wtorek, 13 sierpnia 2019

Masa upadłości III RP (Józef Białek, dr Jan Przybył)


Nic nie zostało rozliczone po 1989 r. , nie rozliczono żadnej afery. Sprzedajne bydło rządzi naszym krajem. Za to sprowadzamy następnych okupantów. Z naszej historii nie wyciągamy żadnych wniosków.






poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Kilka głupich pytań i odpowiedzi o ekonomii, gospodarce i giełdzie ułatwiających zrozumienie historii

Działa zebrane – gospodarka, giełda, rynek 

 

Poniższy tekst jest kompilacją wybranych komentarzy z IT21, z różnych okresów i różnego autorstwa. Głównym bohaterem większości wpisów jest @gruby, jednak dla równowagi zdarzają się (czasem) też inni komentujący. W planach są kolejne części traktujące bardzo ogólnie o tematach takich jak (geo)polityka i afery, antropologia/socjologia, być może motoryzacja.

reset napisał: “To wspaniałe, że IT21 pozwala nam pisać na tematy polityczne, ale o wiarygodności komentatorów powinny świadczyć też ich wpisy o bieżącej sytuacji na rynkach.”
Pojęcie “rynek” jest w obecnej sytuacji mylące. Rynek oznacza, że cena jest ustalana w formie negocjacji pomiędzy kupującym a sprzedającym. Od pewnego już czasu banki centralne na całym świecie skupują aktywa za świeżo wydrukowane papierki, co jest procesem porównywalnym do uwłaszczania nomenklatury z początku lat 90 ubiegłego wieku w Polsce. Ponieważ banki centralne mają monopol na tworzenie waluty z niczego to skala ich zakupów nie jest niczym ograniczona. Banki centralne kupują tyle, ile chcą po cenach jakie uznają za stosowne.
To nie jest rynek, to jest wywłaszczenie.
Banki centralne zniszczyły rynek a my im na to pozwoliliśmy. Jeśli właścicielem gospodarek na całej planecie stopniowo i po cichu staje się pięć współpracujących ze sobą instytucji to nie jest to już wolny rynek, lecz oligopol. Kursy walut są manipulowane, kursy metali są manipulowane, wartość nieruchomości jest ręcznie sterowana, kursy surowców są ustalane w gabinetach a nie na giełdzie. Każda fuzja pomiędzy firmami musi zostać zatwierdzona przez kartel bankowy, bo bez kredytowania fuzji nie przeprowadzisz.
Obudź się, rynek dawno już umarł. Pozostały jeszcze fasady i instytucje ale rynku już nie ma.
Ergo sytuacja na rynkach jest taka, jakiej chcą ich sternicy. To co niby mamy komentować ?

3r3 napisał: “@gruby W przypadku kiedy bank centralny kupuje papier wartościowy P/V wynosi z definicji 0.”
“To możliwe tylko jeśli P wynosi 0.”
W przypadku banków centralnych element “price” z P/V wynosi z definicji zero. Już tłumaczę: masz stówę, obracasz nią 10 razy, za każdym razem wyciągasz 10% z inwestycji. Zarobiłeś stówę, którą możesz przeznaczyć na zakup akcji. Ale: najpierw musiałeś 10 razy tą stówą obrócić, za każdym razem ryzykując. No i oczywiście najpierw pierwotną stówę będącą bazą do twojego biznesu też musiałeś zarobić/wyłudzić/ukraść/pożyczyć/oszczędzić.
To wszystko są istotne koszty, ta zarobiona stówa którą inwestujesz w akcje obdarzona jest sporą porcją twoich nerwów, potu i ryzyka. To jest Twój realny koszt. Dlatego “price” w P/V ma dla Ciebie znaczenie: najpierw musisz bowiem zarobić, żeby efekty twojej pracy móc wymienić na akcje. Im droższe akcje tym więcej musisz najpierw się nakombinować żeby sobie na nie móc pozwolić.
W przypadku banku centralnego jego właściciel siada sobie przed kompem i dopisuje sobie sam do stanu własnego konta stówę. Tak po prostu. Po czym kupuje za nią akcje. Jego ryzyko wynosi zero, jego wkład w zarobienie tej stówy wynosi zero. On kupił za stówę akcje, które go NIC A NIC nie kosztowały. Realna cena wynosi dla niego zero, bo on tej stówy w przeciwieństwie do ciebie nie zarobił, on ją sobie wziął i z powietrza wydrukował.
W przeciwieństwie do Ciebie właściciel banku centralnego nie płaci podatku dochodowego. No i nie musi obawiać się inwazji z urzędu kontroli skarbowej, bo on jej nie podlega. On stoi ponad prawem, drukując ile chce, kiedy chce i zamieniając te papierki na akcje firm, które mu się podobają. On kupuje coś za nic, wciskając nam dodatkowo propagandowy kit o zbawiennym działaniu QE na t.z.w. rynki.
Waluta dla Ciebie jest magazynem wartości, dla właścicieli banków centralnych waluta jest bezwartościowym narzędziem którego zawsze stworzyć można tyle, ile się aktualnie na giełdzie zużywa. Dlatego banki centralne na wartość licznika w parametrze P/V w ogóle nie patrzą.
Najlepsze na koniec: to jest legalne. Audyt FED z roku 2011 ujawnił, że FED stworzył w ten sposób 16 bln dolarów “tajnych kredytów”, które po pierwsze nie figurują w oficjalnych bilansach tej firmy a po drugie nie wiadomo na jakich warunkach były przyznawane. I nikt za to do tej pory nie beknął.

gruby 2016-12-13 20:47
janwar napisał: “Mam pytanie: czy wartosc zlota i srebra moze byc skradziona?”
Tak.
Cena metali szlachetnych ustalana jest ciągle jeszcze za pomocą wyceny ich papierowych certyfikatów. Papierowe certyfikaty zaś tworzone są w bankach bulionowych za pomocą mechanizmu rezerwy cząstkowej.
Na przykład w ciągu jednego dnia po wyborze Trumpa na rynek rzucono 8 kiloton złota. Oczywiście nikt nie ma tyle metalu w skarbcu, żeby się go pozbyć: po prostu “ex nihilo” stworzono papierowe certyfikaty opiewające na 8 tysięcy ton nieistniejącego w rzeczywistości złota po czym zalano nimi rynek. Efektem tego cena złota utrzymała się w mniej lub bardziej stabilnym przedziale.
W niektórych jurysdykcjach system rezerwy cząstkowej został ustawiony na zero procent. Oznacza to, że emitent papieru wartościowego nie musi posiadać absolutnie żadnego zabezpieczenia w skarbcu. Co z kolei pozwala mu drukować certyfikaty na nieistniejące złoto i srebro bez absolutnie żadnych ograniczeń ilościowych.
Dlatego też system w dowolnej chwili może sprowadzić oficjalną cenę złota i srebra do zera. Oczywistym jest również, że tego nie zrobi bo wtedy cena złota papierowego i żółtego dramatycznie rozjechałyby się, klienci zaczęliby szturmować banki i żądać wydania metalu w zamian za certyfikaty i zaczęłaby się prawdziwa rozpierducha, ponieważ tych certyfikatów sprzedano setki razy więcej niż istniejącego w rzeczywistości metalu.
Jeśli podróżujesz samolotem to znane Ci jest zjawisko overbookingu. No więc na rynku złota i srebra sprzedano kilkaset razy więcej biletów na samolot niż jest w nim miejsc. Dopóki klienci nie chcą do tego samolotu wsiąść wszystko jest w porządku. System załamie się dopiero w momencie runu na banki, kiedy klienci powiedzą “sprawdzam” i zażądają wymiany certyfikatów na metal.

gruby 2017-01-12 19:47
zieloniutki napisał: “jak w czasach rezerwy cząstkowej określić ilość waluty w obiegu (bazę monetarną)?”
Nie da się. A jest jeszcze lepiej: dług na kartach kredytowych też przecież jest wytworzoną walutą.
pecet napisał: “Nie zmienia to faktu,że od kilku lat w obiegu ( co prawda bankowym) są biliony $,które nie przekładają się na inflację więc nie podpisze się pod Twoim twierdzeniem.”
Obieg bankowy w swej istocie to przykład barteru, przy czym oni tam się wymieniają obiecankami ich wycenę biorąc z sufitu. Te firmy wymieniają się nawzajem papierem produkując dopiero inflację, która kiedyś w realną gospodarkę uderzy. To co się dzieje w bankach można porównać do sytuacji w której jeden chłop kupił od drugiego chłopa psa za milion złotych płacąc mu dwoma kotami po pół miliona każdy. W następnym miesiącu pies zostanie sprzedany za dwa miliony a w rozliczeniu użyte zostaną dwa koty po milion sztuka. Dojdzie zatem do podwojenia wolumenu transakcji, zarządy banków wypłacą sobie premie (wzrost sprzedaży o 100% !) i na podstawie tych “twardych” choć miauczących “assets” w księgach wyprodukują następnych dwadzieścia milionów nowego kredytu. Ten kredyt przekażą nieoficjalnie kontrolowanym przez siebie funduszom inwestycyjnym (“shadow banking” się kłania) a te z kolei na przykład wykupią od Morawieckiego obligacje. Rząd będzie się cieszył że ma na 500+, banksterka opakuje te obligacje w ABSy, oklei je złotkiem wraz z papierami od Orbana i ponownie puści w obieg. W następnej iteracji kot będzie warty cztery miliony, pies osiem a Morawiecki wydrukuje i sprzeda obligacji na dwieście milionów.
I tak będą sobie obracać trzema zwierzakami i dopisywać sobie zera aż do momentu w którym ktoś postanowi dokonać realnej wyceny kota z sejfu. Sprawa się rypnie i zarząd banku zażąda ratowania go z pieniędzy podatników z paragrafów “system relevant” i “too big to fail”.
Oczywiście Morawiecki uratuje kolegów, no bo przecież ręka rękę myje a winda windzie liny nie przegryzie.

gruby 2017-02-14 09:41
lenon podał ciekawe dane:
“Baza monetarna w Polsce w okresie grudzień 2012, a grudzień 2016 wzrosła o 65%.
Pieniądz M1 w Polsce w okresie grudzień 2012, a grudzień 2016 wzrósł o 68%.
Pieniądz M3 w Polsce w okresie grudzień 2012, a grudzień 2016 wzrósł o 37%.”
Wniosek wyciągam z tych liczb taki, że w Polsce zmniejsza się rola bezgotówkowego obiegu pieniężnego oraz rola sektora bankowego jako takiego. Ilość naprodukowanych przez sektor bankowy wynalazków ujętych w M3 rośnie dwukrotnie wolniej niż ilość gotówki w obiegu. Naród zachowuje się zatem dokładnie tak jak powinien zachowywać się po wprowadzeniu zamordyzmu: schodzi z majątkiem władzy z oczu powtarzając manewr wykonany przez Greków zanim wprowadzono tam reglamentację gotówki. W miesiącach przed wprowadzeniem ograniczeń w korzystaniu z bankomatów Grecy potrafili wyciągać z systemu bankowego po 5 mld € miesięcznie doprowadzając go tym na skraj zapaści.
W tym świetle nazywanie Polaków ekonomicznymi analfabetami jest nieuprawnione: naród najwyraźniej bunkruje po piwnicach gotówkę nie wydając jej (dlatego nie widać na razie jeszcze inflacji).
Aha, jeszcze jedno na koniec: proszę nie nazywaj złotówki pieniądzem. Siejesz w ten sposób zamęt w głowach i wspierasz banksterkę która pragnie żebyśmy wierzyli że ciągle jeszcze obracamy pieniędzmi.

gruby 2017-05-01 13:28
głupi napisał: “bankowość hawala – stary jak świat wynalazek, i występuje w nim coś czego brak i nigdy nie będzie w tradycyjnej bankowości: zaufanie do systemu. bo tam na gębę sie grosz roznosi.”
Spłycasz temat. Kiedy jeszcze korzystanie z usług systemu bankowego nie było przymusowe (tak, tak, takie czasy istniały naprawdę) system ten miał konkurencję w postaci transakcji gotówkowych i wraz z rosnącym zaufaniem partnerów pojawiającym się samoistnie zwyczajem handlowania “na gębę” z płatnością odroczoną. Ja Tobie dawałem dwie kury a Ty mi dawałeś małą brązową monetę. Kiedy rzecz dotyczyła grubych zakupów typu koń potrafiący łamać liche pługi albo moja córka dla Twojego syna w transakcji obu nam towarzyszyli krewni ubezpieczający tą transakcję kłonicami. Jak myślisz, skąd w ogóle wziął się obyczaj weseliska ? Toż to nic innego jak huczne oblewanie perspektywicznej i strategicznej transakcji biznesowej łączącej przyszłość dwóch firm, to znaczy familii. To taki prototyp fuzji, dlatego często podczas weseliska często znikały we wsi sztachety: rody poznawały swoją siłę w praktyce, w ramach spontanicznie organizowanych manewrów. Na takich wspomnieniach i wspólnych przeżyciach można było budować zaufanie, bo charakter człowieka poznajesz dopiero w trakcie walki z nim.
Wróćmy jednak do systemu bankowego: pierwszym praktycznie działającym uniwersalnym systemem bankowości opierającej się na cudzie przekazu pieniężnego był system oferowany przez templariuszy. W Londynie wpłacało się sakiewkę do systemu a w mieście Al-Kuc błędnie również Jerozolimą zwanym można ją było z systemu wypłacić. Pomniejszoną o prowizję, rozumie się. Oczywiście można było wieźć złoto samemu przez pół świata, ale już wtedy efekt konsolidacji powodował, że koszty transportu i ochrony rozłożone na trzystu klientów były mniejsze od kosztu samodzielnego organizowania transportu marności. Tak jak i dzisiaj: taniej jest wynająć miejsce na jeden kontener u spedytora niż wysyłać zawartość kontenera w rejs na samodzielnie zbudowanej szalupie. A ten cały mandat ochrony miejsc świętych w przypadku templariuszy to był taki pic na wodę, chodziło o koncesję na utrzymywanie własnej piechoty, kawalerii i marynarki wojennej, czyli przywilej korony a nie pożal się boże jakichś tam zakonników-bankierów.
Potem ten sam manewr powtórzyło pięciu braci: u jednego Rotszylda we Frankfurcie kupujący wpłacał sakiewkę do systemu transakcyjnego a w Londynie sprzedający ją z systemu odbierał. I znowu: taniej było korzystać z usług żyda niż samemu wozić monety przez kanał La Manche.
Niestety, dzisiaj jakość usług bankowych systematycznie spada a dzieje się to z powodu zakazu prowadzenia działalności konkurencyjnej: nielegalne stało się chociażby gotówkowe rozliczanie transakcji biznesowych. Jak każdy monopol tak i monopol systemu bankowego doprowadzi go w końcu do upadku. Zaufanie do systemu zniknęło, bo zniknęła jakość. Pozostał już tylko czysty fizyczny przymus wymuszany kijem ustawy a egzekwowany aktami prokuratora, togą sędziego i pałą policjanta.
“Nie jest możliwe aby ten system bankowosći wykońćzyć bo on oficjalnie nie istnieje. to taka partyzantka bankowa. Wall Steet nie może i nie da rady bo to walka z cieniem. Good Luck.”
Dlatego walczy się o wprowadzenie nakazu stosowania usług oferowanych przez oficjalny monopol systemu bankowego dla absolutnie wszystkich transakcji. Toż to kapitalizm w czystej postaci, czyli walka z konkurencją aż do jej unicestwienia. Kiedyś marzono o jednym narodzie, jednej rzeszy i jednym wodzu, dziś następcy marzą o jednym systemie transakcyjnym.
Niby coraz mądrzejsi jesteśmy, a cały czas toczymy różne wojny o to samo: władzę, kontrolę i pozycję na drabinie społecznej zapewniającej przywilej bycia utrzymywanym przez odtwarzające się pokolenia niewolników. A jak się nam niewolnicy przestają reprodukować to ściągamy sobie nowych. Tylko że teraz to już nawet nie chce się nam im transportu organizować i każemy im samodzielnie zaciągać kredyt na pokrycie jego kosztów.
Czegoś, co “uchodźtwem wojennym” nazywamy i co oczywiście dawno zdelegalizowaliśmy, żeby podnieść koszty usługi przewozu. Większa cena to większy kredyt a więc większa zależność. A jak podaż niewolników nam siada to dostarczamy nową partię wyrzutni p/panc do Syrii. Dzięki temu Rosjanie dostają zamówienia na nowe serie T-55 i BTR-ów czyszcząc swoje magazyny i odwdzięczając się nam tanią ropą. I się kręci interesik.
Co do przyszłości systemu bankowego: najlepsze, co możemy dla niego zrobić to zalegalizować jego konkurencję. Pozwolić działać bankom opartym o rezerwę całkowitą, znieść limity transakcji gotówkowych oraz oczywiście pozwolić regularnie upadać bankom które mają manko w kasie. Bo tak w końcu działa konkurencja i selekcja naturalna: lepiej zarządzane firmy trwają a źle zarządzane upadają.
Tylko czy właściciele systemu bankowego się na to zgodzą ? To tak, jakbyśmy spróbowali przekonać tygrysa żeby przeszedł na wegetarianizm.

gruby 2017-11-11 18:10
cezary692 napisał: “Gruby a Ty gdzie trzymasz oszczędności?”
Poza systemem. A zresztą jakie oszczędności ? Ja nic nie mam poza tłuszczem. Od tłuszczu jeszcze podatku nie wymyślili a jest to najlepsza znana przez naturę metoda odkładania kapitału to znaczy energii w jej biologicznej wersji. Wysoko wydajna, wysoko skoncentrowana tylko trochę miejsca dookoła kręgosłupa zajmuje. Ale za to jest ciągle pod ręką.
Na zamknięte i splądrowane supermarkety będzie jak znalazł: w kryzysie grubi chudną a chudzi umierają.
“Jeżeli zrobią jak piszesz to nie tylko zamieszki mają na skalę światową ale coś więcej. Co na księżyc zwieją?”
A muszą? Podaj dane osobowe właścicieli systemu. Z nazwiskami i adresami, żebyśmy wiedzieli kogo na latarniach wieszać.
Grupka Szwajcarów przez cztery lata próbowała odpowiedzieć na pytanie kto jest właścicielem systemu i doszli tylko do około 700 podmiotów kontrolujących tą planetę. Trader21 wynikom tych badań poświęcił cały artykuł. Szwajcarom nie udało się odpowiedzieć na pytanie kto kontroluje te 700 podmiotów. W końcu po coś te raje podatkowe, fundacje i trusty wymyślono. Nie zdziwiło Cię, że nikt jeszcze nie nadepnął Delaware na odcisk z paragrafu “pomoc w ukrywaniu majątku przed urzędami skarbowymi” ? Nie zdziwiło Cię że Delaware jest stanem z najwyższym dochodem na mieszkańca w USA mimo tego że oni tam oficjalnie nic poza kutrami rybackimi nie mają ? Nie zdziwiło Cię że USA nie przystąpiło do sieci globalnej wymiany danych o podatnikach ? Albo że nie wciągnięto USA za ten opór na czarną listę krajów wspierających ucieczkę przed podatkami ?
Kto jest właścicielem FED ? Albo EBC ? Kto założył Forex ? Kto decyduje o dostępie do stołu w Forexie ? Kto decydował o tym które greckie firmy zostaną sprywatyzowane ? Kto decyduje o podmiotach, które zostaną uratowane w ramach czyszczenia ich sejfów z toksycznych papierów w ramach QE ? Kto decyduje które konkretnie papiery dostąpią zaszczytu zostania wykupionymi a które firmy niech zdychają z braku dostępu do linii kredytowych ? Kto stał za skoncentrowaną i jednoczesną próbą przepchnięcia ACTA ? Kto naciska na podpisanie CETA czy TTIP, kto opłaca kreatywnych a jednocześnie nie dopuszcza do ujawnienia treści tej umowy zanim nie wejdzie ona w życie ?
Kto przytulił 27 ton ukraińskiego złota i w zamian za co ?
Dlaczego umowy pomiędzy BIS i NBP pozostają tajne ?
Kto wymyślił BRRD i przepchnął ją kolanem przez parlament UE ?
(wskazówka: lobbiści też muszą coś od czasu do czasu do garnka włożyć i kości na zupę bynajmniej nie kupują w Biedronce).
Kto decyduje o tym który bank zyska miano “bulionowego”, czyli zyska prawo do ustalania cen złota ?
Kto zadecydował że certyfikaty na metale szlachetne podlegają regułom rezerwy cząstkowej ?
Kto zadecydował że GS czy BofA zostały uratowane a Lehman został spuszczony po brzytwie ?
Kto przepchnął BRRD przez parlament III RP i to w taki sposób, że jednocześnie i władza i opozycja były “za” ?
Komentarz: jakąż to potężną realną władzą trzeba dysponować, żeby w zgodnym dziele budowania światłej przyszłości pogodzić ze sobą PiS, PO i Nowoczesną … Że PiS poparł dyktat z Brukseli to już w ogóle trzeba byłoby kredą w kominie zapisać, bo przeważnie Komitetowi Centralnemu z Brukseli to pisiaczki stawiają się okoniem rwąc szaty i olabogując w kurwizji aż do zdarcia gardła.
Odpowiedź: wszystkie te czyny zostały dokonane/dopilnowane przez krasnoludki od nadszyszkownika Kilkujadka, futrzaczku i lemingu jeden 🙂

Mam podejrzenia, że aż tak różowo że można kupić czas to już nie jest.
Ponieważ gryzą się tu pewne kwestie:
– skoro dodruk coś daje, to dlaczego parki przemysłowe stoją na sprzedaż i nikt ich nie kupuje aby się bogacić, skoro krecha na nie kosztuje 0%, a w krajach bardzo przemysłowych jest na minusie?
– skoro nowe parki maszynowe czekają na klienta to dlaczego stare idą taniej niż wywóz śmieci i nikt ich nie chce, mimo że jest taka dobra koniunktura? Czyżby walutą były akcje FANG, który zatrudnia płacąc akcjami?
– dlaczego kraje przemysłowo poważne zaczęły robić takie jazdy jak IUC i na siłę chcą przekonać młodzież do przemysłu, skoro się deindustrializują w imię zielono czerwonego bóstwa? Chcą ludzi w zawodach jakich nie będzie? Niby roboty miały to wszystko robić, a tu nagle budżetowa kasa, na to żeby jednak ludzie jeszcze z pokolenie popracowali? Czyżby AI nadawało się tylko do grania na giełdzie i w szachy?
– co to znaczy że “nie opłaca się ryć rudy uranu” w warunkach waluty za darmo? Znaczy nie udało się za tę walutę odkupić narzędzi i siły roboczej? Może waluta popłynęła w złą stronę, a nie do kopalni? A może naprodukowaliśmy tyle dóbr, że aż nie wiemy co z nimi zrobić, bo są nam w ogóle niepotrzebne i muszą zardzewieć jak sovieckie czołgi?
A może kopalnie są zamykane dlatego, że przemysł maszynowy nie nadąża za produkcją maszyn i narzędzi do rycia, bo roboty do pracy nie przyszły, a ludzie owszem już poszli na emerytury? Te materiały do produkcji narzędzi do rycia biorą się z kopalń, jak kopalnie są zamykane to powoli nie będzie czym ich ryć.
Jak za grosze idzie przemysł maszynowy (z braku personelu) i zamykane są kopalnie to waluty możemy drukować ile chcemy, nawet w Afryce takich liczb nie znają jakie na banknotach będą.
Obudzimy się w nowej inflacji – o tyle nowej że na półkach będzie pełno, tylko niczego z tego nie będziemy chcieli kupić.
Będą akcje takie, że będzie można kupić wiertarki, do których nie będzie wierteł?
Na razie mamy oprogramowanie do którego komputerów nie ma, żywność nie zalecana do jedzenia, jeszcze kilka cudów wymyślimy. Dobrze nam idzie. Szczególnie drukowanie grubych instrukcji.

gruby 2017-11-30 12:05
polish_wealth napisał: “Bo jak to mowi Graham rynek porusza sie zawsze od skrajnego przewartosciowania do skrajnego niedowartosciowania i siedza te wujki w funduszach (zeby nie powiedziec brzydziej) obserwujac naraz 20 rzeczy i widza gdzie sie pojawia niedowartosciowana dziura do zasypania bo nienaturalnie potaniala,”
Masz zdecydowanie wyidealizowany pogląd na temat rynków finansowych. Po pierwsze po założeniu naprawdę mocnych okularów czyli na dużym zbliżeniu okaże się rynkiem rządzą automaty a nie człowiek. Żaden człowiek nie jest w stanie przyjąć informacji (wejście), zanalizować jej, podjąć decyzję i zakomunikować ją (wyjście) do otoczenia tak szybko jak maszyna. Większość transakcji na rynkach finansowych dokonywana jest przez automaty decyzyjne zasilane prądem elektrycznym. Człowiek potrzebuje w najlepszym wypadku ułamków sekundy aby zareagować, ludzie od bezpieczeństwa ruchu drogowego ustalili tą wartość na “przeważnie poniżej 1 sekundy”. W porównaniu do człowieka maszyna napędzana prądem przyjmuje wiadomość, analizuje ją, porównuje do innych, wydaje decyzję i wysyła ją w czasie mierzonym w mikrosekundach, czyli średnio licząc jakieś milion razy szybciej niż homo nawet bardzo sapiens.
Pogarszając zdeczka parametry lupy za pomocą której przyglądasz się rynkom zauważysz, że rynki napędzane są sterowanymi przeciekami. To jest cały, skomplikowany i oficjalnie nie istniejący przemysł sterowania kursami na giełdach. Te sterowane przecieki mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo skąd plotka przyszła. W tym obszarze rynku aktywni są oficjalnie umiejscowieni w systemie “chlapacze” którzy wykorzystując swoje kontakty na zewnątrz pasą oficjalne mass media informacją a o wiele częściej dezinformacją na rozkaz swoich przełożonych. To z tego źródła biorą się prawie wszystkie “rewelacje” umieszczane potem na pierwszych stronach gazet będące oficjalnie efektem “dziennikarskich śledztw”.
Trzecim stopniem kontroli systemu nad rzeczywistością są oczywiście oficjalne komunikaty etatowych słupów systemu którym płacone jest za występowanie na konferencjach prasowych, podpisywanie oświadczeń oraz branie odpowiedzialności za decyzje nie przez nich przecież podejmowane. Do tego grona zaliczają się szefowie banków centralnych, komitetów tego i owego, komisji do spraw najróżniejszych, międzynarodowych organizacji i tak dalej.
Czwarty element kontroli systemu nad rynkami finansowymi to weekend. Instytucja weekendu jest konieczna aby synchronizować ze sobą automaty podejmujące decyzje na poziomie mikrosekund oraz aby przekazywać informacje które przekazane pastwisku (to znaczy t.z.w. inwestorom) w czasie trwania sesji mogłyby zagrozić automatom HFT. Weekend jest systemową ochroną giełdy przed odpowiednikiem runu na banki w świecie rzeczywistym. To taki bezpiecznik przed przeciążeniem systemów HFT sprzężeniem zwrotnym.
Jak się na tym zarabia:
– HFT: a weź i wejdź do siedziby GPW z ulicy i powiedz im, że chcesz wstawić do nich do serwerowni swój własny system HFT. Ze względu na opóźnienia (mikrosekundy) Twój serwer musi znajdować się w odległości max. 10 metrów od serwera transakcyjnego dla danego waloru. No to weź i go tam wstaw, podłącz kabelkiem który przygotuje Ci GPW. A potem napisz tu nam ilu ludzi na giełdzie ze śmiechu umarło kiedy im pomysł na ten deal przedstawiłeś.
– sterowane przecieki to rewelacyjny sposób zarabiania na rynku. W szczegóły nie będę wchodził choć zasada jest prosta: z jednej strony podmiot A obstawia zakład na wydarzenie Z a później podmiot B “puszcza farbę” o wydarzeniu “Z” zaufanemu pismakowi. Ponieważ podmiot “A” i podmiot “B” są rejestrowane w różnych jurysdykcjach to nikt nie wie, że obydwa kontrolowane są przez tą samą mafię. Jeśli pismak chce zweryfikować historię u drugiego źródła to podstawia mu się podmiot “C” z jurysdykcji innej od tych odpowiedzialnych za spółkę “A” oraz informatora pracującego w “B”. Jak się to inteligentnie poustawia to układ jest nie do wykrycia, zyski są pewne a dziennikarze w pełni od swoich “informatorów” uzależnieni. W rzeczywistości to dziennikarze są prowadzeni przez swoich informatorów, ale tego już nie muszą wiedzieć. Jak wszędzie bowiem zabawa w kotka i myszkę wymaga znajomości własnej roli a najskuteczniejszą metodą kontrolowania myszy jest utrzymywanie jej w przeświadczeniu że jest kotem.
(Dlatego system nazywa dawców kapitału “inwestorami”). Niby że przelewając systemowi własne oszczędności “inwestują”, znaczy się że kiedyś dostaną je z powrotem i to jeszcze z zyskiem 🙂
– oficjalne komunikaty słupów systemu są fantastyczną okazją do zarobku kiedy chociażby pisze się im przemówienia. Tutaj też szeroko używa się własnych słupów, żeby obejść zarzuty o “insider trading”. Przekazujesz informację słupowi zanim zostanie ona upubliczniona za udział w zysku z operacji które wykona Twój słup na własne konto.
– zarabianie na instytucji weekendu też jest możliwe choć weekend głównie zabezpiecza giełdy przed runięciem w ramach paniki dostawców kapitału po wypuszczeniu przez system fugasa. W piątek po zamknięciu Nowego Jorku system puszcza bąka a mass media wąchają go przez cały weekend. Muppety nie mogą zareagować a jednocześnie mają czas żeby zostać zaprogramowane neuronalnie poprzez sieczkę z telewizora. Do nocy z niedzieli na poniedziałek kiedy to otwiera się Tokio system ma zatem czas aby przekazać wiadomość i zaprogramować poddanym reakcję.
*****
Oczywiście nadal wolno Ci wierzyć w jakichś nadludzi którzy gapiąc się na grafiki od Bloomberga analizują kursy i podejmują decyzje. Tylko zastanów się dlaczego tak wiele o nich się pisze, dlaczego stawiani są przez system na piedestale niczym swego czasu Pasza Angelina czy spawaczka Anna Walentynowicz, socjalistyczna przodownica pracy z wynikiem 270% normy.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Film, zamach majowy, zasraniec Piłsudski, Citi, Federacja POLSKO - CZECHOSŁOWACKA, historia i Lechici


Na ekrany wchodzi teraz film o zasrańcu -Piłsudski jako kolejna dezinformacja






I trzeba skurwysynom przeszkodzić w tej dezinformacji. Co robimy? Bierzemy książkę Polowanie na Generała. Piłsudski kontra Rozwadowski Henryka Nicponia


W tym fragmencie dowiemy się, kto dopomógł Rozwadowskiemu w opracowaniu planu Bitwy Warszawskiej.

s. 206

...Tymczasem dowódca frontu północno - wschodniego, generał Stanisław Szeptycki ( okrl. własne kolejny zasraniec), zachorował na czerwonkę. Na jego miejsce powołano generała Józefa Hallera. Szefem sztabu został pułkownik Włodzimierz Zagórski, a poszczególnymi grupami operacyjnymi mieli dowodzić generałowie Władysław Sikorski i Władysław Jędrzejewski, którzy odegrali kluczową rolę w obronie Lwowa.

I dalej ukrywana prawda o zamachu majowym.

s. 283

....Doniesienia potwierdzały, że Piłsudski na spotkaniu ze swoimi zwolennikami w domu zaufanego współpracownika Kazimierza Świtalskiego ogłosił, że planowany przez niego rokosz powinien nastąpić najpóźniej do jesieni 1926 r. Spiskowcy postanowili go znacznie przyspieszyć pod naciskiem specjalnych wysłanników z Niemiec i Wielkiej Brytanii, w szczególności nadzwyczajnego wysłannika rządu brytyjskiego Wiliama Mullera. Dygnitarze państwowi i pracownicy służb wywiadowczych w Londynia i Berlinie byli zaskoczeni doniesieniami swych agentów, że 12 maja 1926 r. planowany jest przyjazd z Pragi do Warszawy specjalnego pociągu rządowego. Podróżujący w nim przedstawiciele najważniejszych władz czechosłowackich mieli mieć wszelkie pełnomocnictwa do omówienia i podpisania pakietu umów stwarzających podstawy do dalszej współpracy z rządem polskim. W tym do powstania federacji obu państw. Przede wszystkim jednak do uregulowania spraw formalnych, dotyczących zastąpienia w czechosłowackich siłach zbrojnych francuskiej kadry dowódczej polską oraz wyposażenia wojsk obu krajów w najnowocześniejszą broń. Między innymi produkowaną w zakładach Skody w Pilźnie. Rządy Niemiec i Wielkiej Brytanii rozumiały, że w tamtych dniach rodzi się realna groźba powstania nowego mocarstwa, zmieniającego układ sił w Europie. Najprawdopodobniej z jednej strony wspierającego i wzmacniającego strategicznie Francję, z drugiej zaś osłabiającego pozycję Wielkiej Brytanii oraz zagrażającemu istnieniu silnych Niemiec. Dlatego nadzwyczajny wysłannik rządu brytyjskiego w Warszawie, Wiliam Muller, otrzymał zadanie, by do przyjazdu najważniejszych władz czechosłowackich nie dopuścić. Najlepiej przez sprowokowanie i sfinansowanie zamachu stanu w Polsce. Po rozmowach jakie przeprowadził z Józefem Piłsudskim, nie miał wątpliwości, że plan się uda.

Kiedy wkrótce Hipolit Gliwic, należący do europejskiej finansjery, zapewnił osobiście Józefa Piłsudskiego podczas jednej ze swych wizyt w Sulejówku o wsparciu kapitałowym na przygotowywane przedsięwzięcie, zarówno w Londynie, jak i Berlinie był powód do radości. Gospodarz spotkania przekonał Gliwica, że 12 maja w Warszawie  na pewno nie dojdzie do podpisania żadnych umów między Polską a Czechosłowacją.
Dodatkowo uzgodniono, że przeprowadzenie zamachu stanu zostanie wsparte finansowo. Na ten rokosz, jak mówiono Gliwic zgodził się wyłożyć trzy miliony osiemset tysięcy złotych. Przepływu gotówki, podobnie jak w przypadku sfinansowania przez Niemcy przewrotu w Piotrogrodzie, postanowiono dokonać przez wyznaczone do tego celu banki. Między innymi Bank H. Szereszewski i S-ka. Nadawał się do tego celu idealnie. Nie miał żadnych powiązań z państwem, przez co dawał szczególną gwarancję dochowania tajemnicy. Jakby na ironię należał do właściciela fabryki zapałek.

Zdobyte przez generała Zagórskiego informacje potwierdzało wiele odpisów poufnych dokumentów. Najważniejszym był duplikat okólnika Foreign Office, powiadamiające brytyjskie placówki zagraniczne, że mający powstać rząd Wincentego Witosa zostanie obalony siłą szybciej, niż się ukonstytuuje. A co najważniejsze, zbliżający się przewrót zbrojny w Polsce będzie służył interesom Wielkiej Brytanii.

Innych interesujących fragmentów nie będziemy tu cytować tylko odsyłam do książki.

I teraz czytelniku sam sobie odpowiedz, czy ktoś Cię uczył o tym w szkole? Oczywiście, że nie.
Skutkiem tego jest, że pamięć prawdziwych patriotów jest wymazywana z naszej historii.
Zaś to, że generała Tadeusza Rozwadowskiego otruto zamiatane pod dywan.


A generała Włodzimierza Zagórskiego zamordowano.


CZEŚĆ ICH PAMIĘCI
TERAZ WIESZ CZYTELNIKU DLACZEGO

Teraz wróćmy do naszej historii. Tych całych SŁOWIAN wymyślono w Niemczech i poprzez Londyn  za pomocą żydków rozpropagowano po uniwersytetach. Dlatego dziś na uczelniach uczą nieuki, nieuków uczą tumany, a tumanów prowadzą agenci. Bo tak naprawdę co oznacza Słowianie - wszystko i nic jednocześnie . Za to w sposób cwany zamazuje się prawdę i jednocześnie wprowadza się dezinformację deprecjonując innych. Nasza historia jest zakłamana. Więc zanim zaczniemy krytykować i tworzyć wymyślone historie, może zdefiniujmy tych co nam wszystko sfałszowali, czyli Niemców i Citi of Londyn.







wtorek, 2 lipca 2019

RODY SZLACHECKIE IMPERIUM ROSYJSKIEGO POCHODZĄCE Z POLSKI dr Jan Ciechanowicz cz 12


Z


ZABIELIN herbu własnego; stanowili odgałęzienie litewskich Zabiełłów. Jeden ze znanych przedstawicieli rodu Józef Zabielin (1833-1875) pochodził w drugim pokoleniu z prawosławnej rodziny szlacheckiej Zabiełów, od wieków znanej we wszystkich prawie prowincjach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Po ukończeniu w 1854 roku Seminarium Duchownego w Witebsku wstąpił na studia do Cesarskiej Akademii Medyczno-Chirurgicznej w Petersburgu, którą w 1859 ukończył ze złotym medalem i w której pozostał na stażu w celu przygotowania się do działalności profesorskiej. W 1861 roku uzyskał stopień naukowy doktora medycyny, następnie miano docenta prywatnego i został skierowany na dwuletnią delegację do europejskich uczelni medycznych, na których uzupełniał swą wiedzę w zakresie farmakologii i chemii medycznej. Po powrocie podjął się prowadzenia wykładów z tych dziedzin i z zamiłowaniem poświęcał się laboratoryjnym doświadczeniom naukowym, usiłując m.in. syntetyzować rozmaite leki i preparaty. W 1868 uzyskał tytuł profesora zwyczajnego.
Pierwszą publikacją monograficzną Józefa Zabielina była książka O wlijanii myszjakowych sojedinienij na organizm czełowieka, drugą – O wlijanii limonnokisłogo kofeina.
Od 1870 roku profesor J. Zabielin wspólnie z Bogdanowskim, Rudniewem i Zaworykinem redagował i wydawał „Żurnał Normalnoj Gistołogii i Patołogii”, od 1877 – „Sowriemiennyj Leczebnik”.

ZABIEŁA vel ZABIEŁŁO herbu Topór, Ostoja, Łabędź. Znakomity ród w Wielkim Księstwie Litewskim, spokrewniony z Jahołkowskimi, Bujwidami, Komorowskimi, Rajeckimi, Gintowtami-Dziewałtowskimi, Białozorami, Lipajłami, Pusłowskimi, Komarami, Kudrewiczami, Zajączkowskimi, Kossakowskimi (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 6, nr 4, s. 206-207).
K. Niesiecki (Korona Polska, t. 4, s. 629) pisze: „Zabieła herbu Topór w Xięstwie Litewskim. Maciej Zabieła w Żmudzi 1621. Szymon, podstoli smoleński w powiecie wiłkomierskim 1674. Samuel Zabieła, towarzysz pancerny chorągwi w Litewskim Wojsku 1688, do Jurowickiego obrazu Matki Boskiey dał lichtarze srebrne. Antoni, podczaszy y poseł kowieński konwokacyę 1733.
W węgierskim dziele genealogicznym czytamy: Zabiełło vel Zabieło herbu Topór i Lis. Od 1550 w Wilnie i Lwowie. Od 1683 tytuł hrabiów… 5 senatorów” (Stefan Graf von Szydlow-Szydlowski, Nikolaus R. von Pasztinsky, Der polnische und litauische Hochadel, Budapest 1944, s. 103).
Jerzy hrabia Dunin Borkowski w Almanachu Błękitnym (s. 1006-1009, Lwów 1909) podaje: „Zabiełło herbu Topór i Lis. Rodzina podlaska na Żmudzi i Litwie rozrodzona, z której Henryk został umieszczony z tytułem hrabiowskim na liście deputacji senatu Królestwa Polskiego.
Polska Encyklopedia Szlachecka (t. 1, s. 193, Warszawa 1935) informuje: „Zabiełłowie herbu Topór i Lis. Rodzina podlaska, na Żmudzi i Litwie rozrodzona, z której Henryk został umieszczony z tytułem hrabiowskim na liście deputacji Królestwa Polskiego 8.V.1820, i 24.V.1824, lecz umarł bezpotomnie 17.I.1850; a Henryk Onufry Maria otrzymał przyznanie tytułu hrabiowskiego rzekomo rosyjskiego z roku 1801 w Austrii, z przydomkiem „ze Starzów Zbylutów na Chrzczowie.
Teodor Żychliński pisze w Złotej Księdze szlachty polskiej (t. 10, s. 294-305, Poznań 1888): „Zabiełłowie herbu Topór i Lis. Dwa były w Polsce w zamierzchłych, zapistowskich czasach, odrębne całkiem pochodzeniem rody, które później heraldycy nasi, dla podobieństwa ich godeł rodowych, w jeden zamienili, tj. małopolski ród toporczyków, czyli Starżonów, i wielkopolski Zbylutów, czyli Pałuków. Pierwszy, przeważnie w Krakowskiem rozrodzony, używał topora za godło herbowe; drugi zaś, głównie w okolicy dotąd Pałukami w Wielkopolsce zwanej osiadły, pieczętował się… siekierą na długiej rękojeści, z rozszczepionym na dwa długie końce obuchem. Byli to potomkowie Zbiluda, „civis Poloniae”, który w 1153 roku ufundował klasztor Cystersów w Łeknie… Godło to widzimy już odmienione nieco w roku 1343 (siekiera z krzyżykiem u zwyczajnego obucha), w ten sam sposób, jaki także widzieć można na spiżowym pomniku przed wielkim ołtarzem katedry wrocławskiej biskupa Macieja Pałuki, zmarłego w roku 1363 i nawet jeszcze w roku 1371 na pieczęci Wojciecha, opata lubińskiego, aż ostatecznie od roku 1376 spotykamy takowe całkiem już w kształcie klejnotu Toporczyków, rysowane na pieczęci Sędziwoja z Szubina…
Jak wiele innych rodzin polskich, także i ta z biegiem stuleci rozgałęziła się z ojczystego gniazda na różne, często nader odległe, strony. „Nie masz wątpliwości – pisze tenże autor – że od najstarszych czasów znaczna migracja indywiduów w obszarze całej Polski spostrzegana, roznosiła wcześnie pojedynczych członków wielu rodów po różnych jej stronach. W ten sposób się tłumaczy, że jeden z potomków wielkopolskiego Zbiluda, przeniósłszy się w XV wieku na pobratymczą Litwę, tu od nowo nabytych dóbr Zabyla, czyli Zabiela, przybrał nazwę Zabieły, a poślubiwszy księżniczkę Świerską z szczepu Dowsprunga, na pamiątkę połączenia się z tak znakomitym domem, do rodowego godła Siekiery, przekształconego już w owym czasie na Topora, dołączył klejnot rodowy żony, Lisa. Faktem jest, że Zabiełłowie na Litwie od najdawniejszych czasów tego podwójnego herbu używają, zachowując tradycyjnie przydomek Zbylutów, ku uwiecznieniu pamięci własnego starożytnego i świetnego pochodzenia. Zabiełłowie piszą się z Chrzczowa. Protoplastą ich wiadomym jest Michał Zabiełło, osiadły w końcu XV wieku w Kowieńskiem, którego żona była dziedziczką Dubnik. Pozostawił on synów: Andrzeja i Macieja oraz córki Hannę i Katarzynę (Kachnę)…”.
Z przekazów archiwalnych wiadomo, że Andrzej miał za żonę niejaką Jadwigę, szlachciankę powiatu wileńskiego, Maciej zaś ożenił się z Katarzyną Bujwidówną, z którą spłodził trzech synów (Maciej, Piotr, Franciszek) i trzy córki (Barbara, Jadwiga, Elżbieta). Zaznaczmy, że Bujwidowie wydali w XIX wieku słynnego medyka Odo Bujwida, człowieka nie tylko o ogromnych zasługach naukowych w Rosji i Polsce, ale też działacza patriotycznego.
W wiekach XVI-XVIII zajmowali Zabiełłowie niemało eksponowanych stanowisk w administracji, wojskowości, dyplomacji Rzeczypospolitej. Spotykani byli dosłownie we wszystkich zakątkach kraju. Przekazy historyczne świadczą, że żony brali oni m.in. z takich rodzin jak Dowborowie, Siesiccy, Dawidowiczowie, Zawiszowie, Kossakowscy, Sobolewscy, Gutakowscy, Radziejowscy, Ciechanowieccy. Od 1683 roku używali tytułu hrabiowskiego.
Zachował się list króla Jana III Sobieskiego do jednego z Zabiełłów, w którym są m.in. słowa: „Urodzonemu Michałowi na Chrzczowie Toporczykowi ze Zbilutów Zabiełłowi, generał majorowi Naszemu, łaska nasza królewska; oznajmujemy tym listem naszym, że po zwycięstwie od Boga nam danem pod Wiedniem, przysłany Nam jest list Jego Cesarskiej Mości Leopolda I z przywilejem załączonym wam służącym, którym to listem Jego Cesarska Mość recompensando valetudinem śp. ojca WMość wielce nam miłego Salomona, pułkownika 2 brygady Naszej w potrzebie teraz pod Parkanami w obronie Naszej poległego, Jego Cesarska Mość mianuje i WMość z bracią simul… tytułem Hrabiów, dopóki imienia waszego stanie, prosząc Nas łaskawie, abyśmy na to przystali. My tedy Król z respektu naszego królewskiego do tej dostojnej prośby przychyliwszy się, chociaż wszelkie tytuły w kraju Naszym obce uchwałą sejmu w roku 1643 qua praejudiciales równość i wolność stanu szlacheckiego w Rzeczypospolitej Polskiej interdite i zarzucone fuerant ad praesens, tę dostojnością łaskę Jego Cesarskiej Mości uważając, tytuł ten Wam służący pro singulari munero honori meriti w Ojczyźnie mieć chcemy. Ażeby tedy tytuł ten Wam służący wszędy od wszystkich, dopóki Imienia waszego stanie, dawano, tytułowano i szanowano dla łaski naszej królewskiej tym listem zalecamy: o czem Jego Cesarską Mość uwiadamiamy, dla lepszej wiary przy podpisie pieczęć naszą wycisnąć rozkazujemy… Jan, Król…”.
W liście zaś cesarza Leopolda I, pisanym w języku łacińskim, motywowano nadanie tytułu faktem, że Salomon Zabiełło (sądząc z imienia, wówczas jeszcze będący wyznania kalwińskiego) wraz z synami Michałem, Mikołajem i Szymonem przejawił cuda bohaterstwa dowodząc regimentem husarów polskich, którzy rąbali się skutecznie z janczarami Mustafy Kary…
T. Żychliński przytacza również inny list, z 1 czerwca 1791 roku, w którym król Stanisław August Poniatowski wyraża swe ukontentynowanie się faktem, iż generał Szymon Zabiełło, kasztelan miński, nie tylko przysiągł na posłuszeństwo Konstytucji 3 maja, ale i nakłania ku temu „obywatelów województwa Mińskiego…”. Te i wiele innych przekazów historycznych dowodnie ukazują, że przez wiele pokoleń rodzinna Zabiełłów była znakomitym, patriotycznym rodem polskim, któremu nieobce były humanistyczne zapatrywania i działania.
Profesor S. Kościałkowski pisze o ostatnich dziesięcioleciach XVIII wieku: „Choć Zabiełłowie i (spokrewnieni z nimi) Kossakowscy główne wpływy swoje posiadali w Kowieńskiem, nie byli jednak zwykłymi primorami powiatowymi, jakich wielu na Litwie. Mieli oni szersze dążności polityczne, wychodze poza granice jednego powiatu, usiłowali wpłynąć na sejmiki okoliczne w Wiłkomierskiem, Upickiem, na Żmudzi, a przede wszystkim chcieli być zupełnie samodzielnymi kierownikami partii (…) Nie będąc – jak się zdaje – nigdy zbyt oddanymi stronnikami Stanisława Augusta, byli oni gotowi do popierania jego akcji politycznej w zamian za „łaski dworskie… Lecz król nie uważał Zabiełłów za przeciwników „dworskich… i był pojednawczo względem nich usposobiony” (S. Kościałkowski, Antoni Tyzenhauz, t. 1, s. 160-161, Londyn 1970).
Także w okolicach Nieżyna na Ukrainie gnieździła się jedna z gałęzi Zabiełłów herbu Ostoja, mająca za protoplastę Michała Zabiełłę i jego synów: Piotra, oboźnego generalnego (zm. 1689), Konstantego, borzieńskiego horodniczego atamana (1664, 1680, 1683). (Por. W. Łukomski i W. Modzalewski, Małorrossijskij Gierbownik, s. 57, Petersburg 1914).
Zabiełłowie notowani też byli na Podolu jako polska rodzina, uszlachcona powtórnie w Rosji za służbę wojskową (Spisok dworian wniesionnych w dworianskuju knigu Podolskoj Gubernii, Kamieniec-Podolsk 1897, s. 125).
W dawnych źródłach pisanych spotyka się wzmianki o reprezentantach tego rodu w Wielkim Księstwie Litewskim już na początku XVI wieku.
W roku 1516 – jak donosi Metryka Litewska – Kachna Zabiełłówna (zamężna za Stankiem Misewiczem) procesowała się w sądzie wileńskim z bratem rodzonym Andrzejem Zabieliczem o dobra macierzyste Dubniki.
Około 1528 Jan Zabielicz odnotowany wśród bojarów wołkowyskich. Kilka lat później widzimy też Mikitę, Wasileja i Andrzeja Zabieliczów, zaś w 1552 roku w Wilnie spotykamy Szczęsnego i Walentego tegoż nazwiska.
Ziemianin hospodarski powiatu kowieńskiego Froncko Maciejewicz Zabieła figuruje w zapisach ziemskich sądowych z 4 lutego 1581 roku (Akty izdawajemyje, t. 24, s. 384, 412).
Szymon Zabieło, sędzia wileński w 1608 r. (Akty izdawajemyje, t. 11, s. 72).
W 1621 roku występują w zapisach archiwalnych Maciej i Szymon Zabiełłowie na Żmudzi; Salomon Zabiełło, podstoli smoleński (1674), w powiecie wiłkomierskim; Samuel, towarzysz chorągwi pancernej – 1688.
W połowie XVII wieku figuruje w rosyjskich dokumentach urzędowych Piotr Zabieło, „pułkownik Wojska jego królewskiej mości”, właściciel miejscowości Borzny, który dowodził oddziałami kozaków zaporoskich na służbie króla polskiego będących (Akty otnosiaszczijesia k istorii Jugo-Zapadnoj Rossii, t. 3, dodatek).
Gdy w roku 1654 Piotr Zabieła (Zabiełło) jako pułkownik kozacki służył przejściowo carowi, inny Zabieło dowodził osaczonymi oddziałami polskimi w Mohylewie (AJuZR, t. 14, s. 212, 697 i in.). Podobne sytuacje miały w wiekach późniejszych powtarzać się jeszcze wiele razy.
W 1654 roku Piotr Zabiełło wraz za swym synem wchodził w skład poselstwa Bohdana Chmielnickiego, które prosiło cara moskiewskiego o rozciągnięcie swej władzy i „opieki” nad terenami ukraińskimi (AJuZR, t. 10, s. 758). Później występuje on jako sotnik wojska kozackiego w mieście Borzna powiatu nieżyńskiego. (tamże, s. 807).
Tenże Piotr Michajłowicz Zabieła, sędzia wojskowy pułku perejasławskiego, figuruje w 1665 roku w aktach sądowych kozackich (AJuZR, t. 6, s. 13, 15).
W lutym 1667 roku hetman wojska zapolskiego Iwan Briuchowieckoj donosił carowi, że Piotr Zabiełło, sędzia wojskowy, wysyłał swego syna na Sicz, by ten wichrzył tym razem przeciwko poddaniu się królowi polskiemu kozaków (Akty otnosiaszczijesia k istorii Jugo-Zapadnoj Rossii, t. 6, s. 177-178).
Był Piotr Zabiełło jednym z organizatorów „tajnej rady” dowódców ukraińskich, którzy – napatrzywszy się na bestialstwa wojsk carskich – postanowili ponownie wrócić pod rozkazy króla polskiego, o czym donosił carowi rosyjskiemu protopop Simeon, który całą sprawę dokładnie wyszpiegował (Patrz AJuZR, t. 7, s. 87-99). Na skutek tego donosu oddziały carskie tropiły Piotra Zabiełłę po Ukrainie, by go uwięzić i ukarać jako „zdrajcę”.
Wydaje się, że ta linia Zabiełów, idąca po Piotrze, uległa z biegiem czasu zukrainizowaniu. Miał bowiem oboźny generalny synów Bazylego (Wasyla) i Stefana (Stiepana), a wnuk jego Taras używał już częściej nazwiska Zabielenko niż Zabiełło.
W styczniu 1669 roku protopop niżeński Simeon Adamowicz ponownie składał donos na ukraińskich i polskich dowódców wojskowych na terenach ruskich, którzy wichrzyli przeciwko carowi i knuli plany przejścia na stronę polską. Obok hetmana Mnohohresznego jednym z głównych „antybohaterów” tego ogromnego donosu jest ponownie Piotr Michajłowicz Zabiełła, generalny sędzia oboźny (AJuZR, t. 8, s. 9-23).
I rzeczywiście, należał P. Zabiełło do tych Polaków, którzy, zajmując kluczowe pozycje w hierarchii wojsk kozackich, bronili praw i niezawisłości Rusi-Ukrainy od Moskwy, był posłańcem kozaków do cara i próbował wynegocjować pewne warunki normalnego sąsiedztwa między Rusią-Ukrainą a Rosją (tamże, s. 48-50). Dla Ukraińców były to czasy okropne, trwał stan zawieszenia między Polską a Moskwą, kraj był podzielony, krwawił.
Jedno z gniazd tego rodu znajdowało się na Nowogródczyźnie. W jednym z materiałów archiwalnych z roku 1661 czytamy, że niejaki pan Samuel Oskierko, sędzia ziemski mozyrski i pułkownik jego królewskiej mości, „stoiąc w mieście Siemieżowie z pułkiem swym, przepomniawszy boiaźni Bożey, srogości prawa pospolitego y artykułów woyskowych, sam osobą swą z niemałą gromadą ludziey woyskowych, … naichawszy na mieszkanie (t. j. dwór – J. C.) nazwane Zabieły, w w-wie Nowogródzkim, w domu p. Jana Zabieły, szlachcienkę utsciwą, panią Piotrowiczową y drugą, Katarzynę Ferencówną, zgwałciwszy, niemało rzeczy gwałtem zabrawszy, na pożytek swóy obrócił y skorzystał…” (Istoriko-juridiczieskije matieriały, t. 24, s. 446).
Od dawna, jak już zaznaczyliśmy, zakorzenił się ten ród na Żmudzi.
Salomon Zabiełło, podstoli wiłkomierski, złożył m.in. swój podpis 8 czerwca 1678 roku pod ugodą między Halszką Bartosiewiczówną – Pietkiewiczową a pisarzem ziemskim smoleńskim Hieronimem Ciechanowiczem (Dział rękopisów Biblioteki AN Litwy w Wilnie, F 273-3136).
W jednym z przywilejów królewskich z końca XVII wieku czytamy: „Jan Trzeci, z łaski Bożey król Polski etc. Oznajmujemy tym listem przywilejem naszym, komu wiedzieć to należy, iż gdy commissarze nasi za listem, od nas do siebie wydanym, do majętności nazwaney Łabunów, w powiecie Kowieńskim leżącey, urodzonego Jana Zabieły – miecznika Kowieńskiego, zjechali y tam przeprawie złey, niebezpieczney na rzece Basupie, na gościńcu Kowieńskim y Kieydańskim, przypatrzywszy się y koszt, jaki się na zbudowanie na tych mieyscach mostu y na częste onych naprawy łożyć się musi, uważywszy, myto mostowe na ludzie kupieckie, żydów, furmanów, postawili y do nas confirnacyą onych odesłali:
My tedy król, wygadzając indemnitati podróżnych ludzi, aby tamtędy w tą y ową stronę jadący bezpieczny przejazd mieć mogli, postanowienie commissarskie tak moderujemy: iż od wozu po parę koni towarami nałożonego po dwa grosze, od koni y bydła rogatego na przedaż pędzonego od pogłowia po groszu myto mostowe od ludzi kupieckich, żydów y furmanów brane być ma. Od którego to płacenia myta stan duchowny y szlachecki y podwody szlacheckie w przechodzie zawsze wolni być mają.
A jeżeliby most niebył zawsze naprawiony, albo jeśliby się jaka depactatio stanowi szlacheckiemu y podwodom ich działa, także od kupców, żydów y furmanów nad postanowienie więcej brano, tedy eo ipso co dla lepszey wiary ręką się naszą podpisawszy, pieczęć wielkiego Xięstwa Litewskiego przycisnąć rozkazaliśmy. Dat w Warszawie dnia 12 Apryla, roku Pańskiego 1681. (Akty izdawajemyje, t. 13, s. 114).
Zabiełłowie, jako średniej zamożności rodzina szlachecka, mieszkali też w okolicach miasta Propojska, o czym świadczą archiwa rzeczyckie z roku 1685, kiedy to wspomniany jest pan Samuel Zabiełło, „towarzysz y deputat chorągwie JMść pana Stefana Czerniawskiego.” (Istoriko-juridiczieskije matieriały, t. 30, s. 141, 144).
*         *         *
W dokumencie archiwalnym z 1744 roku wzmiankowany jest Kazimierz Zabieło, szlachcic witebski.
Tomasz Zabiełło w 1767 roku podpisał uchwałę różnowierczej konfederacji słuckiej, z czego wynika, że katolikiem nie był (Akty izdawajemyje, t. 8, s. 618).
Zabieło, łowczy litewski, figuruje w przywileju króla Stanisława Augusta w 1771 roku (1.VIII.) (Akty izdawajemyje, t. 10, s. 570-571). Onże w 1788 roku miał być obrany na marszałka wielkiego litewskiego, lecz nie doszło do tego na skutek wydarzeń politycznych (Akty…, t. 16, s. 390).
Szymon Zabiełło tuż przed rozbiorami Polski pełnił urząd kasztelana mińskiego.
Józef Zabiełło był łowczym wielkim litewskim, marszałkiem konfederacji generalnej W.X.L. 1792. (Akty izdawajemyje, t. 9, s. 559, 561).
Anna z Białłozorów Ziabiełłowa była w 1797 roku właścicielką majątku Semoneliszki w Królestwie Pruskim leżącego (Akty izdawajemyje, t. 38, s. 312).
W zbiorach Historycznego Archiwum Narodowego Białorusi w Mińsku (f. 319, z. 2, nr 1139) znajdują się bogate, liczące wieleset stron materiały, poświęcone dziejom rodu Zabiełłów. Genealogia jednej z gałęzi donosi, iż Stanisław Zabiełło, rodowity szlachcic polski, posiadał majątek Stare Sioło w województwie nowogródzkim i pozostawił po sobie synów Michała, Dominika i Teodora, po tych zaś wnuków: Jana, Antoniego i Onufrego. Z nich Dominik nabył także Zaosie, później miejsce urodzin Adama Mickiewicza.
Na Mińszczyźnie Zabiełłowie posiadali liczne dobra: Durynicze, Rydle, Cimochowszczyzna, Antosin, Stanisławów, Kazimierzów, Toporowa, Borowiszcze, Sofijówka, Rakoślarka, Rosomacha, Olsa, Wilno, Józefin, Ignacewka i in.
Zabiełłowie byli starą i patriotyczną rodziną polską, znaną m.in. z tego, że już od początku XIX wieku czynnie organizowała konspirację patriotyczną. Dotyczy to Jerzego Zabiełły, byłego szambelana dworu polskiego, ze swej karczmy, położonej nad brzegiem Niemna w pobliżu miasteczka Sapieżyszki, w 1813 roku uczynił ośrodek działalności partyzanckiej. Reprezentant innej gałęzi tej rodziny Henryk Zabiełło, hrabia, syn wielkiego hetmana litewskiego, mającego dobrą reputację u dwory rosyjskiego, utracił majątek Wilki w starostwie telszewskim na rzecz skarbu rosyjskiego, „ponieważ ten Zabiełło przez zdradzieckie przejście na stronę wroga Rosji i przez wcześniejsze swe znane zachowanie się podejrzane uczynił się niegodnym łask cesarzy Rosyjskich”. Chodzi o to, że był hrabia Henryk Zabiełło wysokim oficerem w 120-tysięcznej armii polskiej, wchodzącej w skład Wielkiej Armii Napoleona I w roku 1812. Przy tym przejawił męstwo i odwagę w walkach z oddziałami rosyjskimi.
Inna znów gałąź Zabiełłów siedziała w powiecie trockim i także cieszyła się sławą patriotycznej rodziny polskiej (Akty i dokumenty archiwa wilenskogo, kowienskogo i grodnienskogo generał-gubernatorskogo uprawlenija, t. 2, s. 240, 246-250, Wilno 1913).
23 września 1829 roku Benedykt syn Józefa Zabiełło otrzymał od Uniwersytetu Wileńskiego zaświadczenie, że po ukończeniu gimnazjum w Swisłoczy 10 września 1825 roku wstąpił do Wszechnicy w Wilnie, gdzie w ciągu jednego roku studiował z dobrymi wynikami fizykę i botanikę, z miernymi chemię, mineralogię i zoologię. Także w roku następnym słuchał tych kursów, lecz ponieważ egzaminów nie składał, nie przysługują mu uprawnienia nadawane przez uczelnię (CPAH Litwy w Wilnie, f. 721, z. 1, nr 836, s. 145).
3 sierpnia 1830 roku Mikołaj I własnoręcznie podpisał ukaz, który brzmiał: „Kowieńskiemu marszałkowi powiatowemu hrabiemu Ignacemu Zabiełle darujemy łaskawie miano kamer-junkra Naszego. Nikołaj…” (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 1314).
W jesieni 1840 roku bielski lekarz powiatowy Paweł Zabiełło mianowany został przez Ministerstwo Zdrowia Rosji grodzieńskim lekarzem powiatowym (CPAH Litwy w Wilnie, f. 378, rok 1840, nr 981).
W tym czasie Zabiełłowie posiadali m.in. dobra Telsze i Wilkija na Żmudzi. (CPAH Litwy w Wilnie, f. 378, op. 1840, nr 45).
W 1840 roku pod śledztwo trafiły Oktawia i Kazimiera Zabiełówny, podwileńskie szlachcianki, za kontakty z konspiracyjną organizacją studencką pod kierownictwem Sawicza. Korespondowały one ze studentem Medyko-Chirurgicznej Akademii Smuglewiczem (CPAH Litwy w Wilnie, f. 378, op. 1840, nr 30, s. 125-126, 142-143).
Jeden z Zabiełłów bił się w oddziale księdza A. Mackiewicza w 1863 roku. (Litwa i Ruś, 1913, z. 10, 11, 12, s. 65).
Bolesław Starzyński zupełnie niesłusznie twierdzi w jedenastym tomie (s. 63) swego herbarza, iż: „Zabiełłowie herbu Topór wygaśli w XVIII wieku” (dział rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, 7016-III). Byli oni jeszcze w XIX wieku odnotowywani przez heroldię mińską i witebską na ziemiach Białorusi i Litwy.
I na zakończenie przytoczymy fragment dawnego dokumentu, dotyczący wspomnianego już powyżej Henryka Zabiełły.
W jednym z przekazów archiwalnych z XIX wieku czytamy: „Z bożey Łaski My Alexander I, Cesarz Wszech Rosji, Król Polski etc. etc… Chcąc dać nowy dowód życzliwości Naszey Królewskiey Panu Henrykowi Zabiełło, szambelanowi Dworu Naszego Królewsko-Polskiego, i upożytecznić znajomość i gorliwość onegoż, powołując go do zastępowania Wielkiego Koniuszego Nadwornego w dozieraniu Stada Naszego Królewskiego. Postanowiliśmy i stanowiemy co następuje. – Pomieniony Pan Henryk Zabiełło mianowanym zostaje koniuszym Dworu Naszego Królewsko-Polskiego.
Dan w Petersburgu dnia 16 lutego 1819 r.” (AGAD w Warszawie, Akta Heroldii Królestwa Polskiego, s. 4, k. 37-57, s. 182).

ZABOROWSKI herbu Rawicz odm.; zasłużony ród rosyjski polskiego pochodzenia.

ZACHAROW herbu własnego; ród rosyjski polskiego pochodzenia; w Moskwie od 1697 roku.

ZAJĄCZKOWSKI herbu Drzewica. Pochodzili z Wołynia, ale w ciągu XVIII-XIX w. odgałęzili się do różnych prowincji Cesarstwa Rosyjskiego.
Z tego rodu wywodził się Andrej Medardowicz Zajączkowski (1862-1926), generał, znakomity historyk wojskowości, autor m.in. dzieła Mirowaja wojna 1914-1918 gg (trzecie wydanie 1939).
Z tego rodu pochodził również Piotr Zajączkowski (1904-1983), wpływowy historyk, autor szeregu fundamentalnych dzieł naukowych poświęconych historii Rosji w XIX wieku, profesor Moskiewskiego Uniwersytetu im. M. W. Łomonosowa.

ZAKREWSKI vel ZAKRZEWSKI. Pochodzili z Polski, ale przez Litwę przenieśli się także do Rosji. Jak podają Rummel i Gołubcow (RS, t. 1, s. 289-294), Zakrzewscy dali Rosji wielu wojewodów, senatorów, generałów, oficerów, uczonych.
Spokrewnieni byli z Druckimi-Sokolińskimi, Nesselrode’ami, Russinami, Tołstojami, Strojewami, Łutkowskimi, Sołncewami, Barteniewami, Razumowskimi, Naryszkinami, Apraksinami, Potiomkinami, Skoropadskimi, Odojewskimi, Gudowiczami.
Miłoradowicz (t. 2, cz. 6, s. 64-65) podaje: „Familia Zakrzewskich należy do szlacheckich rodów Guberni Mohylewskiej”...
O początkach rodu Zakrzewskich herbu Dołęga w powiecie bielskim pisze Jerzy Łempicki w Herbarzu mazowieckim (t. 3, s. 622):
1. Pochodzenie rodziny
Nazwisko rodziny pochodzi od Zakrzewa pod Bielskiem, dziedziczonego na początku XVI wieku przez Jana Lutka, należącego do licznie występującego w okolicach Bielska rodu Dołęgów.
W województwie płockim kwitły też rodziny Zakrzewskich z Zakrzewka koło Kolczyna, z powiatu mławskiego, a także Zakrzewskich z ziemi ciechanowskiej. Nazwisko to występowało też w sąsiednich województwach.
2. Linia A. Zakrzewski z przydomkiem Lutek
Jan z przydomkiem Lutek. Był dziedzicem w Zakrzewie. Zmarł przed 1538 rokiem. Pozostawił córkę N oraz synów Marcina, Leonarda i Andrzeja.
Marcin. W 1538 roku podzielił z braćmi dobra w Zakrzewie. Marcin zmarł przed 1549 rokiem. Pozostawił córkę Annę, w 1566 roku żonę Marcina Giedzińskiego, syna Jana, w 1575 roku 2-o voto żonę Andrzeja Gierzyńskiego, oraz synów Stanisława i Mateusza”...
W piątym tomie herbarza Jana Ciechanowicza Rody rycerskie Wielkiego Księstwa Litewskiego (s. 434-437) czytamy:
Nicolaus de Zakrzew w 1460 roku był kasztelanem m. Wiślicy.
Jakobus de Zakrzew, zacny rycerz, wymieniony jest jako wysłannik królewski w liście Aleksandra Jagiellończyka z 12.IV.1505 roku do kasztelana chełmińskiego Arnolda z Frący (Akta stanów Prus Królewskich, t. 4, cz. 2, s. 50, Toruń 1967).
W latach 1512-1520 akta stanów Prus Królewskich często wymieniają imię Andrzeja Zakrzewskiego (Sekerseffky, Sacroseffsky, Sakrewfszky, Zac-rzeviensis), posła i dworzanina króla polskiego.
Petrus Zacrzewski figuruje w aktach kapituły poznańskiej z roku 1536 (Akta kapituł z wieku XVI, s. 29, Kraków 1908). Jan Zakrzewski, wojski oświęcimski, w roku 1674 roku podpisał akt elekcji króla Jana III Sobieskiego (Volumina Legum, t. 5, s. 148).
Jan Mateusz Zakrzewski (zm. 1679), sędzia grodzki wileński, miał syna Andrzeja Kazimierza (zm. 1683), pisarza ziemskiego oszmiańskiego (Jan Wł. Poczobut Odlanicki, Pamiętniki, s. 257, Warszawa 1987).
Jan Władysław Poczobut Odlanicki, stolnik oszmiański i sławny żołnierz Rzeczypospolitej, pisał w swym Pamiętniku: „Roku Pańskiego 1680 dnia 14 mai obdarzył mię Pan Bóg córką, której dano na imię Wiktoryja; daj Boże, aby miała nad wszystkimi nieprzyjaciółmi mymi i swymi wiktoryą. Krzczono ją w kościele farskim w Oszmianie… Krzcił ją jm. Ksiądz Unichowski, przeor oszmiański, kumem był jm. Pan Jan Hromyka, pisarz grodzki oszmiański, a kumami jej mość pani Zakrzewska, sędzina ziemska wileńska i jej mość pani Szymkiewiczowa, mieczna oszmiańska. Urodziła się dnia wtorkowego przed zachodem słońca o ósmej niemal godzinie.”.
9 czerwca 1698 roku pani Katarzyna Zakrzewska zaskarżyła w sądzie birżańskim „niewiernego żyda Józefa Hirszewicza” o nieoddanie na czas 30 złotych czerwonych długu (Birżu dvaro teismo knygos, s. 166-167, Vilnius 1982).
O Zakrzewskich herbu Bogorya Herbarz rodzin szlacheckich Królestwa Polskiego (cz. 1, s. 68-69, Warszawa 1835) donosi: „Zakrzewscy, piszący się z Zakrzewa albo Zakrzowa. Rodzina liczna w Małopolsce osiadła. Z tych Aleksander w roku 1727 był dziedzicem dóbr Stzrechowic i Rudy Strzechowskiej w Opoczyńskiem położonych. Jan, stolnik Ziemi Liwskiej, posiadał około roku 1728 wieś Ulicę Wielką, w dawnem Województwie Krakowskiem, powiecie książskim leżącą.
Piotr, miecznik nowogródzki, w roku 1777 był dziedzicem dóbr Kijany, w powiecie proszowskim leżących”.
O Zakrzewskich herbu Doliwa toż źródło (s. 158) podaje: „Zakrzewscy, w dawnej Ziemi Liwskiej. Szymon Tadeusz Zakrzewski, sędzia tejże ziemi, w roku 1710 był właścicielem dóbr Kramarzewa”.
I wreszcie o Zakrzewskich pieczętujących się godłem Dołęga dowiadujemy się (s. 173), że „w dawnem województwie Płockiem osiedli. Z tych Antoni na Zakrzewie Zakrzewski, chorąży zakrzewski i podstarosta grodzki tegoż województwa, w roku 1758 dziedziczył dobra Zakrzewo, Girzyno, Girzynko, Rudowo i Krzeczanowo”.
Herbarz rodzin szlacheckich Królestwa Polskiego (cz. 2, s. 86, W-wa 1853) podaje: „Zakrzewscy. Z tej rodziny Jan na Kledziu i Zwiniaczu Zakrzewski, podczaszy wołyński, w roku 1727 nabył dobra Przyzorz w Ziemi Gostyńskiej leżące”. Używali herbu Gryf.
O Zakrzewskich herbu Jastrzębiec toż źródło donosi (cz. 2, s. 185): „Piotr Zakrzewski w roku 1490 był właścicielem dóbr Zakrzewo w Ziemi Łomżyńskiej położonych. Jan Nepomucen, subdelegat i wiceregent grodzki sandomierski, w roku 1792 rejentem Województwa Sandomierskiego był zamianowany”.
Herbarz Orszański z końca XVIII wieku donosi: „Zakrżewscy. Roku 1773, msca 16 dnia. W.J. Pan Franciszek Zakrzewski, strażnik Orszański, herbem poniżey odrysowanym pieczętujący się, wywód swóy w ziemstwie Orszańskim uczynił.
Herb Pomian. Zubrża głowa czarna w polu żółtym bez kółka, miecz przez nią z góry na dół, od prawego rogu niby zatopiony tak, że koniec jego na dole dobrze widać.
Dowodził szlachectwa swego:
1651, Apryla 1 dnia. Prawem wieczystym na majętność Chłusow, w powiecie Orszańskim leżącą, od J.P. Woydziewicza, horodniczego Orszańskiego, J.P. Mikołajowi Zakrżewskiemu danym.
1670. Testamentem tegoż Mikołaja Zakrżewskiego synom Janowi, Salomonowi y Andrżejowi Zakrżewskim służącym”.
W XIX wieku na Podolu notowane były trzy niezamożne polskie rodziny szlacheckie o nazwisku Zakrzewscy (Spisok dworian wniesionnych w dworiansuju rodosłownuju knigu Podolskoj Gubernii, Kamieniec-Podolsk, 1897, s. 41, 226).
Jedno ze źródeł heraldycznych z początku XX wieku informuje: „Starożytny ród urodzonych Zakrzewskich, herbu Kościesza, z dawna posiadał rozległe majątki w Ziemi Czerskiej. Z tego rodu Mikołaj i Aleksander Zakrzewscy za zasługi wojskowe nagrodzeni zostali w województwie Połockim ziemiami Bakanowo i Kutyszewo, lecz podczas działań wojennych oni się przesiedlili do Polski, a ich ziemie zostały przekazane na mocy ukazu cara Aleksego Michajłowicza Abramowi Hryniewskiemu. Po zawarciu pokoju jeden z Zakrzewskich, Andrzej Zakrzewski, powrócił do W-wa Połockiego, lecz dowiedziawszy się, że majątki jego przodków należą do innych, osiadł w w-wie Uświackim i nabył majątki rodowe” (N. Szaposznikow, Heraldica, t. 1, s. 149, Petersburg 1900).
Inny, równie starożytny, ród Zakrzewskich, herbu Lubicz, gnieździł się na Grodzieńszczyźnie, ale – jak podaje wywód genealogiczny – „przodkowie jego zaszczycali się od wieków prerogatywą szlachecką, będąc niegdyś osiadłemi w Koronie Polskiey, w województwie Krakowskim posiadali koleją dziedzictwa ziemskie dobra Klecze zwane…”. Za protoplastę uznawano w tej gałęzi Adama Zakrzewskiego, ojca Jana, a dziada Aleksandra, Stanisława, Franciszka i Antoniego. Posiadali oni majątek Chilczyce w powiecie lidzkim (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 790, s. 1-22).
W księgach szlacheckich powiatu brasławskiego z lat 1800-1812 znajduje się Produkt dokumentów wywodowych imieniowi Zakrzewskich służących, w którym czytamy, że ród ten używał herbu Lubicz, i że „Stanisław Zakrzewski, naypierwszy, prapradziad wywodzących się, do Litwy z Województwa Sędomirskiego y osiadł z oszmiańskim powiecie. Syn jego (…) Mikołay był komornikiem ziemstwa oszmiańskiego. Spłodził trzech synów: Marcina, Krzysztofa i Mateusza. Mateusz był sędzią grodzkim, a potym ziemskim wileńskim. Z młodych on latt swoich woyskową bawił się służbą y był na komissyach z Moskwą pod Wilnem w roku 1656 y 1658, gdzie wiele pracowałł. Miał dwóch synów z Osińskiey rodzących się, Kazimierza, pisarza ziemskiego oszmiańskiego, Jędrzeja, łowczego wileńskiego. A Jacek, skarbnik piński, był synem Marcina.
2-gi Krzysztoff Kazimierz Mikołaja syn Zakrzewski, miał w powiecie oszmiańskim za przywilejem królewskim nadane dobra Bobrowicze; pośledniey konsensem króla taki majątek przelałł do possesyi Stanisławowi Osińskiemu (…) 1667 (…)” (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 1660).
Zakrzewscy herbu Lubicz – rezydujący w powiecie lidzkim – jak donoszą wywody genealogiczne z 1807 i 1852 roku, zatwierdzone w Grodnie i Wilnie – posiadali początkowo wieś Klecza w Województwie Krakowskim. W 1697 roku Jan syn Adama Zakrzewski zapisał majątek w spadku synowi swemu Franciszkowi. Trzej inni synowie otrzymali wynagrodzenie pieniężne. Jednego z nich, Stanisława, wkrótce spotykamy na wschodzie, jego syn Antoni był rotmistrzem powiatu rzeczyckiego. Dwaj inni synowie Jana Zakrzewskiego, Antoni i Aleksander, również udali się na Kresy. Wspomniany zaś wnuk jego (po Stanisławie) Antoni, nabył majątek Chilczyce w powiecie lidzkim (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 5, nr 769).
Wywód familii urodzonych Zakrzewskich herbu Lubicz z 1835 roku także potwierdza pochodzenie tego rodu z Sędomierszczyzny (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 1051, s. 151-167).
W XIX stuleciu Zakrzewscy szeroko rozgałęzieni byli w powiecie dziśnieńskim, wileńskim, trockim, oszmiańskim (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 4, nr 3405, s. 1-40; f. 391, z. 1, nr 43, s. 1-63; f. 391, z. 7, nr 4117, I).
Genealogia Zakrzewskich, zatwierdzona w roku 1833, przedstawia dziewięć pokoleń (23 osoby) tego domu (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 43).
Potwierdzani byli w starożytnej rodowitości szlacheckiej przez heroldię wileńską m.in. w latach 1804, 1832, 1835, 1848, 1851 (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 7, nr 2855).
*         *         *
Od XVII wieku byli Zakrzewscy obecni także w Cesarstwie Rosyjskim i cieszyli się tam wielkim poważaniem. Jedna z gałęzi uzyskała tytuł hrabiowski.
W połowie XVII wieku znajdowali się Zakrzewscy wśród szlachty smoleńskiej. Wśród podpisów pod jednym z listów tej szlachty do cara z 1661 roku znajdują się słowa: „K siei czołobitnoy Iwaszko Zakrzewski da wmiesto braci swoiey Mikołaia da Alexandra Zakrzewskich po ych wieleniu ruku przyłożyłł” (Russko-biełorusskije swiazi. Sbornik dokumentow, Mińsk 1963, s. 453).
Andrzej Michajłowicz Zakrzewski od 1686 roku mieszkał w Guberni Twerskiej. Potomkowie jego spokrewnili się z Łutkowskimi, Bortieniewymi, Sołncewymi, Tołstojami, Strojewymi (Por. M. Czerwniawskij, Gienieałogija gospod dworian Twerskoj Gubiernii, s. 75, 76, nr 413). Rękopis w Centralnej Państwowej Bibliotece im. W. Lenina w Moskwie.
Jeden z genealogów rosyjskich odnotowuje: „Ród hrabiów Zakriewskich (Zakrzewskich) pochodzi od Andrzeja Zakrzewskiego wziętego do niewoli pod Smoleńskiem w 1655 roku i obdarowanego majątkiem.
Na mocy wysokiego ukazu od 2 (14) sierpnia 1830 roku, minister spraw wewnętrznych, senator, generał-adiutant, generał do infanterii, Arseniusz Zakrzewski podniesiony został do godności hrabiego Wielkiego Księstwa Finlandskiego” (A. Wasiliewicz, Titułowannyje rody Rossiiskoj Impierii, t. 2, s. 11).
Jest to ród wysoce utalentowany, zapisany w annałach kultury Polski i Rosji.
Z tej rodziny Zakrzewskich alias Zakrewskich pochodziła jedna ze słynnych niewiast XX wieku. Gonzague Saint Bris i Władimir Fedorowski w książce Rosyjskie egerie (Warszawa 1998) o wydarzeniu tym piszą jak następuje:
Młody rosyjski dyplomata Iwan Benckendorff przed nominacją na sekretarza ambasady w Berlinie złożył wizytę ojcu, ambasadorowi w Londynie, gdzie poznał Marię Zakriewską, siostrę jednego z urzędników tej placówki. Maria pochodzi z rodziny wysokich dostojników carskich; jeden z jej przodków był rektorem moskiewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jest wysoką dziewczyną o zmysłowych ustach, inteligentną i nieugiętą, nadzwyczaj uzdolnioną i posiada rzadką w jej pokoleniu łatwość nawiązywania kontaktów. Ma ciemne włosy, promienne spojrzenie. Jak tygrysica świetnie potrafi obłaskawiać przedstawicieli gatunku męskiego. Po ślubie wyjeżdżają do Berlina, gdzie Iwan został mianowany sekretarzem ambasady rosyjskiej. W 1913 roku przychodzi na świat ich syn, Paweł, a w 1915 dziewczynka, której dadzą na imię Tatiana.
Niedługo po wybuchu pierwszej wojny światowej małżonkowie wracają do Sankt Petersburga. Są świadkami obalenia cara, z przygnębieniem obserwują pierwsze wyczyny rewolucji. Ten burzliwy okres spędzają między Sankt Petersburgiem i swą posiadłością na wsi, gdzie na początku 1918 roku dochodzi do tragedii: Iwan zostaje zamordowany przez rozjuszonych chłopów z sąsiedniej wioski. Jego żona, zaniepokojona zakusami na ich petersburskie mieszkanie, przebywa tego dnia w mieście i tam dosięga ją tragiczna wiadomość o śmierci męża, wbitego na pal przez rozpasany motłoch. Zrozpaczona, chroni się w Moskwie u przyjaciół rodziny. Poza tym w stolicy panuje przeraźliwe zimno, a w Moskwie łatwiej o zaopatrzenie”.
Spokoju dla tej kobiety los jednak nie przewidywał. Maria związuje się w Piotrogrodzie z brytyjskim dyplomatą i szpiegiem Robertem Brucem Lockhartem. Staje się też agentką, wpada do rąk CzK, siedzi w więzieniu, z którego jednak zostaje po paru miesiącach zwolniona, gdyż – jak chce plotka – nie poskąpiła swych kobiecych wdzięków dowódcy czekistów Petersowi.
G. Saint Bris i W. Fedorowski piszą, że w okresie wojny domowej w Rosji „Mura błąka się między Moskwą i Sankt Petersburgiem, bez środków do życia, szukając jakiegoś zajęcia, które pozwoli jej przetrwać niespokojne czasy i wychować dwójkę dzieci. W Anglii Lockhart spotkał się z nieufnym przyjęciem. Rząd brytyjski, który ostatecznie zdecydował się na politykę antybolszewicką, nie wybaczył mu jego nazbyt bliskiej zażyłości z kremlowskimi dygnitarzami. Zmuszony jest wystąpić z tajnych służb Zjednoczonego Królestwa i gdyby nie przyjaźń redaktora naczelnego jednego z dzienników, który zatrudnił go jako autora artykułów redakcyjnych na prestiżowych kolumnach swego pisma, popadłby w nędzę. Wszelako nie zapomniał o nim jeden z jajogłowych z Intelligence Service, obiecując mu: „Jeśli Anglia będzie musiała przystąpić do nowej wojny, zostanie pan wezwany do służby krajowi”. Wbrew wszelkim oczekiwaniom obietnicy dotrzymano i Lockhart, kierujący tajną komórką i posiadający bezpośredni dostęp do premiera, odegra ważną rolę w bezpardonowej walce, jaką Churchill wydał Hitlerowi. Oprócz tej drugiej szansy życie ofiaruje mu też niezrównaną radość ponownego spotkania się z Murą. Odtąd tego mężczyznę, który widział już wszystko, z kobietą, której siły osobowości nic nie zdołało skruszyć, połączą więzy czułej przyjaźni. Będą się często spotykać w Paryżu, w Londynie i Pradze, gdzie Lockhart w trudnym dla siebie okresie życia pracował jako radca handlowy. Krok po kroku oczom publiczności objawia się wyłaniająca się spod pokładów przeszłości rzeczywista wielkość tego poniżonego człowieka. Najpierw książka, omawiająca karierę Lockharta, uważanego za jednego z najwybitniejszych agentów, następnie film poświęcony jego legendzie, którą śmiało można porównać z mitem Lawrence'a z Arabii, przywracają mu jego prawdziwy format. Rosjanka Nina Bierbierowa opisze tę legendarną parę w swej znakomitej książce, kreśląc ów niezrównany portret Mury: „Urodziła się w latach 1890-1900, należała więc do tego pokolenia Rosjan, które w trzech czwartych uległo zagładzie: najpierw w pierwszej wojnie światowej, potem podczas wojny domowej”.
W chwili gdy Mura przeżywa najgłębszą depresję, pisarz Korniej Żukowski załatwia jej pracę redaktora w rosyjskim wydawnictwie „Wsiemirnaja Litieratura”. Do siedziby wydawnictwa często zagląda Maksym Gorki, syn ludu wręcz modelowo ucieleśniający przemiany zachodzące w radzieckiej Rosji, przyjaciel Lenina, zrażony jednak zasięgiem terroru. Na jego miłosnym koncie niemało się już uzbierało. Wcześniej żonaty, związany jest obecnie z aktorką Marią Andriejewą, choć romans z nią ma się już ku końcowi. Nietknięta, mimo tylu przejść, uroda Mury wywiera spore wrażenie na Gorkim, który angażuje ją jako sekretarkę i tłumaczkę. Mura przenosi się do wielkiego gabinetu, stanowiącego przedłużenie obszernego mieszkania pisarza. Przedpokój, gabinet Gorkiego, jego sypialnia, sypialnia Mury, sypialnia Andriejewej, salon, pokój sekretarki; wspólnie dzielą to miejsce, odwiedzane codziennie przez przybyszy z całego Związku Radzieckiego: pisarzy, którym Gorki chce pomóc, intelektualistów, których pragnie poratować, nieznane talenty, które chce wydawać, jak też cudzoziemców, którym ofiarowuje braterską gościnność, w życiu bowiem kieruje się jedną tylko dewizą: „Zamiast się nad ludźmi użalać, lepiej im pomagać”. Tym sposobem w jego życie wkroczy Mura, by pozostać jego muzą przez blisko dziesięć lat. Gorki z uwagą przysłuchuje się opowieściom o niedolach jej życia, wczuwając się w minione koleje losu Mury tak bardzo, że pomieści je w swej największej powieści, monumentalnym fresku poświęconym rewolucji, „Klimie Samginie”, z dumą dedykując książkę tej, która była jego natchnieniem. Gorki pragnie też uchronić Murę przed niesłabnącą czujnością Czeki, z uporem uważającej ją to za agentkę brytyjską, to znów niemiecką. Dzięki białemu małżeństwu, za zgodą Maksyma Gorkiego zawartemu z bałtyckim arystokratą baronem Budbergiem, Mura uzyskuje papiery umożliwiające jej wyjazd za granicę. Przez kilka lat mieszkać będzie z Gorkim, który na pewien czas odsunął się od bolszewików, na Capri. Przeczuwając bliski powrót pisarza do Związku Radzieckiego, wyjeżdża do Anglii.
O romansie z innym pisarzem tym razem angielskim, wówczas 60-letnim G. Saint Bris i W. Fedorowski piszą: „Od roku 1925 Mura często odwiedza Wellsa, by w końcu w 1931 roku zamieszkać z nim w Londynie. Wells uważany jest w owym czasie za sumienie Europy, mimo że jego optymistyczne wypowiedzi na temat perspektyw ludzkości, z którymi występuje jako prezes Pen Clubu, pozostają w ewidentnej sprzeczności z rozwojem wydarzeń na świecie. Zachowa jednak pewien obiektywizm wobec Gorkiego, którego spotkał dzięki Murze, chociaż był świadom jego prostalinowskiej postawy. Najważniejszą jednak rzeczą w życiu tego mężczyzny, który rozum stawia nade wszystko, jest miłość Mury. Na kartkach papieru zwierza się ze swej dojmującej potrzeby bycia kochanym i nieskończonego zachwytu, jakiego u schyłku życia doświadcza w ramionach swej egerii, posuwając się nawet do stwierdzenia, że pierwsza ich wspólna noc była najważniejszym wydarzeniem w jego życiu. W wielu publikacjach z jego ostatnich lat odnaleźć można odzwierciedlenie tej namiętności. „Najważniejsza w życiu jest praca, lecz praca bez kobiety jest tylko logicznym przymusem, pozbawionym jakiejkolwiek radości. Sama namiętność też nie wystarczy. Potrzebna jest przyjaźń, bezwzględne zaufanie. Jeśli to istnieje, wówczas wszystko jest dozwolone” – napisał autor „The secret Places of the Heart”, określając w ten sposób dokładnie rolę egerii.
Mura została z Wellsem do końca jego dni, konsekwentnie jednak odrzucała propozycje małżeńskie swego nieśmiałego wielbiciela. „W moim wieku nie uchodzi” – mówiła z uśmiechem ta piękna, zaledwie pięćdziesięcioparoletnia kobieta”.
O ostatnim okresie życia Marii Zakrzewskiej w książce Rosyjskie egerie czytamy: „Po śmierci Wellsa żyła jeszcze długo, uwielbiana przez cały Londyn, otoczona względami angielskiej arystokracji, która nie zapomniała ani przysług oddanych przez nią Koronie, ani jej działalności na rzecz wolnej Francji w londyńskim biurze generała de Gaulle'a. Ona, która całe życie poświęciła pisarzom, wreszcie zapragnęła spisać własne dzieje. W tym celu zgromadziła przebogatą dokumentację, którą kazała przewieźć do swego ostatniego domu we Włoszech. Tam to, nieopodal Florencji, zamierzała zasiąść do pisania pamiętników. Ale pech, który prześladował ją tak często, tylko czyhał, by dopełnić swego dzieła i zadać jej okrutny cios. Wskutek zwykłego spięcia w domu wybuchł pożar, trawiąc w ogniu olbrzymie bogactwo jej egzystencji, całość dokumentacji, którą zebrała z zamiarem napisania autobiografii. Tym razem nieugięta dama zrezygnowała, nie podjęła wyzwania rzuconego przez popioły. Poczekała, aż zbutwieją jesienne liście, i w 1974 roku odeszła na zawsze.
Słynna rosyjska pisarka Nina Bierbierowa napisała interesującą powieść o Marii Zakrzewskiej pt. Żelazna kobieta, w którym to tekście znajdujemy m.in. następujące fragmenty: „Kim ona była? – pytali mnie przyjaciele, kiedy dowiedzieli się o mej książce o Marii Ignatjewnie Zakriewskiej-Benckendorff-Budberg. – Matą Hari? Lou Salome?
Tak, było w niej coś i z jednej, i z drugiej: ze słynnej awanturnicy, szpiega i bohaterki filmowej, i córki rosyjskiego generała o wielkiej sile przyciągania, która przykuła do niej Nietzschego, Rilkego i Freuda. Ja jednak nie oceniam, nie osądzam Mury, nie narzucam czytelnikowi swego mniemania i nie feruję wyroków. Staram się powiedzieć o niej wszystko, co wiem. Niewielu pozostało wokół ludzi, którzy znali ją przed rokiem 1940, a nawet przed rokiem 1950. Przez ostatnich dziesięć lat czekałam, czy ktoś o niej czegoś nie powie. Jej współcześni jednak, ludzie, którzy znali ją przed drugą wojną, stopniowo jeden po drugim znikali. Pozostawali ci, którzy wiedzieli o niej tylko tyle, ile sama im powiedziała. Ten i ów pamiętał ją, pisał lub mówił mi o niej, lecz niemal zawsze były to wciąż te same anegdoty z jej starości: była bardzo gruba, bardzo gadatliwa, kiedy sobie podpiła, trochę stręczyła, znacznie więcej plotkowała, niekiedy przypominała starego klowna.
Spędziłam z nią pod jednym dachem trzy lata i zachowałam zapiski na jej temat (nie dziennik, lecz kalendarzowe zapiski i notatki z niektórych rozmów z nią); nasze stosunki były dobre, lecz raczej luźne i pozbawione zabarwienia emocjonalnego. W tych odległych czasach z wielu przyczyn, które ujawni tekst, znacznie bardziej ceniła sobie przyjaźń Władysława Chodasiewicza niż moją (byłam od niej o dziewięć lat młodsza).
Znalazły się tutaj fakty, które starałam się uratować od zapomnienia. Moje źródła to dokumenty i książki z lat 1900-1975. Pomogły mi one odsłonić tajemnicę jej przodków, szczegóły jej życia osobistego, nazwiska jej przyjaciół i wrogów, łańcuch wydarzeń, w które wpleciona była bądź bezpośrednio, bądź tylko przypadkowo. Mężczyźni i kobiety urodzeni między rokiem 1890 a 1900 wszyscy zostali przez te wydarzenia ogarnięci, i to często z tragicznymi skutkami. Epoka i jej wydarzenia to dwaj główni bohaterowie mojej książki. Dwa małżeństwa Marii Ignatjewny, które w jej losach nie odegrały wielkiej roli, zostały pogruchotane, a nawet zniszczone przez rosyjską katastrofę. Mura należała do kraju, do epoki i do klasy, której co drugi członek został zlikwidowany. Mura walczyła, szła na kompromisy – przeżyła.
W latach 1938,1958 i 1978 wiedziałam, że napiszę o niej książkę. Jej życie powinno było zostać utrwalone – jej młodość, jej walka i to, jak ocalała. Świadków tego życia, zdaje się, już nie pozostało. Tu i ówdzie w Anglii jej nazwisko wspominane było w pamiętnikach, w dziennikach i w korespondencji, a także w jej nekrologu w londyńskim „Timesie”. Wszystko, co pisano, pisano w oparciu o jej słowa. Kiedy zaczęłam sprawdzać jej opowieści, spostrzegłam, że przez całe życie kłamała na swój temat. „W moich czasach” nikt nie wątpił w prawdziwość jej słów, a tymczasem wszystkich nas wywiodła w pole.
Przeżyła z Maksymem Gorkim dwanaście lat, ale w radzieckim literaturoznawstwie brak o niej danych: w trzech, czterech przypadkach, kiedy jej nazwisko pojawia się w tekście, przypis objaśnia, że M. l. Budberg (tytuł baronessy jest pomijany), z domu Zakriewska, primo voto Benckendorff, była przez pewien czas sekretarką i tłumaczką Gorkiego – z sugestią, że ta półcudzoziemka przez całe życie mieszkała i umarła w Londynie. Gorki zadedykował jej swoją czterotomową powieść Życie „Klima Samgina” (nieukończoną, ostatnią), ale i tej dedykacji nigdy nie zaopatruje się w przypis.
Nigdy nie wspomina się o niej w związku z jej pierwszym kochankiem, Robertem Bruce'em Lockhartem (później sir Robertem), dla którego, wraz z jego „spiskiem” z 1918 roku, znalazło się miejsce w Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej; ani w związku z Herbertem WelIsem, słynnym pisarzem angielskim, którego „nieślubną żoną” była po powrocie Gorkiego do Rosji przez trzynaście lat (1933-1946), aż do jego śmierci. We wspomnieniach komendanta Kremla, Malkowa, który we wrześniu 1918 roku aresztował ją i Lockharta, nazwana została „niejaką Murą, jego współlokatorką”, znalezioną w sypialni Anglika.
Pośmiertne losy trzech ludzi, którzy odegrali ogromną rolę w życiu Marii Ignatjewny, bardzo się różniły: żywy, uczynny, dowcipny, wrażliwy Lockhart żyje teraz w całości w tomach swych wspomnień i dzienników.
Długie życie Herberta Wellsa wielokrotnie opisywano w biografiach i w artykułach, gdzie omawiano problemy osobiste i społeczno-polityczne, które dręczyły go w ostatnich latach życia. Nie znajdziemy tam jednak szczegółów jego wspólnego życia z Murą, mimo że jej długoletnie współżycie z Wellsem wywarło duży wpływ na stosunek pisarza do Rosji i przyczyniło się do jego rozczarowania rewolucją październikową, które zaprawiło goryczą jego ostatnie lata. Jego dzieła z lat trzydziestych i czterdziestych do tej pory nie zostały w ZSRR przetłumaczone, a radzieccy krytycy, wspominając o nich, mówią, że „odznaczają się one tendencją satyryczną”. Jego ponure chwile przedśmiertne przedstawione są jako stan uspokojenia wielkiego człowieka, który doszedł w końcu do przekonania, że komunistyczna partia Wielkiej Brytanii „stała się jego ostatnią nadzieją”.
Jeśli chodzi o Gorkiego, to do tej pory nie doczekał się on biografii – wydanego dla uczniów życiorysu (123 stronice) nie można, rzecz jasna, brać pod uwagę. Jego listy opublikowane zostały w postaci okrojonej i fragmentarycznie, jego fotografie ucierpiały od czerwonego ołówka cenzora, a jego stosunki ze współczesnymi zniekształcone. Trzy tomy „Kroniki życia i twórczości” roją się od błędów i potknięć: nazwiska umieszczone w indeksie nie występują w tekście, a nazwiska z tekstu pominięto w indeksie. Odnotowano „wyjazdy”, lecz nie odnotowano „przyjazdów” (i na odwrót); wspomina się o listach otrzymanych, lecz nie wspomina się o listach wysłanych (i na odwrót). Jego podróż z Piotrogrodu do Moskwy w 1920 roku w ogóle nie została spostrzeżona. Na podstawie niektórych źródeł wiemy, że jego pierwsza żona, Jekatierina Pieszkowa, zamierzała spisać wspomnienia, „kiedy będzie mniej zajęta” (miała 87 lat), i oczywiście ich nie napisała. Synowa Gorkiego, wdowa po jego synu Maksymie, „napisała” własne, tyle że podyktowała je, bo nie wiedziała, co i jak powinna pisać. Na każdej stronicy tych „memuarów” poplątane są daty i fakty; według nich w sierpniu 1931 roku „Gorki pojechał na kongres do Paryża” – kongres tymczasem odbył się w lipcu 1932 roku, i to nie w Paryżu, lecz w Amsterdamie, gdzie zresztą rząd holenderski Gorkiego nie wpuścił.
W „Kronice”, nawiasem mówiąc, znajdujemy rozmaite wersje na temat dnia i miejsca zawarcia przez Gorkiego znajomości z Leninem: poznali się u Iwana Ładyżnikowa 7 maja 1907 roku (t. l, s. 658); poznali się w Petersburgu 27 listopada 1905 roku w drukarni „Iskry” (s. 563-565); poznali się tego samego dnia wieczorem w mieszkaniu Gorkiego na ulicy Znamienskiej – tutaj zamieszczono fotografię domu, gdzie to się wydarzyło. Wszystko to nabiera odcienia groteski, kiedy w indeksie utworów Gorkiego w IV tomie (35 stron) nie znajdujemy głośnego artykułu o Leninie z 1924 roku, później wielokrotnie przerabianego. Takie są radzieckie źródła historycznoliterackie.
Powiedziałam, że Mura wszystkich nas oszukała. Kłamała, tak, lecz nie jak pierwsza lepsza mitomanka czy naiwna głuptaska. Kłamała w sposób przemyślany, mądrze, w wyższych sferach Londynu uważano ją za najświatlejszą kobietę swoich czasów (zob. dzienniki Harolda Nicholsona). Nic jednak nie wpadało jej w ręce samo, bez wysiłku, za sprawą szczęśliwego przypadku; aby przeżyć, musiała być bystra, chytra, odważna i od samego początku otaczać się legendą.
Lubiła mężczyzn, i to nie tylko swoich trzech kochanków, i nie ukrywała tego, choć zdawała sobie sprawę, że szokuje to i drażni kobiety, a mężczyzn peszy i niepokoi. Posługiwała się seksem, wciąż szukała odmiany i wiedziała, gdzie ją znaleźć, a mężczyźni wyczuwali to i korzystali z tego, zakochując się w niej namiętnie i z oddaniem. Jej pasje nie były skażone ani racjami moralnymi, ani udawaną niewinnością, ani jakimkolwiek społecznym tabu. Seks był dla niej czymś naturalnym, nie musiała się tutaj ani uczyć, ani naśladować, ani czegokolwiek udawać. Aby ocaleć, nie potrzebowała nigdy korzystać z jego namiastek. Była wolna na długo przed „powszechną emancypacją kobiet”.
W jej życiu nie starczyło miejsca na trwałe małżeństwo, na dzieci (miała ich dwoje, ale tylko dlatego, że – jak mi kiedyś powiedziała – „wszyscy mają dzieci”), na związki rodzinne; zabrakło miejsca na pewność jutra, na pieniądze w banku i myśli o nieśmiertelności. Tutaj nie różniła się od swych współczesnych w powojennej Europie i w porewolucyjnej Rosji. Pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy. Jeśli czegokolwiek w życiu potrzebowała, to tylko własnej, stworzonej przez samą siebie legendy, własnego mitu, który w ciągu całego życia budowała, rozwijała, umacniała. Mężczyźni, którzy ją otaczali, byli utalentowani, mądrzy i niezależni, ona zaś przy nich stała się stopniowo kobietą nieprzeciętną, barwną, opromieniającą ich życie, świadomą swych czynów i odpowiedzialną za każdy swój krok.
Przed śmiercią spaliła swoje papiery – te, których sporo nazbierało się po drugiej wojnie światowej w jej londyńskim mieszkaniu. Wcześniejsze, z lat 1920-1939, zebrała i odesłała w swoim czasie do Estonii, do Tallina. Spłonęły (tak twierdziła) w czasie odwrotu Niemców i zdobywania Tallina przez Armię Czerwoną. Czy to prawda? A może kłamała i tym razem, kiedy opowiadała córce o losie dokumentów? Całkiem możliwe. Możliwe także, że kiedyś w przyszłości wypłyną one na światło dzienne.
Moje zadanie polegało na tym, żeby być ścisłą i trzymać się faktów; pomogło mi to osiągnąć obiektywizm, do czego zapewne zobowiązany jest każdy biograf. Dla siebie samej wyznaczyłam wśród występujących postaci maleńką rólkę nie tyle ze skromności, ile kierując się chęcią napisania książki o Murze, nie zaś o moich stosunkach i uczuciach dla niej.
Znałam ją, kiedy miała dwadzieścia lat, piszę zaś o niej w pięćdziesiąt lat później. Czy jednak znałam ją wówczas? Tak, jeśli „znać” oznacza widzieć kogoś w ciągu trzech lat, słyszeć go, wspólnie mieszkać. Ale nie znałam jej tak, jak znam ją dzisiaj. Dowiedziałam się bardzo wiele, myśląc o niej przez wiele lat i odsłaniając prawdę, którą w swoim czasie skrywała, prawdę, którą zniekształcała, uchylając zaledwie jej rąbek, kiedy opowiadała nam o sobie, kiedy tworzyła i hołubiła swój mit, dając nam w tych latach nie samą siebie, ale ów mit właśnie.
Nie odrzucam jednak jej legendy i nie zastępuję mitu rzeczywistością, aby go ukryć. Nie odrzucam go, bo potrzebuję go podobnie jak samej rzeczywistości. Potrzebne mi są obydwa plany; obydwa składają się na tę książkę.
Była młoda w epoce wzniosłej i złowrogiej, zajmowała określone miejsce (które wciąż jeszcze istnieje, tyle że jedynie w sensie geograficznym) i dlatego mamy prawo powiedzieć, że jej życie należy do tego, co Francuzi nazywają „małą historią”.
Czy jednak nasze stulecie pozostawiło miejsce dla „małej historii”? Czy wszystko, co się wydarzyło od 1914 roku, nie było wyłącznie „wielką historią”? (...)
Tytuł książki pochodzi od przezwiska, jakie jeszcze w 1921 roku nadał Marii Ignatjewnie Gorki. W przezwisku tym kryje się więcej, niż czytelnik może na pierwszy rzut oka spostrzec. Gorki przez całe życie stykał się z silnymi kobietami, wyraźnie go ku nim ciągnęło. Mura była i silna, i nowa, poza tym jednak wiedziano powszechnie, że jest potomkinią Agrafieny Zakriewskiej, miedzianej Wenery Puszkina. Taki był drugi sens. Trzeci zaczął narastać stopniowo jako aluzja do „Żelaznej Maski”, do tajemniczości, jaka ją otaczała. „Żelazna Maska” – do tej pory nie wiadomo, kto się pod nią ukrywał. Człowiek w nigdy nie zdejmowanej żelaznej masce został przywieziony w 1679 roku do twierdzy Pignerol we Francji, po czym w 1703 roku przeniesiony do Bastylii, gdzie zmarł. Istotnie, Mura okazała się nie tym, za kogo się podawała, do ostatniego dnia, jak się przekonamy, mnożąc kłamstwa i bardzo wiele przemilczając. Na tym polegało jedno z najważniejszych zadań jej życia. (...)

ZALESKI herbu Lubicz, Ostoja, Kościesza, Prus I; na Kowieńszczyźnie i Wileńszczyźnie (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 8, nr 2567, s. 80; f. 391, z. 7, nr 73, 1809). Kasper Niesiecki (Korona Polska, t. 4, s. 651-655) zna jeszcze Zaleskich herbu Ciołek, Chomąto, Dołęga, Godziemba, Grzymała, Jelita, Leszczyc, Lis, Łada, Rola, Topór.
O Lisach-Zaleskich donosił w XVI wieku Bartosz Paprocki: „Zalescy; z Wielkiej Polski, z których jeden za wieku mego był kustoszem gnieźnieńskim; Marcin, brat jego, pisarzem sieradzkim, człowiek godny.
O Zaleskich zaś herbu Prawdzic K. Pułaski w dziele Kronika polskich rodów szlacheckich Podola, Wołynia i Ukrainy (t. 1, s. 238, Brody 194) pisze: „We wszystkich dzielnicach Polski jest bardzo dużo domów Zaleskich, pieczętujących się różnymi herbami, a wśród herbowych tegoż samego herbu są znów w różnych okolicach rody Zaleskich, których wspólności pochodzenia lub łączności pokrewieństwa nie można już dzisiaj dośledzić.
Również Zaleskich Prawdziców jest kilka rodzin. Ci zaś, którzy od dłuższego już czasu są osiedleni na Podolu, Wołyniu i Ukrainie, pochodzą z Litwy z ziemi trockiej, gdzie w drugiej połowie XVI wieku Piotr Zaleski, syn Zygmunta, dzierżył (…) majętność Wawa…”.
Zalescy herbu Jelita, Kościesza, Dołęga, Lubicz, Ostoja, Pobóg znani byli w XVI wieku w wołkowyskim, mścisławskim, wileńskim, oszmiańskim, nowogródzkim powiecie (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 4, nr 3401; f. 391, z. 6, nr 11, 12; f. 391, z. 10, nr 146).
Piotr Zaleski był poborcą powiatu lidzkiego w 1613 roku (Volumina Legum, t. 3, s. 114).

ZANDER herbu Zander; powiat brasławski, rosieński (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 6, nr 7, 873). Od XVIII wieku notowani też na Łotwie. Jedni z Zandorowiczami.
Kilkakrotnie byli potwierdzani w rodowitości szlacheckiej przez heroldię wileńską w XIX wieku.
Z tej rodziny pochodził wybitny konstruktor rakiet odrzutowych Fryderyk Zander (1887-1933).

ZAŃKOWSKI herbu własnego; ród rosyjski (od około 1572) polskiego pochodzenia.
Obszczij gierbownik (t. 1, s. 707) podaje: „familia Zańkowskich proischodit iz polskogo szlachectwa.

ZAPŁATIN herbu Sas; rod rosyjski polskiego pochodzenia; w Rosji od roku 1652. Obszczij gierbownik (t. 7, s. 97) podaje: „familia Zapłatinych proischodit iz polskogo szlachectwa.

ZAREMBA vel ZARĘBA herbu własnego. Stanisław Zieliński w książce Wybitne czyny Polaków na obczyźnie (Wilno 1935, s. 44, 101) pisze: „Zaremba Djonizy, marynarz i podróżnik; był kapitanem marynarki rosyjskiej; badał Alaskę w 1834-38; na jego cześć nazwali Rosjanie jedną z wysp archipelagu Aleksandra wyspą Zaremby (...)”

ZASULICZ herbu Ślepowron odmienny. Dziedziczyli na Tałaszkowszczyźnie w powiecie orszańskim i szerzej na Witebszczyźnie (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 9, nr 2782). Z tego rodu pochodziła Wera Zasulicz (1849-1919), słynna rewolucjonistka i terrorystka rosyjska.

ZAWODOWSKI herbu własnego. Obszczij gierbownik dworianskich rodow Wsierossijskija Impierii (t. 1) donosi: „Hrabiowie Piotr, Jakow i Ilja Zawodowskije pochodzą ze starożytnego Polskiego rodu Szlacheckiego. Pradziad Jakow Zawodowskij w ubiegłym XVII stuleciu, gdy oswobodzona od Panowania Polskiego Małorosja przyłączyła się do Rosji, przeszedł pod Państwo Rossyjskie, skłoniony do tego przez wiarę, i znajdując się na różnych urzędach w nagrodę swych wielkich zasług otrzymał majątki”...
Na cześć jednego z nich, generała Piotra Zawodowskiego, nazywa się wyspa na Oceanie Atlantyckim należąca do archipelagu South Sandwich.

Zenowicz herbu własnego. Zenowicz, wojski połocki, był w 1764 r. posłem na sejm koronacyjny w Warszawie od województwa połockiego (Publiczna Biblioteka Miejska i Wojewódzka w Rzeszowie, dział rękopisów; Rk-3, k. 273).
O Michale Zenowiczu, dominikańskim plebanie mohylewskim, historycy moskiewscy opowiadają mrożące krew w żyłach bajki, że oto np. około roku 1764, chcąc nawrócić na unię pewne osierocone prawosławne dziewczę, które upierało się przy swoim, kazał je „różgami bić nielitościwie, a potem gałęziami agrestowymi kłującymi, aż się zgodzi zostać katoliczką”. Inną znów niewiastę miał pleban mohylewski nawracać w ten sposób, że kazał ją wtrącić do więzienia, męża jej okrutnie bił, aż ów po kilku miesiącach zmarł, a jej samej – gdy powiedziała, że raczej da się spalić, niż przejdzie na katolicyzm – osobiście „zapaliwszy łuczywo, tak długo palił rękę, aż ta zczerniała i się pęcherzami pokryła” (Archeograficzieskij Sbornik Dokumientow, t. 5, s. 93-94).
W 1765 roku w drukarni Akademii Wileńskiej odbito druczek Korneliana Pocałojowskiego pt. Propositiones philosophicae, quas sub auspiciis Janussii Despot Zenowicz, praepositi ac praesidis Mohiloviensis (K. Ćiepiene, I. Petrauskiene, Vilniaus Akademijos spaustuves leidiniai, V. 1979, s. 376).
Około 1769 roku Józef Zenowicz był podstolim województwa połockiego.
*         *         *
Także w wieku XIX wzmianki o reprezentantach tego rodu często można znaleźć w różnych zapisach urzędowych.
Hieronim Zenowicz w 1812 roku był właścicielem majątku Zamosze (wsie Mołczany, Klipica, Lipówka) z 46 domami. Michał Zenowicz władał majątkiem Januszewo (wsie Wielka i Mała Iwanowszczyzna, Subotowo) w sumie 109 dymów (Akty izdawajemyje, t. 37, s. 368).
Michał Deszpot z Bratoszyna Zenowicz w 1817 roku był marszałkiem szlachty guberni mińskiej, kawalerem orderu św. Stanisława (Historyczne Archiwum Narodowe Białorusi w Mińsku, f. 319, z. 1, nr 3, s. 200).
Tenże „Michał Deszpot z Bratoszyna Zenowicz radca stanu, marszałek szlachty guberni mińskiej, orderu Świętego Stanisława kawaler” często figuruje około roku 1817 w rozmaitych zapisach oficjalnych tamtych miejsc (Por.: CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 227, s. 6).
Stefan Zienowicz był nauczycielem chemii i mineralogii w Liceum Wołyńskim w roku szkolnym 1822/23. Bazyli Zienowicz wykładał w tymże czasie wymowę, historię i prawo w Szkole Powiatowej Łuckiej (CPAH Litwy w Wilnie, f. 721, z. 1, nr 26, s. 17, 18).
Wśród szlachty powiatu trockiego według listy z 1863 roku znajdowali się liczni Zenowiczowie potwierdzeni w rodowitości szlacheckiej przez heroldię wileńską w latach 1799-1845 (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 9, nr 703, s. 6; f. 391, z. 9, nr 73, s. 16).
Wywód urodzonych Zienowiczów herbu Deszpot donosi: „Roku 1799 miesiąca stycznia dziesiątego veteris, dwudziestego pierwszego novi stili dnia.
Przed nami, Ludwikiem hrabią Tyszkiewiczem, marszałkiem guberńskim, kawalerem różnych orderów, Prezydującym, i deputatami ze wszystkich powiatów Guberni Litewskiey do przyjmowania y roztrząsania wywodów szlacheckich obranymi, złożony został wywód urodzonych Zienowiczów herbu Deszpot czyli Zienowicz; z którego gdy się okazało: że Familia ta jeszcze w roku 1650 possydowała dziedziczny majątek szlachecki w okolicy Stankiewiczach w powiecie lidzkim położony, przez Iwana Zienowicza nabyty, którego potomkowie w teyże ziemskiey szlacheckiey possesyi dotąd mieszkają; jako się to wyświeca z dekretu ziemstwa lidzkiego w roku 1702 stycznia miesiąca dnia jedynastego między Danielem Zienowiczem ferowanego. – Jako też, że ten Daniel Zienowicz, naddziad poniżey wyszczególnionych wywodzących się teraz Zienowiczów, których testamentem swym pod rokiem 1717 miesiąca augusta 22 dnia nastałym (…) wyraził. – Koleją, testament Leona Zienowicza w roku 1764 miesiąca maja 10 dnia czyniony, syna jego Symona okazał. – Który to Symon Zienowicz, syn Leona, zrodził wywodzących się dziś Daniela z synami Bonifacym y Jakóbem, Antoniego z synem Karolem i Wincentego Zienowiczów (…) – Niemniey też, drugi syn Daniela, a rodzony brat Leona Zienowicza, Stefan Zienowicz był oycem Antoniego y Jerzego Zienowiczów (…) Antoni Stefanowicz Zienowicz zostawil dwóch synów, Stefana, wywodzącego się z synem Antonim, y Jana Zienowiczów.
Na fundamencie więc złożonych wywodów (…) My, marszałek guberński, y deputaci powiatowi, stosownie do przepisów (…) wywodzących się Daniela z synami Bonifacym i Jakóbem, Antoniego z synem Karolem, i Wincentego, braci z oyca Symona zrodzonych, oraz Stefana z synem Antonim y Jana, braci, synów Antoniego Stefanowicza, urodzonych Zienowiczów za aktualną y rodowitą szlachtę polską ogłaszamy, y onych do Xięgi Szlachty Guberni Litewskiey pierwszej klassy zapisujemy.
Działo się na sessyi Deputacyi Generalney Szlacheckiey Guberni Litewskiey w Wilnie.” (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 1, nr 948, s. 276-277).
Wywód familii urodzonych Zienowiczów herbu Zienowicz, zatwierdzony przez Deputację Wywodową Szlachecką Guberni Mińskiej 8 grudnia 1803 roku podaje, iż „familia Zienowiczów (…) prawem do użycia pozwolonych z naydawnieyszych czasów szlachectwa polskiego nosząc na sobie znamiona, byt swóy początkowy jedni w Podlasiu, gdzie przy licznym majątków ziemnych posiadaniu, wysokich urzędów i cnotliwych dla óyczyzny postępków z zupelną dla potomności chlubą okazała dowody…”. W 1803 roku w Mińsku Stanisław, Józef i Dominik Zienowiczowie uznani zostali „za rodowitą polską szlachtę” i wpisani do części pierwszej Ksiąg Szlacheckich Guberni Mińskiej (Archiwum Narodowe Białorusi w Mińsku, f. 319, z.2, nr 1201).
Do Zenowiczów należała m.in. majętność Berezpoń w powiecie borysowskim Guberni Mińskiej (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 4, nr 3353, s. 100-104).
Od Aleksandra Zenowicza, który w XVII wieku przesiedlił się do Moskwy, zaczęli się słynni rosyjscy Zinowjewowie (Obszczij Gierbownik Dworianskich Rodow Wsierossijskoj Impierii, t. 1, s. 371).
A. Lakier (Russkaja Gieraldika, t. 2, s. 429) wyprowadza Deszpotów-Zienowiczów od „despoty mołdawskiego Zenowicza, który przyciśniony przez Turków w 1390 roku przybył do Witolda Litewskiego i osiedlił się w jego posiadłościach”. Od tego rodu odgałęzienie używało nazwiska Zinowjewów oraz herbu Zenowicz.

Zglenicki vel ZGLINICKI herbu Prus II, Prus III.
K. Niesiecki (Korona Polska, t. 4, s. 736) pisze: „Zglinicki herbu Prus II w Płockim w-wie y Ziemi Dobrzyńskiey, od których poszli Radomińscy. Tomasz w płockim, Woyciech w dobrzyńskim”.
Dwóch Wojciechów oraz Stanisław Zglenicki podpisali od Ziemi Dobrzyńskiej w roku 1697 akt elekcji króla Augusta II (Volumina Legum, t. 5, s. 434).
Stanisław i Wawrzyniec Zgleniccy, dobrzy szlachcice Ziemi Dobrzynskiej, zamieszani byli razem z grupą przyjaciół we wszczęcie tumultu podczas sejmiku gromnicznego w Lipnie (Lauda sejmików Ziemi Dobrzyńskiej, s. 402, Kraków 1887).
Z tej rodziny Witold Zglenicki (1848-1904), znakomity inżynier w zakresie wydobycia i przerobu ropy naftowej, pionier jej wydobycia z dna Morza Kaspijskiego.

Zieliński. Spis szlachty Królestwa Polskiego (Warszawa 1851, s. 295-296) donosi o Zielińskich herbu Ciołek, Doliwa, Grzymała, Jastrzębczyk, Jelita, Prus III, Radosz, Świnka.
K. Niesiecki (Korona Polska, t. 4, s. 738-741) pisze o Zielińskich herbu Ciołek (Sandomierskie), Jelita (Wielkopolska), Świnka (Płockie). Byli też Zielińscy herbu Brochowicz.
Bardzo licznie rozmnożeni byli Zielińscy w Ziemi Dobrzyńskiej, skąd się rozsiedli na inne dzielnice Polski. Liczni Zielińscy wywodzili się z Zielanki lub Zielonki w Ziemi Krakowskiej.
T. Żychliński w Złotej księdze szlachty polskiej (t. 31, s. 74-76, Poznań 1908) pisał o Zielińskich herbu Świnka: „Jest to rodzina bardzo starożytna i senatorska… Piotr ze Strygi, Starego Rypina i Zielonej, Świńka Zieliński piastował w roku 1367 godność stolnika dobrzyńskiego, w roku 1371 chorążego, a wreszcie został senatorem, kasztelanem rypińskim i był nim od roku 1375 do 1409.
Z jego dwóch synów był Piotrasz na Zielonej w roku 1437 stolnikiem dobrzyńskim, a Jakusz ze Strygi… miał za żonę córkę Żywona z Radomira, marszałka ziemi dobrzyńskiej, która mu powiła trzech synów, Piotra, Jana i Adama…”.
Po kilku dziesięcioleciach widzimy już Jana na ziemiach Rusi Czerwonej jako chorążego lwowskiego. Była to rodzina równie rozgałęziona co uzdolniona, wydała ze swego łona wojewodów, kasztelanów, sędziów, a nawet arcybiskupa (Konstanty Zieliński, Lwów 1705). Małżeństwa spokrewniły ją z innymi zacnymi rodzinami, takimi jak Tęgoborscy, Perzanowscy, Lasoccy, Krasińscy, Brzezińscy, Rembelińscy i in.
O Zielińskich herbu Ciołek Herbarz rodzin szlacheckich Królestwa Polskiego (cz. 1, s. 135, Warszawa 1835) donosi: „Zielińscy. Z tej rodziny Władysław, przed rokiem 1735 posiadał dobra Markowice, w dawnem Województwie Kaliskim położone”. O tych zaś, co pieczętowali się godłem Doliwa, dowiadujemy się (s. 159), że gnieździli się w Ziemi Dobrzyńskiej. „Z tych Jan w roku 1784 dobra Grubno i Stolno posiadał”.
Kolejne znowuż źródło genealogiczne informuje: „Zielińscy (herbu Grzymała), w dawnem Województwie Płockim. Z tej rodziny Feliks z Zielonej Zieliński jeszcze w roku 1545 urząd sędziego ziemskiego płockiego sprawował” (Herbarz rodzin szlacheckich Królestwa Polskiego, cz. 2, s. 99, Warszawa 1990).
Na Podolu Zielińscy rozgałęzili się na osiem różnych rodzin, z których sześć, jako starożytna szlachta polska, wpisywane były do części szóstej tamtejszych ksiąg szlacheckich (Spisok dworian wniesionnych w dworianskuju rodosłownuju knigu Podolskoj Gubernii, Kamieniec-Podolsk 1897, s. 229, 230).
Była jeszcze jedna rodzina Zielińskich, Żydów polskich, uszlachconych, z nadaniem herbu Jastrzębczyk, przez cara Mikołaja I 29 kwietnia 1841 roku (Herbarz rodzin szlacheckich Królestwa Polskiego, cz. 2, s. 220, Warszawa 1853).
Wzmianki źródłowe w archiwaliach są o rodzie Zielińskich nagminne zaczynając od wieku XVI.
Grzegorz Zieliński, wojewoda płocki, w 1587 roku podpisał reces warszawski około elekcji króla Zygmunta II (Volumina Legum, t. 2, s. 243).
Tęż imię znajdujemy w przywileju króla Zygmunta III z 17 kwietnia 1589 roku.
Około roku 1603 w imieniu króla ważne dekrety podpisywał jego sekretarz Valentinus Zieliński, – „sacrae regiae majestatis, secretarius cancellariae officii consularis regens…” (Akty izdawajemyje, t. 10, s. 24).
Wojciech Alojzy Zieliński, wojski Ziemi Buskiej, w 1669 roku był sygnatariuszem sejmu walnego warszawskiego (Volumina Legum, t. 5, s. 20). Onże wymieniony jest przez źródła ówczesne jako podczaszy grodzieński i stolnik piński, chorąży. Brał udział w wojnie przeciwko najeźdźcy moskiewskiemu w latach 1654-1661.
Jan Zieliński, starosta ciechanowski i poseł tejże ziemi, w 1674 roku podpisał akt konfederacji generalnej warszawskiej (Volumina Legum, t. 5, s. 131).
Władysław i Krzysztof Zielińscy, towarzysze roty husarskiej, w 1676 roku zostali przywróceni do honoru przez sejm koronacyjny, ponieważ wcześniej niesłusznie byli obwinieni o przestępstwo (Volumina Legum, t. 5, s. 196).
Ludwik Zieliński, podczaszy różański, w 1696 roku był członkiem rady sejmowej (tamże, s. 410).
Konstanty Zieliński w latach 1700-1709 był arcybiskupem lwowskim.
Jakub Zieliński, kasztelan raciążski, 12.XI.1763 roku podpisał dekret prymasa Wł. Łubieńskiego o zwołaniu sejmu w Warszawie (Akty izdawajemyje, t. 13, s. 216).
Hieronim, Marceli, Szymon z Gościsk na Steklinie Zielińscy podpisali w 1764 roku od Ziemi Dobrzynskiej elekcję ostatniego króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego (Volumina Legum, t. 7, s. 118).
Jędrzej Zieliński, podczaszy ziemski i poseł różański w 1763 roku podpisał uchwałę sejmową w Krakowie (Dział rękopisów Publicznej Biblioteki Miejskiej i Wojewódzkiej w Rzeszowie, Rk-3, s. 7).
23 grudnia 1776 roku prezbiter kościoła unickiego Jan Zieliński zwrócił się do sądu brzeskiego ze skargą na złodziei: „W roku teraźnieyszym 1776 za dnia 14 na 15 maja, nocną porą do cerkwi Kiiowieckiey dobyli się y w niey tak cerkiewne srebra, idque dwa kielichy, patynę y inne cerkiewne rzeczy, iako też pieniądze w różnych gatunkach więcej jak siedmiu tysięcy wynoszące, tudzież sygnety y różne kamienie czeskie, y to wszystko zniosłszy się z żydami y innemi lepiey sobie wiadomemi osobami… utaili”. Ksiądz Zieliński uważał, że akt kradzieży dokonany został przez Cyganów (Akty izdawajemyje, t. 5, s. 122-127).
W styczniu 1793 roku w aktach Głównego Trybunału Litewskiego figuruje Józef Antoni Zieliński, wójt grodzieński oraz Józef Zieliński „radca majątku jego królewskiey mości Grodna”.
Jan Zieliński, łowczy zakroczymski, pełnił ważne funkcje w centralnym aparacie władz narodowych podczas Powstania T. Kościuszki (Por. Akty Powstania Kościuszki, t. 1, cz. 1, s. 85, Kraków 1918).
Mikołaj Leopold, Józef, Wilhelm, Ewaryst, Maksymilian, Benedykt i Ignacy Zielińscy z powiatu trockiego w 1844 roku znaleźli się na liście tutejszej szlachty jeszcze nie zatwierdzonej w rodowitości przez władze rosyjskie (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 9, nr 18). Natomiast według listy z 1854 roku w powiecie trockim zamieszkała liczna rodzina Zielińskich, których rodowitość potwierdziła heroldia wileńska w latach 1806, 1839, 1845, 1847, a petersburski Departament Heroldii w 1849 roku (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 9, nr 73, s. 18).
Zielińscy zamieszkali w powiecie trockim używali herbu Świnka i ród swój wiedli od Grzegorza, którego syn Justyn w 1631 roku na mocy przywileju króla polskiego Zygmunta III otrzymał majątek Zielonów, i pozostawił trzech synów: Kazimierza, Jana i Stefana, którzy dali początek odpowiednio trzem gałęziom rodu. Genealogia familii urodzonych Zielińskich, zatwierdzona przez heroldię wileńską w roku 1838 przedstawia siedem pokoleń rodu (27 osób płci męskiej) (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 4, nr 3477).
Józef Zieliński herbu Poraj z powiatu zwinogrodzkiego guberni kijowskiej w 1806 roku został potwierdzony w rodowitości szlacheckiej (AGAD w Warszawie, Akta Heroldii Królestwa Polskiego, s. 23, k. 1-6).
Jednak co biedniejsze siedliska rodu nie otrzymały potwierdzenia szlachectwa i zostały określone jako „odnodworcy…”.
Niedawna szlachta, „jednodworcy”, nazywani byli często w rosyjskich papierach urzędowych „bezdomnymi”, od 1844 roku mieli być oddawani w rekruty w pierwszej kolejności. Tym, którzy mieli na własność chłopów pańszczyźnianych, odbierano ich, np. na Wołyniu Antoniemu Zielińskimu skonfiskowano aż 179 dusz (Por. D. Beauvois, Polacy na Ukrainie, s. 133, Paryż 1987).
Michał Zieliński, szlachcic województwa podolskiego, właściciel dóbr Woronki w powiecie Soroki był śledzony w 1863 roku przez policję rosyjską, ponieważ miał brać udział w tajnym przerzuceniu do Polski broni i złota na cele narodowe (Archiwum Narodowe Mołdawii w Kiszyniowie, f. 2, z. 1, nr 7643, s. 4).
Z tej rodziny pochodził wybitny historyk, filozof i filolog klasyczny, profesor uniwersytetów w Petersburgu i Warszawie Tadeusz Zieliński (1859-1944), autor m.in. dwutomowego dzieła Hellenizm a judaizm. (Patrz o nim: Jan Ciechanowicz, Syjon, Olimp i Golgota. Judaizm, hellenizm i chrystianizm w filozofii Tadeusza Zielińskiego, Mołodeczno 2001.).
T. Klimowicz odnotowuje w swym słowniku o innym reprezentancie rodu: „Zielinski Kornielij Lucjanowicz (1896-1970). Literaturoznawca. Jeden z teoretyków Literackiego Centrum Konstruktywistów, współautor manifestów tej grupy (m.in.: Zmiana wszystkich 1924, gdzie zamieszczono deklarację „Wiemy”, Deklaracja Literackiego Centrum Konstruktywistów 1925; Plan państwowy literatury 1925). W sytuacji zagrożenia Zieliński dla ratowania swoich notowań nie wahał się ani przez chwilę i w 1930 roku zaatakował przyjaciół konstruktywistów (Ilję Sielwinskiego, Eduarda Bagrickiego, Władimira Ługowskiego) w artykule „Koniec konstruktywizmu”, zamieszczonym – co znamienne – na łamach rappowskiego organu „Na litieraturnom postu”. Pod koniec 1931 r. Korniej Czukowski zapisuje w swoim Dzienniku: „W nim jest jakieś pęknięcie, w tym opanowanym i spokojnym gentlemanie. „Proszę zrozumieć – mówi otwarcie – przeżyć taki krach jak ja: być wodzem konstruktywistów i oto... Tego mi „nie” chcą zapomnieć i teraz muszę wciąż na nowo i na nowo przekonywać o swojej lojalności, o zerwaniu ze swoją przeszłością (którą tak kocham), Tak więc nie należy mnie surowo osądzać”. Prace teoretyczno- i krytycznoliterackie: „Konstruktywizm i socjalizm” 1929, „Poezja jako znaczenie” 1929, Wspomnienia: „Na przełomie dwóch epok. Spotkania literackie” 1917-1929, 1960, oraz eseje literaturoznawcze: „Październik a literatury narodowe” 1967 i in.

ZIENKIEWICZ herbu Siestrzeniec. Z tego rodu, gnieżdżącego się pierwotnie w Ziemi WIleńskiej, Grodzieńskiej i Witebskiej, pochodził szereg znakomitych działaczy nauki i kultury rosyjskiej.

ZienKOWSKI herbu Leliwa. Z tego rodu pochodził jeden z poważnych myślicieli rosyjskich.
W swej Historii filozofii rosyjskiej M. i B. Łosscy piszą:
Wasyli Wasylewicz Zienkowski urodził się w 1881 roku. Był docentem Uniwersytetu Kijowskiego. [Wyemigrował w 1919 roku.] Od 1925 roku byt profesorem filozofii i psychologii w Prawosławnym Instytucie Teologicznym św. Sergiusza w Paryżu, a w 1942 roku przyjął święcenia kapłańskie. [Ojciec Zienkowski zmarł w 1962 roku.]
Główne prace Zienkowskiego: „Problema psichiczeskoj priczynnosti” (1915), „Russkije myslitieli i Jewropa” (1926), „Die religiöse Erfahrung” („Der Russische Gedanke” 1930, z. 2), „Prieodolenije płatonizma i problema sofijnoj twari” („Put” 1930, z. 24), „Ob obrazie Bożyjem w czełowiekie” („Prawosławnaja Mysl” 1930, z. 2), „Problema wospitanija w swietie christianskoj antropologii” (1939), „Problema kosmosa w christianstwie” („Żywoje Priedanije”, 1931), „Istorija russkoj fiłosofii” (1950. I-II). [„Pamjati otca Wasilija Zienkowskogo”, 1984.]
Na bazie dokładnego zbadania problemu przyczynowości psychicznej Zienkowski dowodzi, że podobnego rodzaju przyczynowość jest faktem i szeroko wykorzystuje to w swoich następnych pracach.
W artykule o doświadczeniu religijnym Zienkowski rozumie doświadczenie jako treść świadomości, która może być opisana jako „dana”, uwarunkowana wzajemnym oddziaływaniem podmiotu i przedmiotu, i jest związana z przedmiotem. Występuje przeciwko Durkheimowi, Freudowi i innym, próbującym rozpatrywać doświadczenie religijne jako coś pochodzącego od innych form bytu. Durkheim, na przykład, wyprowadza je z doświadczenia związków społecznych. Jednakże doświadczenie to już zawiera w sobie element religijny.
Trzeba więc założyć, że w świadomości powinny zostać znalezione dane religijne, które nie są pochodne i nie mogą być wyjaśnione jedynie wzajemnym oddziaływaniem między podmiotem i transsubiektywną zasadą. Jeśli chodzi o naturę tej zasady, to jest ona dana w doświadczeniu mistycznym jako niewyrażalne w pojęciach ogarnięcie całego człowieka. Doprowadza to wielu myślicieli do tłumaczenia doświadczenia w duchu panteistycznym.
Ludzkość jednakże nie zadowala się tą formą doświadczenia religijnego; niektórzy ludzie dysponują także doświadczeniem kontaktu z wyższą zasadą jako osobową lub metaosobową istotą, która ujawnia siebie przez słowo i objawienie jako metakosmiczna, transcendentalna zasada. Objawienia są liczne, w pewnym stopniu sobie przeczą, ale nie jest to dowodem, że są one subiektywne; tak samo jak i istnienie halucynacji i iluzji nie zmusza nas do rozpatrywania wszystkich zmysłowych wyobrażeń jako fałszywych.
Zienkowski przezwycięża sprzeczności między panteistycznym i teistycznym doświadczeniem religijnym poprzez wytłumaczenie doświadczenia panteistycznego jako błędnego przedstawienia stworzonego aspektu świata jako samego Boga. Nie odrzucając w pełni koncepcji Ernsta Troeltscha (1865-1923) na temat szczególnego religijnego a priori, zauważa, że koncepcja ta nie może zostać rozwiniętą w granicach systemu immanentnej filozofii: transcendentalne funkcje nie rodzą treści doświadczenia, a mogą się zrealizować jedynie w związku z danymi wskazującymi na transsubiektywne źródło.
Zienkowski twierdzi, że dusza ma strukturę hierarchiczną i, że wyższy jej element, „serce”, rozumiane w zgodności z antropologią chrześcijańską jako życie uczuć ustanawiających duchowy związek z Bogiem i Boskimi osnowami świata.
Rozpatrując problemy chrześcijańskiej kosmologii, ojciec Bazyli występuje przeciwko akosmizmowi, panleizmowi i ateistycznemu naturalizmowi. Według niego można uniknąć tych błędnych teorii tylko w tym wypadku, jeśli będziemy dysponowali prawidłowym przedstawieniem stworzenia świata przez Boga. Idąc za ojcem Sergiuszem Bułhakowem, chociaż w znacznym stopniu zmieniając jego naukę, Zienkowski opracowuje teorię Sofii Boskiej i Sofii stworzonej.
Sofia Boska, Mądrość Boga, jest zbiorem idei na temat świata, kosmow nohtow, Boską koncepcją świata. Idee, leżące u podstaw procesów kosmicznych, są Sofią stworzoną. Idee w Bogu są związane z ideami w świecie jak „prototypy” z „obrazami”. Celem uniknięcia zamętu ojciec Bazyli nazywa „ideami” jedynie prototypy, a obrazy nazywa „logosami”; ma na uwadze naukę stoików i Ojców Kościoła o „logosie spermatycznym” („Osnownyje problemy”, 65). Duch światowy zawiera logosy w ich jedności. Koncepcja ducha światowego była zdyskredytowana w oczach wielu Ojców Kościoła przez swój związek z panteizmem. Jednakże w rzeczywistości koncepcja ta może zostać opracowana bez pomocy panteizmu i użyta dla przezwyciężenia mechanistycznego naturalizmu.
Akosmizm i okazjonalizm mogą zostać odrzucone jedynie w tym wypadku, jeśli uznamy istnienie w świecie aktywnej, chociaż i stworzonej substancji. Ojciec Wasyli rozróżnia dwa rodzaje działalności: empiryczne i substancjonalne przyczynowe związki (causae ad fieri i cause ad esse scholastyków). Przyczynowość empiryczna przejawia się w przejściu od jednego wydarzenia do drugiego, a przyczynowość substancjalna w pełni obejmuje cały cykl bytu.
Nauka o stworzeniu świata przez Boga zmusza nas, według ojca Bazylego, do dopuszczenia, że czas istnieje w Bogu, tak jak idea, że jakoby czas bierze swój początek w świecie, „prowadzi nas do problemu czasu istniejącego przed początkiem obecnego czasu”.
Ojciec Wasyli twierdzi, że dążenie niektórych teologów do tłumaczenia wszelkiej działalności jako pochodzącej od Boga i wyjaśnienia wszystkiego co dobre w człowieku, wyłącznie działaniem Boga w człowieku, prowadzi do akosmizmu i okazjonalizmu. Błędów tych można uniknąć jedynie poprzez uznanie istnienia aktywnych stworzonych substancji i aktywnej natury obrazu Bożego w człowieku.
Prace Zienkowskiego na temat problemów chrześcijańskiej kosmologii są niezwykle cenne; nie można jednak zgodzić się z nim, gdy twierdzi, że idea początku świata i czasu w nim zmusza nas do uznania istnienia czasu w Bogu przed stworzeniem świata. Słowo „początek” nie zawsze oznacza pojawienie się procesu A po procesie B; może ono także . oznaczać pierwsze chwile procesu A.

ziNowJEW herbu własnego; baronowie Cesarstwa Rosyjskiego. Ich protoplasta miał przybyć z Polski do Moskwy w 1392 roku.
Papiery generalogiczne potwierdzające polskie pochodzenie Zinowjewów znajdują się w zbiorach CPAH Rosji w Moskwie (f. 286, z. 1, nr 61).

ZMIJEW herbu własnego; około roku 1613 przybyli do Rosji z Inflant Polskich.

ZOłotIŁOW herbu własnego; w Rosji notowani od 1654 roku. Mieli tu przybyć z Rzeczypospolitej.

Zubow herbu własnego. Panowie Zubowowie posiadali dobra rodowe w powiatach szawelskim i telszewskim na Żmudzi. Byli też potwierdzani w godności szlacheckiej przez heroldię w Wilnie. (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 9, nr 2215; f. 708, z. 2, nr 2361).



Ż


Żadkiewicz herbu Jastrzębiec; znani w Ziemi Czernihowskiej od XVII wieku.

Żadowski herbu własnego; do Moskwy przybyli około 1620. Pochodząca z tego rodu pisarka Julia Żadowska (1824-1883) ukończyła pensjonat dla panien szlacheckich w Kostromie. Po przeżyciu nieudanej miłości (ojciec nie zgodził się na jej małżeństwo z ukochanym, który był „tylko” nauczycielem gimnazjalnym) zamknęła się w sobie i do końca życia pogrążyła się w smutku. Takie są też jej utwory poetyckie i beletrystyczne, których podstawowy temat stanowi żal z powodu utraconego szczęścia i rozbitego życia. W 1846 roku ukazał się pierwszy zbiorek poezji J. Żadowskiej, w 1847 pierwsza opowieść pt. Prostoj słuczaj. Mieszkając na przemian w Petersburgu i Moskwie pisarka dobrze się znała z Chomiakowem, Aksakowem, Wiazemskim, Drużyninem, Turgieniewem, Dobrolubowem. W latach 1885-1886 ukazał się pełny zbiór utworów Julii Żadowskiej w czterech tomach.

ŻAGIEL herbu Trąby. Pochodzili z Wileńszczyzny. Stanisław Zieliński w książce Wybitne czyny Polaków na obczyźnie (Wilno 1935, s. 41, 103) dosłownie podawał: „Kilka dzieł w języku francuskim z geologji i klimatologjii Egiptu napisał dr. Żagiell Ignacy”. Tenże autor streszcza życiorys pomysłowego wilnianina jak następuje: „Żagiel Ignacy, dr. medycyny, ur. 1826, zm. 1891, lekarz, przyrodnik i podróżnik; podróżował w 1862-64 po Turcji, Arabji, Abisynji, Egipcie, gdzie został lekarzem kedywa, odbył podróż na Sacharę, uczestniczył w austrjackiej ekspedycji do Afryki Centralnej i był pierwszym Polakiem, który dotarł do okolic wielkich jezior; później zwiedzał Amerykę i przebywał cztery lata w Indjach. Żagiell napisał kilka dzieł francuskich poświęconych geologji i klimatologji Egiptu; podróże swe po Afryce i zachodniej Azji opisał po polsku i wydał w Wilnie.
Podane powyżej informacje są niesłuszne, Ignacy Żagiel bowiem był po prostu wielkim mistyfikatorem, a wydane przezeń książki są wytworem jałowej wyobraźni i nie mają nic wspólnego z twórczością naukową. (patrz o nim; Jan Ciechanowicz, Dzieci żelaznego wilka, rękopis; jak też jego artykuł Fantazyjne peregrynacje doktora Żagiella w: „Pro Memoria” nr 4 i 5 2004 r.).

ŻAJWORONKOW herbu własnego (Łuk odmienny); znani w Rosji od początku XVIII wieku.

ŻALNICKI herbu własnego; przodek ich przybył z Polski do Moskwy w 1352 roku.

ŻDANOW herbu własnego; znani w Rosji od 1622; prawdopodobnie wiodą swój ród od Żdanów herbu Jastrzębiec i Lis.

ŻEGAŁOW herbu własnego. Panowie Żegałowowie mieszkający na terenie byłego W. Ks. L. byli w XIX wieku potwierdzani w godności szlacheckiej przez heroldię wileńską. (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 3, nr 111).

ŻELABUŻSKI herbu własnego; dawniej pisani byli Żelabowski, później też Żelabow. Jak twierdzą Rummel i Gołubcow (RS, t. 1, s. 260-269), Stanisław Żelabużski wyjechał z Polski do wielkiego kniazia Wasyla Wasyljewicza Ciemnego (1435-1462) i obdarowany został posiadłościami ziemskimi w powiecie kozielskim. Pozostawił po sobie pięciu synów. Odtąd ród się potężnie rozgałęził, dając Moskwie wielu wojewodów, posłów, stolników, oficerów, senatorów, radców stanu itp.
Jeden z nich Jakub Ż. został w 1608 roku skazany na śmierć za to, że skłaniał wojsko moskiewskie do przejścia na stronę polską.

ŻELISŁAWSKI herbu Pilawa. Wzięli nazwisko od miejscowości Żelisławice w powiecie włoszczowskim; znani już w roku 1447. Później zakorzenili się także w Rosji.

ŻELNICKI herbu własnego; do Moskwy przybyli około 1352. W Polsce zanikli.

ŻŁOB herbu Kościesza; w Rosji osiedli potomkowie Jana Żłoba, który żył około 1641 roku.

ŻMIJEWSKI herbu Ślepowron. Z tego rodu pochodził Eugeniusz Żmijewski (ur. 17 XI 1816 w Żmijowie na Suwalszczyźnie, zm. 16 I 1885 w Warszawie), zesłaniec i pisarz. Za współpracę ze Stowarzyszeniem Ludu Polskiego i Szymonem Konarskim został aresztowany w 1838 i zesłany na Syberię, do kopalń nerczyńskich. Po zwolnieniu z katorgi osiadł w Irkucku, gdzie podjął intensywne, samodzielne studia matematyczno-przyrodnicze.
W 1844 rozpoczął trwające kilkanaście lat poszukiiwania złota na Syberii, w toku których poznał, jak mało kto przed nim, rozległe obszary kraju zabajkalskiego – ówczesną Daurię, Jakucję oraz dorzecza Leny, Olokmy i Witimu. Poszukiwał też złota w dorzeczu górnego Jeniseju, w Sajanach i na pograniczu Chin (ob. Mongolii). Podróżując np. z Barguzina, położonego na wschodnim wybrzeżu Bajkału, na południe przez Wierchnieudinsk (ob. Ułan-Ude) do Urlugu nad granicą z Chinami (dziś Mongolią) przebył góry Chamar-Daban, Ułan Burgasy, Cagan-Daban, Zagańskie i Małchańskie.
Te rozległe podróże dały mu bardzo cenny materiał do przyszłych prac publikowanych po powrocie do ojczyzny, w których zawarł opisy geograficzne przebytych krain, wiadomości etnograficzne o napotkanych ludach, zwłaszcza Buriatach i Ewenkach, a także relacje z życia poszukiwaczy złota i spotykanych zesłańców polskich. Prace te, pisane nadto bardzo przystępną polszczyzną i swojego czasu dość poczytne, nie były jednak później wznawiane i dostatecznie wykorzystane.
Po powrocie do kraju w 1856 Żmijewski ogłosił najpierw w odcinkach w „Gazecie Codziennej” w latach 1858-59 Sceny z życia koczującego podzielone na dwa tomy (t. 1 – „Step Kujtyński i pustynia Witimska, Podróż z Barguzina do Urluka”, t. 2 – „Pustynia Czykojska. Kjachta”).

ŻÓŁTOWSKI herbu Ogończyk; znani początkowo w Ziemi Grodzieńskie i Brzeskiej.
Z tej rodziny pochodził Iwan Władysławowicz Żółtowski (1867-1959), zasłużony architekt, członek rzeczywisty Akademii Architektury ZSRR i członek honorowy Akademii Nauk Białorusi. Pochodził z Pińska, ukończył Petersburską Akademię Sztuk Pięknych, przez wiele lat był profesorem wyższych uczelni. Jego najsłynniejsze zrealizowane projekty to generalny plan rekonstrukcji Moskwy (1918-1923), gmach Wszechrosyjskiej Wystawy Rolniczej (1923), Pawilon ZSRR na międzynarodowej wystawie w Mediolanie (1925-1926), budynek Rządu Dagestanu w Machaczkale (1926-1931), Aleja Pokoju (Prospekt Mira) w Moskwie (1957), liczne gmachy użyteczności publicznej w wielu miastach ZSRR. W 1950 roku J. Żółtowski został laureatem Nagrody Stalinowskiej za wybitny wkład w teorię i praktykę architektury. Był też kawalerem Orderu Lenina, Czerwonego Sztandaru Pracy i in.

ŻUKOW herbu Żukowski i Prus III. Służyli wojskowo królom polskim, później zasłynęli też w Rosji. Niektórzy twierdzą, że ich protoplasta osiadł w Moskwie w 1476 roku.
Widocznie z tego rodu wywodził się marszałek Gieorgij Żukow (1896-1974), Bohater Związku Radzieckiego, pogromca Niemców pod Berlinem i Japończyków w Chinach w 1945 roku, minister obrony narodowej ZSRR w latach 1955-1957.

ŻURAKOWSKI herbu Sas odmienny. W służbie rosyjskiej od czasów Piotra I i Katarzyny II. (Por.: Miłoradowicz, t. 2, cz. 6, s. 63). W 1649 Michał Sośnicki, ich przodek, był sotnikiem sosnickim, potem wstąpił do służby rosyjskiej.

ŻYGAŁOW herbu własnego. Panowie Żygałowowie z powiatu lidzkiego na Wileńszczyźnie byli w XIX wieku potwierdzani w godności szlacheckiej przez heroldię wileńską. (CPAH Litwy w Wilnie, f. 391, z. 4, nr 3495). Wyróżniali się głębokim patriotyzmem polskim.

ŻYLIŃSKI. W Rosji (od 1686) Żylińscy pieczętowali się własnym herbem (dwie skrzyżowane szpady ostrzem w górę).
Z tego rodu wywodził się Jakow Żyliński (1853-1918), generał kawalerii, jeden z dowódców armii rosyjskiej w Prusach podczas I wojny światowej.

ŻYŁA herbu Suchekomnaty. Miłoradowicz (t. 2, cz. 6, s. 61-62) podaje: „Przodek tej familii – polski szlachcic Siemion Żyła, na mocy przywileju króla polskiego Jana Kazimierza w 1666 roku otrzymał posiadłość w siole Miedwiediewo, będącym wówczas w województwie kijowskim”...

ŻyRMUŃSKI. Pochodzenia żydowskiego. O jednym z nich profesor Tadeusz Klimowicz pisze w swym słowniku: „Żyrmuński Wiktor Maksimowicz (1891-1971). Filolog, historyk i teoretyk literatury, językoznawca. Debiutował, jak na germanistę przystało, pracą „Romantyzm niemiecki i mistyka współczesna” 1914; por. także kolejną jego publikację: „Apostazja religijna w dziejach romantyzmu” 1919). Zbliżenie w latach dwudziestych do rosyjskiej szkoły formalnej (ale też i polemika z nią) i związana z tym przynależność do OPOJAZ-u wywarły decydujący wpływ na ukształtowanie się jego warsztatu badawczego. W „Zadaniach poetyki” Żyrmunski pisał m.in.: „[...] w żywej jedności utworu artystycznego wszystkie chwyty wzajemnie na siebie oddziałują, wszystkie są podporządkowane jednemu artystycznemu celowi. Tę jedność chwytów utworu poetyckiego oznaczamy terminem «styl». Badając styl utworu artystycznego, rozkładamy jego żywą indywidualną jedność na zamknięty system chwytów poetyckich”. Kategorie opisu, którymi posługuje się Żyrmunski należą do językoznawstwa w szerokim znaczeniu słowa. Są to tradycyjne teorie tropów i figur retorycznych. Kategorie interpretacyjne, określające jedność stylistyczną, mają charakterystyczny kształt intuicyjnych kategorii «odczucia życia». Rozumienie stylu i zadań stylistyki jest bliskie niemieckiej poetyce przełomu wieku. Jego prace dotyczyły najczęściej teorii literatury: „Kompozycja wierszy lirycznych”, 1921; „Rym, jego historia i teoria”, 1923; „Wstęp do metryki. Teoria wiersza”, 1925; „Problemy teorii literatury”, 1928; „O prozie rytmicznej”, 1966; komparatystyki, historyczno-typologicznych badań porównawczych: „Byron i Puszkin”, 1924; „Literaturoznawstwo porównawcze i problem wpływów literackich”, 1937; „Goethe w literaturze rosyjskiej”, 1938; „Stosunki literackie Wschodu i Zachodu jako problem literaturoznawstwa porównawczego”, 1946; problemy historyczno-porównawczych badań literackich oraz folkloru: „Prolegomena do badań eposu „Manas”, 1948; „Twórczość epicka ludów słowiańskich i problemy porównawczego badania eposu”, 1958. Wiele swoich prac poświęcił analizie twórczości poetów rosyjskich: „Walerij Briusow i dziedzictwo Puszkina. Próba analizy porównawczo-stylistycznej”, 1923; „Dramat Aleksandra Błoka „Róża i krzyż”. Źródła literackie”, 1964. Z prac językoznawczych na przypomnienie zasługują: „Język narodowy a dialekty socjalne”, 1936; „O synchronii i diachronii w językoznawstwie”, 1958. Już po śmierci uczonego ukazały się: „Twórczość Anny Achmatowej”, 1973; „Teoria wiersza”, 1975; „Z dziejów literatur zachodnioeuropejskich”, 1981.

ŻyTOW. Herbarz Rodosłownaja kniga (t. 2, s. 315) podaje: „Wyjechali iz Polszy, nazwanije połuczyli ot odnogo iz predkow ich, kotoryj nazywałsia Iwan Żyto”.

ŻYŹNIEWSKI herbu Białynia. A. Żyźniewski był organizatorem nauki historycznej w mieście Twerze.
Maria Magdalena Blomberg w artykule Zbiory, kolekcje, muzea tworzone przez Polaków w Imperium Rosyjskim („Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1997, nr 2) pisała: „W różnych rejonach imperium rosyjskiego powstawały muzea, których podstawy lub zręby organizacyjne są dziełem Polaków lub osób pochodzenia polskiego. Przykład taki znajdujemy w Twerze. Do miasta tego w 1869 roku przybył August Żyźniewski i zainteresował się małą kolekcją starożytności twerskich zebranych przez gubernatora księcia Bagrationa. Tę kolekcję Żyźniewski zaczął uzupełniać i w ciągu kilku lat zebrał dużą liczbę zabytków kultur pradziejowych, pamiątek historycznych, ikon. Na pomnażanie zbiorów poświęcał czas i własne pieniądze. Na krótko przed śmiercią (1896 r.) udało mu się pozyskać dla muzeum jedno ze skrzydeł cesarskiego pałacu. Do tego czasu zbiory były przechowywane w budynku Komisji Archiwalnej, a duża część leżała w skrzyniach i przepełnionych szafach.
Żyźniewski, przy pomocy Aleksieja Uwarowa, prezesa Moskiewskiego Towarzystwa Archeologicznego, uporządkował zbiory i wydał przewodnik. w nim opisał ponad 8,5 tys. zabytków archeologicznych i ponad 7 tys. numizmatów.
Relacja z działalności Żyźniewskiego, opublikowana w „Wiadomościach Numizmatyczno-Archeologicznych” z 1898 r., zawiera taką charakterystykę: „praca i starania wydały świetne rezultaty, muzeum twerskie jest obecnie pierwszorzędnym zakładem w całej Rosji”.”



I. ŹRÓDŁA ARCHIWALNE WYKORZYSTANE W TRAKCIE
PRACY NAD NINIEJSZYM HERBARZEM


1.    Zbory Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego Białorusi w Grodnie, Białoruś.
2.    Zbiory Narodowego Archiwum Historycznego Białorusi w Mińsku, Białoruś.
3.    Zbiory Centralnego Państwowego Archiwum Historycznego Litwy w Wilnie, Litwa.
4.    Zbiory Archiwum Biblioteki Uniwersytetu Wileńskiego w Wilnie, Litwa.
5.    Zbiory Archiwum Biblioteki Naukowej AN Litwy w Wilnie, Litwa.
6.    Zbiory Archiwum Narodowego Mołdawii w Kiszyniowie, Mołdawia.
7.    Zbiory Archiwum Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Polska.
8.    Zbiory Działu Rękopisów Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie, Polska.
9.    Zbiory Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Polska.
10. Zbiory Archiwum Biblioteki Państwowej im. Rumiancewów w Moskwie, Rosja.
11. Zbiory Archiwum Departamentu Heroldii Senatu Rządzącego w Sankt-Petersburgu, Rosja.
12. Zbiory Państwowego Archiwum Gubernialnego m. Pskowa, Rosja.
13. Zbiory Archiwum Naukowego Biblioteki Uniwersytetu Państwowego we Lwowie, Ukraina.
14. Zbiory Państwowego Archiwum Historycznego we Lwowie, Ukraina.
15. Zbiory Archiwum Obwodowego w Kijowie, Ukraina.
16. Zbiory Archiwum Obwodowego w Żytomierzu, Ukraina.



II. WYBRANA BIBLIOGRAFIA

1.    Abecedarskij Ławrientij, Biełorusy w Moskwie, Mińsk 1957.
2.    Abecedarskij Ławrientij, Biełorussija i Rossija, Mińsk 1978.
3.    Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczypospolitej Polskiej, t. 1-27, Lwów 1868-1923.
4.    Akty carstwowanija Jekatieriny II, Moskwa 1907.
5.    Akty i dokumenty archiwa wilenskogo, kowienskogo i grodnienskogo generał-gubernatorskogo uprawlenija, t. 1-2, Wilno 1913.
6.    Akty izdawajemyje Wilenskoju Archeograficzeskoju Komissijeju dla razbora driewnich aktow, t. 1-42, Wilno 1865-1915.
7.    Akty otnosiaszczijesia k istorii Jużnoj i Zapadnoj Rossii, t. 1-15, Petersburg 1862-1890.
8.    Akty otnosiaszczijesia k istorii Zapadnoj Rossii, t. 1-5, Petersburg 1846-1853.
9.    Ałfawitnyj spisok dworianskich rodow Czernigowskoj gubernii, sost. G. A. Miłoradowicz, Czernihów 1890.
10. Andrusiewicz Andrzej, Mit Rosji, t. 1-2, Rzeszów 1994.
11. Archeograficzeskij sbornik dokumentow otnosiaszczichsia k istorii Siewiero-Zapadnoj Rossii, t. 1-14, Wilno 1867-1904.
12. Baltisches Wappenbuch (von Klingspor und Hildebrandt). Stockholm 1882.
13. Bardach Juliusz, Polska w epoce Odrodzenia. Warszawa 1986.
14. Bazylow Ludwik, Historia Rosji, t. 1-2, Warszawa 1983.
15. Berlin Isaiah, Rosyjscy myśliciele, Warszawa 2003.
16. Bieliński K., Rok 1831 w powiecie zawilejskim. Wilno-Święciany 1930.
17. Birżu dvaro teismo knygos (Ed. Firkovičius, Raudeliunas), Vilnius 1982.
18. Bobrinskij A. I., Dworianskije rody wniesionnyje w obszczij gierbownik Wsierossijskoj Impierii, cz. 1-2, Petersburg 1890.
19. Bocheński Jacek, Pojęcie społeczeństwa wolnego, Warszawa 1993.
20. Boniecki Adam, Herbarz polski, t. 1-17, Warszawa 1899-1913.
21. Borysow (Iljin) I. W., Rodowyje gierby Rossii, Łobnia 1997.
22. Buganow B. J., Razriadnyje knigi posledniej czietwierti XV – naczała XVII w., Moskwa 1962.
23. Byczkowa Margarita, Rodosłownyje knigi XVI-XVII wiekow kak istoriczeskij istocznik, Moskwa 1975.
24. Byczkowa Margarita, Sostaw kłassa feodałow Rossii w XVI wiekie, Moskwa 1986.
25. Chamerska Halina, Drobna szlachta w Królestwie Polskim, Warszawa 1974.
26. Cioran Emile, Historia i utopia, Kraków 2000.
27. Czerniawskij M., Gienieałogija gospod dworian Twierskoj Gubernii, rękopis w Bibliotece Rumiancewów w Moskwie.
28. Dilthey Wilhelm, Pisma estetyczne, Warszawa 1982.
29. Dilthey Wilhelm, O istocie filozofii, Warszawa 1987.
30. Dołgorukow Piotr, Rossijskaja rodosłownaja kniga, t. 1-2, Petersburg 1854.
31. Dunczewski S. J., Herbarz wielu domów Korony Polskiej i Wielkiego Xięstwa Litewskiego, t. 1-2, Kraków 1757.
32. Dworowaja tietrad XVI w., Moskwa-Leningrad 1950.
33. Encyklopedia Judaica, t. 1 – 10, Berlin 1928 – 1934.
34. Encyklopedia katolicka,  t. 1 – 15. Lublin 1986 – 2011.
35. Gamkrelidze T. W., Iwanow W. W., Indojewropiejskij jazyk i indojewropiejcy, t. 1-2, Tbilisi 1984.
36. Graetz Heinrich, Historia Żydów, t. 1-9, Warszawa 1929.
37. Grutowski Aleksandr, Russkij kułacznyj boj, Sank-Petersburg 2001.
38. Gumilow Lew, Etnogieniez i biosfiera Ziemli, Leningrad 1989.
39. Gumilow Lew, Geografia etnosa w istoriczeskij pieriod, Moskwa 1990.
40. Gumilow Lew, Tysiaczeletije wokrug Kaspija, Baku 1991.
41. Herbarz rodzin szlacheckich Królestwa Polskiego, cz. 1-2, Warszawa 1853.
42. Herrmann Joachim, Die Slawen in Deutschland, Berlin 1974.
43. Herrmann Joachim, Zwischen Hradschin und Vineta, Jena – berlin 1971.
44. Hertz Paweł, Szkice o totalitaryzmie, Warszawa 1994.
45. Hołowko Aleksandr, Drewniaja Ruś i Polsza w politiczeskich wzaimootnoszenijach X – pierwoj treti XIII ww. Kijów 1988.
46. Istoriko-juridiczeskije matieriały izwleczionnyje iz aktowych knig Gubernij Witebskoj i Mogilewskoj, t. 1-32, Witebsk 1871-1906.
47. Istrina W. A., 1 100 let sławianskoj azbuki, Moskwa 1963.
48. Iwanicki Wiesław, Między Leną a Pacyfikiem, Warszawa 1986.
49. Jedlicki Jerzy, Klejnot i bariery społeczne, Warszawa 1968.
50. Kasack Wolfgang, Leksykon literatury rosyjskiej XX wieku, Wrocław 1996.
51. Klimowicz Tadeusz, Przewodnik po współczesnej literaturze rosyjskiej i jej okolicach, Wrocław 1996.
52. Kmietowicz Frank, Kiedy Kraków był „Trzecim Rzymem”, Białystok 1994.
53. Korwin-Kruczkowski S., Poczet Polaków wyniesionych do godności szlacheckiej, Lwów 1935.
54. Librowicz Zygmunt, Polacy w Syberii, Kraków 1896.
55. Limonow J. A., Kulturnyje swiazi Rossii s jewropiejskimi stranami w XV-XVII w., Leningrad 1978.
56. Lorenz Konrad, Regres człowieczeństwa, Warszawa 1986.
57. Łakier A., Russkaja gieraldika, t. 1-2, Petersburg 1855.
58. Łosski Mikołaj, Historia filozofii rosyjskiej, Kęty 2000.
59. Łukomskij W. K., Emblematiczeskij gierbownik, Moskwa 1914.
60. Łukomskij W. K., Modzalewskij W. K., Małorossijskij gierbownik, Petersburg 1914.
61. Macdonald Kevin, The culture of critique: an evolutionary analysis of jewish involvement in twentieth-century intellectual and political movement’, Califormia State University, Long Beach 2002.
62. Machiavelli Niccolo, Wybór pism, Warszawa 1972.
63. Majewski Stanisław, Duch wśród materii, Poznań 1927.
64. Mannheim Karl, Człowiek i społeczeństwo w dobie przebudowy, Warszawa 1974.
65. Marcinek Roman, Ślusarek Krzysztof, Materiały do genealogii szlachty galicyjskiej, Kraków 1996.
66. Marks Karol, Engels Fryderyk, Dzieła, t. 1-38, Warszawa 1960-1975.
67. Massie K. Robert, The Romanovs. The Final Chapter. New York 1995.
68. Miedwiediew Roj, Ludzie Stalina, Warszawa 1989.
69. Miller F. I., Izwiestije o dworianach rossijskich, Petersburg 1790.
70. Miłoradowicz Grigorij, Rodosłownaja kniga czernigowskogo dworianstwa, t. 1-2, Petersburg 1901.
71. Niesiecki Kasper, Herbarz polski, t. 1-10, Lipsk 1839-1845.
72. Niesiecki Kasper, Korona Polska, t. 1-4, Lwów 1728-1743.
73. Nouro Abrohom, My Tour in the Parishes of the Syrian Church and Lebanon, Bejrut 1967.
74. Nietzsche Fryderyk, Ecce homo, Warszawa 1909.
75. Nietzsche Fryderyk, Ludzkie, arcyludzkie, Warszawa 1908.
76. Nietzsche Fryderyk, Poza dobrem i złem, Warszawa 1907.
77. Nietzsche Fryderyk, Tako rzecze Zaratustra, Warszawa 1907.
78. Nietzsche Fryderyk, Wędrowiec i jego cień, Warszawa 1910.
79. Nietzsche Fryderyk, Z genealogii moralności, Warszawa 1906.
80. Nietzsche Fryderyk, Zmierzch bożyszcz, Warszawa 1906.
81. Obszczij Gierbownik Dworianskich Rodow Wsierossijskoj Impierii, t. 1-20, Petersburg 1797-1917.
82. O proischożdienii niekotorych dworianskich familij russkich iz Polszi, br, bm.
83. Ortega Gasset Jose, Bunt mas, Warszawa 1982.
84. Oswald Gert, Lexikon der heraldik, Leipzig 1984.
85. Pareto Vilfredo, Uczucia i działania, Warszawa 1994.
86. Pietrow P. N., Istorija rodow russkogo dworianstwa, t. 1-2, Petersburg 1886.
87. Poczobut-Odlanicki J. W., Pamiętnik, Warszawa 1997.
88. Poljakov Oleg, The Marvel of Indo-Europeen Cultures and Languages. Vilnius 2015.
89. Possevino Antonio, Moscovia, Warszawa 1988.
90. Rogow A. J., Russko-polskije kulturnyje swiazi w epochu Wozrożdienija, Moskwa 1966.
91. Rummel W. W., Gołubcow W. W., Rodosłownyj sbornik russkich dworianskich familij, t. 1-2, Petersburg 1886-1887.
92. Russko-biełorusskije swiazi. Sbornik dokumentow, Mińsk 1963.
93. Sawiołow Leonid, Bibliograficzeskij ukazatiel po istorii, gieraldikie i rodosłowiju rossijskogo dworianstwa, Ostrogożsk 1898.
94. Sawiołow Leonid, Rodosłownyje zapiski, Moskwa 1906.
95. Sawiołow Leonid, Woronieżskoje dworianstwo, Moskwa 1895.
96. Scheler Max, Pisma z antropologii filozoficznej i teorii wiedzy, Warszawa 1987.
97. Schopenhauer Arthur, W poszukiwaniu mądrości życia, t. 1-2, Warszawa 2002.
98. Siedlecki Julian, Losy Polaków w ZSRR w latach 1939-1986, Londyn 1988.
99. Siedow W., Rannije kurgany Wiaticzej, Moskwa 1973.
100.      Siwers A. A., Gienieałogiczeskije razwiedki, Petersburg 1913.
101.      Sołowiow Władimir, Izbrannyje proizwiedienija, Mińsk 1997.
102.      Spiridow, Rodosłownoj rossijskoj słowar, Moskwa 1792.
103.      Stefan Graf von Szydlow-Szydlowski, Nikolaus Ritter von Pastinszky, Der polnische und litauische Hochadel, Budapest 1944.
104.      Taylor Charles, Źródła podmiotowości, Warszawa 2001.
105.      Tysiacznaja kniga 1550 g., Moskwa-Leningrad 1950.
106.      Ukazatiel k izdanijam Wriemiennoj komissii dla razbora drewnich aktow, sost. J. P. Nowickij, Kijów 1878.
107.      Uruski Seweryn, Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, t. 1-16, Warszawa 1904-1935.
108.      Uszkujnik W., Paradoksy historii. Tajna historia Rosji, Europy i świata, Gdańsk 1996.
109.      Veblen Thorstein, Teoria klasy próżniaczej, Warszawa 1971.
110.      Volumina Legum, red. Józefat Ohryzko, t. 1-9, Petersburg-Kraków 1859-1889.
111.      Wasiliewicz A., Titułowannyje rody Rossijskoj Impierii, t. 1-2.
112.      Weber Max, Gospodarka i społeczeństwo, Warszawa 2002.
113.      Wiesiełowskij S. B., Issledowanija po istorii kłassa służiłych ziemlewładielcew, Moskwa 1969.
114.      Znaniecki Florian, Ludzie teraźniejsi a cywilizacja przyszłości, Warszawa 1974.
115.      Znaniecki Florian, Pisma filozoficzne, t. 1-2, Warszawa 1990.
116.      Znaniecki Florian, Nauki o kulturze, Warszawa 1971.
117.      Żagaru dvaro teismo knygos (Ed. V. Raudeliunas ir kiti) Vilnius 2003.
118.      Żychliński Teodor, Złota księga szlachty polskiej, t. 1-31, Poznań 1879-1908.