wtorek, 30 czerwca 2015

Do czego doprowadziło skłócenie Polaków i Kozaków i o królu Janie Kazimierzu słów kilka, o których w szkole się nie dowiesz

W dzisiejszej historiografii próżno szukać prawdy. Większość naszych historyków to zwykłe miernoty z tytułami naukowymi, którzy nie potrafią przyczynic się do napisania zwykłego, ale prawdziwego podręcznika historii - gardzę nimi.
Wg mojej teorii do upadku Rzeczypospolitej przyczynił się  min. Watykan, poprzez swój przysłany specnaz w postaci Jezuitów, którzy omamilii Zygmunta III i zniszczyli jeden z filarów naszej dumy Rzeczypospolitej, czyli wolności religijnej, jej tolerancji i poszanownia jej praw. Zakończyło się to oderwaniem Kozaczyzny od Rzeczypospolitej i ostatecznym przez Moskwę wygraniem  rywalizacji o  panowanie w Europie Środkowo-Wschodniej.
Skutki dla naszego kraju były katastrofalne, że do dzisiaj nie możemy sie podnieść, a za to Niemcy i Moskwa, a w zasadzie ich agentura robi co chce i miesza w głowach ogłupionym Polakom z błógosławieństwem Watykanu.
 
Sprzedaje się teorie spiskowe o Żydach, masonach, cyklistach, illuminatach i wymyślonych odszczepieńcach.
Poznajcie prawdę z pamiętników ówczesnych czasów, co czuła szlachta w pamiętnikach. Jak przyparta do muru tłukła Szweda aż po Danię. Aby poznać historię trzeba się w nią zanurzyć, aby poczuć ówczesne czasy. Jesteśmy fajnym narodem z wspaniałą historią i czas przywrócić obrzydzaną nam historię, jej wzloty i upadki, wielkie zwycięstwa i wielkie porażki. Aby młode pokolenie inaczej pisało historię naszego narodu.
Jak traktowaliśmy Kozaków i przez własną głupotę, potem łatwo ich było skaptować przeciw nam sami przeczytajcie. Na kim zazwyczaj swoją krzywdę dochodzono jak winnych szukano, pod ręką zawsze byli Ormianie i Żydzi.
 
Zapraszam do prawdziwej historii.
Pamiętniki Jacko z Grotkowa Łosi towarzysza chorongwi pancernej Władysława margrabi Myszkowskiego wojewody krakowskiego, obejmującego wydarzenia od r. 1646 do  r. 1667 wydane w Krakowie w 1858 r.

niedziela, 28 czerwca 2015

Naród Kozacki - brakujące ogniwo Rzeczypospolitej

Nasza historia wymaga nowego rozdania, nowego podejścia, odtajenia fałszu i obłudy, przypomnienia chwały naszego kraju jak i przyczyn bolesnych porażek.
Tekstem, który warto przeczytać jest "Naród Kozacki - brakujące ogniwo Rzeczypospolitej" autorstwa Mariusza Agnosiewicza, który stara się , co jest dziś rzadkością ująć historię w innym świetle na przeciw oficjalnej płytkiej i nieobiektywnej.
Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,9835

Między rusofobią a ukrainofobią
Biorąc pod uwagę zawziętość i intensywność sporów, najważniejszym aktualnym megapodziałem wśród Polaków staje się spór o Rosję i Ukrainę. Wydaje się, że spór ten zaczyna dominować nad jakimikolwiek sporami o Polskę, włącznie z tym, który przebiega pomiędzy PO i PiSem. Jego gorączkowość wynika zapewne z jego gruntownego przeorania tradycyjnych podziałów. Wybudował on dodatkowe mury w środowiskach tzw. prawicy jak i tzw. lewicy. Czy społeczeństwo stało się jeszcze bardziej rozbite czy może część lewicy zacznie dostrzegać, że czasami więcej ją łączy z niektórymi środowiskami prawicowymi niż lewicowymi (i vice versa), sprzyjając większej otwartości w sporach wewnętrznych? By ten nowy spór nie doprowadził do eskalacji rozbicia społecznego zachęcam wszystkich do elastyczności intelektualnej i okiełznania emocji.
Miernikiem tych emocji jest fakt, że nawet i wobec Racjonalisty padają zarzuty o stronniczość — wcale nie dlatego, że jest prorosyjski czy proukraiński, lecz dlatego jedynie, że stara się nie być antyrosyjski ani antyukraiński. Nie chodzi przy tym o relatywizowanie racji obu stron czy dewaluowanie samego sporu. Istnieje zasadniczy argument przemawiający za pewnym umiarkowaniem w ferowaniu sądów. Jesteśmy mianowicie świadkami wojny, której wręcz żelazną regułą jest, iż zawsze jej pierwszą ofiarą jest prawda. Możemy mieć swoje sympatie i lęki, lecz powinniśmy być świadomi tego, że mamy ograniczone możliwości dostępu do obiektywnych informacji, gdyż znaleźliśmy się na froncie wojny informacyjnej obu stron. Nie oznacza to, że skazani jesteśmy na „agnostycyzm" poznawczy, lecz najskuteczniejszym środkiem niwelowania obustronnej propagandy i dezinformacji, jest merytoryczna dyskusja.
Tymczasem oba krewkie stronnictwa topią taką dyskusję w morzu oskarżeń. Oliwy do ognia dolewają jak zawsze media, które starają się zablokować jakąkolwiek polemikę. Frakcja antyrosyjska forsuje tezy, iż odmienne poglądy na konflikt to dzieło „trolów Putina" lub w najlepszym razie pożyteczny idiotyzm. W efekcie jesteśmy świadkami kuriozalnych sytuacji w których nawet osoby znane ze swej niechęci do Rosji są oskarżane o kolaborację z Rosją.
Po drugiej stronie mamy podobne postawy, które w każdej krytyce Rosji doszukują się rusofobii i wytworu propagandy mediów głównego nurtu. Jednocześnie większość tropicieli rusofobii jest namiętnie ukrainofobiczna.
Po obu stronach tego konfliktu mamy więc torpedowanie racjonalnej dyskusji, prawa do wątpliwości czy próby wyjścia z okopów wojny informacyjnej. Po obu stronach mamy tendencje, by zamienć ten spór w propagandowe i emocjonalne przekrzykiwanie się. Zamiast dyskusji mamy więc walkę o to, kto bardziej rozchuśta emocje i obudzi większy lęk. Czy zwycięży rusofobia i lęk przed nowym podbojem, czy też ukrainofobia i lęk przed nowym pogromem.
W efekce polską debatę o Rosji i Ukrainie trudno nawet nazwać debatą, skoro dominuje w niej koncentracja na grze emocjonalnej. By zacząć prawdzwą dyskusję trzeba wyjść poza utożsamianie współczesnej Rosji z recydywą sowietyzmu, a Ukrainy — z recydywą banderyzmu.
Z dziejów 400 lat polskiej tatarofobii
Demonizwanie Rosji i Ukrainy w Polsce opiera się nie tyle na analizach, co narodowych traumach. Ponieważ w przeszłości Rosja wielokrotnie była wrogiem Polski, więc pozostanie nim w przyszłości. Ponieważ Ukraińcy dopuścili się bestialskiej rzezi Polaków, co oznacza, że tylko czekają na kolejną szansę, by nam zaszkodzć.
Są to rozumowania pseudohistoryczne. Historia uczy nas, że się powtarza tylko przy podobnych okolicznościach. W polityce międzynarodowej nie ma wiecznych przyjaciół i wiecznych wrogów.
Spójrzmy na dzieje najnowsze, jak płynnie Wielki Szatan stał się wielkim sojusznikiem Iranu, kiedy Chiny zmieniły światową geopolitykę. Nasza historia też pokazuje takie metamorfozy śmiertelnych wrogów w przyjaciół. Pierwszy „Katyń" w dziejach Polski zgotowali nam Tatarzy, którzy w 1241 skasowali nam elitę, przynieśli pożogę i gwałty. Po kilku wiekach dawni wrogowie zamienili się w przyjaciół i mieszkających w Polsce Tatarów uważamy za najlepiej zintegrowaną mniejszość. A przecież Tatarzy to pierwszy naród, którego Polacy się realnie obawiali i który był najmocniej demonizowany.
Wrogość polsko-rosyjska nie jest wcale jakimś długowiecznym zjawiskiem. Wrogość polsko-tatarska była znacznie starsza, dłuższa i bardziej destrukcyjna. Jak doszło do zamiany odwiecznych wrogów Polski w wiernych przyjaciół? Nie był to proces stopniowy, lecz nagły. Tatarzy przez czterysta lat byli największym polskim utrapieniem na Wschodzie. Zazwyczaj to oni najeżdżali Polskę, grabiąc i wywożąc ze wschodnich rubieży tysiące niewolników. Od XIII w. uważano, że Tatarzy to mieszkańcy piekła. Nawet po upadku imperium mongolskiego Polska nie potrafiła uporać się z Tatarami. „Tatary gromić to tak niepodobna, jako by kto chciał ptaki w powietrzu latające pobić" — słowa hetmana Stanisława Żółkiewskiego, który pół życia strawił na walce z ordą. „Gdzie Tatar przejdzie, tam trawa nie rośnie" — trzeba podkreślić, że tatarofobia była najdłuższą i najsilniejszą fobią narodową w całej polskiej historii, której rusofobia nigdy nie dorównała.
Tatarzy przez wieki tworzyli takie formy państwowe, które poniekąd oddaje określenie państwa rozbójniczego. Chanaty wydawały się skazane na wieczny konflikt z Polską. Nieco deprymujące może się wydać, że ostatni wybitni Jagiellonowie uznali, że najlepiej będzie płacić haracz za niełupienie Kresów, co pozwoliło jedynie na zmniejszenie skali destrukcji. Dumna Rzeczpospolita zwała ten haracz subtelnym określeniem „upominków", lecz były to takie upominki, jakie dziś handlarze płacą lokalnym gangom „za ochronę". Początkowo wysokość upominków wynosiła 15 tys. czerwonych zł rocznie w 1514, lecz później rosła.
Apogeum problemów z Tatarami przyniósł XVII w., kiedy Władysław Waza wymyślił, że najlepszym rozwiązaniem problemu będzie wojskowa likwidacja chanatu krymskiego — z pomocą Moskwy i Kozaków. To w dużej mierze przez Tatarów Polska wdepnęła w wykańczające wojny z Turcją i doświadczyła kozackiej wojny domowej. Polityka tatarska Wazów doprowadziła do tego, że obok tatarofobii w Polsce pojawiła się polonofobia w Bakczysaraju. Wydawało się, że jedyne czego możemy się spodziewać po Krymie to wojny na śmierć i życie.
Po czym naraz się okazało, że ekspansja moskiewska pogodziła gruntownie odwiecznych wrogów.
To nieoceniona lekcja historyczna.
Pokazała ona, że największym wyzwaniem polityki zagranicznej kraju jest uchwycenie momentu takiej zmiany układu sił, która wymusza przebiegunowanie sojuszów. Nieuchwycenie tego przesilenia może prowadzić do katastrofy. Podstawowe prawo geopolityki mówi, że nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół.
Sądzę, że zrozumienie tego przesilenia jest dowodem na geniusz przywódczy Jana Sobieskiego i jednocześnie usprawiedliwieniem jego klęsk politycznych. Odsiecz wiedeńska czyli brak jakichkolwiek korzyści politycznych po wielkim triumfie wojskowym przekonała Sobieskiego, że wielowiekowi przyjaciele przeradzają się w przeciwników. Doprowadziło to Sobieskiego do wielkiego manewru i uznania, że nadchodzi czas w którym wielowiekowy wróg może stać się strategicznym sojusznikiem.
Wywrócenie dotychczasowego układu sił było pokłosiem polityki Wazów, którzy po nieudolnej próbie podboju Rosji, postanowili pociągnąć Polskę do kolejnego podboju. Władysław IV wymyślił trójporozumienie na rzecz rozbioru chanatu krymskiego, który miała dokonać Polska, Rosja i Kozaczyzna. Sejm oczywiście zablokował pomysł kolejnej awantury wschodniej. W efekcie wybuchło powstanie Kozaków Chmielnickiego, wspierane przez Tatarów, którym ujawniono projekt wspólnej likwdacji chanatu, który wymyślił król Polski. W ten sposób pierwszy Waza wplątał Polskę w przegrane na jego życzenie awantury moskiewskie, zaś drugi doprowadził do historycznego sojuszu Kozaków i Tatarów przeciwko Polsce.
Niepoczytalna polityka dwóch pierwszych Wazów zakończyła się wielką katastrofą. Zamiast rozbioru Krymu wraz z Moskwą i Kozakami, Rosja zrozumiała, że nadszedł czas na odpłatę za spalenie Moskwy. Przekupiła Kozaków do wspólnego oderwania Ukrainy od Rzeczypospolitej. Przybrało to postać ugody perejesławskiej z 1654 między Chmielnickim a pełnomocnikiem cara. To właśnie data, która wywróciła dawny układ sił. To data tragedii Polski, Tatarów i Kozaków — oraz wielkiego sukcesu Rosji.
Kozacy zapłacili najwyższą cenę za flirt z Moskwą przeciwko Polsce, gdyż caryca Katarzyna skasowała Sicz Zaporowską, niszcząc Kozaczyznę, która była największym fenomenem Kresów. Powstanie Kozaczyzny to fenomenalny przejaw ewolucji kulturowej, która pokazała siłę wolności i decentralizacji. Wspomniałem, że polska polityka była bezradna wobec problemu tatarskiego. Tyle że rozwiązanie zaczęło się tworzyć samorodnie. W ten sposób zaczął się wyłaniać eksperyment społeczny, czyli Kozaczyzna.
By uchwycić unikalność tego zjawiska możemy opisać Kozaczyznę jako formę quasipaństwa pirackiego (zwano ich piratami stepowymi), które mogło się stać swoistą „Australią Rzeczypospolitej".

USA i Australia — państwa powstałe z marginesu angielskiego
USA i Australia to dwa wykwity angielskiego imperializmu. Imperium Brytyjskie stało się największym w dziejach. Było ono nową formą rzymskiego. Powróciła polityka eksploatacji barbarzyńców. Archaiczne pojęcie barbarzyńcy sukcesywnie zastąpiły pojęcia segregacji rasowej. Imperium to głosi najbardziej wolnościowe hasła, lecz stało się najbardziej barbarzyńskie. Anglia jako pierwsza uruchomiła projekt powiększania „przestrzeni życiowej" poza zapełniającą się wyspą. Poza tradycyjnymi koloniami, czyli podbojem innych ludów i objęcie nad nimi władzy w celu eksploatacji ekonomicznej, głównym elementem budowy imperium stało się poszukiwanie nowej przestrzeni życiowej dla Anglików. Wytypowano kilka takich projektów. Najważniejszym była Ameryka, kolejnym Australia. Tego rodzaju ekspansja nie występowała ani w w Cesarstwie Rzymskim ani w Imperium mongolskim. Wytypowano ziemie, które mogły się stać nową większą Anglią. By można było zbudować nową Anglię podbój obcych kultur został zastąpiony przez czystki i zagłady kultur autochtonicznych. W Ameryce zniszczono różnorodne kultury indiańskie z których zachwano beztreściowe szczątki folkloru. W Australii wyczyszczono Aborygenów wraz z ich 500 językami. Pozstawione szczątki tych kultur mają dowodzić jak prymitywne były to zjawiska. Nie jest więc przypadkiem, że w Indiach nie realizowano czystek a na nowych wielkich wyspach już tak. To dzięki nim USA czy Australia są dziś ulepszoną wersją Anglii.
Nowy Świat miał służyć jako kolonia imperium, jako region służebny. Swobodne osadnictwo sprawiło, że ziemie opanowali głównie ci mieszkańcy Europy, którzy nie wpasowywali się do europejskich systemów. Z nieprzystosowania europejskiego powstało państwo, które nie zamierzało być przedłużeniem Europy.


Kiedy Anglicy znaleźli sobie nowy kontynent, postanowili poprawić błędy amerykańskiej historii. Zasiedlono go całą patologią przestępczą Anglii. Budowa kolonii australijskiej zakończyła się podobnym finałem. Od początków angielskiej kolonizacji Ameryki w 1607 do wyłonienia niepodległego od Anglii państwa w 1776 upłynęło 169 lat. Australii zajęło to znacznie mniej czasu. Kolonizacja rozpoczęła się w 1788 czyli po klęsce angielskiej w Ameryce. Powstanie państwa ogłoszono w 1901. Niepodległość USA powstała na drodze wieloletniej rewolucji. Australia wyciągnęła wnioski z amerykańskich doświadczeń i stworzyła swą niepodległość bez wojny, poprzez ewolucję. Efekt był taki, że Anglia straciła kolonię australijską, lecz nie wie ponoć dokładnie kiedy. W 200. rocznicę początku angielskiej kolonizacji Australii, Anglia powołała specjalną Komisję Konstytucyjną, która miała zbadać kwestię niepodległości Australii. Raport końcowy stwierdzał, że Australia wybiła się na niepodległość pół wieku wcześniej, dokładny moment można określić z dokładnością dwóch dekad.
II wojna przyniosła rozstrzygające potwierdzenie suwerenności byłej kolonii więźniów, nie wywiązując się z podstawowego zadnia kolonii: służba i ochrona imperium. Gdy Niemcy rozpoczęły śmiertelną Bitwę o Anglię, Australia wypełniła swe formalne zobowiązania i wypowiedziała wojnę Niemcom, i na tym poprzestała. Do pomocy ruszyła za to Polska, którą Anglia pozostawiła samą sobie po ataku niemieckim. Zapewne nie przez wzgląd na zobowiązania, lecz przez obawę o triumf Niemiec. Podbój Anglii — byłby bowiem dokonaniem na miarę tysiąclecia. Polacy pomogli, gdyż lepiej, by wygrał fałszywy przyjaciel niż śmiertelny wróg.
Mówienie o upadku Imperium Brytyjskiego uważam za nieporozumienie. Imperium to wciąż istnieje, tylko transformowało, a przede wszystkim przeniosło siedzibę do Waszyngtonu. Imperium brytyjske to bowiem nie taki czy inny król, lecz globalny system ekonomiczny. Poprzednie imperia pokazały, że ani hierarchia i centralizacja ani decentralizacja i wielokulturowość nie stworzyły trwałego imperium. Dlatego brytyjski projekt polega na budowie imperializmu niewidzialnego, takiego, który nie drażni, daje iluzję wolności i równości, w istocie zniewala tyle że ekonomicznie. Odnowa cesarstwa rzymskiego mogła polegać na usnięciu jego słabości i niesprawiedliwości. Zamiast tego Anglia postanowiła ukryć te słabości.
USA tworzono pod hasłami wolnościowymi, jako dzieło najbardziej rewolucyjnych herezji dla których w Europie nie było miejsca. Dlaczegóż zatem USA okazały się jedynie nowszą wersją Anglii — z tą samą wersją korpokapitalizmu? Z kolei Australia jest poprawioną wersją USA, uwolnioną od sekciarstwa protestanckiego, lecz znów z kopią systemu ekonomicznego. Australia to taki materialistyczny raj.
Stąd też gdy Niemcy zbombardowały Anglię a kolejne kolonie zaczęły ogłaszać niepodległość odtrąbiono upadek Imperium brytyjskiego, kolonializmu i imperializmu. Nowym hegemonem zostały USA, kraj niosący orędzie demokratyczne i walczący o prawa człowieka. Zależności koloniale nie tylko nie zelżały, lecz umacniały się, już pod szyldem niepodległych państw i demokratycznej władzy. System kolonialny w ten sposób się zakamuflował, że uniezależnił się od form politycznych, mechanizmy władzy realizując ekonomicznie.
Cały układ sił wskazuje, że Imperium brytyjskie trwa zatem nadal, ponieważ anglosaski system ekonomiczno-społeczny, który jest wyższą formą iluzji i wyzysku, wciąż dominuje.
Mimo tego kamuflażu Imperium brytyjskie jest w fazie schyłkowej i musi runąć, gdyż jest patologiczną i niereformowalną formą systemu.
Sukces USA i Australii niosą intrygujące przesłanie: elementy niedopasowane do systemu lub jawnie antysystemowe, mogą wytworzyć nowy silniejszy system. Wszak USA jak i Australia przerosły poziomem rozwoju i efektywnością Anglię. Tyle że ta historia jest mitem. Sukces obu tych krajów miał niewiele ze spontaniczności, był w istocie sterowany kapitałowo.
Imperium amerykańskie jest tworem spreparowanym, który ma udawać ideał demokracji, będąc jedynie udoskonaloną wersją Imperium brytyjskiego. Prawdziwe Stany, wolnościowe i demokratyczne to pierwsze stulecie — od rewolucji do wojny secesyjnej. Ta wczesna Ameryka to tragikomiczna karykatura Europy, gdzie majakom o wolności i postępie towarzyszy eksterminacja Indian oraz wskrzeszenie niewolnictwa. Wolnościowa Ameryka to męczennik mormoński rozszarpany przez tłum za swój harem kilkudziesięciu żon. Dokładnie tak wyglądać musi budowanie państwa wolnościowego na zupełnym ugorze politycznym, po wyrżnięciu zastanych społeczeństw. To idealizacja Rousseau prowadziła do naiwnej wiary w silankę pierwotną. Wolność polityczna nie wykluwa się jak Filip z Konopii, lecz może być wynikiem ewolcyjnego doskonalenia kultury politycznej. Wolność bez kultury i doświadczenia państwowego zaczyna się właśnie od barbarzyństwa i kuriozów. Dopiero krwawa wojna domowa zakończyła tę deprymującą wolność i zaczęła budować Amerykę ręcznie sterowaną, wzorowaną na systemie angielskim, który zakazał niewolnictwa oraz haremów religijnych. Odtąd krok po kroku USA zostało ulepione jako nowa wersja imperium brytyjskiego. Jest to sztuczny twór o czym świadczy rekordowa populacja więzienna (im bardziej chory system tym więcej ludzi jest na marginesie).
Również dzieje Australii jawią się intrygująco. Stworzenie z byłej kolonii karnej jednego z najzamożniejszych krajów świata. W istocie to sztuczny twór. Na podstawie niedogodności przy czystce Indian, zadanie to powierzono w nowej kolonii angielskim kryminalistom, którzy uśmiercili setki tysięcy ludzi mieszkających w Australii od tysięcy lat. Ich cienie prezentuje się jako prymitywne, lecz w istocie mało co wiemy jaki skarb kulturowy przepadł. Pozostał dziś po tych kulturach Didgeridoo, uważany za jeden z najstarszych instrumentów dętych świata. Tymczasem postępowy rząd anglosaski, który uważał się za krzewiciela wyższej cywilizacji, do 60. lat umieszczał tych ludzi w „Księgach Flory i Fauny", odmawiając im miana człowieka oraz praw obywatelskich.

Kozaczyzna — prawdziwy fenomen ewolucji kulturowej
Kozaczyzna to Australia Rzeczypospolitej w tym jedynie sensie, iż lud ten powstał z ludzi w różny sposób nieprzystosowanych do systemu, wagabundów, awanturników, rozrabiaków, przestępców umykających karze, chłopów mających dość pracy pańszczyźnianej. Po przyłączeniu Ukrainy do Korony Polskiej, mieszkańcy Rzeczypospolitej otrzymali łatwy dostęp do części Wielkiego Stepu, który stał się „dzikim wschodem", który pozwalał uciec od dotychczasowego życia poza system — na stepy, które niby były polskie, ale realna władza tam nie sięgała, gdyż nie było tam żadnej infrastruktury społecznej. To właśnie owi odrzutkowie i wolne duchy poczęły ją tam tworzyć.

Dzikie Pola na tle współczesnej mapy Ukrainy

Powstanie Kozaczyzny na Dzikich Polach to fenomen narodzin nowego narodu, tym bardziej unikalnego, że wieloetnicznego. Dawny naród ruski już nie istniał. Najazdy tatarskie oraz późniejsza nieustanna presja tatarska zniszczyły naród ruski. Kozaczyzna stała się nową potężną siłą narodotwórczą, opartą w dużej mierze na ruskim żywiole etnicznym, lecz wytwarzając już zupełnie nową jakość — naród kozacki, będący dzieckiem stepu, tak jak naród tatarski.
Często pisze się o Kozaczyźnie jako śmietniku społecznym Polski, traktując Kozaków z pogardą i wyższością. Wynika to jedynie z niezrozumienia tej siły narodotwórczej. USA powstało z odpadków Anglii, Australia powstała z jeszcze gorszego marginesu angielskiego. I oba te kraje przerosły Anglię.
Uważam, że naród kozacki byłby znacznie wartościowszym wytworem, gdyż powstawał bez barbarzyńskiej eksterminacji lokalnych kultur, co legło u narodzin USA i Australii.
Naród kozacki powstał pod wpływem polskiej kultury i w pewnej mierze w jej łonie, ale głównym jego podłożem był step. Dlatego dzieli wiele podobieństw z innymi narodami, które stworzył Wielki Step.
O dziejach Kozaczyzny pisze się w ujęciu „problemu kozackiego". W rzeczywistości problemem było jedynie zbyt późne zrozumienie fenomenu kozackiego i upadek tego narodu, który byłby nową siłą Rzeczypospolitej Trojga Narodów. Gdyby panowali wówczas Jagiellonowie nowa unia byłaby znacznie wcześniej. Nieudolna i prowokatorska polityka Wazów doprowadziła do wypchnięcia Kozaczyzny, która wpadła w objęcia Moskwy, która zniszczyła ten naród.
Unia hadziacka z 1658, która stanowiła próbę utworzenia Rzeczpospolitej Trojga Narodów: polskiego, litewskiego oraz kozackiego, była wielkim gestem, który zatwierdził Sejm Rzeczypospolitej (na który narzeka się za to, że torpedował głupie inicjatywy Wazów). Był to jednak już gest za późny, który Rosja bez trudu storpedowała, wywołując powstanie ludowe, tzw. czerni ruskiej. W efekcie Ukraina weszła w okres tzw. Ruiny, zaś Rzeczpospolita — upadku.
Młody naród kozacki w czasie unii hadziackiej był najsłabszym partnerem trójnarodowego układu. Tym niemniej Kozaczyzna miała największy potencjał i świeżość. Rozwój Kozaczyzny mógł wywoływać polskie obawy, gdyż teoretycznie mogła ona stać się największą siłą Rzeczypospolitej i przewyższyć swój matecznik tak jak USA czy Australia przewyższyła Anglię. Sądzę jednak, że byłoby inaczej. USA czy Australia rozwijały się odseparowane od Anglii tysiącami mil. Kozaczyzna rozwijała się w sąsiedztwie. Jej rozwój byłby siła napędową (przez presję) dla pozostałych dwóch narodów.

Kozaczyzna — reakcja na problem tatarski
Siła Kozaczyzny opierała się na tym, że wyłoniła się pod presją tatarską. Ani Korona ani Litwa nie umiały poradzić sobie z problemem tatarskim na Wschodzie, który rozbił pokrewny im naród ruski. Dopiero naród, który się wyłonił pod presją tatarską stał się adekwatną reakcją na problem tatarski. Była to w pewnym sensie chrześcijańska wersja tatarszczyzny. Kozacy stali się plastrem na ropiejącą ranę Kresów. Dlatego też władze kresowe przymykały oczy na kolonizację stepu przez awanturników i zbiegów. Sukcesywnie urastali oni do zapory antytatarskiej. Polska słusznie szczyci się siłą dawnej husarii. Tyle że husaria była odpowiednia do walnych bitew z innym osiadłym przeciwnikiem. Kozaczyzna stała się drugą wielką pięścią Rzeczypospolitej, która wreszcie mogła sobie poradzić z problemem tatarskim. Husaria była projektem, Kozaczyzna samorodkiem ewolucyjnym. Powstała nie tak jak Amerykanie czy Australijczycy eksterminując słabszych, lecz dorównując silniejszym i lepiej zorganizowanym. Najwartościowsze wytwory cywilizacyjne powstawały w wyniku presji, nie dekompresji.
Polska wytworzyła w okresie renesansu wybitną demokrację szlachecką. Kozaczyzna wytworzyła demokrację jeszcze bardziej egalitarną i wolnościową — dzięki połączeniu stepu z ludźmi niepokornymi sąsiednich systemów. Na Dzikie Pola napływali wędrowcy nie tylko z Polski. Mimo tego związek z Rzeczpospolitą zainicjował proces narodotwórczy Kozaczyzny.
Rzeczpospolita jako matecznik Kozaczyzny


Rosja zdeformowała historię Kozaków, których Ukraina uznaje za integralną część swojej historii oraz główne źródło tożsamości narodowej. Niestety odczytuje się to często w opozycji do Polski, m.in. przez filmy rosyjskiej produkcji, jak „Taras Bulba" z 2009. Prawda jest odwrotna.
To związek z Polską uruchomił przekształcenie żywiołu kozackiego w naród. Pierwszym twórcą zorganizowanej społeczności kozackiej był Bernard Pretwicz herbu Wczele (1500-1563), śląski szlachcic w służbie króla Polski. Stworzył on najmocniejszą tarczę antytatarską na Podolu, za co już za swego życia był uważany za polskiego bohatera narodowego. Tatarzy tak się go bali, że matki tatarskie straszyły nim niegrzeczne dzieci. Zaczęto go nazywać Murem Polski i Postrachem Tatarów (Terror Tartarorum). Długo po jego śmierci popularne było powiedzenie „Za Pana Pretfica wolna od Tatar granica".
Panowanie Wazów to ciąg powstań kozackich z kulminacyjnym Chmielnickiego po którym Kozacy sprzymierzyli się pierwszy raz z Moskwą, w konsekwencji czego rychło Kozaczyzna odpadła od Polski. Na tym dziś buduje się antypolską narrację kozacko-ukraińską. Fakty jednak są jednoznaczne: dokąd Kozaczyzna trzymała z Polską, dotąd rosła narodowość kozacka, odkąd sprzymierzyła się z Moskwą, odtąd zaczęło się systematyczne likwidowanie znamion tej narodowości, aż po całkowitą likwidację przez carycę Katarzynę. Odtąd jedyna znacząca grupa Kozaków to rosyjscy Kozacy dońscy, którzy nie wytworzyli procesu narodotwórczego w przeciwieństwie do związanych z Polską Kozaków Zaporoskich.
Naród kozacki był brakującym ogniwem Rzeczypospolitej. Tylko dzięki nim Ukraina mogła się stać krainą równie wysoko rozwiniętą jak pozostałe części kraju. Formy narodu polskiego oraz litewskiego były nieadekwatne do warunków Ukrainy, zarówno ze względu na sąsiedztwo tatarskie, jak i warunki naturalne części Wielkiego Stepu. Stwarzały one barierę cywilizacyjną dla starych form społecznych, lecz potencjalnie mogły się stać najżyciodajniejszą krainą, dzięki swym czarnoziemom. Kozacy zamieniali dzicz w zalążek cywilizacyjny dzięki wypracowaniu całkiem odrębnych form ustrojowych. Nazywa się je demokracją wojenną, lecz sądzę, że należy to traktować po prostu jako wczesną formę ewolucyjną narodu kozackiego.
Nie ulega przy tym wątpliwości, że polska szlachta odegrała ważną rolę w procesie przemiany żywiołu stepowego, jego pierwotnej anarchii, w formę narodową. W ramach Kozaczyzny zbiegli chłopi stawali się równi zbiegłym polskim szlachcicom, lecz to szlachta stymulowała tworzenie narodowości kozackiej. Wśród hetmanów kozackich było wielu przedstawicieli polskiej szlachty, jak choćby Samuel Zborowski, który ścięty w 1584 na dziedzińcu zamku wawelskiego za zbrodnię obrazy majestatu, stał się symbolem „męczennika wolności", który zainspirował Sejm Rzeczypospolitej do odebrania królowi prawa głosu w procesach dotyczących jego osoby. Pierwsze powstanie kozackie z 1591-1593 także poprowadził polski szlachcic, który został hetmanem kozaków zaporoskich — Krzysztof Kosiński herbu Rawicz. Było ono słuszną reakcją na niesprawiedliwe pozbawienie go dóbr w województwie kijowskim, które przyznał mu sejm polski za zasługi dla kraju dokonane wraz z Kozakami.
Kozaczyzna była nie tylko zabezpieczeniem Rzeczypospolitej od Wschodu, ale i doskonałym wentylem bezpieczeństwa likwidującym polski margines. Każdy komu życie się nie udało, kto pragnął ucieczki od dominujących form, kto został skrzywdzony niesprawiedliwością, mógł uciec na Dzikie Pola i zacząć od zera, nie obawiając się, że przeszłość będzie go ścigać. Kozaczyzna przemieniała przegranych w bohaterów i wojowników.
Oczywiście z punktu widzenia osiadłej szlachty polskiej mogła się ona jawić jako dzicz i anarchia, lecz był to jedynie pozór. Kozaczyzna pozwalała na wiele rzeczy, których nie można było w innych częściach kraju, ale wygenerowała ona własne prawa i zasady, których strzeżono o wiele mocniej niż jakichkolwiek praw Rzeczypospolitej. Każdy przekwitnięty system z czasem ma coraz mniej skuteczne prawo wobec elity, której wolno więcej niż reszcie. U Kozaków zaporoskich praw przestrzegano bez względu na pozycję i zasługi. Opisy tego stanu pokazywały „Pamiątki Soplicy" Henryka Rzewuskiego z okresu Konfederacji Barskiej. Opisał on skazanie na karę śmierci Tymosza Podkujko, sławnego poety kozackiego za to, że w obecności posłów moskiewskich zadrwił z kozackiej bezżenności, śpiewając: „Lachy ubogie, bo choć żonki sami mają, dla popów ich nie wystarcza; Zaporożcy jeszcze ubożsi, bo choć popom dają żonki, a sami bez nich muszą się obchodzić; a Moskale najbogatsi, bo mają żonki i dla siebie, i dla popów." Uznano to za atak na ustawy kozackie i poetę skazano na śmierć, „pomimo tego że i względy u koszowego, i miłość miał w całym Zaporożu. Tak wielkie jest u nich uszanowanie dla swoich praw".
Kozaczyzna jako Sparta Rzeczypospolitej i zakon wojskowy
W rzeczy samej było to ciekawe zjawisko: w elicie narodu polskiego żenili się świeccy, zaś duchowni byli bezżenni, w elicie narodu kozackiego żenili się duchowni, zaś świeccy pozostawali bezżenni. Przytoczmy większy fragment Rzewuskiego:


1. Kozacy żeglowali po Morzu Czarnych w niewielkich czajkach. 
„Rzeczywiście oprócz żon popów, których jest tyle, ile pułków, to jest czterdziestu (a te popy najczęściej rozstrzyżone w Moskwie za hultajstwo), żadnej kobiety nie ma ani w Siczy, ani w ziemiach do niej należących i żadnej nie wolno nogę na ich posiadłości położyć. Ludność zaporoska utrzymywała się raz przyjmowaniem do siebie zbiegów bądź z Polski, bądź z Moskwy, najczęściej najgorszych hultai, a którzy na Siczy, poddawszy się pod surowe prawodawstwo, jego przepisów wiernie dochowywali, raz z chłopczyków kradzionych za granicą Siczy, których przysposobiali za synów i którzy po nich odziedziczali majątki. Jeżeli zaś Kozak umierał nie zostawując przysposobionych synów, natenczas jego majątek na dwie równe części zostawał podzielony: połowę brał koszowy dla siebie, a połowę cerkiew pułku, do którego nieboszczyk należał. Z tego powodu cerkwie u nich były bardzo bogate. Prócz tego miał koszowy wielką wyspę na Dnieprze, na której kilka wsi chłopów żonatych było osadzonych, co mu czynsz płacili, i jego był wyszynk gorzałki i miodu. Często Kozacy synów tych chłopów przysposabiali. Koszowy i urzędnicy wielcy, których było tylko dwóch: pisarz i sędzia, ubogim swoim ubiorem nie różnili się od prostych Kozaków, a ich mieszkania mało co były wykwintniejsze, tylko odznaczały się pięknością i obszernością sadów. Dziesięcina pszczelna składała dochód pisarza i sędziego. Każdy pułkownik pobierał opłatę od koni, bydła i owiec na utrzymanie kureni, a w każdym kureniu pułkownik utrzymywał za to Kozaków, co chleb piekli, jeść gotowali i gorzałkę szafowali dla wszystkich, tak regestrowych towarzyszów, jako ich czeladzi, którym się podobało w kureni hulać. Tak rozmawialiśmy z Kozakami humańskimi o ustawach i obyczajach tego osobliwszego narodu, przechodząc piękny kraj, który był jego siedliskiem."
To przez bezżenność Kozacy Zaporoscy jawią się jako swoisty zakon wojskowy, którego kultura była takim uzupełnieniem wielokulturowej Rzeczypospolitej, jak kultura spartańska uzupełniła starożytną Grecję. To prawda, że husaria była najsilniejszą formacją wojskową Rzeczypospolitej, lecz jej największymi wojownikami byli Kozacy. Tak jak i w Sparcie, kultura kozacka miała wyraziste cechy ascetyczne, wielkiego przywiązania do grupy kosztem osobistych luksusów. Sami Kozacy stanowili jedynie elitę rodzącego się narodu, którego zasadniczym substratem osobowym stawała się tzw. czerń ruska. Czerń wiodła żywot osiadły, rolniczy i rodzinny.
Męska kultura kozacka była ciekawym rozwinięciem dziejów Ukrainy. Otóż według dawnych podań o antycznym państwie Amazonek wiązało się ono z terenami Ukrainy. Było to państwo wojenne o unikalnej kulturze społecznej. Być może to specyfika Wielkiego Stepu sprzyjała systemom społecznym dewaluującym więzi rodzinne na rzecz grupowych, które najłatwiej osiągnąć przez społeczną separację płci.

Zaporoże na tle współczesnej mapy Ukrainy

Step ukrainny przekształcony przez Kozaków w cywilizację ludzką nazwany został Siczą Zaporoską. Jej dzieje stały się inspiracją kultowej „Diuny" Franka Herberta. Literacką wersją Kozaków stali się Fremeni (Wolanie), czyli wolna ludność zamieszkująca Diunę, czyli pustynną planetę (trzeci glob układu planetarnego gwiazdy Kanopus), na którą trafili jako zbiegli niewolnicy. Przemienili oni pustynię w Sicz (ang. sietch), która wytworzyła kulturę niespotykaną w innych częściach Wszechświata. Wojownikami Fremenów byli Fedajkini — komandosi śmierci, najlepsi wojownicy Uniwersum Diuny.
Gdyby Rzeczpospolita stanęła na partnerstwie trzech narodów, dzięki połączeniu siły husarii oraz Kozaków — stałaby się niepokonana militarnie z żadnej ze stron. Rozpad Polski i Kozaków zakończył się likwidacją i Polski i Siczy Zaporoskiej — przez Rosję.
Awantura krymska Wazy a dzisiejszy spór o Krym
Król Waza odegrał tutaj najgorszą rolę skłócając Polaków z Kozakami, obiecując im wspólny z Polską podbój Krymu. Sejm Rzeczypospolitej oczywiście odrzucił ten projekt, przez co Kozacy poczuli się oszukani i zawiedzeni przez polską szlachtę. Sejm nie mógł przyjąć tego projektu, gdyż stał on w jawnej sprzeczności z niezmienną kulturą polityczną Polski, która wyznawała zasadę: powiększanie kraju tylko przez unie, nigdy przez podboje.
Jest wręcz uderzający kontrast pomiędzy jęczeniem dzisiejszych historiokletów załamujących ręce nad niecną szlachtą, która „zmarnowała szansę podboju Krymu", a całkowicie zgodną postawą szlachty, która nigdy nie pozwalała wplątywać państwa w wojny napastnicze Wazów. Trzeba podkreślić, że projekt króla nie wywołał żadnej kontrowersji: na sejmie w lutym 1646 potraktowano go jako kolejną szkodliwą dla państwa awanturę o której nie ma sensu rozmawiać na poważnym zgromadzeniu. Historiokleci uporczywie starają się wyszukać małostkowe przyczyny oporu przeciw napaściom na sąsiadów ze strony szlachty: pisze się więc, że szkoda im było pieniędzy oraz że obawiali się przeciwników. To nieprawda. Szlachta konsekwentnie realizowała tradycyjną polską politykę. Wyciągali też konsekwencje z dawnych porażek, kiedy mimo braku poparcia sejmu król z garstką magnatów mimo tego wywołali tragiczne awantury moskiewskie. Kiedy więc dowiedziano się, że mimo braku zgody sejmu król potajemnie szykuje napaść oraz stara się sprowokować Tatarów, by mieć uzasadnienie do wielkiej wojny, sejm uchwalił konstytucję bezpośrednio nakazującą królowi zaprzestanie spisków wojennych na własną rękę. Nieprawdą są także tezy o skąpstwie. Szlachta dwukrotnie wspaniałomyślnie pomagała królowi Władysławowi wyjść z wielkich długów, których narobił u bogatych mieszczan. Spiski wojenne Władysława ciągnęły się nieustannie od 1645 aż do jego szczęśliwej śmierci w 1648, przy czym napaść na Krym była jedynie początkiem. Jego głównym marzeniem było wplątanie Polski w wojnę przeciwko Porcie Otomańskiej. Plany te były tak absurdalne, że trudno w tym widzieć jakiś realistyczny projekt — było to typowe awanturnictwo wojenne. Król Polski w tajemnicy przed polskim sejmem pod wpływem agentury weneckiej, dążył do wywołania wojny między Polską a Turcją: zawierał tajne układy z Moskwą, obiecywał Kozakom gruszki na wierzbie, za obce pieniądze prowadził zaciąg, planował prowokacje, które postawią szlachtę przed koniecznością wojny obronnej. Czynił to wobec państwa, którego władca (sułtan) okazywał wobec Polski jawnie pokojowe gesty. A dzisiejsi historiokleci w projektach króla widzą jedynie zmarnowaną szansę. Jedynym „sukcesem" spisków wojennych króla był bunt Chmielnickiego.

Rosja nie chce dziś pamiętać, że polski sejm kilkakrotnie potępiał awantury moskiewskie, w które Polskę wplątali jezuici i król Waza. Wojska polskie były tam awanturniczo, sejm nie przyłożył do tego ręki i większość szlachty je potępiała. Umiejętna polityka zagraniczna w stylu piastowskim i jagiellońskim mogła doprowadzić do przyłączenia o wiele wówczas słabszej Moskwy poprzez unię. Tak samo mogło się stać z tatarskim Krymem, którego siłę zaczepną Kozacy skutecznie paraliżowali. Wazowie najpierw wplątali Polskę w podbój kolonialny Moskwy (w 1610 kancelaria królewska kolportowała wśród polskiej szlachty wprost kolonialne bredzenia o podboju Rosji na wzór wypraw konkwistadorskich), co zakończyło się tragedią i wrogością blokującą szanse unii, następnie zatruli umysły kozackie koncepcją podboju Krymu.


Polska budowała swą siłę po to, by chronić swą wolność i demokrację, nie po to, by podbijać.
Obrażeni na Polskę Kozacy weszli w sojusz perejesławski z Moskwą, która ich oszukała — zamiast Krymu stracili Sicz. W tym kontekście należy spojrzeć na współczesny spór o Krym pomiędzy Rosją a Ukrainą. Polityka Putina, którą się bezsensownie uważa za kontynuację sowieckiej, jest w istocie kontynuacją carskiej. Sowiecka polityka wobec Ukrainy była formą naprawy dawnych krzywd. Sowieci przyłączyli Krym do Ukrainy w 300-ną rocznicę ugody perejesławskiej między Kozakami a carem, której warunków carat nie dotrzymał. Sowieci uznali natomiast tę ugodę za początek dziejów braterstwa obu narodów. Zaporoże zaczęło się wówczas na powrót stawać sercem Ukrainy. Zbudowano tam największą elektrownię atomową Europy. Region ten produkował do niedawna 30% energii Ukrainy. Rosjanie postrzegają przekazanie Krymu za wyraz scementowania przyjaźni obu narodów w jej 300-lecie. Po odwróceniu się Ukrainy od Moskwy, ta ostatnia uznała, że darowizna została unieważniona. Tyle że Ukraina mogła postrzegać przekazanie Krymu nie za żadną łaskę, lecz naprawienie krzywd caratu, który zdradził Kozaków.
Krym stanowił zresztą mizerną rekompensatę, gdyż po likwidacji Siczy Ukraina stała się narodem bez głowy i realnej elity. Dziś często jest uznawana za cień narodu i słabej tożsamości. Dzisiejsza Polska nie jest w o wiele lepszej sytuacji, gdyż po utracie elity w Katyniu, stała się narodem, który usiłuje odzyskać swą głowę.
Mimo wszystko uważam jednak, że utrata Kozaczyzny była większym ciosem dla Ukrainy niż Katyń dla Polski. II RP wyłoniła się po 123 latach zaborów i kultura polityczna nowych elit politycznych stała niżej niż kultura sarmacka. Elity II RP to grono wielu wybitnych indywidualności, lecz wciąż słabej grupy. Elity sarmackie tworzyły silną grupę. Kozacy również wypracowali silną grupę. Gdyby na niej zbudowany został naród Ukrainy, stałby się on z czasem równie silny jak naród polski. Warunkiem każdego narodu jest wytworzenie elity jako silnie związanej grupy.
II RP nie potrafiła przerobić i naprawić przyczyn klęski dawnej Rzeczypospolitej i bardzo szybko zerwała z jej tradycjami. W szczególności nie zrozumiano, że naród kozacki był wielkim niedokończonym projektem, jedną z niewielu reform ustrojowych, która zyskała poparcie całego Sejmu, bez żadnego liberum veto. II RP wyrwała Litwie Wilno i wytłumiła odrodzenie tradycji kozackich. Warto pamiętać, że w początkach XX w. nastąpił fenomen reaktywacji tradycji kozackich, znów zresztą czerpiący inspiracje z kultury polskiej. Od 1900 Ukraińcy tworzyli setki zrzeszeń siczowych. W 1913 istniało już 900 Siczy reaktywujących kulturę kozacką w oparciu o statut organizacyjny polskich organizacji strzeleckich, skupiając 80 tys. członków. W 1924 władze polskie zarządziły likwidację tych organizacji. Świadczyło to o wąskości horyzontów politycznych ówczesnych władz, które z II RP robiły już tylko marny cień wielkiej Rzeczypospolitej. II RP sama wytworzyła antypolski nacjonalizm na Litwie i Ukrainie. Wielkość Rzeczypospolitej nie polegała na tłumieniu innych narodów i kolonizacji Kresów, lecz na umacnianiu i partnerstwie z sąsiednimi narodami. Ruś straciła swój naród przez Tatarów, dzięki Polsce — zaczęła go odzyskiwać, w nowej jeszcze silniejszej postaci.
Druga Ruina Ukrainy i kompleks martyrologiczny Polski
Dziś Ukraina weszła w okres Drugiej Ruiny. W Polsce wytworzyła się sytuacja paradoksalna, gdyż Ukraina nigdy nie była taka słaba, a ukrainofobia osiąga ekstrema. Postrzegam to jako problem wojny informacyjnej. Polacy boją się banderyzmu, stając się jego samospełniającym się proroctwem. Przejawy ukrainofobii z pewnością będą eskalowały polonofobię na Ukrainie. Polacy nie potrafią dziś myśleć o Ukrainie kategoriami sarmackimi, zaczynają więc o niej myśleć ciasnymi kategoriami II RP, które tłumiły wzrost narodowości ukraińskiej, jedynie osłabiając Rzeczpospolitą.
Każde państwo bez narodu jest tworem sztucznym, skazanym na upadek. W interesie Polski nie leży osłabianie narodu ukraińskiego, lecz jego wzmacnianie.
Przeczulenie na każdy wątek odwoływania się do tradycji banderowskiej, przyczyni się jedynie do odbudowy narodu ukraińskiego w opozycji do Polski. Wymaganie od słabiutkiego narodu ukraińskiego potępiania i odcinania się od tych tradycji jest przejawem ciasnoty politycznej i kompleksem martyrologicznym. Musimy zrozumieć, że prawie wszystkie państwa mają zbrodniczą historię i praktycznie żadne państwo nie odcina się od swoich zbrodniarzy politycznych, którzy budowali ich grupę.
Jeśli oczekujemy od Ukrainy potępiania całego banderyzmu, to dlaczego nie domagamy się od Amerykanów potępienia swoich Ojców Założycieli za współudział w zagładzie Indian i niewoleniu czarnych? Zamiast tego łykamy całą propagandę mitologizującą te zbrodnie za pomocą tzw. westernów. Dlaczego nie uważamy Australii za zbrodnicze państwo, które do niedawna uznawało Aborygenów za zwierzęta, by bezproblemowo ich eksterminować? Wszystkie narody Europy, poza drobnymi wyjątkami, zbudowały swoją świetność i zamożność dzięki masowemu grabieniu i eksterminowaniu innych ludów i kultur. Dziś dawni złodzieje okradający całe krainy wpadają w święte oburzenia za to, że niektórzy zubożeni Polacy podkradają im samochody. Nie powinniśmy mieć żadnych wyrzutów, gdyż nigdy nie tworzyliśmy wielkości na zbrodni.
Polska i Ukraina to dziś cienie swoich dawnych narodów, które na skutek polityki divide et impera sąsiednich potęg zaborczych, skłonne są sobie skakać do gardeł i domagać kajania się za tragedie jakie pojawiły się na naszej wspólnej historii. Patologie ruchu banderowskiego zakwitły w oparciu o ideologię angielskiego darwinizmu społecznego, przywleczonego z Niemiec. II RP sama jednak zepsuła nasze relacje i popełniła ogromne błędy właściwe niedorozwiniętej kulturze politycznej.
Jeśli chcemy, by Ukraina stała się partnerem Polski a Ukraińcy przyjaciółmi Polaków, budujmy nasze relacje nie poprzez wypominanie wzajemnych zbrodni, lecz przez przypominanie wspólnych sukcesów. Przypominajmy, że Kozaczyzna była wielkim wzlotem ukraińskiego ducha, który pomogli zbudować polscy szlachcice. Niech naszą historię łączy Ślązak Pretwicz, który był polskim bohaterem narodowym oraz twórcą zaczątków narodu kozackiego. Przypominajmy, że po rozbiciu narodu Ukrainy skupionego wokół Rusi Kijowskiej, Polacy pomogli w odrodzeniu procesu narodotwórczego wokół Zaporoża, które powinno być uznawane za serce Ukrainy.
Kozaczyzna nie była zagrożeniem dla Polski, lecz wielkim niedokończonym projektem, którego upadek przesądził również o upadku Rzeczypospolitej.
Jest to wręcz uderzająco symboliczne związanie początku upadku Rzeczypospolitej z krymską awanturą Wazy. Skłócenie Polski, Kozaków i Tatarów doprowadziło do likwidacji wszystkich trzech podmiotów przez carycę Katarzynę. W 1772 zaczęly się rozbiory Polski. W 1775 zlikwidowana została Sicz Zaporoska, zaś w 1783 Rosja dokonała aneksji i likwidacji Chanatu Krymskiego. Obszar Zaporoża Rosja zaczęła określać wówczas Noworosją.

Ewolucja strojów kozackich

Gdyby nie wpływ obcej tradycji politycznej Wazów, którzy zniszczyli polską potęgę, dalszy rozwój i ekspansja Rzeczypospolitej przebiegłaby poprzez kumulację kolejnych unii i narodów. Kozacy nie musieli podbijać Krymu. Wystarczyło, że zatrzymali Tatarów. Po unii polsko-litewsko-kozackiej, Chanat Krymski stałby się naturalnym celem kolejnej unii.
W okresie panowania Sobieskiego to przeznaczenie zrozumiały obie strony. W 1685 Sobieski wysłał nieformalne poselstwo na Krym proponując odwiecznemu wrogowi strategiczne partnerstwo. Niestety polonofobia, wywołana krymską awanturą rozbiorową Wazy, przeważyła.  W 1692 sami Turcy i Tatarzy zaproponowali Polsce sojusz. Tym razem to w Polsce problemem stała się turkofobia lub może bardziej lęk przed załamaniem długoletniego sojuszu z papiestwem. Turcy oferowali wówczas zrzeczenie się pretensji do Ukrainy i Podola, przekazanie dla syna królewskiego Mołdawii i Wołoszczyzny. O ile Turcy proponowali pokój, o tyle Tatarzy — prawdziwą przyjaźń, czyli strategiczne partnerstwo, polegające na oddaniu „sto tysięcy szabel na wszelką usługę i potrzebę Rzplitej", których miano użyć do odwojowania wszelkich strat na rzecz Rosji.
Oferta tatarska była rewolucyjna, prawdopodobnie zbyt rewolucyjna. Oznaczała ona bowiem odzyskanie Siczy Zaporoskiej za pomocą Tatarów. Tylko w logice podbojowej można by to rozumieć jako dobry interes, w logice unijnej oznaczałoby to katastrofę, gdyż zepsute stosunki z Kozakami, zostałyby ostatecznie pogrzebane. Polska uzyskała Ukrainę dzięki unii i jej odzyskanie mogło się odbyć tylko przez reunityzm a nie podbój. Kozacy muszą sami zrozumieć, że tylko z Polską wzrastają. Unia hadziacka pokazała, że szlachta rozumie potrzebę budowy narodu kozackiego. Odbijanie wojskowe Zaporoża zniszczyłoby ten projekt. Kozaczyzna była genialnym wynalazkiem antytatarskim i Polska nie mogła tak łatwo porzucić Kozaków. [ 2 ]
Choc więc tatarska propozycja przyjaźni nie została przyjęta, pokazała ona że unia z Tatarami mogła się stać naturalnym kolejnym etapem po zbudowaniu unii z Kozaczyzną. Kozacy w istocie zrozumieli swój błąd, lecz jego naprawienie nie było już możliwe, gdyż w okresie saskim rozpoczęły się ekscesy antyprawosławne, więc duchowieństwo kozackie stanęło na straży sojuszu z Moskwą.
Niektórzy Ukraińcy nie chcą dziś widzieć, że Kozaczyzna wzrastała tylko w związku z Rzeczpospolitą i wolą odwoływać się do jej okresu schyłkowego z czasów powstania Chmielnickiego. Jednak dawna nasza elita po obu stronach odrobiła lekcję historii, jaką obu narodom dała Rosja. W pierwszej połowie XIX w. takie głosy pojawiły się po obu stronach. Po stronie polskiej Henryk Rzewuski, który zainspirował powstanie Pana Tadeusza, pokazał Kozaków jako przyjaciół Polski: „Kozacy prości sprzyjają Polszcze, bo są przywiązani do swoich ustaw i przeczuwają, że Moskwa, jak utwierdzi w Polsce swoje panowanie, nie ścierpi ich swobodnego życia, podczas kiedy wolny naród nie byłby się gorszył z ich niepodległości." (czytaj rozdział Sicz Zaporoska). Juliusz Słowacki uważał, że jego najdoskonalszym dziełem była Żmija — o Kozakach Zaporoskich. Po drugiej stronie podobny głos padł od najwybitniejszego poety ukraińskiego, Tarasa Szewczenki, który pokazał związek z Polską jako złoty okres Kozaczyzny: „Z wolnymi braćmi Polakami wolno się nam żyło. (...) Podaj-że rękę kozakowi I szczere serce jemu daj, Dopomóż, bracie, wygnańcowi Odtworzyć dawny, cichy raj!"
W kontekście apelu Szewczenki do Polaków o pomoc w odtworzeniu dawnego wspólnego raju, pamiętajmy, że to on był głównym patronem protestów na Majdanie, to jego deklamowali wszyscy, a reżyser Sergiej Proskurnia, autor filmu dokumentalnego o Euromajdanie, stwierdził, że Szewczenko i Majdan to synonim.

Wielka Rzeczpospolita a wielkie imperia
Zrozumienie historii Polski i dawnej kultury politycznej pozwala uchwycić na czym polega różnica pomiędzy ideą Wielkiej Rzeczypospolitej a wielkimi imperiami. Polityka imperialna jest esencjonalnie antynarodowa i globalistyczna. Imperializm jak walec niszczy słabsze narody lub je pasożytniczo wysysa. W ten sposób działało cesarstwo rzymskie, imperializm carski oraz angielski, czyli współczesny kapitalizm. Imperia niszczą narody aż w końcu same upadają wskutek monokulturowego wyjałowienia. Wielka Rzeczpospolita to projekt multinarodowy. Rośnie dzięki powiększaniu siły dośrodkowej a nie odśrodkowej - dzięki uniom a nie podbojom.
Kto chwali awantury moskiewskie — nie rozumie Sarmacji. Nie zrozumie też dlaczego Sejm Rzeczypospolitej odrzucał każdy po kolei projekt imperialnych awantur Wazów, lecz bez sprzeciwu zatwierdził unię trójnarodową.
Kiedy spojrzymy na Polskę i Ukrainę w optyce dawnej Rzeczypospolitej, zrozumiemy, że nasze konflikty XX w. są wynikiem ciasnoty dwóch cieniów narodowych upośledzonych zaborami i podbojami sąsiednich imperiów, którym udało się skłócić ze sobą nasze narody. Nie mamy podstaw, by traktować Ukrainę z wyższością. Spójrzmy na nią przez pryzmat Amazonek, Rusi Kijowskiej oraz Kozaków. Ukraina częściej popadała w stany anarchii i ruiny, gdyż leży w jeszcze większej strefie zgniotu niż Polska, lecz gdy je przełamywała — generowała wybitne formy narodowe. Amazonki inspirowały dawne mity, Kozacy zainspirowali współczesną sagę science-fiction, która uznawana jest za „największe osiągnięcie literatury science fiction wszech czasów".
Ukraina to ruina, lecz my także nie potęga. Nasza geopolityka i kultura polityczna w przeszłości pozwalała nam nieco łatwiej i szybciej ogarnąć się. Nie bójmy się Ukrainy ani tym bardziej nie patrzmy na nią jako pole podboju. Ukraina to nasz potencjalny partner strategiczny. Jej najsilniejsza i najniezwyklejsza forma narodowa — Sicz Zaporoska powstała w ramach Rzeczypospolitej, z pomocą Polaków. Łączy nas znacznie więcej aniżeli dzieli.
Wiek temu Ukraińcy pamiętali, że ich najlepszą tradycją narodową była kozaczyzna. Dziś sięgają do tej formy, którą najlepiej pamiętają, przymykając oczy na to, że została ona skażona darwinizmem społecznym. My jednak popełniamy ten sam błąd. Po upadku PRL, sięgamy najchętniej do tradycji II RP, a nie do tej tradycji, która wydźwignęła Polskę do I ligi cywilizacyjnej. II RP, PRL oraz III RP to wszystko cienie wielkiej Rzeczypospolitej. Współczesną elitę polityczną w Polsce pożera spór między pogrobowcami PRLu a miłośnikami polityki II RP, którzy nie rozumieją, że łączy ich jedno wielkie odrzucenie tradycji prawdziwie niepodległej Rzeczypospolitej, tej wielonarodowej.
Dawna Rzeczpospolita związała się z Litwą poprzez unię horodelską, zaś z Ukrainą — poprzez unię lubelską. II RP wyrwała Litwie w sposób awanturniczy Wileńszczyznę, czyli serce. Dawna Rzeczpospolita urodziła nowy naród kozacki, który równouprawniła sejmowo unią hadziacką. II RP zgniotła tradycje kozackie niczym carska Rosja. I przede wszystkim — dawna Rzeczpospolita wielokrotnie mogła podbić słabszych sąsiadów, czego celowo nie robiła, dążąc do unii. II RP skłóciła się z małymi narodami sąsiednimi po czym podjęła wojnę na dwa fronty z wielokrotnie potężniejszymi największymi sąsiadami, głosząc, że najważniejszą rzeczą w polityce jest honor. Dawna Rzeczpospolita wytworzyła tradycje pacyfistyczne i nie walczyła choć mogła, podczas kiedy II RP walczyła choć nie mogła.
Nie pouczajmy więc Ukraińców, że nawiązują do niewłaściwej tradycji politycznej, podczas kiedy sami nawiązujemy do tradycji, która była antyukraińska, choć mamy tradycję znacznie lepszą i proukraińską. Dopóki będziemy przedkładać sanację nad Sarmację — póty nie możemy oczekiwać zrozumienia ze strony Litwinów i Ukraińców.

piątek, 26 czerwca 2015

O rewolucyi polskiej w roku 1794 i o tym jak Jezuici przyczynili się do rozbioru Polski

Poniżej przedstawiam Karola Fryderyka Wojdy - O rewolucyi polskiej w roku 1794 wydanie z 1864 r (Poznań) czyli o powstaniu Koścuszkowskim napisany pamiętnik. Jest on napisany tak, jakby to się wczoraj działo. Z tych pamiętników jak Rosjanie i Prusy niszczyli, mordowali i rozbijali nasz kraj od środka poprzez przekupstwa, a Polacy stawiali opór, gdyż mieli broń we własnych domach. Jak ten pamiętnik jest adekwatny do dzisiejszej sytuacji politycznej. Komu tak naprawdę służą i jak reaguje nuncjusz papieski jak Polacy schwytali wyższych oficerów rosyjskich.
https://books.google.pl/books?id=FV5KAAAAcAAJ&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false

Na stronie 125 jest też o Żydach, że mimo wzajemnej niechęci walczyli po naszej stronie. Zawsze warto i własną opinię sobie wyrobić, zwłaszcza, że jest to pamiętnik i przez to  prawda jest tam ukazana bardziej obiektywnie.

I dzisiaj mamy kraj rozbrojony ze sprzedajną agenturą  u władzy. Sytuacja bardzo do tamtejszych czasów zbliżona.

Druga pozycja
Pamietnik do Historyi Polskiej w ostatnich latach panowania Augusta III i pierwszych Augusta Poniatowskiego przez Adama Moszczyńskiego, wydanie III z 1867 r wydane w Poznaniu.
Tam można sobie poczytać i wyrobić własne zdanie o edukacji, która była prowadzona była tylko poprzez duchownych ...........................
Ale najlepszy kawałek jest na stronie 82 . Maria Teresa długo była przekonywana przez Fryderyka II  do udziału w rozbiorze Polski, aż ostatecznie uległa komu SWOIM SPOWIEDNIKOM JEZUITOM, namówionych przez Józefa, cesarza jej syna w decyzji o udziale w rozbiorze Polski.
Na stronie 87 , mamy zachowanie niejakiego Czackiego, podczaszy koronny, taki mocherowy beret z tamtejszych czasów.
Krytykował wszystkich naokoło, sposób postępowania i styl życia i oczywiście nie mogło zabraknąć Masonów, no bo jak by to wyglądało, których obwiniał o wszystko. Jaja jak berety.
Dwulicowość do sześcianu, pomieszkiwali u niego różni duchowni, pijąc z nimi tworzył różne teoryje. I najlepsze jest podsumowanie - I tym sposobem żywiąc i pojąc wszystkich u siebie, robił się popularnym u ludzi słabego umysłu i łatwowiernych. Taka współczesna Polska w dawniejszym wydaniu.

wtorek, 23 czerwca 2015

Dlatego wykluczam Rosjan w manipulowaniu naszą przeszłością historyczną

Często można stawiać sobie pytanie, czy naszą historią przedjezuicką manipulowali Rosjanie.  Nie wliczamy w to, że po rozbiorach byliśmy w ich koronie perłą, zamiast oni w naszej powinni być perłą. Pewnego dnia doczekamy tego, jak będziemy mieli prawdziwe elity, a nie sprzedajnych zasrańców.
Jednym z dokumentów jest Pamiętnik Chronologiczny Historyi Powszechney Antoniego Wybranowskiego z 1821 roku. W ciagu chronologicznym w historii powszechnej rzeczą normalną było podawanie daty r. 550 Lecha I załozyciela Narodu Polskiego.
https://books.google.pl/books?id=g9k_AAAAcAAJ&pg=PA41&dq=bitwa&hl=pl&sa=X&ei=U3qJVb39LsaGywOvoZeIAQ&ved=0CEsQ6AEwCDjMAw#v=onepage&q&f=false
Ta jak i inne podawane publikacje jednoznacznie wskazują, że Rosjanie nie mieli z tym nic wspólnego, mimo, że panowali w naszym kraju niestety, tego faktu nie wymazywali.
Oczywiście nie zapominajmy i służbach specjalnych caratu, potem NKWD a dziś FSB, ale to już inna historia.

Monopol - czyli czemuś głupi, boś biedny, a czemuś biedny, boś głupi

Monopol (z grec. monos – jeden i poleo – sprzedaję) – struktura charakteryzująca się:
  • występowaniem na rynku tylko jednego dostawcy lub producenta danego towaru/usługi, który kontroluje podaż i ceny, oraz wielu odbiorców;
  • występowaniem barier uniemożliwiających innym firmom wejście na rynek (np. ustawodawstwo, patenty, koszty itp.);
  • unikatowością produktu monopolu (nie posiada on dobrego lub bliskiego substytutu.
W średniowieczu w miastach powstawały różne zrzeszenia rzemieślnicze zwane cechami, które też nie lubiły konkurencji, dlatego chłopaki wymyśliły nazwę Partacz, aby bronić swego monopolu.
Partacz (łac. a parte paternitatis = poza cechem; przeszkodnik, szturarz) dawniej rzemieślnik, nienależący do cechu mimo jego istnienia, często związany z konkurencyjną jurydyką w mieście królewskim lub jego bezpośrednim pobliżu. W oparciu o prawo miejskie zwalczani przez mistrzów cechowych, jako zagrażająca im konkurencja. Bronili się przed konfiskatą wyrobów, a także narzędzi pracy.
Czyli kiedyś inaczej mówiąć tak nazywano konkurencję, która robiła coś taniej, czyli w ich mniemaniu gorzej. No to konfiskata, albo jakiś domiar podatkowy. Dzisiaj mamy to w postaci regulacji biurokratycznych UE. Sytacja się powtarza, zaś jedynym krajem, który się rozwija jest gospodarka niemiecka.
A teraz spójrzmy na konkurencję "duchową''. W śreniowieczu nie uczono czytać i pisać, gdyż można powiedzić ciężkie czasy były, zaś jedynym językiem była łacina, oczywiście, którą posługiwali się tylko ''starsi i mądrzejsi''. Dziwnym trafem był wręcz zakaz tłumaczenia Kronik Jana Długosza do Zygmunta III z łaciny na język ojczysty, za kultywację innych wierzeń niż nasz Monopol Rzymski to konkurencję zwalczano w bardziej brutalny sposób - a to stosik, bo czarownica, a to w imię jedynej i słusznej wiary wyprawy przeciwko słowianom urządzno rozbijając i skłócając wszystkich słowian w ten sposób. Potem przyszła kolej na innowierców, schizmatyków, odszczepieńców i kontrrewolucje. Kiedy natomiast wpuszczono konkurencję w postaci tolerancji religijnej. Powstała Konfederacja Warszawska,
https://pl.wikisource.org/wiki/Akt_konfederacji_warszawskiej, podstawie której wzorowały się inne narody świata, w tym Amerykanie tworząc swoją Konstytucję.
W 2003 roku tekst Konfederacji Warszawskiej został wpisany na listę UNESCO Pamięć Świata.
TO MY BYLIŚMY POTĘGĄ EUROPEJSKĄ pod względem gospodarczym, kulturowym i ekspansji swojej obyczajowości na inne kraje.
Potem chłopaki z Watykanu przysłali nam swój Specnaz w postaci Jezuitów i zlikwidowali konkurencję, a zostawiono stary dobry monopol, bo zawsze skuteczny.
I teraz możemy przeczytać jak kiedyś określano parafianina;
Parafianin - dawniej - człowiek bez ogłady, wykształcenia, zacofany, ograniczony.
lub na stronie 45, Słownika Języka Polskiego, T.IV M. Samuela Bogumiła Lindego z 1858 r.
A dziś mamy modę na Iluminatów, żydów, masonów i cyklistów, zaś Chiny mają wolność gospodarczą i mają w nosie kto w co wierzy - czyli tolerancję religijną i już w tej chwili są potęgą nr 1 na świecie i to wznoszącą, deklasującą USA.
 
 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

XVII wieczna Ukraina - czyli, prawda trochę inna niż w Panu Wołodyjowskim w orginalnych listach pomiędzy uczestnikami powstania Chmielnickiego.

Wydanie Jakuba Michałowskiego z dawnego rekopisma, będącego własnością Ludwika HR. Morsztyna wydana straniem i nakładem C. K. Towarzystwa Naukowego Krakowskiego wydane w Krakowie w 1846 roku.
Powyżej przedstawiam do samodzielnej oceny i wyciągnięcia innych bardziej złożonych wniosków do odpowiedzenia sobie na pytanie jak doszło do powstania Chmielnickiego w orginalnych korespodencjach pomiędzy Chmielnickim, Kisielem i innymi dostojnikami, będącymi aktorami ówczesnej gry politycznej.
Jest ona trochę inna niż ja nam Sienkiewicz napisał, czas przestać żyć mitami i poznac prawdę jaka by ona nie była.
Przedewszystkim należy odróżnić Polaków od Rusinów i Kozaków, jest to niezbędne, aby nie pomylić się we własnej ocenie.
Dlaczego Kozaków tak łatwo było zbuntować itp? Ano,  że nasz Jarema Wisniowiecki wbijał na pal duchownych prawosławnych, czy o tym sie uczyłeś gdzieś..........................wątpię.
Rzczeczypospolita miała niesamowity kulturowy wpływ na wszystkich w ówczesnych czasach, poprzez idee wolności, wspaniałej kultury i poszanowaniu praw dla jednych i braku dla innych, i to moim zdaniem, było iskrą, do wielkiego dramatu.
Brak tolerancji religijnej, brak zwykłej godności, nie jakiś niezwykłych praw czy godności, ale zwykłego poszanowania do normalnego życia. Kozacy - albo hultajstwo, chłopstwo jak ich nazywają tylko dlatego miało posłuch, bo miało dosyć lichwy żydowskiej i traktowania ich jak bydła o czym piszą w tych korespodencjach. To jest historia nielukrowana. Bylibysmy potęgą europejską, której baliby się wszyscy, ale Watykan, Niemcy, a późniejszych czasach Moskwa podzieliły dwa narody, aby się żarły między sobą, próbując wywyższać jednych, a drugimi pomiatając.
Dziś historia się powtarza. Banda oligarchów żydowskich i banderowców, stworzonych przez Niemców doprowadzają do dramatu. Ideologia nazistowska i oligarchia próbująca się usamodzielnić i będąca częścią gry mocarstw amerykańskiego i rosyjskiego doprowadzi do dramatu w tym kraju.
Jak się zachowa Polska, czy starczy nam wystarczająco rozwagi i rozumu, aby nie być pionkiem na tej szachownicy. Jest szansa na stworzenie nowej Rzeczypospolitej, czy ją wykorzystamy, sami nie będąc rozgrywani zobaczymy, czas pokaże.

niedziela, 14 czerwca 2015

Wygnani Arianie, czyli jak Watykan swoim monopolem był jedna z przyczyn upadku Rzeczypospolitej

Pamięci tych,
którzy odważyli się myśleć

Dr Jerzy Bąbel
Dyrektor
Muzeum Archeologiczne
Ostrowiec Swietokrzyski

Na stropie jednej z komnat pałacu biskupów krakowskich w Kielcach, a dziś siedziby Muzeum Narodowego, znajduje się interesujący obraz powstały w 1641 r. w pracowni Tomasza Dolabelli. Rezydujący tu w XVII w. biskup Jakub Zadzik, wznosząc oczy ku niebu, mógł nacieszyć swój wzrok i duszę widokiem owego "Sądu nad arianami", do którego sam osobiście wraz z kanclerzem Jerzym Ossolińskim się przyczynił i mógł podziękować Bogu, iż ci wstrętni heretycy zostali pogromieni. Widok wystraszonej gromadki podgolonych jegomościów z wytrzeszczonymi oczyma, stojących przed całym majestatem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, tj. królem Władysławem IV siedzącym na tronie w otoczeniu senatorów, duchownych i posłów, mógł krzepić serce każdego dobrego katolika. Rzecz szła bowiem nie o byle co, lecz o zagładę Akademii Rakowskiej, centrum heretyckiej myśli.
obraz: sąd nad arianami
Obraz "Sąd nad arianami" przedstawia obrady sejmowe z udziałem króla Władysława IV, podczas których Sejm RP sądził braci polskich z oskarżenia o profanację katolickiego krzyża przez grupę ariańskich studentów, stojącego na granicy posiadłości Jakuba Sienieńskiego, właściciela Rakowa. Wyrok sejmowy był surowy: zamknięto zbór, Akademię i drukarnię. Po prawej stronie monarchy stoi biskup krakowski Jakub Zadzik, który w tym procesie oskarżał braci. Po obu stronach tronu siedzą senatorowie, wśród nich Jerzy Ossoliński, inicjator śledztwa. Za senatorami stoją posłowie. U dołu malowidła, naprzeciwko króla Władysława IV stoją dwie grupy arian. Szlachcic Jakub Sienieński składa przysięgę, że z zajściem, w którym mieli brać udział uczniowie Akademii Rakowskiej, nie ma nic wspólnego. Tło stanowi pejzaż Rakowa ze scenką przedstawiającą wypędzanych z niego arian. W 1658 roku Sejm RP wydał wyrok skazujący wszystkich polskich arian na banicję. Na królewskim tronie widnieje łaciński napis: Arianismus proscriptus (arianizm wygnany).
 
Raków znajduje się dokładnie 21 km na południe od Łyśca (Świętego Krzyża) nad rzeką Czarną. Dziś to tylko senne prowincjonalne miasteczko, pozbawione wszelkich szans rozwoju, a o jego przebrzmiałej wielkości świadczą tylko pamiątkowy kamień na rynku i dziwne nazwy ulic, placów i obszarów - Drukarnia (łąka na południe od kościoła poreformackiego), Papiernia (młyn na rzece Czarnej), szkoła, Bursa (miejsce na zachód od kościoła przy stawie) i wreszcie cmentarz ariański (piaszczyste wzgórze za Bursą). Tam też dwa wieki temu Tadeusz Czacki rozkopywał groby heretyków, aby znaleźć w nich flaszki zawierające łaciński tekst: "Scio, cui credidi" ("Wiem, komu wierzyłem").

 
Gdy zwiedzamy dzisiejszy Raków, aż nie chce się wierzyć, że w I połowie XVII w. tętniło tu intensywne życie naukowe, setki studentów przemierzały te ulice, a na istniejącej tu przez 36 lat Akademii ówczesna elita intelektualna sekty wykładała filozofię, matematykę, retorykę, nauki humanistyczne i przyrodnicze. Odbywały się tu uroczyste synody i kolokwia, na które przyjeżdżała szlachta z różnych stron Rzeczypospolitej, a także wielu gości z Niemiec, Holandii, Francji, Anglii i Szkocji. W latach 1569-1662 w sumie odbyło się 51 synodów ariańskich, z czego aż 39 właśnie w tym mieście. Nic też dziwnego, że Raków nazywano ariańskim Rzymem, Genewą, a nawet "Nową Jerozolimą". W najprzedniejszej na owe czasy drukarni w latach 1600-1638 wydawano podręczniki do nauki oraz fundamentalne dzieła (ponad 200 tytułów w kilku językach, w tym słynny "Katechizm rakowski"), które rozchodziły się po całej Europie, "wywołując wszędzie szeroki i burzliwy oddźwięk". Bez przesady można powiedzieć, że Raków - owe Ateny Sarmackie miał szansę stać się z czasem Oxfordem lub Sorboną Europy środkowej i wschodniej. Nie ulega też wątpliwości, że sytuacja taka była nie do zniesienia dla kleru katolickiego, luterańskiego i kalwińskiego, i należało ośrodek taki wszelkimi sposobami zniszczyć. Uważano bowiem ich idee za "socyniańską zarazę zrodzoną wśród bagien sarmackich", "jadowitą truciznę", "monstrualną hydrę", "morderczą broń szatana" a podejrzanych wśród siebie o sympatie dla nich "szczuto jak psy".

 
Kim byli ci ludzie, że stanowili taką wielka groźbę i ściągali na siebie tak wielką nienawiść? Szlachta katolicka nazywała ich pogardliwie "nurkami" lub "nowochrzczeńcami". Występują również pod nazwą antytrynitariuszy, unitarian, socynian, Braci Polskich i arian. Sami zaś siebie zwali "chrystianami" albo "Braćmi". Dzieje tej sekty liczą sto lat, a jej powstanie datuje się na lata 1562-65.

 
Okres ów w dziejach Europy, to czas wojen religijnych, w których dobrzy chrześcijanie "zionąc miłością do bliźniego swego" pławili się we krwi "miłujących Chrystusa inaczej", czyli swych ideologicznych przeciwników. Konsekwencją obowiązującego dogmatu mówiącego, że nie ma zbawienia duszy poza Kościołem rzymskokatolickim, było myślenie, które zostało jasno wyłożone m.in. przez teologa katolickiego, jezuitę, kardynała Roberta Bellarmina (1542-1621; Disputationes..., II tomus Controversia II, lib. III):


"....heretyków należy zabijać. Albowiem po pierwsze, szkodzą bliźnim bardziej niż jakikolwiek korsarz lub rozbójnik, gdyż zabijają dusze, a nawet burzą fundament wszelkiego dobra i napełniają państwo niepokojem, który jest następstwem różnic w religii. Po drugie, ukaranie ich wpłynie korzystnie na wielu, liczni bowiem z tych, których bezkarność czyniła nieczułymi, wobec grożących kar zaczynają się zastanawiać, w jaką wielką popadli herezję, oraz mieć się na baczności, aby przypadkiem nie skończyli nędznie życia doczesnego i nie utracili szczęśliwości w przyszłym. Na koniec dla zatwardziałyc h heretyków jest dobrodziejstwem, że usuwani są z tego życia. Albowiem im dłużej żyją tym więcej wymyślają błędów, tym większą deprawują liczbę ludzi i zyskują sobie tym sroższe potępienie."

 
XVI w. to czas "złotego wieku" Polski, jej największej ekspansji terytorialnej, jej wspaniałej kultury i religijnej tolerancji. To właśnie w Polsce, "państwie bez stosów", powstał w 1573 r. niebywały akt prawny znany pod nazwą Konfederacji Warszawskiej (nota bene obłożony klątwą przez synod biskupów katolickich w 1577 r. w Piotrkowie). Jego wagę doceniła w XX w. społeczność międzynarodowa, gdyż Konfederacja Warszawska znalazła się we wszystkich niemal zarysach dziejów tolerancji, jakie wydano w Niemczech, Francji, Anglii, Włoszech i USA. Wzmianka o tej ustawie ukazała się również w syntetycznym zarysie dziejów ludzkości, wydrukowanym pod patronatem UNESCO. Akt ten bowiem jako pierwszy w Europie głosił wolność wyznaniową. Nic też dziwnego, że kraj nasz w XVI w. ku oburzeniu i rozpaczy fanatycznych, wojujących kontrreformatorów, stał się "przystanią i rajem" dla prześladowanych za wiarę w zachodniej Europie.

 
W 1565 r. ze zboru kalwińskiego ostatecznie wyłonił się skrajny odłam polskiej reformacji (Ecclesia minor), sekta zwana arianami głosząca radykalne poglądy społeczne i bulwersujące współczesnych tezy religijne. Walczyli oni bowiem z supertotalitarną władzą Kościoła sięgającą aż do myśli i sumień ludzkich. "Nie wolno nam narzucić cenzury na nikogo, ponieważ każdy z nas ma prawo do własnej indywidualnej oceny... Nie dajemy nikomu prawa do gwałcenia, prywatnie lub publicznie, wolności sumienia, ani wolności do propagowania religii siłą lub przymusem" pisał Samuel Przypkowski (1592-1670; Dissertatio de pace et concordiae ecclesiae, Amsterdam 1628), a jego współwyznawca, Jonasz Szlichtyng, dodawał: "Na czymże bowiem polega wolność sumienia, która Bogu jednemu jest podporządkowana, jeśli nie na tym, byś w sprawach religii myślał, co chcesz, swobodnie głosił to, co myślisz, i czynił wszystko, co nie pociąga za sobą ludzkiej krzywdy?".

 
Idee religijne Braci Polskich były niejednolite i z czasem ewoluowały. Jednakże wspólną ich cechą było odrzucenie dogmatu o Trójcy Świętej. Stąd nazywano ich arianami, wiążąc niesłusznie ich poglądy z wczesnochrześcijańską doktryną biskupa Ariusza. We wczesnym okresie swego rozwoju antytrynitarską koncepcją teologiczną łączyli z pierwiastkami irracjonalizmu i mistycyzmu. To podejście zmieniło się, gdy w ich zborze zwyciężyły idee Fausta Socyna. W teologii ariańskiej nastąpiło wówczas zwycięstwo racjonalizmu religijnego, który wywarł później istotny wpływ na kształtowanie się racjonalizmu religijnego i deizmu w zachodniej Europie. Chociaż uważali, że Pismo stoi ponad rozumem (supra rationem), przyznawali indywidualnemu rozumowi ludzkiemu przodującą rolę w interpretowaniu Biblii i poznawania prawd religijnych, uznając, że nie powinno się przyjmować niczego, co byłoby przeciwne rozumowi.

 
Z kolei w ideologii społeczno-politycznej Braci Polskich wyróżnić można dwa nurty. Pierwszy, radykalny panował we wczesnym okresie istnienia sekty, gdy grupowała ona elementy plebejskie. Podstawą ideologii było braterstwo wszystkich ludzi. Obowiązywał ich wówczas zakaz sprawowania urzędów państwowych i służby wojskowej, zakaz udziału w wojnach oraz posiadania majątków ziemskich korzystających z pańszczyzny. Potępiali karę śmierci i poddaństwo. Postulowali zrzeczenia się majątków przez szlachtę i obowiązek zarabiania na życie pracą własnych rąk.

 
Drugi nurt, umiarkowany istniał głównie w XVII w., gdy sekta grupowała zamożnych mieszczan, średnią szlachtę, a nawet magnatów. Wówczas złagodzono radykalizm społeczny zezwalając na piastowanie urzędów i branie udziału w wojnach obronnych. Uważano, że stosunki społeczne winny opierać się na zasadzie wzajemnej miłości, przy poparciu świeckiej władzy państwowej oraz na obronie równości społecznej.

 
Charakterystyczne dla Braci Polskich było wysuwanie w religii na pierwszy plan treści moralnych. Postulat tolerancji religijnej z jakim często występowali, z czasem rozwinęli w tezę o konieczności rozdziału państwa od kościoła, szczególnie tam gdzie w jednym państwie żyją wyznawcy wielu religii, jak to było w ówczesnej Rzeczypospolitej.

 
Ok. roku 1570 na ziemiach między Pilicą, a Wisłą istniało aż 37 ich zborów. Do głównych ośrodków ruchu Braci Polskich należały Pińczów, Bełżyce, Kisielin, a przede wszystkim wspomniany już Raków w dawnym województwie sandomierskim, w którym w 1602 r. założono słynną w Europie Akademię Rakowską, skupiająca wybitne siły naukowe. Arianie odegrali znakomitą rolę w rozwoju języka polskiego, szkolnictwa, kultury i nauki. Dzięki nim znaczne postępy uczyniły studia biblijne (filologia Biblii, krytyka tekstu biblijnego).

 
W XVII w. ruch Braci Polskich był najważniejszym łącznikiem Polski z przodującym ruchem umysłowym Europy. Głównymi ideologami arian byli Polacy - Piotr z Goniądza, Grzegorz Paweł z Brzezin, J. Niemojewski, M. Czechowic, Sz. Budny, A. Wojdowski, A. Wiszowaty, H. Moskorzewski, S. Przypkowski, S. Lubieniecki, a także spolonizowani cudzoziemcy - F. Socyn, J. Crell, M. Ruar, W. Szmalc, J. Stegmann, J. Szlichtyng, J. Völkel i inni. Braćmi Polskimi byli także, o czym się dziś nie pamięta, najwybitniejsi poeci epoki baroku: Wacław Potocki i Zbigniew Morsztyn.

 
Radykalizm poglądów religijno " społecznych arian polskich wzbudzał powszechną nienawiść kleru i szlachty katolickiej. Z kolei spory natury doktrynalnej stały się dla socynian źródłem nienawiści ze strony innych protestantów (kalwinistów i luteranów). Z arianami polemizowali katolicy " m.in. Białobrzeski, S. Hozjusz, M. Kromer, S. Reszka, H. Powodowski, B. Herbest, M. Łaszcz i sam sławetny Piotr Skarga. Propaganda kościelna szykując się do decydującej z nimi rozprawy sięgnęła również do tradycyjnych już sposobów walki z heretykami " oszczerstw, kalumnii, a nawet oskarżeń o satanizm (celował w tym m.in. jezuita ks. Mikołaj Ciechowski).

 
Podczas koronacji władcy polscy przysięgali dotrzymać wierności Konfederacji Warszawskiej, ale niejednokrotnie przysięgi te łamali pod naciskiem Watykanu (Zygmunt III Waza, Jan Kazimierz). Szczególnie w okresie rządów ostatniego z Wazów, starano się nadać toczonym podówczas przez Rzeczypospolitą wojnom charakter religijny (wojny z Chmielnickim na Ukrainie = boje ze "schizmatykami", "potop" = wojna z heretykami). Przypomnijmy tu, że w 1649 r. w Warszawie wyruszającemu na bitwę z armią kozacką pod Beresteczko królowi Janowi Kazimierzowi, nuncjusz papieski Jan de Torres udzielił specjalnych błogosławieństw i wręczył (niczym na krucjatę!!) chorągiew z krzyżem i miecz. W wiele lat później podobny miecz otrzymał od papieża król Jan III Sobieski ciągnący na odsiecz wiedeńską. Pierwszy z władców walczył ze zbuntowanymi prawosławnymi poddanymi, drugi z muzułmańską armią turecką.

 
Powoli Polska stawała się widownią prześladowań religijnych. Druga połowa XVII w. to czas pełnego zwycięstwa kontrreformacji w Rzeczypospolitej, która z państwa wolności religijnych stała się stopniowo krajem nietolerancji wyznaniowej. Proces ten zakończył się w 1668 r., kiedy to wolność sumieni a w Polsce zostaje ostatecznie zlikwidowana ustawą sejmową przewidującą karę śmierci za porzucenie wiary katolickiej. Dodajmy tu, że dopiero po kolejnych 123 latach, w punkcie I, Konstytucji 3 Maja zapisano, iż przejście od katolicyzmu "Wiary Panuiącej do iakiegokolwiek wyznania iest zabronione pod karami Apostazyi", ale już bez groźby fizycznego unicestwienia odstępcy.

 
Przełom w dziejach tolerancji religijnej w Polsce zasadniczo nastąpił w 1638 r., kiedy to nakazano zamknięcie na zawsze Akademii Rakowskiej, zniszczenie drukarni i zboru ariańskiego, co oznaczało zarazem likwidację centralnego ośrodka tego ruchu. W roku 1647 wyrokiem sądu sejmowego zamknięto wszystkie szkoły i drukarnie Braci Polskich w całej Rzeczypospolitej. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że część arian widziała swe ocalenie podczas "potopu" w osobie protestanta - króla szwedzkiego Karola Gustawa. Tym bardziej, że podburzone przez księży katolickich chłopstwo mordowało ich i paliło im dwory (głównie na Podgórzu, w 1655/56 r.).

 
27 lipca 1656 r. pod Warszawą król Jan Kazimierz (były kardynał i jezuita) złożył uroczysty ślub, że po zwycięstwie w wojnie ze Szwedami wypędzi z kraju arian, którzy "bluźnią dziewicy Maryi nie uznając boskości Jej Syna". Ślubu dotrzymał. W konstytucji sejmu walnego ordynaryjnego z 1658 r znajdujemy następujący tekst "Iż ieśliby kto taki znalazł się, któryby sektę tę Aryańską w Państwach naszych tak Koronnych, iako y W.X.L. et provincijs eis annexis śmiał y ważył się wyznawać, krzewić, abo opowiadać, abo onej assertores protegere et fovere, a byłby o to legitime convictus, takowy każdy wyżej mianowanemu statutowi podlegać ma, y bez wszelakiey odwłoki przez Starosty nasze, Urzędy ich, na gardle ma bydź karany, sub privatione Capitaneatus . /.../ Chcąc iednak clementiam nostram pokazać; ieżeliby się który takowy znalazł, coby tey sekty swoiey wyrzec się niechciał; takowemu na lat trzy do wyprzedania się pozwalamy, salva bonorum et personarum securitate, atque debitorum repetitione..." (za "Volumina Legis", t. IV, s.238).

 
Wyrok sejmu polskiego w 1658 r. o wypędzeniu Braci Polskich z Rzeczypospolitej był wyłącznie aktem zemsty i nienawiści religijnej, gdyż ten sam sejm ułaskawił wszystkich katolickich oraz innych, protestanckich kolaborantów i przestępców politycznych. Arianom natomiast dano czas 3 lat, w ciągu których mieli zmienić swe wyznanie na katolickie lub też wyemigrować. W przeciwnym razie groziła im śmierć. "Dawno to tedy Korony Polskiej była żądza, żeby tych już nie nowokrzczeńców, ale bezkrzczeńców, wiary się tureckiej w poprzednich artykułach upornie trzymających, w Polsce nie cierpiano", tryumfował jezuita ks. Mikołaj Cichowski, uzasadniając decyzję sejmu o wygnaniu arian. Zakazy te powtórzyły i dodatkowo uszczegółowiły konstytucje sejmowe z lat 1659,1661,1662,1668. Z jednej strony jest to dowód wyjątkowej zajadłości, z drugiej natomiast małej skuteczności prawa, jak to zawsze w naszym kraju bywało.

 
Większość Braci Polskich jednakże opuściła Ojczyznę i była to pierwsza z wielu w naszych dziejach wielka emigracja. Osiedlili się w Prusach Książęcych, Siedmiogrodzie i na Śląsku, a potem wywędrowali dalej, w głąb Niemiec i do Holandii, gdzie m.in. w latach 1666-1668 pod redakcją A. Wiszowatego wydrukowali monumentalne, dziewięciotomowe dzieło "Bibliotheca Fratrum Polonorum".

 
Bracia Polscy wywarli wpływ na kształtowanie się racjonalizmu religijnego i deizmu w Holandii, Francji i Anglii. Z myśli arian polskich skorzystał zachód Europy, byli oni bowiem prekursorami Oświecenia. Po śmierci ostatniego pokolenia socynian na wygnaniu, ich idee przejęli unitarianie angielscy i amerykańscy. Przypkowski, Crell i Szlichtyng dali w 1630-50 swój istotny wkład w kompleksowe rozwiązanie problemu tolerancji religijnej i stosunku Kościoła do państwa (postulując ich rozdział). Ich prace drukowane w Rakowie czytali i studiowali najwybitniejsi filozofowie ówczesnej Europy - Locke, Newton, Leibnitz, Spinoza, Bayle. Prekursorskie idee Braci Polskich rozszerzone i udoskonalone przez Locke"a (Anglia) i Bayle"a (Francja) zostały następnie przeniesione za Atlantyk przez J. Madisona i T. Jeffersona, twórców konstytucji Stanów Zjednoczonych.

 
Wiek XVIII to w Rzeczypospolitej Obojga Narodów czas tryumfalizmu Kościoła katolickiego, budowy świątyń i wspaniałych ołtarzy, "cudów" i objawień, pielgrzymek i sanktuariów, skrajnej dewocji, a zarazem czas upadku gospodarczego i militarnego państwa, nędzy chłopów, powszechnego pijaństwa, ostatnich w Europie polowań na czarownice, prześladowań innowierców, głupoty politycznej, egoizmu magnaterii i wreszcie zdrady narodowej ówczesnych kosmopolitycznych elit. Tego pikującego lotu państwa ku zagładzie nie zdołały zatrzymać wysiłki patriotów i ludzi oświeconych (K. Puławski, T. Kościuszko, J. Poniatowski i in.). Wielkie, potężne niegdyś i kwitnące mocarstwo wschodnioeuropejskie zostało rozdarte przez trzech zaborców.

 
W tym samym czasie za Oceanem Atlantyckim ariańskie idee rozdziału państwa od religii zapisano w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. I to one m.in. stworzyły z tego państwa dzisiejsze supermocarstwo światowe. "Rozum to wąż", słyszymy wciąż z ust niektórych kościelnych teologów. A dzisiejsza Polska wygląda tak, jak wygląda.

 
Pisane Anno Domini 2002,
w dniu św. Agnieszki,
katolickiej patronki cenzury.
pobrane z

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Pamiętniki o wyprawie Chocimskiej z 1621 r. wydane w 1853 r

Ponizej przedstawiam fantastyczną lekturę, a właściwie przygodę z wyprawy chocimskiej z 1621 r. jednej z najwspanialszych kart chwały i oręża Rzeczypolitej Jana Hrabi z Ostroroga, Prokopa Zbigniewskiego, Stanisława Lubomirskiego i Jakóba Sobieskiego zebrane przez Żegota Pauli wydane w 1853 r.
Kiedyś jedno Państwo dwu, a właściwie trzech narodów, nie do końca potrfiące uznać i udzielić Kozakom, ich praw, których sie domagali  potrafiło skutecznie stawiać czoła potędze tureckiej.
Proszę zwrócić uwagę jak tytułowano Rzeczypospolitą, jako potomków Wandalów i Gotów.

https://books.google.ru/books?id=cSMpAAAAYAAJ&printsec=frontcover&dq=pamietniki&hl=pl&sa=X&ei=fcdsVYGaIIvOygP1pYOoCg&ved=0CCQQ6AEwAjgK#v=onepage&q=pamietniki&f=false