piątek, 8 listopada 2019

poniedziałek, 28 października 2019

JESTEŚMY NIEWOLNIKAMI kilku korporacji. POLSKA została przejęta | Józef Białek


Sto procent ludzi w Polsce posiadło umiejętność czytania i pisania,
98%  nie ma pojęcia w jakim celu.

fot. za piotrbein.wordpress.com
fot. za piotrbein.wordpress.com
A wydawałoby się, że zawód bankiera, to taka spokojna, ciepła profesja. Po tym jak opisałem dziwne przypadki eliminacji 9 przedstawicieli tego zawodu na świecie, w przeciągu zaledwie 2 tygodni w bieżącym roku, znów zanotowano kolejne „samobójstwa”. Czyli seryjny samobójca nadal grasuje. Ciekawe, czy w Polsce już ta czystka się zaczęła, czy jeszcze nie? A jeżeli nie, to czy dlatego, że nie było zleceń, czy dlatego, że kraj jest tak spacyfikowany, że nie warto tutaj już nic robić, „sami robią za nas, np. podwyższają sobie podatki, zaciągają nowe podwyżki w  naszych bankach itd”.
Ad rem.
Kolejnym samobójcą seryjnym był James Stuart Jr., pracownik Bank of Commerce CEO. Został on znaleziony martwy w Scottsdale w Arizonie rankiem 19 lutego. Stuart rozpoczął pracę w 1969 roku, w Citibank w Nowym Jorku, jako specjalista od pożyczek. Już w 1973 roku został wiceprezesem nowego tworu First Commerce Bancshares NBC Co oraz prezesem i dyrektorem generalnym Narodowego Banku Handlowego w 1985 roku. Miał 3 synów i 4 córki. Zginął następnego dnia po tym, jak rzucając się z 30 piętra Charter Hause w Hongkongu, zginął Li Juncie, pracownik JP Morgan.

Kolejnym  seryjnym samobójcą był Edmund [Eddie] Reilly lat 47, rzucający się o godzinie 6.00 rano pod koła pociąg, na stacji kolejowej Long Island [w innym doniesieniu była to stacja Syosset]. Był pracownikiem Grupy inwestycyjnej Midtown New York City, firmy Vertical Grupa Manhattan.
Jak do tej pory ostatnim był Kenneth Bellando lat 28, analityk bankowości w JP Morgan. Podobno skoczył rano 12 marca z 6 piętra, ale niektórzy to kwestionują. Bellando był analitykiem  banku JP Morgana i synem Jana Bellando, dyrektora wykonawczego i finansowego Conde Nast. Brat Kenneta, Jan, był dyrektorem ds. inwestycji u JP Morgan. Oceniał ryzyko inwestycji.
Znalazłem także informacje, że zgon nastąpił o godzinie 22.30. Pracował także w Levy Capital Partners.
Jak sugerują dziennikarze, ich nagłe zgony mogą być powiązane z malwersacjami bankowymi.
Ostatnio New York Business Journal podał, że Fang Fang lat 48, wiceprzewodniczący bankowości inwestycyjnej u JP Morgan na Azję, nagle i niespodziewanie przeszedł na emeryturę.
W listopadzie ubiegłego roku JP Morgan wycofał 3 miliardy dolarów z China Everbright Bank Co z Hong Kongu.
Być może ma to związek z ugodami, jakie musiał zawrzeć JP Morgan, płacąc 1.7 miliarda dolarów, za zamknięcie afery Bernarda Madoffa z 2009 roku. Ten klient JP Morgana naciągnął tysiące inwestorów na kilkaset milionów, lub kilkadziesiąt miliardów dolarów. Madoff został skazany łącznie na 150 lat.
Już we wrześniu 2012 roku, JP Morgan musiał zapłacić 920 milionów dolarów kary, za spowodowanie  strat rzędu sześciu miliardów dolarów.
Ugody były tak zawarte, że nie orzeczono jednoznacznej winy banku i nikt z kierownictwa nie został ukarany. Brak orzeczenia winy uniemożliwia indywidualnym klientom o staranie się o odszkodowania.

Jednocześnie agencja Bloomberg poinformowała o innej ugodzie na 13 miliardów dolarów, za wprowadzanie klientów w błąd. Także tutaj bank wymigał się od orzeczenia winy i skazania kogokolwiek z kierownictwa.
Podsumowując, osiem największych amerykańskich firm finansowych, do których należą: JP Morgan, Wells Fargo, Bank of America, Citigroup, Goldman Sachs, US Bancorp, Bank of New York,  Mellon i Morgan Stanley, kontrolowane są przez 10 akcjonariuszy, którzy posiadają 4 firmy: BlackRock, State Street, Vanguard i Fidelity.
Jest to tzw. „wielka czwórka”.
Słynny FED jest kontrolowany w całości przez te 4 prywatne firmy i to one kontrolują politykę monetarną całego świata.
Kontrolują bez żadnych demokratycznych bzdur w rodzaju wybory, głosowanie etc. Większość z nich tworzy tzw. światowe, lub lokalne kryzysy, w bardzo prosty sposób: zwiększając, lub ograniczając ilość pieniądza na danym rynku.

Bezpośrednim prezesem FED był np. Alan Greenspan, poprzednio członek zarządu Morgan Guaranty Trust Company, a przed Greenspanem, szefem FED był Paul Volcker, ekonomista z banku Chase Manhattan Bank, należącego do Rockefllerów.
A politycy? Politycy są marionetkami wyższego rzędu w tym teatrze lalek. Wbrew temu, o czym uczą nas historycy, świat nie zmienia się pod wpływem hetmanów, czy królów, ale pod wpływem bankierów. Dlatego o tym się nie uczy w szkołach.
Powtarzam: państwowy system oświaty został wprowadzony po to, by za Twoje, ciężko zarobione pieniądze, Twoje dzieci były indoktrynowane w określonym kierunku. Ot takie Pawki Morozowy. Musisz to zrozumieć Szanowny Czytelniku. Dopóki jeszcze czytać umiesz.
„Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i tę wojnę przegrywa” Frederic Joliot-Curie
PS. Co jakiś czas znajdujemy w mediach szczególnie „prawicowych” sformułowania „polska racja stanu”. Nieodparcie nasuwa się pytanie, a przez kogo opisana czy sformułowana została ta rzekomo polska racja stanu?
Przecież  praktycznie od 1920 roku nie ma ŻADNEJ POLSKIEJ RACJI STANU.
Przewrót majowy w 1925 roku dokonał się za pieniądze wywiadu angielskiego. Te 800 000 funtów ówczesnych, Józef Piłsudzki alias Ginet alias Selman pokwitował i 200 000 niewykorzystanych  funtów zwrócił,  na co pokwitowanie znajduje się w Brytyjskim Ministerstwie.
Tamta „polska racja stanu poniosła kompromitację całkowitą w 1939 roku.
Po 1945 do 1990  byliśmy polskojęzyczną republiką, ale bardziej spacyfikowaną aniżeli Priwislanny kraj [w Priwislannym kraju gubernatorem był generał armii,  a w Ludowej już tylko pułkownik NKWD Bierut alias Tomasz alias…..] i wypełnialiśmy polecenia Sowietów.
Po 1990 roku do  2006 r. nikt nie opracował „polskiej racji”. Chyba nikt poważnie nie traktuje wysyłania chłopców do krajów arabskich jako polskiej racji stanu.
A wiec powtarzam: w cywilizacji łacińskiej mówimy ja, moim zdaniem
w cywilizacjach azjatyckich mówimy my……Polacy powiedzieli, Polacy zrobili itd.

wtorek, 15 października 2019

Ministerstwo Zdrowia

Czytelniku  , jeżeli uważasz, że ostatnie wybory coś zmienią. Dobrze się zastanów? Oj, chyba nie. A cóż nam szykują jak lokalny ludek zwany Polską zacznie się buntować.

Najpierw, aby wszystko zrozumieć od zdrowia po historię, prawo i ekonomię trzeba zawsze zacząć od początku i poznać jak to naprawdę było.

Weźmy na początek nasze zdrowie, a właściwie urząd, który dziś znamy pod nazwą Ministerstwo Zdrowia.
Wpisujemy w wyszukiwarkę i wchodzimy na https://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Zdrowia_(Polska)

Tutaj wchodzimy na historię i czytamy:
"....Początki Ministerstwa Zdrowia wiążą się z powołanym przez Tymczasową Radę Stanu (obywatelski organ tworzący zalążki instytucji państwowych w nieistniejącej jeszcze jako państwo Polsce) w 1917 Referatem Zdrowia Publicznego w Departamencie Spraw Wewnętrznych. Jego kierownikiem od 15 lutego był Witold Chodźko. Z Referatu stworzono potem Wydział, Sekcję, a w końcu Dyrekcję Służby Zdrowia Publicznego. 15 maja 1918 powstało Ministerstwo Zdrowia Publicznego, Opieki Społecznej i Ochrony Pracy - ogłoszony został wtedy i wszedł w życie stosowny dekret Rady Regencyjnej z 4 kwietnia 1918 (Dz.U. z 1918 r. nr 5, poz. 8). Ministrem został Witold Chodźko  ......''

Na pozór tekst jest tak zredagowany, że nie wywołuje żadnej reakcji, jak większość rzeczy w naszym kraju. Pozostaje pytanie czego tutaj nie ma i co celowo pominięto.

Poniżej masz czarno na białym kto wyłożył na to tak naprawdę pieniądze.
Więcej bardziej szczegółowych informacji znajdziesz poniżej.
http://educate-yourself.org/ga/RFcontents.shtml

Mam nadzieję, że dzięki temu będziesz rozumiał o czym mówi dr Jerzy Jaśkowski, który mówi o medycynie rokefellerowskiej.


Proszę zwrócić uwagę, że Ministerstwo powstało pod  auspicjami  ministerstwa spraw wewnętrznych

czyli z gory  chodziło o trzymanie ludzi za pysk podatkami. 





Co w Rosji (lub Związku Sowieckim było już to przerabiane są psyhuszki. Co to ma wspólnego z naszym krajem, ależ ma.
Wystartował program Centrów Zdrowia Psychicznego
https://www.mp.pl/pacjent/psychiatria/aktualnosci/190744,wystartowal-program-centrow-zdrowia-psychicznego
Marek Balicki:
W przyszłym roku około 6 mln Polaków będzie miało dostęp do Centrum Zdrowia Psychicznego

https://www.medexpress.pl/w-przyszlym-roku-okolo-6-mln-polakow-bedzie-mialo-dostep-do-centrum-zdrowia-psychicznego/74735

Należy sobie postawić proste pytanie czy jest nam potrzebne MINISTERSTWO ZDROWIA, NIE i jak  odzyskamy z powrotem nasz kraj pewnego dnia będzie to trzeba zrobić. Pozostaną pytania i obawy ludzi nie mających pieniędzy, którzy ciągle karmieni są propagandą i strachem o braku pieniędzy itp bzdury. 
Poniżej jest kapitalny wywiad człowieka, który sam założył klinikę i część zabiegów wykonuje za darmo właśnie dla takich ludzi, których na to nie stać.
Zawsze szukamy mądrości nie tam, gdzie ona jest.






niedziela, 13 października 2019

Wojna niemiecko-radziecka

22 czerwca 1941 roku rozpoczęła się wojna niemiecko-radziecka. Była to dziwna wojna, która momentami przypominała wojnę z 1920 roku. I Piłsudski i Hitler podejmowali dziwne decyzje i to w momentach, w których zdecydowane działania doprowadziłyby do zwycięstwa. Obaj też otwarcie deklarowali, że nie walczą z bolszewikami tylko z Rosją. O ile w przypadku Piłsudskiego można to było zrozumieć, bo Rosja jeszcze była, o tyle w przypadku Hitlera jest to już mniej zrozumiałe, a właściwie to niezrozumiałe. Nie można jednak wykluczyć, że Hitler wiedział, co mówił. Gdyby tak rzeczywiście było, to można by się pokusić o interpretację tego starcia, jako dokończenie rewolucji. Tym razem już jednak tylko w sferze nadbudowy, czyli w sferze ludzkiego umysłu, systemu wartości i przekonań. Pomimo że od rewolucji minęły 24 lata, to nadal większość Rosjan nie była przekonana do tego najlepszego z ustrojów. Rosjanie i narody wchodzące w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego zrazu potraktowały niemiecką agresję jako wyzwolenie. Szybko jednak przekonały się, że to nie tak. Józef Mackiewicz w swojej powieści „Nie trzeba głośno mówić” dokładnie opisał nie tylko najważniejsze momenty tej wojny, ale również sposób myślenia i wnioskowania ludzi prostych i tych bardziej, jakbyśmy to powiedzieli z angielska – „sophisticated”, czyli takich wyrafinowanych, obytych w świecie.
Prosty człowiek obserwował i wnioskował:
„ Nic u nich z tego nie wyjdzie. Już po wszystkiemu widać, że nic nie wyjdzie. Naród darem męczą, zamiast oswobodzić, sami ta bolszewizma rozprowadzają. I jeszcze jak na śmiech ludziom, nie jakichś gubernatorów, czy wojewodów, czy naczelników, ale musowo komisaaaarów powyznaczali! Czy u nich tam rozumu nie ma za kopiejkę? Toż pomyśleć: bolszewik przyszedł i zagrabił wszystko; a Niemiec przyszedł i sobie zabrał. Rzeczywiście i wychodzi: „grab zagrabione”, jak za Trockiego. Nieee, to nie ten Niemiec, co był przyszedszy w piętnastym, osiemnastym. Taki sam bolszewik, tylko że szczeka jak pies. – Dopiero po dłuższym namyśle dodał: – A że pod Moskwę podeszli, to i Napolion w Moskwie był, a później co stało się. O, tylko krzyżów po dziś dzień ostawił.”
Przedstawiciel białoruskiej inteligencji jest bardziej „sophisticated”:
„A tymczasem na wschodzie Europy następuje taki paradoks: wszystkie narody chłopskie, czyli wszystkie tak zwane „czarne ręce od pługa”, czyli organicznie demokratyczne, Finowie, Estończycy, Łotysze, Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Słowacy… wolą raczej Niemców, niż tego sojusznika demokracji światowej! (…) …Tymczasem drugi fenomen: z całej Europy wschodniej, tylko ‘szlachecka’ Polska i ‘kapitalistyczne’ Czechy, czyli ‘pańskie’ i ‘białoręce’, kumają się z bolszewikami przeciw Niemcom! (…) Rozwiera się taka przepaść pomiędzy ‘Koroną’ i ‘Wielkim Księstwem’, jakiej jeszcze nigdy dotąd o tej głębokości w historii nie było. W porównaniu z tym, odrodzenie się naszych narodowych ruchów, białoruskiego, litewskiego, ukraińskiego w XIX wieku, zda się tylko drobną skazą na waszej ‘idei Jagiellońskiej’. Dziś ona jest rozdarta przepaścią nie do przebycia, i nieodwracalną! Wszystko co było Litwą i Rusią, idzie przeciw bolszewikom. Wszystko co było Koroną, idzie z bolszewikami.”
W dalszym ciągu ta sama osoba analizuje stosunki wewnątrzniemieckie:
„Żyjemy w epoce propagandy, więc wśród pojęć mocno uproszczonych. Tak prosto nie jest. Nie bywało zresztą nigdy na świecie. Ja byłem niedawno w Berlinie. O ile mogłem się zorientować, istnieją trzy główne, że tak powiem, trzony, które decydują o polityce wschodniej. Po pierwsze Hitler i partia, a więc takie typy jak Bormann, Himmler, Göring i banda. Po drugie: Ostministerium, to znaczy Rosenberg i cały sztab wcale rozsądnych profesorów i ekspertów. Po trzecie: wojsko. To znów schemat. Pomijam, że w każdym z trzonów są prócz tego tarcia, kłótnie, zwalczania wzajemne, zawiści i inne zdania. Prócz tego odsunięte od wpływów ministerstwo Ribbentropa; prócz tego propaganda, Abwehra, Gestapo, SD, „Plan pięcioletni”… ach, czego tam nie ma! Jedna wielka walka o kompetencje. Wszystko skłócone na noże, lub zakulisowe sojusze dla podstawienia nogi trzeciemu. Labirynt intryg. Ale te trzy trzony są główne. (…) Bo sytuacja jest taka: Hitler – wszyscy podludzie, jedna kolonia niemiecka. Rosenberg: wydzielić kraje bałtyckie, dać samodzielność Ukrainie, Białorusi, Kaukazowi, rozczłonkować Rosję raz na zawsze, a z ‘Moskowii’ zrobić rodzaj generalnej guberni, bez warstwy wyższej. Natomiast Wehrmacht przeciwnie: anektować kraje bałtyckie, dać może tam samodzielność na Kaukazie i innym trochę autonomii, ale w zasadzie, po obaleniu bolszewizmu, odbudować narodową Rosję i szukać z nią trwałego porozumienia. (…) … z Hitlerem nas łączy to, że ‘krucjatę antykomunistyczną’ bierze poważnie tylko Wehrmacht; zaś Hitler walczy głównie nie z komunizmem, a z Rosją. Nie tyle bolszewizm chce zmiażdżyć, ile raz na zawsze wyeliminować Rosję.”
Mamy więc taki obraz:
  • Hitler – podludzie i jedna wielka kolonia
  • Rosenberg – rozczłonkować Rosję, pozostałym republikom dać samodzielność
  • Wehrmacht – odbudować narodową Rosję i szukać z nią trwałego porozumienia
Z tego wniosek, że nie było w Niemczech jednego ośrodka władzy. W takiej sytuacji skuteczne prowadzenie wojny nie jest możliwe. A może celowo stworzono taki układ? Czyżby prowadzono tę wojnę dla samej wojny, a prawdziwy cel był ukryty? Już przygotowania do niej i zachowanie obu stron w tym czasie budzą zdziwienie i niedowierzanie, że to wszystko jakoś sztucznie wygląda.
Przygotowania do wojny rozpoczęto w lipcu 1940 roku. W sierpniu naczelne dowództwo przystąpiło do szczegółowego opracowania planów wojny. Od listopada następuje stopniowe przesuwanie wojsk z zachodu na wschód. W grudniu plan „Operacji Barbarossa” jest gotowy: szybkie rozbicie armii sowieckich i zatrzymanie na linii: Archangielsk – Wołga – Morze Kaspijskie.
W przygotowania do wojny wciągnięty jest cały aparat III Rzeszy. Zostają powołane całe sztaby eksperckie od sowieckiego przemysłu, bogactw naturalnych, rolnictwa, lasów, dróg wodnych. Do prac wciągnięte zostają ministerstwa wyżywienia i rolnictwa, gospodarki, urząd gospodarki wojennej itp. Powołano „Ostministeruim” pod kierownictwem ministra Rosenberga. W plany zaangażowane są organizacje ukraińskie m.in. OUN (Bandera) i OUN (Melnyk), białoruskie, litewskie. Podobne kontakty utrzymywano z Finlandią, Rumunią i Węgrami.
W ciągu całego tego czasu poselstwo sowieckie w Berlinie nie wie nic konkretnego. Sugestie niemieckie idą w tym kierunku, żeby przekonać posła Dekanozowa, że te wszystkie przygotowania, o których nie może nie wiedzieć, że to „wielki bluff”, mający kamuflować niespodziewany atak na Anglię.
Poprzez sieć swoich agentów bolszewicy dowiadują się o planach Niemców. Nie wiedzieć czemu, lekceważą je. W marcu 1941 roku podsekretarz stanu Sumner Welles przestrzegał ambasadora radzieckiego w Waszyngtonie o mającej nastąpić inwazji niemieckiej. W kwietniu publicznie powtórzył to ostrzeżenie Winston Churchill, ale i to nie przekonało Moskwy. Po raz pierwszy wywiad podziemny w Polsce dostarcza Sowietom informacje o jednostkach niemieckich, grupujących się na granicy wschodniej. Ale i sam wywiad sowiecki wiedział o tym, podobnie jak sowieckie posterunki graniczne. Jednak z braku konkretnych informacji ze strony GRU i sprzecznych z nimi informacji z berlińskiej INO-NKWD, Sowieci uznają ruchy tych wojsk za „wielki bluff”, a wszystkie ostrzeżenia za „prowokację brytyjską”.
Bitwa o Anglię rozegrała się w lipcu, sierpniu i wrześniu 1940 roku. Jeszcze później, w październiku i listopadzie, próbował Hitler bombardowań miast angielskich, ale bez rezultatów. Tę wojnę przegrał i wiedział, że tym sposobem nie wygra. Potrzebna mu była nowa broń, której jeszcze nie miał. Czy wobec tego wiara bolszewików w to, że Hitler, w pół roku po przegranej, chce ponownie zaatakować Anglię, była autentyczna? Dziwnie to wszystko wygląda.
W ciągu czerwca 1941 roku Niemcy skoncentrowały wzdłuż granicy sowieckiej, na przestrzeni 1.600 km, od Morza Bałtyckiego do Czarnego, 146 dywizji, o łącznej sile 3 milionów żołnierzy, 600.000 wozów, 750.000 koni, 3.580 czołgów, 7.184 armat i 1.830 samolotów. Do tego dochodziła 3-cia i 4-ta armia rumuńska na południu i armia fińska na północy. Po drugiej stronie było 139 dywizji i 29 samodzielnych brygad, o łącznej sile 4,5 miliona ludzi. Bolszewicy posiadali 6000 samolotów, z czego tylko 1500 nowego typu, pozostałe były przestarzałe.
W niedzielę 22 czerwca o godzinie 3.15 rano nastąpił atak. Zaskoczenie było kompletne. Żadna jednostka sowiecka nie była postawiona w stan alarmu, nigdzie obsada przyczółków mostowych nie była wzmocniona, bojowe linie obronne nie były rozwinięte. Na całej długości frontu nie było przypadku niezaskoczenia. Do dnia 10 lipca poddało się na trenie Białorusi 320.000 żołnierzy sowieckich, 16 lipca w rejonie Smoleńska – 300.000, pomiędzy 5 i 8 sierpnia, w rejonie Humania, 103.000, do 26 września pod Kijowem 650.000. Łącznie – 1.388.000, w ciągu trzech miesięcy. W drugiej połowie lipca, po przebyciu 700 kilometrów, armie niemieckie stanęły na linii: Jarcewo-Smoleńsk-Jelnia-Rosławl. Do Moskwy pozostawało 350 kilometrów.
W pierwszych dniach września rada miejska Smoleńska postanowiła wręczyć Hitlerowi memoriał, w którym zawarta była propozycja utworzenia rosyjskiego centrum antybolszewickiego i przekształcenia go w prowizoryczny rosyjski rząd, który powoła pod broń ochotników, walczących po stronie niemieckiej. Konkretny plan realizacji tego projektu opracował kapitan rezerwy Strik-Strikfeldt. Pochodził on z prowincji bałtyckich i w pierwszej wojnie walczył po stronie rosyjskiej. Reprezentował on pogląd że Sowiety mogą być pokonane tylko przy pomocy „wyzwoleńczej armii rosyjskiej”. Odpowiedź długo nie nadchodziła. W międzyczasie poszerzony memoriał został przesłany dowódcy sił lądowych generałowi von Brauchitsch. W końcu nadeszły obie odpowiedzi. Od generała brzmiała:
„Uważam projekt za rozstrzygający dla kampanii wojennej”.
Z kwatery Hitlera, odpowiedź podpisana przez generała Keitla, brzmiała:
„Sprawy polityczne zasadniczo nie obchodzą wojska. Poza tym, pomysły takie, jak ten, są dla Führera nie do dyskusji.
Dnie stawały się coraz krótsze. Od tygodni wojska niemieckie stały w miejscu, a rozkaz marszu na Moskwę nie nadchodził. W tym czasie gen. Guderian zamierzał zgrupowane siły pancerne pchnąć na Moskwę z rejonu Rosławla. Czekał tylko na rozkaz. O północy 22 sierpnia zadzwonił do Guderiana feldmarszałek von Bock i poprosił go o przybycie do niego do Borysowa. Guderian przyleciał o 11 przed południem. Godzinę wcześniej wylądował szef sztabu gen. Halder, który przywiózł dosłowny teks decyzji Hitlera:
„Najważniejsze przed nastaniem zimy nie jest wzięcie Moskwy, lecz zajęcie Krymu, przemysłowego i węglowego Zagłębia nad Dońcem, przejęcie dopływu nafty z Kaukazu. Na północy odcięcie Leningradu i połączenie z Finami.”
Guderian nie mógł pogodzić się z tą decyzją i osobiście stawił się 23 sierpnia w kwaterze Hitlera w Rastenburgu (Kętrzyn). Argumentował: zdobycie Moskwy zadecyduje o kampanii. Obecny był Keitel, Jodl, Heusinger. Hitler był nieprzekonany. Gdy Guderian skończył, Hitler oświadczył: „Moi generałowie mają pojęcie o strategii, ale nie mają pojęcia o wojnie gospodarczej”. Stwierdził, że zboże, nafta, masło, jajka, węgiel, minerały… to decyduje o wojnie. Dobra materialne, a nie momenty strategiczno-polityczne, propagandowe czy psychologiczne. „Uderzenie pójdzie na Ukrainę, nie na Moskwę! Pan, generale zawraca 25-go całą siłą pancerną na południe. Na Konotop, węzeł kolejowy na linii Kijowa.”
Stalin trwał przy swoim zdaniu, nawet gdy jego własne samoloty zwiadowcze doniosły, że wojska niemieckie skręciły na południe i prą w obejście frontu ukraińskiego od północy. Uznał, że to fortel i że Niemcy chcą obejść Moskwę od południa i rozkazał wzmocnić odcinek Briańska dwoma armiami. A czołgi Guderiana minęły odcinek Briańska wzdłuż jego frontu i 16 września spotkały się z 1-wszą pancerną grupą „Południe”, 200 km na wschód od Kijowa, zamykając w kotle pięć armii sowieckich. Zakończyło się to 26 września wielką klęską armii radzieckich. Poddało się 665.000 ludzi, 3.718 armat i 884 czołgi wpadło w ręce niemieckie.
Pogoda, jak cały czas w tej kampanii, była sucha. Dopiero po zwycięstwie na Ukrainie, Hitler uległ generałom i zdecydował się na uderzenie na Moskwę, choć nadal nie przywiązywał wagi do jej zajęcia. To zadanie polecił grupie armii „Środka”, wyznaczając pozostałym siłom inne, ekscentryczne, a nie koncentryczne, w stosunku do Moskwy zadania. Innymi słowy, nie był zwolennikiem okrążenia Moskwy i zaatakowania jej z każdej strony. Lubił przechwalać się tym, że nie popełni błędu Napoleona. Moskwa – mówił – nie jest dla mnie ważna.
Historia, jak mówią, lubi się powtarzać, ale też nigdy nie potarza się tak samo. W 1812 roku wojska rosyjskie były wierne swemu dowództwu, a i ludność nie była wroga. Dobrowolne opuszczenie stolicy nie oznaczało jeszcze klęski. W 1941 roku Moskwa była zaledwie od 24 lat stolicą światowego komunizmu, otoczona ludnością, która w niewielkim procencie dała się przekonać, że jest to najlepszy ustrój na świecie. Masowe poddawanie się i przechodzenie na stronę niemiecką żołnierzy armii czerwonej w początkowej fazie tej wojny, tylko utwierdzało władze sowieckie w tym, że upadek Moskwy oznacza ich koniec. Wiedzieli więc, że za wszelką cenę muszą ją obronić, jeśli bolszewizm ma się utrzymać. Zupełnie tak samo jak w 1920 roku. Zupełnie tak samo Piłsudski nie chciał zdobyć Moskwy, jak nie chciał jej zdobyć Hitler w 1941 roku. Ale dlaczego!?
To, co działo się później, Mackiewicz opisuje tak:
Pięć „frontów” obronnych, z których pierwszy od Białego i Jarcewa poprzez Briańsk wzdłuż Desny; drugi rezerwowy od Rżewa na górnej Wołdze, przez Wiaźmę-Suchenicze; trzeci od Kalinina przez Możajsk do Kaługi; czwarty od Klimu przez Narofominsk do Tuły, i wreszcie piąty od Dmitrowa do Kołomny – opasały bezpośrednio Moskwę.
Generalny atak niemiecki rozpoczął się 2 października. 2-ga pancerna Guderiana, 2-ga armia, 4-ta pancerna, 4-ta armia, 9-ta i 3-cia pancerna, niemieckiej grupy „Środka”, rozbiły w przeciągu kilku dni pierwszy, i częściowo drugi sowiecki front obrony. Wojska Jeremienki na odcinku briańskim zostały otoczone. Sam on, ranny, ratował się ucieczką samolotem. Dnia 7 października 10-ta niemiecka dywizja pancerna od południa i 7-ma dywizja pancerna od północy zamknęły kleszcze wokół kotła Wiaźmy. W bitwie tej doszczętnie zniesione zostało osiem armii sowieckich, w tym siedemdziesiąt trzy dywizje piechoty i kawalerii, trzynaście dywizji i brygad pancernych. W ręce niemieckie wpadło 1.277 czołgów i 4.378 armat. Poddało się Niemcom 673.000 żołnierzy armii czerwonej. – W ten sposób od początku kampanii, w przeciągu pierwszych niespełna czterech miesięcy, łączna cyfra wziętych do niewoli jeńców wyniosła 2.061.000 ludzi. Niebywała od stworzenia świata i prowadzonych na nim wojen!
Na kilka godzin przed zamknięciem kotła Wiaźmy, w nocy z 6 na 7 października, spadł pierwszy, wilgotny śnieg. Tajał natychmiast. Nazajutrz niebo się nie przejaśniło. Nie było wiatru. Wciąż padał śnieg, ale od południa przeszedł w deszcz. Do wieczora rozpadał się na dobre. Zaczęło lać strugami, dzień i noc następną, i znowu dzień… Minął tydzień, drugi… Deszcz lał bez przerwy.
Dnia 5 grudnia 1941 roku na odcinku Kalinina, a 6 grudnia wzdłuż całego frontu obronnego pod Moskwą, 88 sowieckich dywizji piechoty, 15 dywizji kawalerii i 24 brygady pancerne przeszło do przeciwnatarcia. Termometr wskazywał 30 stopni poniżej zera.
Niemcy zaczęli się wycofywać w głębokim śniegu, na całej linii. Częściowo porzucając ciężki sprzęt. Oskrzydlające uderzenie sowieckie od Rżewa na północy aż do Liwny na południu zagrażało obejściem głównych sił niemieckich „armii Środka”.
W tych warunkach jedynym racjonalnym, z punktu widzenia sztuki wojennej, manewrem, wydawał się śpieszny odwrót gros sił na nowe linie obronne. Niektórzy generałowie chcieli je widzieć w leżach zimowych chociażby pod Smoleńskiem.
16 grudnia Hitler podyktował swój rozkaz zabraniający strategicznego odwrotu w wielkim stylu. Dopuszczał jedyne taktyczne wyrównania, ale kazał stać i „fanatycznie” trzymać się w miejscu.
Po raz pierwszy nie było zgodnego poglądu generalicji, dotychczas niechętnie odnoszącej się do pomysłów „Führera”. Podczas gdy jedni rozkaz Hitlera nazywali kolejnym „szaleństwem”, inni byli zdania, że w tym wypadku ma on rację. Że odwrót w danych warunkach przeistoczyć by się mógł łatwo w ucieczkę, ucieczka w panikę, panika w pogrom.
Bitwa pod Stalingradem rozpoczęła się 23 listopada 1942 roku, gdy 4-ty sowiecki zmechanizowany korpus od północy i 4-ty pancerny korpus od południowego zachodu zamknęły w pierścieniu całą 6-tą i część 4-tej armii niemieckich. Straty niemieckie były ogromne i w tamtym momencie wydawało się, że losy wojny są już przesądzone. Jednak jeszcze nie w tym momencie ważyły się losy tej wojny.
Decydujący cios Stalin zamierzał zadać ofensywą znad Dońca. Na południowym odcinku frontu, po rozproszeniu słabych mieszanych wojsk rumuńskich, włoskich i węgierskich, wytworzyła się luka, którą zamierzało wykorzystać dowództwo sowieckie, rzucając w nią potężne siły celem otoczenia i zniszczenia niemieckiej grupy „Południe” na Ukrainie. Dowodził nią feldmarszałek von Manstein. I to właśnie on dnia 6 lutego 1943 roku po raz pierwszy w kampanii wschodniej, uzyskał zgodę od Hitlera na operacyjny odwrót. Ma on na celu obejście i okrążenie potężnej „grupy Popowa”. W dniu 19 lutego Niemcy opuszczają Charków. To utwierdza dowództwo sowieckie, że przeciwnik wycofuje się na całej linii. Również wywiad sowiecki, działający na zapleczu niemieckim potwierdza, że tak faktycznie się dzieje. 23 lutego „grupa Popowa” zostaje całkowicie otoczona. I dopiero 24 lutego dowództwo sowieckie uświadamia sobie, że działało w zupełnie fantastycznej sytuacji, cały czas wprowadzane w błąd przez własny wywiad. 28 lutego „grupa Popowa” zostaje rozbita i przestaje istnieć. Kilka dni później zostaje zniszczona 6-ta armia sowiecka. W dniu 15 marca Charków zostaje odbity i przy okazji zniszczona zostaje 3-cia pancerna armia i 69-ta armia sowiecka. Front sowiecki jest rozerwany w środku. Klęska spod Stalingradu została powetowana z nawiązką.
I tu znowu następuje dziwne zachowanie Hitlera. Mackiewicz opisuje to tak:
Manstein chciał wykorzystać zwycięstwo celem obejścia i zniszczenia armii sowieckich centralnego frontu, zmasowanych w wybrzuszeniu Kurska. Nalegał na natychmiastowe uderzenie od Biełgorodu z południa i od Orła z północy jednocześnie. Niespodziewanie Hitler odłożył dalszą ofensywę na sto jedenaście dni.
Operacja pod kryptonimem „Cytadela” rozpoczęła się więc 5 lipca, o godzinie 3.30 nad ranem. W zupełnie odmiennych, niż wiosną, okolicznościach. (…) Pod Prochorowką rozegrała się największa pancerna bitwa świata. Czołgi dwóch stron, dowodzone z jednej strony przez generała Rotmistrowa, z drugiej przez generała Hotha, walczyły tu prawie „wręcz”…
Dnia 10 lipca, wojska angielskie, kanadyjskie i amerykańskie wylądowały na Sycylii.
13 lipca Hitler, zdenerwowany ta wiadomością, rozkazał przerwać operację „Cytadela”. Wojska niemieckie, nie mogąc utrzymać się na zdobytych już pozycjach, zmuszone były wycofać się na stanowiska wyjściowe sprzed tygodnia.
Była to bitwa nie zdecydowana, która zdecydowała o dalszym militarnym losie kampanii. Pod Kurskiem, a nie pod Stalingradem, przełamana została wojskowa przewaga niemiecka. Przechyliła się szala i odwróciła karta.
To już po raz drugi w tej wojnie Hitler zachowuje się dziwnie, ale był jeszcze trzeci taki moment i Mackiewicz tak go opisuje:
Ale istotna katastrofa niemiecka rozpoczęła się akurat w trzecią rocznicę wojny wschodniej, 22 czerwca.
W ogromnym wybrzuszeniu niemieckiej grupy „Środka”, pod wodzą feldmarszałka Buscha – od Prypeci wzdłuż górnego Dniepru do Dźwiny – stoi 400 tysięcy żołnierzy. A naprzeciw 2 miliony 500 tysięcy żołnierzy sowieckich. Hitler, który dokonał przed kilku laty jednego z największych podbojów w historii świata ( a więc sprawiedliwie postawiony być może obok Aleksandra Macedońskiego, Napoleona i wielu innych wodzów), wie lepiej co zamierza przeciwnik: „Zamierza z podstaw galicyjskiego frontu, olbrzymim lewym sierpowym uderzyć na północny zachód, z pominięciem Warszawy, w Królewiec, do morza! I odciąć wszystko, co leży na wschód i północ.” Narysował nawet na mapie kierunek oczekiwanego uderzenia. Rysunek leży na stole, przygwożdżony pineskami. Generałowie nie śmieją oponować. Zgodnie z tym przewidywaniem pada rozkaz, aby wszystko co się da, wycofać z frontu środkowego i przerzucić na południe od Polesia, na odparcie wyobrażalnego uderzenia sowieckiego.
Dnia 22 czerwca niemieckie armie Środka miały już tylko 34 dywizje. Natomiast sowieckie zgrupowania: 1-szy Bałtycki, 1-szy, 2-gi i 3-ci Białoruski Front – 200 dywizji. 7000 samolotów przeciwko 40-tu… niemieckim.
Ale Hitler wiedział, że to tylko demonstracja siły „dla odciągnięcia uwagi wroga”. Z ogólnej liczby 34 zdolnych do boju dywizji, kazał wydzielić jeszcze 6 i zamknąć je w punktach obronnych: Witebsku, Orszy, Mohylowie, Bobrujsku. W pierwszej linii pozostało 28. Bez rezerw, bez odwodów.
Już w pierwszych dniach po uderzeniu czterech „frontów sowieckich”, niemiecka „grupa Środka” poszła w rozsypkę. Laicy chwytali się za głowę: „Gdzie nasz wywiad?!”… Wywiad był silną stroną niemiecką. O tym sowieckie dowództwo wiedziało dobrze. Agenci spośród miejscowej ludności, agenci antybolszewickich organizacji rosyjskich, ciągle jeszcze zaprzańcy ojczyzny socjalistycznej z szeregów Armii Czerwonej, przebiegający na stronę niemiecką itd. Zastosowano więc środki niebywałe: kazano armiom kopać rowy, niby dla obronnych stanowisk… Zabroniono używać radia i telefonów, nawet maszyn do pisania… Najważniejsze rozkazy miały być pisane wyłącznie odręcznie i przekazywane doręcznie przez zaufanych kurierów…Wszystko dla zaskoczenia!
W początku czerwca zestrzelony jednak zostaje na odcinku 252-giej niemieckiej dywizji piechoty, samolot sowiecki. W nim major z teczką. W teczce odręczne rozkazy, odsłaniające tajemnicę strategiczną. Nie można było dłużej żywić złudzeń.
Ale Hitler wiedział lepiej, jak każdy genialny człowiek, dopóki nim być nie przestanie.
To tyle Mackiewicz. Na końcu powieści „Nie trzeba głośno mówić”, z której pochodzą cytowane wyżej fragmenty, podaje on niektóre źródła, z których korzystał. A było tego ponad 80 pozycji. Mackiewicz, zarówno w tej powieści, jak i we wcześniejszej, „Lewa wolna” o wojnie polsko-bolszewickiej, przedstawiał fakty i nie komentował ich. Ocenę i interpretację pozostawił czytelnikom. I bardzo dobrze! Z faktami nie dyskutuje się. Chociaż, z drugiej strony, aż trudno się oprzeć i nie zacytować klasyka: „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów”.
Ja jednak pokuszę się o interpretację. „Śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi – gorzej”, to i interpretować każdy może, jeden lepiej, drugi – gorzej. Na usprawiedliwienie dla siebie powiem tylko, że wygłaszanie największych nawet głupot Amerykanie nazywają „burzą mózgów”. I bardzo dobrze. Nie trzeba się bać swoich myśli. Nawet, jeśli mylimy się, to w końcu może znaleźć się ktoś mądrzejszy, kto je skoryguje, ale bez ich wypowiedzenia tkwilibyśmy w błędzie „ad mortem defaecatam”. – Jak to ładnie i górnolotnie brzmi po łacinie, choć takie przyziemne. Nie ma to jak wspólne, antyczne korzenie! Nie to, co jakieś, nie wiadomo jakie, judeochrześcijańskie.
Piłsudski miał dwa razy otwartą drogę na Moskwę: w październiku 1919 i w październiku 1920 roku. Ponadto po odparciu bolszewików spod Warszawy w sierpniu 1920 roku, nie poszedł za ciosem. Uderzył dopiero po miesiącu, pod koniec września.
Hitler w drugiej połowie lipca stał w odległości 350 km od Moskwy i nie ruszył, pomimo że miał drogę wolną. Co gorsza, wycofał wojska spod Moskwy na Ukrainę. Wrócił pod Moskwę w październiku, gdy pogoda zaczęła się psuć i operacje wojskowe stawały się coraz trudniejsze. Pod Kurskiem, po zwycięstwie Mansteina, wstrzymał działania na 111 dni. W czerwcu 1944 roku przerzuca część , i tak nielicznych, wojsk z frontu środkowego na południowy, na Ukrainę. To do złudzenia przypomina działania Piłsudskiego, które on nazywał „grą odwodami”. I jeszcze do tego i jeden, i drugi – nie walczy z komunizmem, tylko z Rosją.
W obu przypadkach chodziło o to, by rewolucja bolszewicka i Związek Radziecki przetrwały. A komu na tym zależało? O ile w wojnie 1920 roku cel był czytelny – zniszczenie Rosji carskiej, to w wojnie niemiecko-radzieckiej, która mogłaby się zakończyć zdobyciem Moskwy pod koniec lipca czy w sierpniu 1941 roku, i która byłaby tym, co nie udało się Niemcom podczas I wojny światowej, czyli byłby to Blitzkrieg – o tyle w tej wojnie cel nie był tak jasny. Bolszewicy też udawali, że nie widzą, że Niemcy szykują się do wojny z nimi. Może więc chodziło w niej o to, by trwała ona jak najdłużej, by zginęło jak najwięcej ludzi, zniszczono jak najwięcej czołgów, samolotów, okrętów, które to, w odróżnieniu od ludzi, można by odtworzyć i sprzedać walczącym stronom. Wydaje się więc, że zarówno Piłsudski jak i Hitler nie byli idiotami, co byłoby zbyt prostackim osądem, tylko ludźmi zależnymi od środowiska finansowego ze wschodniego wybrzeża. I przez ten pryzmat, również, należy spojrzeć na politykę polskich władz sanacyjnych przed wybuchem II wojny światowej. Tak mi się wydaje.
Jak ta historia lubi się powtarzać. Pełno się pojawiło ''strategów'' co z mapami, slajdami biegają, książki wydają, aby tylko Rejwach był widoczny, no o mocarstwowości gadają. 
Mamy oczywiście dzisiaj w naszym wojsku półgłowków ( w 1939 r też prawili, że ani guzika nie oddamy), którzy w takie rzeczy wierzą, zwłaszcza, że u siebie mają problemy (chyba intelektualne), aby parę samochodów kupic i wymienic z tych 40 letnich. Ale jak już F-35, które są nam potrzebne, jak krowie telewizor LCD, zwłaszcza, że tym imbecylom nie przyjdzie do głowy, aby w samolotach F-16 usamodzielnić się z dostępem do kodów, co w różnych sytuacjach "ktoś pomanipulować" może.


O cenie już nie wspomnę, bo z matematyką i finansami, też chyba nie jest najlepiej. 
Przybyło u nas sporo wojsk amerykańskich, pewnie się chłopcy pokłócili, kto ma te głosy w najbliższych wyborach liczyć.
Ale o dostępie do broni to obywatelu, niższych podatkach, twoich prawach zapomnij, ale o przymusowych szczepieniach najlepiej z fluorem czy  metalami ciężkimi, które mają wpływ na twój mózg musisz pamiętać obowiązkowo, pod groźbą sankcji.


Nic nowego

Na jednym z filmów zamieszczonych na YouTube usłyszałem takie zdanie: “Państwa walczące w I wojnie światowej zorientowały się po niej, że są zadłużone u tego samego wierzyciela.” Ależ to przecież nic nowego. Mamy taką wspaniałą powieść, która zasługiwała na Nobla, i w której wszystko, czego obecnie doświadczamy, zostało opisanie. Bolesław Prus skończył pisać “Faraona” 2.V. 1895, godz. 3 po południu. I co tam jest napisane?
” – Ty, panie, słuchasz dzisiaj rad fenickich, a tymczasem nasi Żydzi wykryli, że Fenicja chce wywołać wojnę między Egiptem i Asyrią… Podobno nawet co najprzedniejsi kupcy i bankierzy feniccy zobowiązali się do tego strasznymi przysięgami…
– Na cóż im ta wojna?… – wtrącił książę z udaną obojętnością.
– Na co!… – zawołała Sara. – Będą wam i Asyryjczykom dostarczać broni, towarów i wiadomości, a za wszystko każą sobie dziesięć razy drożej płacić… Będą od waszych i asyryjskich żołnierzy wykupywać zrabowane przedmioty i niewolników… Czyliż tego mało?… Egipt i Asyria zrujnują się, ale Fenicja pobuduje nowe składy na bogactwa.”
I jeszcze jeden cytat.
“Nie było tu żywych obrazów, ale jakby wystawa przemysłowa.
– Raczcie spojrzeć, dostojni – mówił. – Za dziewiętnastej dynastii te rzeczy przysyłali nam cudzoziemcy: z kraju Punt mieliśmy wonności, z Syrii złoto, żelazną broń i wozy wojenne. Oto wszystko. Lecz wówczas Egipt wyrabiał… Spójrzcie na te olbrzymie dzbany: ile tu kształtów, a jakie rozmaite kolory!… Albo sprzęty: to krzesło wyłożone jest dziesięcioma tysiącami kawałków złota, perłowej masy i kolorowych drzew… Zobaczcie ówczesne szaty: jaki haft, jaka delikatność tkanin, ile kolorów… A miecze brązowe, a szpilki, branzolety, zausznice, a narzędzia rolnicze i rzemieślnicze… Wszystko to robione u nas, za dziewiętnastej dynastii.
Przeszedł do następnej grupy przedmiotów.
– A dziś – patrzcie. Dzbany są małe i prawie bez ozdób, sprzęty proste, tkaniny grube i jednostajne. Ani jeden z tegoczesnych wyrobów nie może równać się pod względem rozmiarów, trwałości czy piękności z dawnymi. Dlaczego?…
Posunął się się znowu kilka kroków i otoczony pochodniami mówił:
– Oto jest wielka liczna towarów, które nam przywożą Fenicjanie z rozmaitych okolic świata. Kilkadziesiąt pachnideł, kolorowe szkła, sprzęty, naczynia, tkaniny, wozy, ozdoby, wszystko to przychodzi do nas z Azji i jest przez nas kupowane.
Czy rozumiecie teraz, dostojnicy: za co Fenicjanie wydzierali zboże, owoce i bydło pisarzom i faraonowi?… Za te właśnie obce wyroby, które zniszczyły naszych rzemieślników jak szarańcza trawę.”
Nic się nie zmieniło. Jedyna różnica to taka, że Fenicjan zastąpili Żydzi.
Gdyby ktoś czytał “Faraona” jeszcze 20-30 lat temu, to mógłby uznać, że jest to powieść nudna. O czym on tam pisze! Egipt – XI wiek przed naszą erą! A jednak! Z tej powieści, prawie z każdej jej kartki, emanuje współczesność. Teraz, gdy przeczytałem ją ponownie, dostrzegam to, czego nie mógłbym zauważyć, gdy czytałem ją wiele lat temu. Nie zwróciłbym uwagi na fragment, w którym opisana jest postać, która, kropka w kropkę, przypomina osobę o nazwisku Jonny Daniels.
A więc, żeby nie być gołosłownym, cytuję:
“Rada kapłańska nie dlatego rozpędza dwadzieścia tysięcy wojska i otwiera bramy Egiptu bandytom, ażeby napełnić skarb faraona…
– Tylko?…
– Tylko dlatego, ażeby przypodobać się królowi Assarowi. A ponieważ jego świątobliwość nie godził się na oddanie Asyryjczykom Fenicji, więc wy chcecie osłabić państwo w inny sposób: przez rozpuszczenie najemników i wywołanie wojny na naszej zachodniej granicy…
– Biorę bogów na świadectwo, że zdumiewasz nas, wasza dostojność!… – zawołał Mentezufis.
– Cienie bogów bardziej zdumiałyby się usłyszawszy, że w tym samym Egipcie, w którym spętano królewską władzę, jakiś chaldejski oszust wpływa na losy państwa…
– Uszom nie wierzę!… – odparł Mentezufis. – Co wasza dostojność mówisz o jakimś Chaldejczyku?… Namiestnik zaśmiał się szyderczo.
– Mówię o Beroesie… Jeżeli ty, święty mężu, nie słyszałeś o nim, zapytaj czcigodnego Mefresa, a gdyby i on zapomniał, niech odwoła się do Herhora i Pentuera… Oto wielka tajemnica waszych świątyń!… Obcy przybłęda, który jak złodziej dostał się do Egiptu, narzuca członkom najwyższej rady traktat tak haniebny, że moglibyśmy podpisać go dopiero po przegraniu bitew, po utracie wszystkich pułków i obu stolic.
I pomyśleć, że zrobił to jeden człowiek, najpewniej szpieg króla Assara!…A nasi mędrcy tak dali się oczarować jego mowie, że gdy faraon nie pozwolił im wyrzec się Fenicji, to oni przynajmniej rozpuszczają pułki i wywołują wojnę na granicy zachodniej…”
Tak! Nihil novi sub sole – Nic nowego pod słońcem. To stara rzymska maksyma. Rzymianie czerpali z mądrości Egiptu. Ale nie tylko oni. Teodor Jeske-Choiński w swojej książce “Historia Żydów w Polsce” pisze: “Julian Ochorowicz twierdzi, że w etyce egipskiej, w ‘Księdze Umarłych’, znajdują się najwyraźniej sformułowane przykazania, ‘których część później ogłosił Mojżesz Żydom, zastosowawszy je do warunków uciekającego z Egiptu ludu i do potrzeb z jego charakteru wynikających.’
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Mojżesz czerpał ze źródeł wiedzy egipskiej. Był przecież mężem Egipcjanki, Sefory, córki kapłana, i jako zięć i uczeń egipskiego mędrca, miał dostęp do tajemnic jego wiedzy.”

sobota, 12 października 2019

Ekonomia dla amatora. Jak płynie pieniądz.

Nieważne kto rządzi państwem, WAŻNE KTO EMITUJE PIENIĄDZ”. J.R.

 [  …  ]

Kochany Wnuczku!

O tym, że światem rządzą banki, dla osób zorientowanych było rzeczą wiadomą od dawien dawna. Cezara nie zamordowano dlatego, że komuś nie podobała się jego twarz, ale dlatego, że samodzielnie zaczął bić monetę. Jego zwycięstwa zapewniały mu 50% łupów. A to z kolei pozwalało na przetapianie tych łupów na brzęczące monety, niezbędne do opłacenia wojska. Bez pośrednictwa banksterów.

Z podobnego powodu 2000 lat później zamordowano JF Kennedyego, prezydenta USA, ponieważ odważył się tworzyć rządowe, czyli własne dolary, a nie te drukowane przez FED, czyli prywatny bank. W historii Ameryki jeszcze kilku prezydentów zapłaciło życiem za próby wydawania własnych pieniędzy.
Od czasów historii pisanej, czyli około 5000 lat, samodzielność władcy i państwa polegała na prawie bicia pieniądza.

Dawnej było to łatwe, ponieważ pieniądz był złoty, lub srebrny, a ilości tego metalu zawsze były ograniczone i stosunkowo łatwe do kontroli. Z 800 książąt niemieckich, samodzielność miało tylko kilkunastu, posiadających prawo bicia własnej monety. Z polskich władców także nie wszyscy posiadali takowe prawo.

W dodatku większość spośród nich nie posiadała elementarnej wiedzy w tym zakresie i wydzierżawiała mennice obcym przybyszom, którzy łupili skarb państwa, trzymając go zawsze w zadłużeniu. Pozwalało to na dowolne manipulowanie takim władcą. Dobrym przykładem są tutaj ostatni Jagiellonowie. I proszę zauważyć, że historia pieniądza jest tematem dziwnie pomijanym przez „polskich historyków”.

Do XIX wieku poszczególne kraje miały własne banki, czasami nawet po kilka. Ale w drugiej połowie XIX wieku banki te zaczęły się konsolidować i w poszczególnych krajach powstawały tzw. Banki Centralne, rzekomo zajmujące się stabilizacją pieniądza. Nie mogła taka konsolidacja być przypadkiem. Czyli w każdym kraju powstawała grupka ludzi, mająca nieograniczony wpływ na gospodarkę danego kraju. Oczywiście, taka grupa ludzi była starannie selekcjonowana. Problem polega na tym, że nie byli to ludzie wybierani w wyborach powszechnych, tylko typowani przez bliżej nieznane gremia.

Sam musisz się domyśleć, jakie to gremia miały największy wpływ na te wybory

.

Dalszym etapem konsolidacji były konsorcja bankowe. Taki na przykład minister policji jawnej i tajnej w Cesarstwie Pruskim, Max Warburg, miał swojego brata w USA, jako szefa banku centralnego FED-u. Oczywiście braterska miłość nie miała żadnego znaczenia przy planowaniu rozmaitych akcji. Oni przecież mieszkali gdzie indziej, a w dodatku ich kraje toczyły wojny. Ale tak się dziwnie złożyło, oczywiście całkiem przypadkowo, że to właśnie jeden z braci na Cara Rosji nasłał Lenina-Goldmana z 500 zbirami, a drugi, w tym samym czasie oczywiście, Trockiego –Bronsteina z 10 000 najemników, łącznie z murzynami. Efekt jest znany.

A kto na tych wojnach zarabiał?

Poniżej opowiem o jednym takim tajemniczym banku, który praktycznie ma możliwości rządzenia światem.

Oczywiście skład ludzi wchodzących w ścisłe grono tego tworu jest dokładnie analizowany i właściwie wybierany. Żadnych takich głupot w rodzaju głosowania demokratycznego.

A swoją drogą, jak to ogłupia się ludzików. Demokracja, to w starożytnej Grecji „przepis prawny”, pozwalający na wybory bezpośrednie, czyli coś w rodzaju dzisiejszego referendum. U Słowian takie prawo bezpośrednich wyborów istniało do XIV wieku w Nowogrodzie Wielkim. Podobne było w Polsce podczas wyborów nowego króla, gdzie w elekcji mógł brać udział każdy szlachcic. Zdarzało się więc, że na polu elekcyjnym stawało 70 000 wyborców.

Natomiast wybory poprzez swoich przedstawicieli, czyli posłów nazywano oligarchią. Innymi słowy, systemy wprowadzone w Europie po II Wojnie Światowej to typowy system oligarchiczny, nie mający nic wspólnego z demokracją. W XX wieku, po 1945 roku, pojęcie oligarchia zamieniono z pojęciem demokracja i ileś tam milionów obywateli połknęło taką zamianę bez mrugnięcia oka.

Tym Bankiem przez duże B, jednym z najważniejszych na świecie, jest Bank Rozrachunków Międzynarodowych, czyli BIS, utworzony w Bazylei w kwietniu 1930 roku przez Niemcy.

Za „twórcę” BIS uważa się Pera Jacobssena, szwedzkiego ekonomistę i doradcę BIS od 1931 roku do 1956 roku. W 1956 roku Jacobssen przeszedł do MFW.

W latach 30. BIS był zdominowany przez Normana i Schachta. W czasie II Wojny Światowej BIS był de facto Bankiem Rzeszy, przejmując zdobyte złoto i waluty, a potem przelewając je do wybranych krajów. Nie należy zapominać, że były pracownik Rothschilda, Natan Dulles, późniejszy szef CIA, był kilkakrotnie w latach 1942-44 w Szwajcarii na spotkaniach „towarzyskich”.

W 1945 roku pięciu dyrektorów BIS oskarżono o zbrodnie wojenne, ale nic się dalej nie stało. Można spokojnie powiedzieć, że Niemcy przegrały działania wojenne, ale wygrały pokój gospodarczy, właśnie dzięki BIS. Początkowo siedziba Banku mieściła się w skromnym budynku w Bazylei.

Przez pierwsze 47 lat BIS miał swoje biura w hotelu, w pobliżu głównego dworca kolejowego w Bazylei. Wejście do banku było zamaskowane przez sklep z czekoladą. Dyrekcja twierdziła, że ten kto miał wiedzieć, trafiał do banku bez problemu, a  pozostałym osobom ta wiedza nie była potrzebna.

Poniżej podam trochę ciekawostek na temat tego banku, na podstawie artykułu, który ukazał się 13 kwietnia 2015 r. w The libe… Wypada to wiedzieć każdemu wykształconemu człowiekowi i znać zasady działania największego na całym świecie Państwa – Banku.

Bank Rozrachunków Międzynarodowych jest jakby czapką nad wszystkimi bankami centralnymi na świecie. Raz na dwa miesiące spotykają się w Bazylei prezesi lokalnych banków centralnych. Tworzą oni Konsultacyjny Komitet Ekonomiczny ECC  – BIS. Od 2013 roku członkami ECC są m.in. Ben Bernanke, prezes Rezerwy Federalnej USA, Sir Mervyn King, prezes Banku Anglii, Mario Draghi – reprezentujący Europejski Bank Centralny, Zhou Xiaochuan z Banku Chin, oraz prezesi banków centralnych Niemiec, Francji, Włoch, Szwecji, Kanady, Indii, Brazylii. Dyrektorem Generalnym BIS jest Jaim Caruana, były prezes banku Hiszpanii. Bank prowadzi działalność  w 3 komisjach: globalnego systemu finansowego, systemów płatności i komisji rynków międzynarodowych – IMK.

Komisje przygotowują „propozycje” dla polityków światowej gospodarki i programy działania.

Spotkania zaczynają się w poniedziałek o 930. Uczestniczą w nich przedstawiciele 30 banków centralnych, na przykład Indonezji, PRA, Hiszpanii, Turcji. Prezesi 15 mniejszych krajów, takich jak Węgry, Izrael, Nowa Zelandia, mogą siedzieć w drugim rzędzie w charakterze obserwatorów, bez możliwości zadawania pytań. W trzecim rzędzie znajdują się prezesi mniejszych krajów, takich jak Macedonia, czy Słowacja, nie mogą oni uczestniczyć w spotkaniach rannych.

Budynek banku został specjalnie zaprojektowany. Znajduje się przy granicy Francji i Niemiec. Do tego nowego budynku BIS przeniósł się w 1977 roku. Mieści się on obecnie przy Centralbanhnplatz 2.

Uczestników spotkań przewozi z lotniska w Zurychu do Bazylei specjalna flota limuzyn. BIS posiada wszelkie uprawnienia samodzielnego państwa. Jego korespondencja jest zamykana w workach niepodlegających kontroli celnej, ani żadnej innej. Budynek, jak i osoby tam pracujące, objęte są taką samą ochroną jak ambasady, czy dyplomaci największych państw. Dokumenty zarówno urzędników, jak i osób zapraszanych na spotkania, są nietykalne, a torby nie mogą być przeszukiwane.  Siedziba jest eksterytorialna i nie podlega prawu szwajcarskiemu. Zarówno BIS, jak i jego pracownicy, są zwolnieni z płacenia podatków szwajcarskich, jak i jakichkolwiek dochodowych od wynagrodzenia, czyli brutto równa się netto. W 2011 roku kierownictwo główne otrzymywało wynagrodzenie rzędu ponad 760 000 franków szwajcarskich, a kierownicy działów rzędu 587 000 franków. Oczywiście do tego dochodzą premie, nagrody etc.

Mało tego, wszyscy pracownicy Banku mają immunitet według prawa szwajcarskiego, związany z zakresem ich pracy. Czyli  praktycznie są bezkarni i nie mogą być za nic karani. Obecnie bank zatrudnia ponad 600 pracowników.

Aktywa BIS nie podlegają roszczeniom cywilnym na mocy prawa szwajcarskiego i nigdy nie mogą być zajęte. BIS ściśle strzeże tajemnicy bankowej i żadne dokumenty, listy obecności ze spotkań, nie mogą być wydawane. Nawet wykonywanie notatek nie jest mile widziane.

Pomimo obracania miliardami, nie ma żadnych umów papierowych i żadnych podpisów. Słowa uczestników były wystarczającym zabezpieczeniem i w dotychczasowej historii nigdy nie było rozczarowania.

Co ciekawsze, koszty delegacji tych pracowników lokalnych banków centralnych, są pokrywane z pieniędzy lokalnego podatnika, podobnie jak pensje, emerytury. Teoretycznie wszystkie banki centralne mają zagwarantowaną konstytucyjnie ochronę i mogą swobodnie kontrolować politykę pieniężną w danym kraju. Podobno obecnie tylko 4-6 banków  na świecie nie jest jeszcze pod kontrolą BIS.

Innymi słowy, cały ten cyrk z wyborami nie ma żadnego znaczenia dla gospodarek poszczególnych krajów, ponieważ gospodarka „finansowa  kraju” ma centralę w Bazylei, a nie w Warszawie, Moskwie, itd.

 

Dlatego jeżeli jesteś poważnym człowiekiem, musisz się zastanowić, czy warto brać udział w cyrku. W cyrku, gdzie to Ty jesteś clownem i to z Ciebie się śmieją.

Zdziwienie musi budzić również fakt tak gorącego namawiania do brania udziału w wyborach przez Episkopat Kościoła Katolickiego. Przecież na tym poziomie wykształcenia powinno być wiadomym, co jest prawdą.

BIS – jego specjalny Komitet d/s trendów rynkowych – IMK, co dwa miesiące ustala ceny złota, po przejęciu roli London Gold Pool. Obecnie w „tym temacie” jest zaangażowanych tylko 21 banków na świecie.

BIS kontroluje 4/5 światowej produkcji, czyli światowego PKB

BIS jest najważniejszym bankiem na świecie, wyprzedza MFW, czy Bank Światowy. Jego głównym celem jest prowadzenie „zrównoważonej gospodarki światowej”- czyli promowanie współpracy banków centralnych oraz zapewnianie dodatkowych udogodnień dla międzynarodowych operacji finansowych.

A przypominam, że prezesi i zarządy lokalnych, czyli krajowych banków centralnych, nie są wybierani w głosowaniu powszechnym. I nie mogą być odwoływani przez referendum. BIS posiada biuro regionalne w Hongkongu. BIS kupuje i sprzedaje złoto i dewizy dla swoich klientów, czyli innych banków centralnych.

Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego oparty na BIS, reguluje wymogi kapitałowe banków komercyjnych i ich płynności. Wymóg rezerwy to 8% kapitału, czyli jeżeli bank udzielił kredytów na przykład na 200 milionów, to musi w sejfie trzymać 16 milionów. Jak możemy sami stwierdzić, bez względu na sytuacje polityczne, BIS cały czas niezmiennie działa i żadne kryzysy mu nie grożą. Dlatego lokalne banki wprowadzają ograniczenia wypłat na przykład do 5000 euro, czy nawet mniej.

BIS jest trzecią na świecie instytucją pod względem posiadanego złota. Zgromadził około 119 ton. To jest więcej, aniżeli Katar, Brazylia, czy Kanada.   Przynależność do BIS jest przywilejem i byle kogo tam nie wpuszczają. Rosja, Chiny, Arabia Saudyjska weszły do BIS dopiero w 1996 roku, a taki Pakistan, 169 milionów ludzi, do dnia dzisiejszego nie został dopuszczony. Nawet Kazachstan, od 20 lat motor napędowy gospodarki w Azji Centralnej, nie został zaproszony. Podobnie Nigeria, pomimo posiadania drugiej co do wielkości gospodarki w Afryce, nie ma przywileju zasiadania w BIS, nawet w trzecim szeregu.

Sam  musisz pomyśleć, dlaczego.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Gajusz_Juliusz_Cezar

http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Fitzgerald_Kennedy

http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Fitzgerald_Kennedy

http://translate.google.pl/translate?hl=pl&sl=en&u=http://en.wikipedia.org/wiki/Warburg_family&prev=search

http://pl.wikipedia.org/wiki/Paul_Warburg

https://www.bis.org

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bank_Rozrachunków_Międzynarodowych

http://www.federalreserve.gov/

http://pl.wikipedia.org/wiki/System_Rezerwy_Federalnej

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ben_Bernanke

http://www.polishclub.org/2014/11/13/dr-jerzy-jaskowski-zycie-korporacje-bankowe/

http://www.polishclub.org/2015/01/07/dr-jerzy-jaskowski-dyktaty-centralnych-bankow/

http://www.polishclub.org/2015/01/03/dr-jerzy-jaskowski-nauczanie-powszechne-wojny-bankierow/

https://forumemjot.wordpress.com/2014/02/19/polska-historia-czy-na-pewno-polska-tempo-rozpadu-przyspiesza-dr-jerzy-jaskowski/

http://educodomi.blog.pl/2015/01/14/ministerstwo-oswiaty-ministerstwo-kultury-ministerstwo-propagandy/

http://educodomi.blog.pl/2014/12/27/swieta-bozego-narodzenia-wojny-banksterow/

http://educodomi.blog.pl/2014/11/12/nasze-zycie-a-korporacje-bankowe/

http://educodomi.blog.pl/2014/10/21/materialne-konsorcjum-rothschilda/

http://polscott24.com/zmusic-ludnosc-do-okreslonego-zachowania/

http://polscott24.com/teoretycznie-instytucja-panstwa-powstala/

http://polscott24.com/banksterzy/

http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/bankierzy_nadal_gina,p1410481658

http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=10108

P.S.1. Niestety większość młodych ludzi nie rozumie, że nadmiar informacji także jest dezinformacją. W Polsce np. szeroko dyskutuje się o gender, o pedofilach, a nikt nie pyta co się stało z polskim złotem tym po 1939 roku? Ile tego wywieziono, ile i na co poszło? Albo jeszcze bardziej tajemnicza sprawa złota FON było tego ponad 5 ton. Ile i kiedy wróciło do Kraju? Kto je przywiózł? Co się z tymi ludźmi stało? Jaki to ma związek z procesem komisji Tatara i Utnika?

PS.2. Umieszczenie jakiejkolwiek informacji w internecie nie ma znaczenia żadnego. Przypadkowe trafienie jest nieprawdopodobne w związku z całkowitą ilością danych. Najlepszy przykład: pomimo, że trzęsienie ziemi w tzw. katastrofie Fukishimskiej nie przekraczało 5 stopni a wysokość fali była mniejsza od 5-6 metrów, prasa głównego nurtu dezinformacji i użyteczni naukowcy nadal plota bajki o trzęsieniu ziemi 9.9 R i fali wysokości nawet 15 metrów. Świadczą o tym wpisy rozmaitej maści Trolli. To jest siła internetu.

Tylko kto rozpowszechnia te właściwe adresy i je nagłaśnia?

kontakt: jerzy.jaśkowski@o2.pl

Gdańsk 28.4.15