistolecik kaliber 5 mm i 5 sztuk amunicji użyjesz do własnej obrony w razie konieczności.

- I to ma być wszystko? Dla całej kompanii?

- Niestety wszystko. Współczując ci, ale uzbrojenie całego powstania będzie takie.

   Niewesoło, co ?

Znałem Drzewickiego dobrze. Wiedziałem, że nie cieszy go to, co mi wydał.

Z nieukrywanym oburzeniem nabiłem i zabezpieczyłem pistolecik nadający się dla pań do kawiarnianej próby postrzelenia wiarołomnego mężczyzny. Zatknąłem za pas, zapiąłem marynarkę, zabrałem „dozbrojenie” i wyszedłem.

 

I tak wyglądało uzbrojenie na początku powstania. Czy tak to powinno wyglądać jak się przygotowuję zryw w mieście, w którym stacjonują silne jednostki wroga???? Łatwo nam dziś o tym mówić, ale czy skutki były tego warte??

„ Parę minut po piętnastej łącznik od „Kużmy” zameldował, że w bramie Mazowiecka 11 powstańcy wyładowują broń z ciężarówki , a od pl. Małachowskiego zbliża się sześcioosobowy patrol niemiecki. „Hef” (Mianowski) i ja porwaliśmy po dwie butelki, parę granatów i pędem na posterunek „Kużmy”. Minęliśmy podwórze i półpiętro klatki schodowej, gdy zaczęła się strzelanina. Wpadliśmy do pokoju, ale już było po wszystkim: powstańcy wychyleni z okien Mazowiecka 11 ostrzelali patrol, zaskoczeni Niemcy odstrzeliwując się z pm-ów cofali się ku p. Małachowskiego. „Kużma” opowiadał, że powstańcy zachowali zimną krew do ostatka; nie przerywali roboty ci, którzy rozładowali samochód, nie otwierali ognia ci, którzy ubezpieczali. Dopiero, gdy jeden z Niemców usiłował otworzyć skrzynię z bronią..

Po potyczce nastąpiła cisza. Ale była to inna cisza , na ul. Mazowieckiej Powstanie Warszawskie rozpoczęło się o 15.15. Godzinę i czterdzieści pięć minut przed wyznaczonym terminem.

Powstanie rozpoczęło się nie o 17.00 a faktycznie potyczką o 15.15 nie licząc jeszcze pojedynczych zdarzeń.

„Pierwszy rozdział mobilizacyjny został wydany 27 VII o godz. 19.00 i był realizowany następnego dnia przez trzynaście godzin, od siódmej do dwudziestej. Stawiła się niemal cała kompania – każdy z bronią i amunicją – rano wszyscy się rozeszli. Oczekiwanie na powtórną mobilizację przez trzy dni, 29, 30, 31 VII – trochę rozluźniło wysoką dotąd samodyscyplinę, nie wszyscy byli uchwytni w pracy czy w swoich mieszkaniach. Ale nie to było najważniejsze. Nie można powiedzieć, że dyscyplina szeregowych zawiodła. Po prostu drugi rozkaz mobilizacyjny był trudny do wykonania. Wydany został 31 VII też o godzinie 19.00, ale mógł być realizowany tylko przez osiem godzin, od siódmej do piętnastej ( dwie godziny od wyznaczonej godziny „W” odliczyłem na rozstawienie chłopców i przygotowanie ich do ataku). W warunkach konspiracyjnej łączności skrócenie czasu łączności skrócenie czasu mobilizacji o 5 godzin z góry stawiało pod znakiem zapytania możliwość terminowego wykonania rozkazu.

Jednak najbardziej istotne dla wyniku mobilizacji wydają się być dodatkowe utrudnienia. Niemcy zaalarmowani pierwsza mobilizacją wzmogli czujność, do miasta słali dużo patroli. Zaczęły wybuchać przedwczesne walki, które cały garnizon niemiecki postawiły w stan gotowości bojowej, i które przerodziły się w pas starć ogniowych przecinający Stolicę na dwie części: północną i południową. Nastąpiło zahamowanie ruchu powstańców spieszących z Bielan, Marymontu, Żoliborza do Śródmieścia czy Mokotowa. Wiele powstańczych oddziałów zostało zdezorganizowanych. Ich zdolności operacyjne zmniejszyły się, choć w różnych oddziałach  w różnym stopniu. Powstańcy stracili poważny atut : przeciwnik nie dał się zaskoczyć.

Tak wyglądał początek…..

– Na naszym terenie jest gołębiarz! Taki drań, panie poruczniku, zastrzelił kobietę która szła ul. Czackiego do Świetokrzyskiej. Dostała kula w głowę z prawej, lewą stronę czaszki zupełnie rozerwało.

Tak działał niemiecki snajper, rozstrzeliwania cywili po wkroczeniu do szpitali pominę.

„ 6.VIII 44 r.

Dlaczego Niemcy nie atakowali nas ? Powstanie trwało prawie tydzień:

Tworzona od nowa kompanię „Lewar” organizowaliśmy bez przeszkód! Niemiecka aktywność była znikowa! Dziś – po trzydziestu latach – pełniej można odpowiedzieć na to pytanie, niż wtedy.

Główny wysiłek Niemców po wybuchu powstania skierowany był na przebijanie trasy przelotowej przez miasto, z zachodu na wschód. Trasa ta miała zasadnicze znaczenie dla frontu wschodniego, który był na przedpolach Pragi. Stąd – niemiecki nacisk od zewnątrz do centrum Warszawy. Stąd zażarte walki na Woli i Ochocie i uwaga polskiego dowództwa skupiona na utrzymaniu powstańczego stanu posiadania.

Piątego sierpnia  napór wroga wzrósł. Nieprzyjaciel zaczął na przemian przeprowadzać naloty bombowe i ataki broni pancernej  wspieranej piechotą. Osiągnął niewielkie postępy. Nie był to przełom, ale inicjatywa prowadzenia walki wymknęła się z polskich rąk.

…….Tymczasem wewnątrz miasta panował spokój. Było to w Śródmieściu wiele niemieckich gniazd otoczonych przez powstańców. Większośc z nich czekała na odsiecz i nie przejawiała inicjatywy. Niektóre usiłowały działać zaczepnie, ale przeważnie bez powodzenia.”

Pierwszy tydzień powstania…..

Rozdział 7

„A brak wody w dużym mieście – to śmierć miasta: spadek powszechnej higieny, wzrost zakaźności i dodatkowe zagrożenie. Niemcy koncentrowali swój ogień na studniach, których położenie znali od szpiegów. Ostrzeliwali studnie, przy których były setki dzieci!”

Planując takie działania powinno się na ile pozwalała sytuacja wyprowadzić poza miasto przynajmniej dzieci nie zrobiono tego.

„16 VIII 44 r.

Rano przybiegł „Lelek” z oburzeniem wymachując jakąś kartką. Odnotowany na niej był komunikat radia Moskwa z piętnastego sierpnia: „ W Warszawie wywołano zbrojne powstanie nie porozumiwając się z dowództwem sowieckim . Sosnkowski i jego klika nie licząc się z realnymi możliwościami, wywołali powstanie nie czekając na wkroczenie Armii Czerwonej i regularnych wojsk polskich . Żołnierze polscy i ludność Warszawy padli ofiarą oszustwa”

- Czy ty rozumiesz cos z tego ?? Co to znaczy „wywołano”?! Kto wywołał?

A pamiętasz wywołanie radiostacji Kościuszko ?! No powiedz, czy ty cokolwiek sensownego z tego pojmujesz?

- Niewiele. Daj mi Tadziu te kartkę?.....”

Radio Moskwa..

Rozdział 13

„Końskie 1945

…..Pewnego dnia zjawił się Tadeusz Chojna – Wojkowski, mój dobry znajomy z Zarządu Miasta Warszawy, komunista z przekonania i z miejsca zaproponował:

- Rzucaj Piotrowski ten bufet. Od pierwszego maja zostajesz wicestarostą powiatu koneckiego czyli moim zastępcą. Musisz mi pomóc w odbudowywaniu powiatu.

- Ależ Tadziu, nigdy nie pracowałem w administracji państwowej!

- Ja też nigdy nie byłem starostą – A skoro mnie wyznaczono, to muszę umieć co trzeba. – I ty będziesz to umiał, nawet lepiej niż ja. Dlatego będziesz wicestarostą.

Podanie o przyjęciu do służby państwowej i życiorys złożyłem na ręce starosty Wojnowskiego następnego dnia.

Tego dnia po południu pożyczyłem rower i pojechałem do wsi Węgrzynów ( u podnóża Gór Świętokrzyskich ), żeby zawiadomić o tym moją rodzinę. Na skraju lasów za wsią Sielpia Wielka zatrzymali mnie partyzanci. Odprowadzili do dowódcy – Akowca. Gdy między innymi, powiedziałem, że jakiś czas mieszkałem w Salachowym Borze u nadleśniczego usłyszałem:

- To ja o was wszystko wiem od syna nadleśniczego. Jesteście wolni.

Wolni – to wolni myślałem – ale jestem też kandydatem na wicestarostę. Zataić? Powiedzieć?

Zaczynając „od pieca” podziękowałem za zwolnienie. I mówiłem o niepokoju, jaki odczuwam i jaki wiąże mnie z nimi – „Akowcami leśnymi”. We wczorajszej bitwie ze Służbą Bezpieczeństwa zginęło siedmiu młodych chłopaków.

Gdyby zabili ich Niemcy byłby wielki patriotyczny krzyk. A że wybili się sami – jest cicho, jakby wszystko było w porządku.

- Czy to mądrze? Własnymi rękami uprawiać niemiecką politykę wyniszczania Polaków?

- A jakie mamy wyjście? – Bezpieka chce nas zlikwidować, my musimy się bronić.

Dowódca partyzantki dodał jeszcze, że widocznie „oddolne organy bezpieczeństwa nie maja wytycznych, jak pokojowo rozwiązać oddziały leśne.”

Wtedy przyznałem się, że od pierwszego maja zostaje wicestarostą. I spytałem, czy wyjdą z lasu, jeśli uda mi się stworzyć dla niego i jego ludzi powrót do bezpiecznego i normalnego życia?

- Wyjdziemy. – Też chcemy żyć i pracować.

Tak się stało. Dzięki zabiegom starosty  wyszli z lasu. Zdali broń. Do rodzinnych domów wrócili  jeszcze przed zakończeniem wojny, przed 9 maja 45r.

Dziewiątego maja wygłosiłem przemówienie na rynku miasta Końskie. Wyręczyłem w ten sposób starostę. Było dużo ludzi: zwycięskie zakończenie drugiej wojny światowej – to dzień powszechnej radości.

Miałem zatem dobre wejście w obowiązki wicestarosty, w życie obywateli powiatu koneckiego  i ich praca nad odbudową. Nie uniknąłem jednak działania groźnej „kontry społecznej”. Pięciu żołniezy brygady świętokrzyskiej  NSZ pojawiło się w Węgrzynowie, gdzie mieszkała moja rodzina. Przybyli z rozkazem swego dowódcy, Bohuna – wykonania na mnie wyroku śmierci . Za co? Nie wiem do dziś. Żyję tylko dlatego, że tego fatalnego dnia nie przyjechałem z Końskich do Węgrzynowa. Tylko przez szczęśliwy traf. Tak. Zakończenie wojny ożywiło działanie skrajności społecznych – i lewicowych i prawicowych.

Powyższy fragment jest bardzo dobrym i mało znanym zdarzeniem, które pokazuje skomplikowaną sytuację tamtejszych czasów. Dziś odpalono żołnierzy wyklętych, ale bez uwzględnienia złożoności tamtejszej sytuacji będziemy tylko podgrzewani do kolejnego napuszczania przez innych.

„W czasie, gdy miłość Ojczyzny przestała się wiązać z nienawiścią i walką z Niemcami. W czasie, gdy miłość Ojczyzny zaczęła współistnieć z nabytym w czasie wojny i okupacji doświadczeniem: ideą, że Polska może istnieć tylko jako państwo silne – najpierw gospodarczo!

10/10 nic dodać nic ująć

niedziela, 2 sierpnia 2026

Niebezpieczne związki Izraela w Polsce. O czym nie wolno mówić? Wojciech Sumliński


 

Straty w Bitwie pod Grunwaldem, czyli jak zniekształca się historię przez Niemców i Citi of London

 Czytelniku,

  

Dziś, gdzie trwa szczucie Polaków na Rosjan po raz enty w naszej historii pokażę jak praktycznie jest zafałszowany i zniekształcany by nam obraz naszej historii.

 

Dla przykładu bierzemy jedno z kilkunastu narzędzi deziformacji dla półgłóków na uniwersytetach zwanych historykami.

 

z: https://histmag.org/Bitwa-pod-Grunwaldem-15-lipca-1410-roku-4432

 

Bitwa pod Grunwaldem: liczebność i organizacja wojsk

 

Bardzo ważnym zagadnieniem jest liczebności wojsk biorących udział w bitwie. Należy odrzucić fantastyczne informacje dawnych kronikarzy piszących o setkach tysięcy walczących w tym starciu. Jedynym niespornym faktem jest to, iż same tylko wojska polskie (bez litewskich) miały przewagę liczebną nad siłami wielkiego mistrza. Brak rzetelnych danych źródłowych skazuje historyków na stawianie hipotez, przy czym używane są bardzo różnorodne metody szacowania wielkości obu armii. Spore rozbieżności dotyczą liczebności wojsk zakonnych. W literaturze można spotkać informacje, że von Jungingen dowodził pod Grunwaldem siłami liczącymi od 11 do 32 tysięcy zbrojnych. Najnowsze badania wskazują, iż Krzyżacy dysponowali 15 tysiącami zbrojnych. Szacunki co do liczebności armii polskiej wahają się od 11 do 20 tysięcy, przy czym nowsza literatura skłania się jednak ku tej drugiej liczbie. Do tego dochodziły wojska litewskie, które wraz z oddziałami złożonymi z Rusinów, Tatarów i Mołdawian mogły liczyć około 10 tysięcy ludzi.

 

Bierzemy wydanie przedrozbiorowe, które nie przeszło przez łapy agentury niemieckiej Dzieje Prus z 1725 r z Braniewskiego wydania.



s. 212

 

"...Wielu wrogów nie uciekło daleko. Polacy bowiem na kilka mil w którąkolwiek ze stronę ścigając uciekających, część zgładzili , część uprowadzili jako jeńców. W pewnym zaś bagnistym miejscu blask zbroi zdradził kilka ukrytych oddziałów. Po złożeniu broni gnani przez Polaków przed sobą jak bydło, zapędzeni zostali do obozu, po zabiciu kilku, którzy początkowo odważyli się opierać.

 

Mówi się, że tego dnia  zabitych zostało piędziesiąt tysięcy wrogów, wśród nich Mistrz i Komturowie, wyjąwszy niewielu. Było też między nimi dwadzieścia tysięcy z Obywateli, Wieśniaków i Wasali Pruskich. Pojmanych do czterdziestu tysięcy. Choragwi wojskowych zdobyto piędziesiąt jeden. I to nikomu nie powinno wydawać się dziwne, bo mam pisarzy, że było do stu czterdziestu tysięcy. A zaiste cała Germania za sprawą Krzyżaków sprzysięgła się była na zgubę Polaków.

 

Także książęta Ślązaków i Słowian, którzy mieszkają nad Germańskim Oceanem, oddani zgubie swoich krewnych i przodków, wspierali Krzyżaków bronią i ludżmi . Z nich Konrad Biały Oleśnicki i Kazimierz Szczeciński, którzy sami osobiście obecni byli z posiłami, żywi zostali pojmani, wielu też innych znakomitych i wybitnych mężów.

 

Zasobny obóz ograbiony. Znaleziono tam wielką ilość pochodni na pożary w Polsce, łańcuchów przygotowanych do pętania Polaków. Łańcuch Mistrza Uldrycha ze złotym krzyżem zdobnymi kamieniami przyniósł do króla Mściwuj Skrzyński, wyciągnięty od swego szeregowego żołnierza, który go zabił."

 

s. 214

 

"...Natomiast posłowie króla Zygmunta, gdy dowiedzieli się w Malborku o klęsce Krzyżaków i śmierci Mistrza, zabierając z Gdańska pozostałych dwadzieścia tysięcy powrócili do swojego Króla.."


Do dzisiaj się nic nie zmieniło, a obecnie to tylko zmieniony scenariusz w innym wydaniu.


Cóż mamy standartowo:

Należy odrzucić fantastyczne informacje dawnych kronikarzy piszących o setkach tysięcy walczących w tym starciu.

Takie same same fantastyczne informacje nazywane są dzisiaj dziejami bajecznymi w naszej historii.

Najnowsze badania wskazują, iż Krzyżacy dysponowali 15 tysiącami zbrojnych.

Najnowsze badania to większość książek jest zafałszowana włącznie z Kroniką Długosza, czego nie widzą tumany na uniwersytetach, zwani historykami.

Zafałszowaniu i ogłupianiu służy właśnie centralne nauczanie i urząd zwany Ministerstwem Edukacji Narodowej i pilnowaniem, aby na jego czele stał lokalny tuman nic nie rozumiejący.

Cała edukacja w Polsce i w Rosji jest tak prowadzona, by napuścić  cały czas nas na siebie i poniżyć na możliwe wszystkie sposoby. Potem ograbić nas i zamotać nas o Wielkiej Lehii czy innych wymysłach.

Przewaga Niemców ( a właśniwie Franków ) wynika z przejęcia metod rządzenia z Rzymu, tak jak to obecnie czynią Amerykanie. Scenariusze są te same i powielane.





Potop - Bitwa pod Prostkami zmarnowana szansa na odwrócenie wojny

 Czytelniku,

Bitwa pod Prostkami rozegrała się w pobliżu miejscowości Prostki w dzisiejszym powiecie ełckim, dnia 8 października 1656 r. pomiędzy sprzymierzonymi wojskami Rzeczypospolitej i Tatarów pod dowództwem hetmana polnego litewskiego Wincentego Gosiewskiego, a wojskami brandenbursko-szwedzkimi pod dowództwem generała Jerzego Fryderyka Waldecka z posiłkującą go jazdą Bogusława Radziwiłła.

„ Gosiewski na czele jakich 20 000 Tatarów i Litwinów odniósł zwycięstwo nad Szwedami i Brandenburczykami 8 października pod Prostkami w powiecie leńckim w Prusach Książęcych.

Kurfirst, obawiając się najazdu z tej strony, zostawił na granicy wojsko pod wodzą Waldecka, Sparra i Walrada. Waldeck, połączywszy się z jazdą (600 koni) Bogusława Radziwiłła, stanął w Harburgu (Johannisburg) i tam dowiedział się, że Gosiewski zbliża się z zamiarem uderzenia na Łęg, a Sapiecha znajduje się w pobliżu.

……Wczesnym rankiem rozpoczęły się utarczki. Gosiewski kazał Tatarom przejść rzeczkę milę powyżej Waldecka, który zaraz wysłał regiment kawalerii (100 ludzi) oraz oddział dragonów, aby bronić przeprawy. Tymczasem orda, znalazłszy dogodne miejsce, przebyła rzeczkę w bród i odcięła tych ludzi oraz oddział Walrada od Waldecka, który był zmuszony wyprowadzić całą armię, aby umożliwić przybycie posiłków. Wtedy Gosiewski rzucił się na niego ze wszystkich stron. Opanował okopy, które nie były dostatecznie bronione i w trzech miejscach sforsował przejście przez rzeczkę. Strach padł na nieprzyjaciela , działa ( było ich sześć), przy których byli Litwini, uciekły w las, trzy regimenty pruskie poddały tył, co było powodem, że Bogusław Radziwiłł i generał major Israel, odcięci dostali się w ręce Tatarów.

….Zabrano znaczne łupy, sześć armat i dwa wozy sztandarów. W ręce tatarskie dostało się 2000 jeńców wojennych, 5000-6000 słuzby i 400 kobiet.

….W ręce tatarskie dostało się blisko 80 oficerów, pomiędzy nimi ks Bogusław Radziwiłł; generał Israel, pod którego dowództwem Karol Gustaw rozpoczął służbę wojenną i nazywał swym nauczycielem, pułkownicy bracia Enghel, pułkownik-major Koch baron niemiecki i dwóch majorów.

Wszyscy poszli w jasyr do Krymu ( jasyr należał do ordy), oprócz Bogusława Radziwiłła, ranionego ciężko w głowę.

Prowadził go pół mili przy koniu syn Gazyagi, nie wiedząc, kogo schwytał. Poznał go pachołek Wojniłowicza i zawiadomił swego pana, który zaraz w 40 koni przypadłszy, odebrał księcia Tatarom gwałtem i zaprowadził do Gosiewskiego. Hetman kazał księcia cyrulikowi opatrzyć, chociaż wielu nastawało, żeby zdrajcę na miejscu ubić. Tymczasem nadszedł z wojskiem książę Michał Radziwiłł, podczaszy Wielkiego Księcia Litewskiego i wziął brata do siebie. Postanowiono odesłać jeńca do twierdzy na wieczne więzienie, Tatarom zaś ofiarowano 3000 dukatów, a jako zastaw szlachcica Gnoińskiego, na co się zgodzić nie chcieli, spodziewając się znaczniejszego okupu. Subhankazyaga, orażony tym postępkiem Gosiewskiego, opuścił go z całą ordą, oskarżając Polaków o pogwałcenie sojuszu  i wrócił obciążony łupem do Krymu, pustosząc po drodze, zostawiwszy hetmana bez posiłków. Tym sposobem ujęcie księcia zamiast pożytku przyniosło naszym niemało szkody.

……Wielki strach padł na Królewiec, a większy na Frauenburg. Król szwedzki i królowa spędzili noc na łodzi, w cztery dni potem Szwedzi powetowali swoja klęskę. Karol Gustaw kazał zaraz Steenbockowi, którego wysłał na odsiecz Rygi, połączyć się z Waldeckiem, Dorflingiem i Spaarem i nie przyjmować bitwy, dopóki wszyscy nie będą razem. Steenbock, złączywszy się z Jakubem de la Gardie i z Waldeckiem w Rostemborku, wysłał podjazd i dowiedział się, że Gosiewski cofnął się i w pobliżu Olecka przeszedł granicę, paląc wszystko za sobą. Szedł za nim Steenbock w 9000 ludzi i milę od Olecka dowiedział się, że Polacy są pod Filipowem.

…uderzył 12 października na Gosiewskiego, który po krótkiej bitwie cofnął się…

…ale Bogusław Radziwił, wzięty pod Prostkami, umknął.”

Ludwik Kubala Wojna Brandenburska r. Ofensywa Polska- Jan Kazimierz w Gdańsku

Tak się skończyła okazja, która mogła odwrócić bieg wojny. Trzeba było obciąć mu uszy i odesłać je Karolowi Gustawowi, następnie obciąć mu głowę i dać ją Tatarom, których trzeba było puścić na Królewiec z ta obcięta głową i dalej potem na tereny Kurfista, co mogłoby spowodować, że losy tej wojny potoczyłyby się inaczej.

środa, 29 lipca 2026

Siedmiogrodzianie, Wołosi, Kozacy w podczas Potopu

 Czytelniku,

Warto sobie przypomnieć czy to co zdarzało się na Kresach nie tylko podczas Wołynia nie miało jeszcze wcześniej podobnych historii. Miało poniżej jedna z nich, która miała miejsce podczas Potopu – najazdu Rakoczego.

„Siedmiogrodzianie, Kozacy, Wołosi, a nade wszystko Kozacy z szatańskim okrucieństwem palili wszystko po drodze, nie oszczędzali niemowląt w kolebce, gwałcili kobiety, rabowali dwory, kościoły, klasztory, bezcześcili ołtarze, męczyli księży i mnichów, rozkopywali groby, szukając klejnotów, przerzynali piłami ludzi, szukając połkniętych pereł, piekli nieszczęśliwe ofiary na rożnie, gotowali w kotłach od piwa, ucinali nogi i ręce, olewali smołą, wbijali na pal nie folgując wiekowi, płci kondycyji…. Żal ściskał piersi i pięści, trudno było słuchać, o tym z suchymi oczami. „ I choćby Siedmiogrodzianie – pisze siedmiogrodzki kronikarz – żadnych innych grzechów nie mieli na sumieniu, okrom tego niszczenia kościołów, klasztorów, szkół i rozbijania grobów, co najpoważniejsi przyznawali, to by już za to samo zasłużyli na odwet i zemstę Polaków i jasyr tatarski”

Ludwig Kubala - Wojna Brandeburska r. Najazd Rakoczego

 

My nie mamy już o czym dyskutować z Ukraińcami. Już nie……….

niedziela, 26 lipca 2026

Kto wspomagał Rakoczego do sowich rozgrywek podczas Potopu?

Czytelniku,

Cała nasza historia opowiadana przez kretynów zwanych historykami uczy nas fikcji historycznej.

Poniżej jeden drobny fragmencik do Potopu szwedzkiego a właściwie do układanki, która się wówczas toczyła. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie skąd Szwedzi mieli pieniądze i co im obiecano zgadnij czytelniku?

Potem musimy rozłożyć na części pierwsze rozgrywki na kontynencie by widzieć, jak to było układane. Poniższy drobny fragment pozwoli lepiej zrozumieć, jak to było układane i jakie były plany.

 

„….W Częstochowie radzono przede wszystkim o ratyfikacji traktatu zawartego z cesarzem. Wiedeń był zaniepokojony odwlekaniem tej sprawy. Obawiano się, że Polacy zechcą publikować jego główniejsze punkta, aby z pomocą Francji uzyskać dobre warunki pokoju ze Szwedami i przenieść wojnę do Cesarstwa. Jeszcze więcej obawiano się niebezpieczeństwa ze strony Rakoczego, w razie gdyby ten zawładnął Polską. Cesarz rozkazał ściągnąć armie do Śląska i zaopatrzyć twierdze graniczne. Do króla, który był wówczas w Gdańsku, wysłał majora Boxtorffa w pewnej sprawie, nie wiadomo jakiej, i kazał mu dowiedzieć się o militarnej gotowości Polski; a do królowej bawiącej wówczas w Dankowie, pułkownika i radcę wojennego Garniera. Królowa odpowiedziała, że król już wyprawił do Porty Jaskólskiego, a Rakoczy między Przemyślem a Samborem czeka na Kozaków. Pokazywała Garnierowi list Mazariniego, w którym ten wzywał Polskę do Pokoju i ofiarował swą pomoc; straszyła cesarza na podstawie listów Lumbresa, że Rakoczy, otrzymawszy pieniądze od Francji na wojnę z Austrią, zamierza wkroczyć na Śląsk i poruszyć Węgry, podczas gdy Francuzi ruszą od Renu. Z Danią radziła zawrzeć przymierze, bo Polacy znużeni wojną podpiszą jakikolwiek pokój, jeśli nie ujrzą pomocy; wreszcie prosiła, aby cesarz przysłał kogoś na zjazd w Częstochowie….”

Z:Ludwik Kubala – Wojna Brandenburska r. Traktat Wiedeński – sukcesja austriacka

czwartek, 23 lipca 2026

Kardiolodzy, a depopulacja ludności

Czytelniku,

Motto:

 

„Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego, czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć” – Jerzy Orwell

 

„Jeżeli ludzie się zgodzą, żeby rząd kontrolował ich jedzenie oraz leczenie, to w krótkim czasie ich zdrowie będzie w podobnie  opłakanym stanie  jak dusza niewolnika” – Thomas Jefferson

 

 

 

Nie ma żadnego, ale to absolutnie żadnego powodu aby, jacykolwiek politycy czy rządy zaczęły się interesować stanem zdrowia ludności, zamieszkującą  dany teren.

 

Przypomnę:

 

W nowożytnej historii pierwszym, który zainteresował się formalnie zdrowiem ludności był von Bismarck. Facet potrzebował dużych pieniędzy, tj. ok 100 milionów marek na wojnę z Francją. Korzystając z pomocy swojego bankiera i doradcy p. Rothschilda, dyrektora konsorcjum książąt niemieckich, które powstało po rozpadzie Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego w 1806 roku, wprowadził przymusowe ubezpieczenia robotników. Każdy robotnik musiał płacić co miesiąc jedną markę na ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. W Cesarstwie do dyspozycji było ok. 3.5 – 4 milionów robotników, rocznie więc do kasy państwa wpływało ok. 50 milionów marek, systematycznie i bez problemu. Pieniądze te można spokojnie przeznaczać na co się chce. Wypłaty dla poszkodowanych mogą przecież być odkładane, przesuwane itd. Widzimy jak to obecnie robi ZUS, stwarzając rozmaitego rodzaju problemy podczas uznawania inwalidztwa czy kalectwa, nie wspominając o odszkodowaniach powypadkowych i tzw. procentach inwalidztwa. Wielokrotnie podawały takie skrajne przypadki zaniżania odszkodowań, nawet polskojęzyczne media niemieckich właścicieli, z TV włącznie.

 

Tak więc stosowanie fałszywej flagi tj. ochrony zdrowia, może być bardzo dobrym powodem do delikatnie mówiąc, okradania ludności.

 

Rozwinęło się to wszystko po 1905 roku, kiedy to Rockefeller, kumpel Rothschilda, wprowadził monopol na leczenie.

 

Likwidowano szkoły medyczne nie chcące współpracować z konsorcjum medycznym Rockefellera. Wprowadzono tzw. Izby Lekarskie, Pielęgniarskie czy Prawnicze, w celu kontrolowania wolnego z nazwy, zawodu. Po 1918 roku to prawo w Polsce  wprowadził także agent niemiecki, zwany Piłsudskim – Ginetem – Selmanem,  i jak widzimy trwa ono do dnia dzisiejszego.

 

Stworzono pierwsze towarzystwa medyczne, zaczynając od zrzeszeń lekarzy, zajmujących się leczeniem raka w 1913 roku. Wiadomo z jednej strony, człowiek przed śmiercią da każde pieniądze za ratowanie życia, z drugiej strony, jest to najbardziej dochodowa specjalizacja, ponieważ ceny można kształtować dowolnie. Wiadomo, śmiertelnie chory i przerażony człowiek z bólem, da ostatni grosz.

 

W Polsce takie ogłupianie ludności i jednoczesne tresowanie służb medycznych zaczęło się już po 1970 roku, czyli po wprowadzeniu jako namiestnika, polskiego agenta kominternu, czyli konsorcjum Rothschilda, Edwarda Gierka.

 

W zamian za tzw. pożyczki przeznaczone na budowę rurociągu orienburskiego czy celulozowni zabajkalskiej, zmuszono Polaków do:  skreślenia pojęcia „narodowość” z dowodów osobistych w 1972 roku, przeprowadzenia reformy oświaty poprzez likwidację niektórych przedmiotów i zmniejszenie ilości godzin edukacji, wprowadzenie przymusu szczepień np. przeciwko odrze w 1975 roku. Jak wiadomo lekarze przez prawie 5 lat opierali się przed wprowadzeniem przymusu szczepień na chorobę, która nie wymagała żadnego leczenia, z wyjątkiem izolacji.

 

Po 1989 roku, czyli wypadnięcia spod skrzydeł Moskwy i dostania się pod bezpośrednią  kuratelę City of London Corporation, nasiliła się indoktrynacja rozmaitymi teoriami wprowadzonymi do oświaty jako fałszywe flagi, a mające jeden cel – okradanie niedokształconego społeczeństwa, pod pretekstem ratowania jego zdrowia [model wzrost PKB przez wzrost zadłużenia, obowiązujący w Świecie Zachodu od 1971 roku tego wymaga – przyp. red.].

 

Przykłady można wytrząsać z przysłowiowego rękawa.

 

Od prawie dwóch lat okrada się społeczeństwo zamieszkujące teren jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem, pod hasłem walki ze smogiem i zagrożeniem. jakie rzekomo to zjawisko tworzy.

 

Przypomnę, wg definicji, smog to zjawisko wywołane przez elektrofiltry dużych zakładów przemysłowych. Jak wiadomo p. Lewandowski oddał wszelkie duże zakłady w „rence” konsorcjów zachodnich. Lista 80 największych trucicieli już po dwóch latach, czyli ok. 1993/4 roku zniknęła ze stron Ministerstwa od Środowiska. Przecież oddano zakłady kulturalnemu zachodowi, a oni nie trują ludności. Przecież oni przejęli te zakłady z dobroci serca, aby je potem zlikwidować, zamknąć  lub ….

 

Natomiast pod pretekstem walki ze smogiem, rząd warszawski likwiduje resztki samodzielności gospodarstw indywidualnych, zmuszając ludność do podczepienia się do niemieckich elektrociepłowni. Niemcy od samego początku tzw. przemian po 1989 roku wykupowali właśnie systemy grzewcze i cementownie. Czyli to, co daje duży dochód i nie wymaga większych nakładów.

 

Nie było to specjalnie trudne, jeżeli opłacali partie polityczne  np. Kongres Demokratyczny czy Platformę i jej przywódców np. p Tuska.

 

Celem „walki  ze smogiem” jest przejęcie jak największych terenów w sposób bezkrwawy, poprzez wysiedlenia ekonomiczne. Podnoszenie kosztów utrzymania, a więc i ogrzewania, doprowadza do sprzedaży tych domków i mieszkań o wysokich czynszach, z powodu centralnego ogrzewania. Oczywiście, nie może się to stać bez pomocy lokalnych trolli, zwanych radnymi.

 

https://wolna-polska.pl/wiadomosci/smog-monitoring-powietrza-zwykla-glupota-dr-jerzy-jaskowski-2017-01

 

http://www.kuprawdzie.pl/smog-powstaje/

 

http://www.polishclub.org/2018/06/21/okradanie-ludnosci-trwa-smog/

 

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/wychodzi_szydlo_z_worka_,p804064002

 

https://www.youtube.com/watch?v=U1DRHajH5ps

 

Podobnie, temu samemu celowi ma służyć zamiana wieczystego użytkowania na własnościowe i stosowane w tym celu zachęty ekonomiczne, w postaci upustów przy jednorazowym wykupie. Po wykupieniu, rząd warszawski wprowadzi od razu podatek katastralny w wysokości od 1 – 2 % wartości mieszkania. Czyli, przeciętny obywatel będzie płacił za mieszkanie dwa razy.

 

Obecnie ujawnia się coraz więcej takich przykładów działania na szkodę ludności, a wręcz jej depopulację.

 

 

 

Przypomnę:

 

w 1974 roku urodził się w Polsce 40 milionowy obywatel. Wg prognoz demograficznych w roku 2000 – 2010 powinno nas być ok. 96 milionów, a jest jedna trzecia tej wielkości.

 

I proszę zauważyć, żadne towarzystwa naukowe nie biją na alarm.

 

I proszę zauważyć, przez prawie 3 dekady „nowy” sejm, ani razu nie poruszył sprawy depopulacji narodu polskiego!

 

I proszę zauważyć, przez prawie 3 dekady żaden z urzędów państwowych nie zaczął zwalczać czynników rakotwórczych wprowadzanych do naszego kraju.

 

I proszę zauważyć, już od 1990 roku wwożono do Polski rozmaitego rodzaju śmieci z całej EUROPY I ŻADNEJ SPRAWY KARNEJ Z TEGO POWODU NIE BYŁO.

 

I proszę zauważyć, Minister od Rolnictwa zezwala na masowe trucie ludności środkami chemicznymi, w rodzaju Randapu, legalnie sprzedawanego w naszym kraju.

 

I proszę zauważyć, ani Minister od Środowiska, ani od Zdrowia, ani Główny Inspektor Sanitarny nie biją na alarm, że nawet mleko matek karmiących, jak to udowodniły badania wykonane na zlecenie Unii Europejskiej, jest zatrute glifosatem.

 

Oni wszyscy wolą zajmować się handelkiem szczepionkami.

 

Przykładowo, sanepidy zajmujące się dystrybucją szczepionek w tzw. żółtym tygodniu sprzedają szczepionki o 30% taniej. To oczywiście znaczy, że przez 51 pozostałych tygodni w roku, sprzedają szczepionki o 30% drożej.

 

Proszę, pomnóż Dobry Człeku te ok. 8 000 000 szczepionek o te 30% co najmniej zysku i od razu zrozumiesz, dlaczego w Polsce nie wprowadza się dobrowolności szczepień, tylko sądowy przymus.

 

A to wyjaśnia, dlaczego każdy sanepid jest zarejestrowany w niemieckiej izbie handlowej we Frankfurcie. Z takimi dochodami!

 

Nie ma medycyny naukowo udowodnionej, jak to z trybuny Sejmowej ogłosił poseł Wilk przedstawiając pismo Ministra od Zdrowia oświadczające jednoznacznie, że Ministerstwo nie dysponuje dowodami naukowymi o bezpieczeństwie i skuteczności szczepionek.  Pomimo to, sejm tego kraju zwanego jeszcze Polską, a będącego własnością kogoś z Zachodu, jak to podał p.premier Morawiecki, zatwierdziło przymus szczepień, czyli depopulację ludności.

 

W celu realizacji planu Klubu Rzymskiego, tej instytucji CIA i doprowadzenia stanu ludności do liczby 15 300 000 zaprzęgnięto, zaraz po tzw. przemianach, czyli tej ustawce Służb Specjalnych, służby medyczne zaczynając od szczepionkowców i zaraz potem włączając w to kardiologów.

 

Tak, tak, to nie pomyłka.

 

Kardiologia w całej pełni włączyła się w akcję depopulacji ludności i jednocześnie wyciąganiu olbrzymich kwot z systemu ubezpieczeń. Oczywiście zysk płynie do koncernów City.

 

Co to są owe statyny?

 

Statyny są to związki chemiczne obniżające poziom cholesterolu, który jest bardzo ważnym prekursorem:

 

1/ hormonów steroidowych, progesteronu, testosteronu, aldosteronu, kortyzolu,

 

2/ witaminy D,

 

3/ powodują wyczerpanie w organizmie Coenzymu CQ 10,

 

4/ witaminy K-2,

 

5/ dolicholu,

 

6/ selenu,

 

7/ zapobiegają wytwarzaniu reduktazy koenzymu A HMG niezbędnego w wątrobie do wytwarzania ketonów.

 

I najważniejsze:

 

Statyny nie obniżają ryzyka chorób serca i śmierci, z powodu dużego zawału mięśnia sercowego ze względu na uszkodzenia jakie one powodują.

 

Tak więc idąc do lekarza, który od wejścia do gabinetu wciska Tobie dobry Człeku statyny, od razu rejteruj.

 

Kardiolodzy, nie mając co prawda matematyki na studiach, posługują się oszustwem statystycznym. Oszustwo to polega na tym, że różnica wykazuje np. 0,5% redukcję jakiegoś objawu, czyli zamiast 2% notujemy 1,5% co jest zupełnie nieistotne z punktu widzenia biologii. Kardiolodzy przedstawiają to jako 25 % redukcję.

 

Podobnie postępują dermatolodzy, zachęcając do kupna kremów z filtrami 25, 50, czy 75%. Tak naprawdę jest to redukcja promieniowania słonecznego odpowiednio z 97% do 98 %. Jednakże, jeżeli przyjmiemy za normę 100% wartość 98%, to redukcja do 97.5% wynosi już 50. W związku z faktem bezspornym,  że te kosmetyki są adresowane głównie do kobitek, to taki numer przechodzi bez problemu.

 

Siarczan cholesterolu, wytwarzany w skórze, pod wpływem tego boskiego wynalazku, czyli promieniowania słonecznego, inaczej fali elektromagnetycznej, wchodzi do błon komórkowych i chroni przed uszkodzeniem oksydacyjnym.

 

Cholesterol jest niezbędny do wytwarzania siarczanu DHEA.

 

Statyny obniżają poziom dolicholu. Wg badań Graveline, jest to związek tak samo niezbędny jak CoQ 10.

 

Dolichol nie tylko odgrywa ważną rolę w funkcjonowaniu mitochondriów, ale jest również niezbędny do umieszczania łańcuchów cukrowych w glikolizowanych białkach. Glikozoaminy pozwalają utrzymać funkcję barier w komórce i regulują pobieranie składników odżywczych.

 

Co to znaczy w praktyce?

 

Jeżeli przyjmujesz statyny, to twoje komórki mięśniowe w tym i mięsień serca, które wymagają dużej ilości energii, jej nie dostają.

 

Innym efektem braku dolicholu jest cukrzyca typu 2. Potwierdzono to licznymi badaniami występowania cukrzycy typu 2 u ludzi przyjmujących statyny.

 

Dolichol naprawia błędy, powstające przy podziale DNA.

 

Jeżeli CoQ 10, silny utleniacz,  jest blokowany przez statyny,  to proces naprawy ulega uszkodzeniu.

 

Musisz pamiętać Szanowny Czytelniku, że cholesterol stanowi 2 % masy Twojego ciała i aż 25% Twojego mózgu.

 

Fizjologicznie wraz z wiekiem, poziom cholesterolu się podnosi. Jeżeli więc wytresowany kardiolog będzie chciał obniżyć nawet o kilka procent poziom cholesterolu, to obniża go proporcjonalnie w pierwszym rzędzie w mózgu. A to jest bezpośrednią przyczyną demencji czyli zapominania.

 

Taka amnezja nasila się wraz z ilością przyjmowanych statyn i czasem ich brania.

 

Statyny stanowią także blaszkę tylną twojego oka. Powoduje to występowanie zaćmy.

 

Chcesz więc być ślepym, bierz statyny!

 

http://www.polishclub.org/2015/06/15/dr-jerzy-jaskowski-chcesz-miec-cukrzyce-bierz-statyny/

 

http://www.polishclub.org/2015/06/19/dr-jerzy-jaskowski-statyny-uzupelnienie-dla-laikow/

 

http://biotalerz.pl/dr-jerzy-jaskowski-czego-lekarze-mowia-statyny/

 

http://biotalerz.pl/dr-jerzy-jaskowski-statyny-uzupelnienie-dla-laikow/

 

https://www.youtube.com/watch?v=fJ7JN5ANIcQ

 

https://www.youtube.com/watch?v=5YPSrTMNEq4

 

 

 

Podobnym problemem w naszym biednym Kraju stanowi trucie ludności preparatem o nazwie Glifosat czyli Randap.

 

I w tej sytuacji, także żaden z nazwy, państwowych urzędów typu minister od Środowiska, minister od Rolnictwa, czy minister od Zdrowia, nic nie robią.

 

Główny Inspektor Sanitarny, p. Pinkas nawet nie zająknie się na swojej stronie internetowej sprawą trucia ludności Randapem.

 

http://www.polishclub.org/2016/09/09/dr-jerzy-jaskowski-polska-korporacjami-stoi/

 

http://biotalerz.pl/glifosat-rzadzi-polach-dlaczego-trzeba-jesc-bio/

 

https://gloria.tv/article/18WBimakN3EPAJLMNj3tfa8uY

 

I to są bezpośrednie dowody, że urzędy te stanowią atrapę instytucji państwowych, wypełniając po prostu polecenia City.

 

Przecież p. premier Morawiecki powiedział publicznie, że Polska jest własnością kogoś z Zachodu.

 

Podobnie minister od służb, p.Sienkiewicz, publicznie przed paru laty stwierdził, że Polska jest państwem pozornym.

 

Teoretycznie, 95% społeczeństwa twierdzi natomiast, że jest wierząca, ale tutaj jakoś nie chce w wymienione fakty uwierzyć.

 

Ale to już Twój problem, Dobry Człeku.

 

I sam musisz wyciągnąć wnioski, czy trucie statynami, przyspieszające starzenie się społeczeństwa to już jest działanie depopulacyjne, czy też jeszcze nie.

 

A jeżeli to jest działanie depopulacyjne, to w jakiej roli występują kardiolodzy? Teoretycznie ludzie tej samej nacji, Twoi sąsiedzi.

dan. 8 grudnia Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny.

 

Dogmat ten wprowadzono w 1854 roku

 

https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/12-08a.php3

pobrano z :Kardiolodzy, a depopulacja ludności [dr J. Jaśkowski] - POLITYKA POLSKA

sobota, 18 lipca 2026

Z Ukrainą nie będzie już żadnego dialogu - już nie

Czytelniku,

Patrząc na to co się teraz dzieje, żadnego dialogu już raczej nie będzie z tą bandą, która znajduje się w Kijowie, a o warszawskiej nie wspominając.

Te jak poniższe wspomnienia i relacje rozpaliły na nowo tamtejsza tragedię.

W futorze Pózikowskiego pow. Krzemieniec:  „Wieczorem, jak zwykle, przyszedł do nas sąsiad Ukrainiec Aleksander Fedosiuk. Brat mój Wacław w rozmowie z nim powiedział, iż czasy są niespokojne, lecz my nikomu krzywdy nie zrobiliśmy, więc gdyby nam groziło niebezpieczeństwo - to przez wieloletnią przyjaźń - Aleksander nas uprzedzi, to my wyjedziemy do Polski Centralnej. On to potwierdził, a o 2.00 w nocy przyszedł wraz z uzbrojonym oddziałem bandytów UPA, by wymordować całą moją rodzinę. /.../ Było nas 12 osób, tj. 10 z mojej rodziny i stryj Bernard z żoną. Bandyci cały czas mówili po rosyjsku, podszywając się pod partyzantów radzieckich i dopiero kiedy powiedzieli „bliże kścienkie" i „wy chotite samostijnej Ukrainy" (my Polacy) zdaliśmy sobie sprawę kto to jest i że to koniec. Zobaczyłam pobladłą twarz mamy i nawet nie zdążyliśmy odpowiedzieć, gdy od drzwi z przedpokoju padły ze trzy serie strzałów z karabinu maszynowego. Z odległości 2-3 m widziałam błyski w czasie strzałów. Zestrzelone światło lampy naftowej, stojącej na stole przed nami, pogrążyło pokój w ciemnościach i straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam - modliłam się. Leżałam na podłodze pod czyimś ciężkim ciałem, które może w ostatnich konwulsjach wciągało mnie pod siebie. Słyszałam jego charczący oddech, jęki konających i kilkakrotny krzyk mojego 14-letniego brata Rysia „Ja tak nie chcę". Nie bolało mnie nic, a kiedy uniosłam głowę, zobaczyłam na tle światła w pokoju stryja (za przedpokojem), że nikogo nie ma w przedpokoju. Bandyci rzucili się w tym czasie do rabunku u stryja i w budynkach gospodarczych. Chyba instynktem życia wiedziona - wstałam i niemal po kostki brodząc we krwi, prześlizgnęłam się przez drzwi boczne do kuchni. Tam przez tapczan stojący przy oknie wychodzącym na ścieżkę do budynków gospodarczych, nie zastanawiając się. wyskoczyłam i wpadłam w krzaki malin tuż obok tej ścieżki. Na tapczanie do bosych i mokrych od krwi stóp przykleiła się poszewka z pościeli, a na oczy spływała mi krew z rany głowy. Nic wówczas nic myślałam, bo gdyby działał zdrowy rozsądek, to przecież widziałam wcześniej obstawione okna domu i nie próbowałabym tam uciekać. Wyskakując przez okno, widziałam łunę ognia w stronie zamieszkania rodziny Kozubskich. Byłam jak zaszczute zwierzę. Leżałam odrętwiała ze strachu, gdy nagie usłyszałam biegnących i klnących po ukraińsku bandytów, a równocześnie strzał nad moją głową. W jednej sekundzie pomyślałam, że mnie odkryli i skuliłam się, czekając ciosu, ale oni wówczas zobaczyli dalej moją siostrę Jadwigę uciekającą do krzaków róż i jaśminów. Zabili ją i później podpalili. Po tym fakcie bandyci wrócili do pokoju trupów. Zapalili knot lampy i zabili płaczące w kołysce 8-dniowe dziecko Wacława oraz zdjęli buty z nóg mojej matce, leżącej na tapczanie pod ciałem Wacława, myśląc, że jest ona trupem. Dali jeszcze dwie serie strzałów po trupach i kończąc rabunek odzieży, pościeli itp. w domu oraz maszyn i inwentarza żywego w budynkach gospodarczych - podpalili je i odjechali. Rana na głowie zaschła i tylko coraz bardziej bolała mnie prawa noga, gdyż miałam trzy kule w udzie, które, jak się w Koszlakach okazało, nie naruszyły kości. Komary, czując krew, bzykały nade mną, a kiedy był już dzień, zdecydowałam się wyjść i szukać pomocy. Idąc koło domu, widziałam przez wybite okno ciało zabitego brata Wacława, opartego o ścianę z ranami na skroni, roztrzaskaną główkę 8-dniowego dziecka w kołysce i nikt nie odezwał się na moje wołanie. Widziałam też dopalające się zwłoki mojej siostry Jadwigi leżącej koło jaśminów. Myślałam, że zostałam tylko sama i nie wiedziałam co robić. Kuśtykałam okrwawiona jak upiór w stronę budynków sąsiada Ukraińca, gdy nagle spoza drzew z podwórza sąsiada usłyszałam krzyki i głosy mojej bratowej Marii: „Mamusiu - Gina żyje!" (tak mnie w rodzinie nazywano). Nie da się opisać rozpaczy matki po stracie dzieci i tak dobrego męża. Wyglądała jak nieprzytomna czy obłąkana. Nikt z nas nie płakał, bo z bólu chyba łzy wyschły. Ukraińcy - sąsiedzi z Aleksandrem Fedosiukiem stali ze spuszczonymi głowami, a naprzeciw nich w bieliźnie stały: chora (po połogu) bratowa Maria z wylęknionym półtorarocznym synkiem (w koszulince) na ręku. moja mama oraz na ziemi leżała ranna w nogę żona stryja Bernarda. Wyszli oni z pokoju trupów, kiedy mama zawołała: „Wstawajcie kto żywy!". Odezwał się wówczas żyjący jeszcze stryj Bernard i prosił: „Ciągnijcie mnie, ja nie chcę się spalić". Kobiety z trudem wyciągnęły go przed dom, bo był w stanie agonii i głowa stukała po schodach. Miał wiele ran na piersiach i odstrzeloną za kostką prawą rękę. To on mnie zasłaniał i zagarniał ręką pod siebie, a kula, która mnie raniła w głowę, urwała mu rękę. Zaraz też umarł. W czasie tej masakry nawet niespełna dwuletni synek Wacława, przygnieciony na tapczanie ciałem zabitego swego ojca i leżącej babci, tj. mojej mamy, zaczął płakać, a kiedy ta szepnęła mu: „Nie płacz, babcia jest przy tobie" do końca masakry nie odezwał się, a na wezwanie babci wstał jak duszek blady i przestraszony. Przez wiele tygodni dziecko to nie odezwało się i nie zapłakało.” (Regina Owczarczak: Moje wspomnienia z przeżyć na Wołyniu do 1943 r.”; 23 kwiecień 2011