Czytelniku,
Ukazała się właśnie książka, która zawiera kilka faktów,
które warto wiedzieć, gdyż nasze niemoty zwane historykami nie umieją dosłownie
nic z naszej historii przedstawić nie mówiąc o jej prawidłowym nauczaniu, by
można było wyciągać prawidłowe wnioski na przyszłość szczególnie dla młodego
pokolenia.
Jan Piotrowski „Jak zdobyć Kościół św. Krzyża i Komendę
Policji?”
Wspomnienia dowódcy kompanii „Lewar” – Powstanie Warszawskie –
1944 w kwartale ulic: Mazowiecka – Traugutta – Krakowskie Przedmieście –
Świętokrzyskie
Rozdział 4
Niespodziewany Początek
1 VIII 44 r.
1.
Około
dziesiątej łącznik od kpt. „Krybara” przyniósł rozkaz drugiej mobilizacji.
Godzina „W” wyznaczona na 17.00. Natychmiast nakazałem
stawienie się wszystkich żołnierzy kompanii „Lewar” w punkcie zbornym przy
Mazowieckiej 8 na godz. 15.00. Wysłani do dowódców plutonów łącznicy rozpoczęli
przekazywanie rozkazu „w dół” drabiny organizacyjnej.
Nie było dużo czasu. Załatwiłem pilne sprawy biurowe i
poszedłem na Miodową 23 do kpt. „Krybara” po przyrzeczoną broń. Zastałem Drzewickiego,
który odsunął zręcznie klepki podłogi w pokoju, wydobył ze skrzynki paczkę i
wręczył mi ją:
- Masz tu 40 granatów naszej produkcji, jeden pm i 280 sztuk
amunicji do niego ,Pistolecik kaliber 5 mm i 5 sztuk amunicji użyjesz do
własnej obrony w razie konieczności.
- I to ma być wszystko? Dla całej kompanii?
- Niestety wszystko. Współczując ci, ale uzbrojenie całego
powstania będzie takie.
Niewesoło, co ?
Znałem Drzewickiego dobrze. Wiedziałem, że nie cieszy go to,
co mi wydał.
Z nieukrywanym oburzeniem nabiłem i zabezpieczyłem pistolecik
nadający się dla pań do kawiarnianej próby postrzelenia wiarołomnego mężczyzny.
Zatknąłem za pas, zapiąłem marynarkę, zabrałem „dozbrojenie” i wyszedłem.
I tak wyglądało uzbrojenie na początku powstania. Czy
tak to powinno wyglądać jak się przygotowuję zryw w mieście, w którym
stacjonują silne jednostki wroga???? Łatwo nam dziś o tym mówić, ale czy skutki
były tego warte??
„ Parę minut po piętnastej łącznik od „Kużmy” zameldował, że
w bramie Mazowiecka 11 powstańcy wyładowują broń z ciężarówki , a od pl.
Małachowskiego zbliża się sześcioosobowy patrol niemiecki. „Hef” (Mianowski) i
ja porwaliśmy po dwie butelki, parę granatów i pędem na posterunek „Kużmy”.
Minęliśmy podwórze i półpiętro klatki schodowej, gdy zaczęła się strzelanina.
Wpadliśmy do pokoju, ale już było po wszystkim: powstańcy wychyleni z okien
Mazowiecka 11 ostrzelali patrol, zaskoczeni Niemcy odstrzeliwując się z pm-ów
cofali się ku p. Małachowskiego. „Kużma” opowiadał, że powstańcy zachowali
zimną krew do ostatka; nie przerywali roboty ci, którzy rozładowali samochód,
nie otwierali ognia ci, którzy ubezpieczali. Dopiero, gdy jeden z Niemców
usiłował otworzyć skrzynię z bronią..
Po potyczce nastąpiła cisza. Ale była to inna cisza , na ul.
Mazowieckiej Powstanie Warszawskie rozpoczęło się o 15.15. Godzinę i
czterdzieści pięć minut przed wyznaczonym terminem.
Powstanie rozpoczęło się nie o 17.00 a faktycznie
potyczką o 15.15 nie licząc jeszcze pojedynczych zdarzeń.
„Pierwszy rozdział mobilizacyjny został wydany 27 VII o godz.
19.00 i był realizowany następnego dnia przez trzynaście godzin, od siódmej do dwudziestej.
Stawiła się niemal cała kompania – każdy z bronią i amunicją – rano wszyscy się
rozeszli. Oczekiwanie na powtórną mobilizację przez trzy dni, 29, 30, 31 VII –
trochę rozluźniło wysoką dotąd samodyscyplinę, nie wszyscy byli uchwytni w
pracy czy w swoich mieszkaniach. Ale nie to było najważniejsze. Nie można
powiedzieć, że dyscyplina szeregowych zawiodła. Po prostu drugi rozkaz
mobilizacyjny był trudny do wykonania. Wydany został 31 VII też o godzinie
19.00, ale mógł być realizowany tylko przez osiem godzin, od siódmej do piętnastej
( dwie godziny od wyznaczonej godziny „W” odliczyłem na rozstawienie chłopców i
przygotowanie ich do ataku). W warunkach konspiracyjnej łączności skrócenie
czasu łączności skrócenie czasu mobilizacji o 5 godzin z góry stawiało pod
znakiem zapytania możliwość terminowego wykonania rozkazu.
Jednak najbardziej istotne dla wyniku mobilizacji wydają się
być dodatkowe utrudnienia. Niemcy zaalarmowani pierwsza mobilizacją wzmogli
czujność, do miasta słali dużo patroli. Zaczęły wybuchać przedwczesne walki,
które cały garnizon niemiecki postawiły w stan gotowości bojowej, i które
przerodziły się w pas starć ogniowych przecinający Stolicę na dwie części:
północną i południową. Nastąpiło zahamowanie ruchu powstańców spieszących z
Bielan, Marymontu, Żoliborza do Śródmieścia czy Mokotowa. Wiele powstańczych oddziałów
zostało zdezorganizowanych. Ich zdolności operacyjne zmniejszyły się, choć w różnych
oddziałach w różnym stopniu. Powstańcy
stracili poważny atut : przeciwnik nie dał się zaskoczyć.
Tak wyglądał początek…..
„ – Na naszym terenie jest gołębiarz! Taki drań, panie
poruczniku, zastrzelił kobietę która szła ul. Czackiego do Świetokrzyskiej.
Dostała kula w głowę z prawej, lewą stronę czaszki zupełnie rozerwało.
Tak działał niemiecki snajper, rozstrzeliwania cywili
po wkroczeniu do szpitali pominę.
„ 6.VIII 44 r.
Dlaczego Niemcy nie atakowali nas ? Powstanie trwało prawie
tydzień:
Tworzona od nowa kompanię „Lewar” organizowaliśmy bez
przeszkód! Niemiecka aktywność była znikowa! Dziś – po trzydziestu latach –
pełniej można odpowiedzieć na to pytanie, niż wtedy.
Główny wysiłek Niemców po wybuchu powstania skierowany był na
przebijanie trasy przelotowej przez miasto, z zachodu na wschód. Trasa ta miała
zasadnicze znaczenie dla frontu wschodniego, który był na przedpolach Pragi.
Stąd – niemiecki nacisk od zewnątrz do centrum Warszawy. Stąd zażarte walki na
Woli i Ochocie i uwaga polskiego dowództwa skupiona na utrzymaniu powstańczego
stanu posiadania.
Piątego sierpnia napór
wroga wzrósł. Nieprzyjaciel zaczął na przemian przeprowadzać naloty bombowe i
ataki broni pancernej wspieranej
piechotą. Osiągnął niewielkie postępy. Nie był to przełom, ale inicjatywa
prowadzenia walki wymknęła się z polskich rąk.
…….Tymczasem wewnątrz miasta panował spokój. Było to w Śródmieściu
wiele niemieckich gniazd otoczonych przez powstańców. Większośc z nich czekała
na odsiecz i nie przejawiała inicjatywy. Niektóre usiłowały działać zaczepnie,
ale przeważnie bez powodzenia.”
Pierwszy tydzień powstania…..
Rozdział 7
„A brak wody w dużym mieście – to śmierć miasta: spadek
powszechnej higieny, wzrost zakaźności i dodatkowe zagrożenie. Niemcy
koncentrowali swój ogień na studniach, których położenie znali od szpiegów.
Ostrzeliwali studnie, przy których były setki dzieci!”
Planując takie działania powinno się na ile pozwalała
sytuacja wyprowadzić poza miasto przynajmniej dzieci nie zrobiono tego.
„16 VIII 44 r.
Rano przybiegł „Lelek” z oburzeniem wymachując jakąś kartką.
Odnotowany na niej był komunikat radia Moskwa z piętnastego sierpnia: „ W
Warszawie wywołano zbrojne powstanie nie porozumiwając się z dowództwem
sowieckim . Sosnkowski i jego klika nie licząc się z realnymi możliwościami,
wywołali powstanie nie czekając na wkroczenie Armii Czerwonej i regularnych
wojsk polskich . Żołnierze polscy i ludność Warszawy padli ofiarą oszustwa”
- Czy ty rozumiesz cos z tego ?? Co to znaczy „wywołano”?!
Kto wywołał?
A pamiętasz wywołanie radiostacji Kościuszko ?! No powiedz,
czy ty cokolwiek sensownego z tego pojmujesz?
- Niewiele. Daj mi Tadziu te kartkę?.....”
Radio Moskwa..
Rozdział 13
„Końskie 1945
…..Pewnego dnia zjawił się Tadeusz Chojna – Wojkowski, mój
dobry znajomy z Zarządu Miasta Warszawy, komunista z przekonania i z miejsca
zaproponował:
- Rzucaj Piotrowski ten bufet. Od pierwszego maja zostajesz
wicestarostą powiatu koneckiego czyli moim zastępcą. Musisz mi pomóc w
odbudowywaniu powiatu.
- Ależ Tadziu, nigdy nie pracowałem w administracji
państwowej!
- Ja też nigdy nie byłem starostą – A skoro mnie wyznaczono,
to muszę umieć co trzeba. – I ty będziesz to umiał, nawet lepiej niż ja.
Dlatego będziesz wicestarostą.
Podanie o przyjęciu do służby państwowej i życiorys złożyłem
na ręce starosty Wojnowskiego następnego dnia.
Tego dnia po południu pożyczyłem rower i pojechałem do wsi
Węgrzynów ( u podnóża Gór Świętokrzyskich ), żeby zawiadomić o tym moją rodzinę.
Na skraju lasów za wsią Sielpia Wielka zatrzymali mnie partyzanci. Odprowadzili
do dowódcy – Akowca. Gdy między innymi, powiedziałem, że jakiś czas mieszkałem
w Salachowym Borze u nadleśniczego usłyszałem:
- To ja o was wszystko wiem od syna nadleśniczego. Jesteście
wolni.
Wolni – to wolni myślałem – ale jestem też kandydatem na
wicestarostę. Zataić? Powiedzieć?
Zaczynając „od pieca” podziękowałem za zwolnienie. I mówiłem
o niepokoju, jaki odczuwam i jaki wiąże mnie z nimi – „Akowcami leśnymi”. We
wczorajszej bitwie ze Służbą Bezpieczeństwa zginęło siedmiu młodych chłopaków.
Gdyby zabili ich Niemcy byłby wielki patriotyczny krzyk. A że
wybili się sami – jest cicho, jakby wszystko było w porządku.
- Czy to mądrze? Własnymi rękami uprawiać niemiecką politykę
wyniszczania Polaków?
- A jakie mamy wyjście? – Bezpieka chce nas zlikwidować, my
musimy się bronić.
Dowódca partyzantki dodał jeszcze, że widocznie „oddolne
organy bezpieczeństwa nie maja wytycznych, jak pokojowo rozwiązać oddziały leśne.”
Wtedy przyznałem się, że od pierwszego maja zostaje
wicestarostą. I spytałem, czy wyjdą z lasu, jeśli uda mi się stworzyć dla niego
i jego ludzi powrót do bezpiecznego i normalnego życia?
- Wyjdziemy. – Też chcemy żyć i pracować.
Tak się stało. Dzięki zabiegom starosty wyszli z lasu. Zdali broń. Do rodzinnych domów
wrócili jeszcze przed zakończeniem
wojny, przed 9 maja 45r.
Dziewiątego maja wygłosiłem przemówienie na rynku miasta
Końskie. Wyręczyłem w ten sposób starostę. Było dużo ludzi: zwycięskie
zakończenie drugiej wojny światowej – to dzień powszechnej radości.
Miałem zatem dobre wejście w obowiązki wicestarosty, w życie
obywateli powiatu koneckiego i ich praca
nad odbudową. Nie uniknąłem jednak działania groźnej „kontry społecznej”.
Pięciu żołniezy brygady świętokrzyskiej NSZ pojawiło się w Węgrzynowie, gdzie
mieszkała moja rodzina. Przybyli z rozkazem swego dowódcy, Bohuna – wykonania na
mnie wyroku śmierci . Za co? Nie wiem do dziś. Żyję tylko dlatego, że tego
fatalnego dnia nie przyjechałem z Końskich do Węgrzynowa. Tylko przez
szczęśliwy traf. Tak. Zakończenie wojny ożywiło działanie skrajności
społecznych – i lewicowych i prawicowych.
Powyższy fragment jest bardzo dobrym i mało znanym
zdarzeniem, które pokazuje skomplikowaną sytuację tamtejszych czasów. Dziś odpalono
żołnierzy wyklętych, ale bez uwzględnienia złożoności tamtejszej sytuacji będziemy
tylko podgrzewani do kolejnego napuszczania przez innych.
„W czasie, gdy miłość Ojczyzny przestała się wiązać z nienawiścią
i walką z Niemcami. W czasie, gdy miłość Ojczyzny zaczęła współistnieć z
nabytym w czasie wojny i okupacji doświadczeniem: ideą, że Polska może istnieć
tylko jako państwo silne – najpierw gospodarczo!
10/10 nic dodać nic ująć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz