niedziela, 5 sierpnia 2018

Joachim Pastorius, historiograf Ich Królewskich Mości i jego historia Polski pisanej dla Króla Polskiego Jana III Sobieskiego


Poniżej przetłumaczony fragment Johanna Pastoriusa  von Hirtenberga protonotariusza apostolskiego, kanonika chełmińskiego, dziekana, proboszcza i oficjała gdańskiego, i generalnego oficjała pomorskiego, prepozyta przy kościele św. Wojciecha, historyka, sekretarza i komisarza Świętego Królewskiego Majestatu Polskiego

Kwiecie polskie, to jest nowy skrót historii Polski, po raz piąty przejrzany, uzupełniony, i do wojen naszych czasów doprowadzony. 
Zadedykowanej,
Najjaśniejszemu i najpotężniejszemu władcy i panu, panu Janowi III, królowi Polski,

Wydanej

Z łaską i przywilejem Świętego Królewskiego Majestatu Polskiego w Gdańsku i Frankfurcie wydany, na koszt Simona Beckensteina, w drukarni Simona Reinigera, w roku 1679. 

Najpierw musimy sobie odpowiedzieć na pytanie kim był Joachim Pastorius?


Portret Joachima Pastoriusa.
Miedzioryt Johanna Aleksandra Bönera z dzieła Joachima Pastoriusa: Florus Polonicus, Seu Polonicae Historiae Epitome nova, quintum recognita, aucta, & ad nostri usque temporis bella continuata, Danzig 1679.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Joachim_Pastorius


Joachim Pastorius, historiograf Ich Królewskich MościMaria Babnis

Joachim ab Hirtenberg Pastorius, herbu własnego[1], pochodził ze Śląska. Urodził się w Łogowie 15 września 1611 roku. Ojciec jego, nieznany z imienia pastor luterański, nazywał się Hirten (co w języku polskim znaczy pasterz). Joachim też początkowo używał tego nazwiska lub jego zlatynizowanej formy Hirtenius, a w latach trzydziestych zmienił na łacińskie – Pastorius. Pierwsze nauki pobierał na Śląsku, potem wyjechał na studia do Niemiec. Musiał je przerwać po śmierci ojca, ze względów materialnych. W tym czasie zbliżył się do arian i według niektórych badaczy przyjął wyznanie socyniańskie. Dzięki ich wsparciu kontynuował studia za granicą w Holandii (w Lejdzie 8 IX 1636 roku zapisał się na teologię jako Joachim Hirthenius Polonus). W roku 1638 kształcił się w Anglii (Londyn i Oksford), we Francji (Orlean – tu studiował prawo). W 1641 roku wyjechał ponownie do Lejdy, tym razem na studia medyczne, uwieńczone doktoratem. Równocześnie prowadził badania z zakresu dziejów Polski. Opierając się na dziełach Marcina Kromera (1512-1589) De origine et rebus gestis Polonorum libri XXX(wyd. 1555) i Polonia, sive de situ, populis, moribus, magistratibus et republica regni Polonici libri duo (wyd. 1577), opracował kompendium historii Polski Florus Polonicus seu Polonicae historiae epitoma nova (Lugduni Batavorum [Lejda] 1641 – sygn. BG PAN Nl 3901 8º), które zyskało rozgłos i już w 1642 ukazało się, także w Lejdzie, drugie wydanie.
Po powrocie z Holandii Pastorius znalazł zatrudnienie jako guwerner na dworze Sieniutów[2] na Wołyniu. Po wybuchu powstania Chmielnickiego w 1648 roku wyjechał do Gdańska. Tu zaprzyjaźnił się z Adrianem von der Linde III (1610-1682), wówczas burmistrzem. W maju 1649 roku towarzyszył Adrianowi von der Linde w podróży do Krakowa, gdzie miały się odbyć zaślubiny Jana Kazimierza z Marią Ludwiką. Na dworze królewskim został przedstawiony przez Wacława Leszczyńskiego (1605-1666), biskupa warmińskiego w latach 1644-1658, późniejszego prymasa. Król Jan Kazimierz nadał mu tytuł sekretarza i nadwornego historiografa oraz medyka królewskiego. Odtąd Pastorius pełnił ważne funkcje dyplomatyczne w służbie Jana Kazimierza. W tym czasie prawdopodobnie powrócił do konfesji luterańskiej. W Gdańsku, w oficynie Andrzeja Hünefelda ukazało się trzecie wydanie Florus Polonicus, niedatowane, ale niewątpliwie przed jego wyjazdem z Gdańska, czyli około 1651 roku. W roku tym został powołany na rektora gimnazjum miejskiego w Elblągu. Tam też otrzymał urząd medyka miejskiego. Niewykluczone, że w gimnazjum elbląskim wprowadził swoje kompendium jako podręcznik szkolny do nauki historii Polski. Wkrótce Florus Polonicus stał się bardzo popularny, także w innych szkołach. W  1664 roku w Amsterdamie ukazało się czwarte wydanie, dedykowane prymasowi Leszczyńskiemu, a w 1679 piąte, przypisane Janowi III Sobieskiemu. Podręcznik ten, w poszerzonej edycji, zatytułowany Historiae Polonicae plenorum (Gdańsk 1680, 1685) został bardzo wysoko oceniony i był używany jeszcze w XVIII stuleciu.
W 1655 roku Rada Miasta Gdańska, na propozycję Adriana von der Linde, który od tego roku był członkiem Collegium Scholarchale (Kolegium Szkolne – organ nadzorujący szkolnictwo w Gdańsku), powołała Pastoriusa na profesora historii w Gdańskim Gimnazjum Akademickim. Dnia 28 stycznia 1655 roku został wprowadzony na urząd, który sprawował do semestru zimowego 1667 roku. Jednocześnie w czasach wojny ze Szwecją w latach 1655-1660 (Potop szwedzki), brał udział w poselstwach dyplomatycznych do Szwecji i elektora brandenburskiego. Uczestniczył w rokowaniach toczących się w Oliwie. Protokołował i opracował diariusz obrad. Materiały te zostały wydane drukiem jako Acta pacis olivensis w 1763 roku. W trakcie pertraktacji zostałnobilitowany przez cesarza Leopolda I, a król Jan Kazimierz, na wniosekJana Stefana Wydżgi (1610-1685), biskupa warmińskiego w latach 1659-1670, potem prymasa, nadał mu 6 lutego 1662 roku polski indygenat,który sejm zatwierdził 20 lutego. Odtąd Pastorius używał przydomka ab Hirtenberg. Jan Kazimierz w uznaniu zasług swojego sekretarza przyznał mu dochody z żup wielickich.
Badacze przyjmują, że Pastorius w latach 1669-70 podjął decyzję o przejściu na katolicyzm. Czy rzeczywiście dopiero wówczas? Skąd zatem wcześniejsze kontakty z biskupami warmińskimi. Również zagadkowa jest przyjaźń Pastoriusa z Adrianem von der Linde, który także przeszedł na katolicyzm. Prawdopodobnie decyzja o konwersji dojrzewała przez lata i zapadła najpóźniej w 1667 roku. Była też powodem rezygnacji Pastoriusa z funkcji profesora Gimnazjum. Natomiast w 1669 lub w 1670 roku złożył wyznanie wiary katolickiej na ręce Michała Antoniego Hackiego. Jego żona wraz z pięcioma synami i trzema córkami przeszła na katolicyzm w 1671 roku w klasztorze norbertanek w Żukowie. W 1672 roku Joachim Pastorius ab Hirtenberg został burgrabią malborskim i właścicielem kilku wsi pod Gdańskiem.
Po zgonie żony (listopad 1675 roku) przyjął święcenia kapłańskie w1676 roku i 28 września tego roku otrzymał probostwo w Tczewie. W połowie następnego roku mianował go Jan III Sobieski proboszczem przy Kościele Mariackim w Gdańsku. Ponieważ kościół ten od 1572 roku znajdował się w rękach protestantów, a Rada Miejska za nic miała żądania kolejnych królów polskich zwrócenia go katolikom, nominacja tanie miała przełożenia na faktyczne objęcie probostwa. Problem był palący, bo katolicy w Gdańsku nie mieli żadnej parafii. Dlatego Sobieski podczas ponad półrocznego pobytu w Gdańsku (od 1 sierpnia 1677 do połowy lutego 1678 roku), którego celem było przywrócenie spokoju wmieście, zaburzonego przez konflikty religijne i społeczne, domagał się od Rady Miejskiej oddania największej świątyni katolikom. Wobec oporu władz miejskich, które skutecznie przeciwstawiały się temu, zwlekając inie dając jednoznacznej odpowiedzi, król zażądał od miasta zbudowania świątyni dla katolików. Prawdopodobnie i tego żądania nie udałoby się wyegzekwować. Przypadek sprawił, że towarzyszący królowi prymas Andrzej Olszowski zmarł w Gdańsku. W testamencie zapisał 80 tysięcy złotych na budowę kościoła. Król ze swojej szkatuły dołożył 20 tysięcy złotych, co umożliwiło rozpoczęcie budowy kaplicy pod wezwaniem Świętego Ducha i Świętych Jana Chrzciciela i Andrzeja Apostoła, zwanej na cześć króla Kaplicą Królewską. Kamień węgielny pod budowę położył i poświęcił 21 lipca 1678 roku Joachim Pastorius. Kaplicę, według projektu holenderskiego architekta i inżyniera wojskowego Tylmana von Gamerena (ok.1630/1632-1706), wykonali Berthold Ranisch (ok. 1648-po 1709), budowniczy miejski oraz rzeźbiarz i mistrz kamieniarski  Andrzej Schlüter. Budowa została zakończona 10 maja 1681 roku. O pozwolenie na benedykcję (objęcie probostwa) kaplicy zabiegał Michał Hacki, jako pełnomocnik króla Jana III Sobieskiego. Konsekrował ją biskup Bonawentura Madaliński 13 stycznia 1683 roku. Pastorius nie doczekał benedykcji.
Przyjęcie święceń kapłańskich umożliwiło mu karierę duchowną. W latach 1678-1681 był oficjałem gdańsko-pomorskim i wikariuszem generalnym. Ponadto piastował urząd proboszcza w Świętym Wojciechu, gdzie w 1680 pobudował przy tamtejszym kościele wieżę. Z rekomendacji króla 18 XII 1680 roku został mianowany kanonikiem warmińskim, dlatego też 18 I 1681 przybył do Fromborka. 5 XI 1681 został wybrany na kantora kapituły. Według Schwengla używał także tytułu protonotariusza apostolskiego, kanonika chełmińskiego i dziekana gdańskiego. Zmarł 26 XII 1681 r. we Fromborku. Pochowany w tamtejszej katedrze, tam też znajduje się jego epitafium z portretem.
Godności i urzędy nie przeszkadzały mu w rozwijaniu działalności twórczej. Pastorius był wyjątkowo wszechstronnym i płodnym pisarzem.Publikował prace z zakresu pedagogiki, etyki, historii, a także utwory poetyckie. Wśród tych ostatnich znalazły się panegiryki na cześć  kolejnych królów polskich, utwory okolicznościowe opisujące ważne wydarzenia, epitalamia (weselne) i pogrzebowe, w Gdańsku zwane z niemiecka Trauer-Gedichte. Tego rodzaju twórczość przynosiła wymierne korzyści, np. obdarowywanie intratnymi urzędami. W 1679 roku Jan III Sobieski mianował Pastoriusa komisarzem komory palowej, niewykluczone, że była to forma podziękowania za wiersze sławiące jego osobę, jak i jego ukochanej małżonki. 
Wiktorię chocimską uczcił Pastorius zbiorkiem dziewięciu panegiryków adresowanych do króla Michała Korybuta, jego żony Eleonory i innych dostojników, w tym jeden Ad bellatores Sarmaticos, bezpośrednio dotyczący zwycięstwa pod Chocimiem, sławił bohaterów bitwy, a przede wszystkim ich wodza hetmana Jana Sobieskiego. Autor przedstawił Sobieskiego jako mściciela swego pradziada, Stanisława Żółkiewskiego[3], który zginął pod Cecorą w 1620 roku.
Z okazji koronacji Jana Sobieskiego Pastorius napisał poemat Aegis Palladia [...], liczący trzysta wersów. Autor przyrównał władcę do tarczychroniącej Królestwo Polskie. Przypomniał nie tylko zasługi króla, ale ijego przodków: pradziada Stanisława Żółkiewskiego, ojca JakubaSobieskiego i brata Marka. Ten ostatni został wzięty do niewoli przez  wojska kozacko-tatarskie w bitwie pod Batohem w 1652 roku i ścięty z innymi jeńcami przez Tatarów. Ten bardzo popularny utwór był drukowany zarówno w Gdańsku, jak i w Toruniu oraz włączony do piątego wydania Florus Polonicus[4]. Osobny utwór poświęcił Pastorius Marysieńce Sobieskiej, gdy 20 sierpnia 1676 roku przybyła ona do nadmotławskiego grodu. Gwoli ścisłości dodajmy, że nie on jeden składał w ten sposób hołd królowej.
Zawiłą przemianę duchową, jaką przeszedł Pastorius, skomentował krótko Schwengel: „Primum arianus, secundo Lutheranus […] demumcatholicus factus […] ultra sacerdos” („Najpierw arianin, potem luteranin,wreszcie katolik, ostatnio kapłan”). Krzywdzące byłoby podejrzewaćPastoriusa o to, że przeszedł na katolicyzm dla kariery. Był to człowiek nieprzeciętnej inteligencji, wszechstronnie wykształcony, także w dziedzinie teologii. Podjął decyzję o konwersji prawdopodobnie pod wpływem niemniej inteligentnego i wykształconego mnicha, opata oliwskiego Michała Hackiego. Nie dane było Hackiemu doczekać chwili, wktórej wnuk Joachima, Gerard Franciszek Pastorius złożył śluby zakonnew klasztorze oliwskim. Nastąpiło to w 1710 roku. W 1738 roku o. Gerardzostał wybrany opatem w Szczyrzycu. W 1945 roku z inicjatywy opataszczyrzyckiego, Benedykta Birosa, do Gdańska, po ponad stu latach (w 1831 roku rząd pruski przeprowadził kasatę klasztoru oliwskiego) powrócili biali mnisi, a klasztor w Szczyrzycu stał się macierzystym klasztorem cystersów oliwskich. 

Ilustracja: fot. Sławomir Piotr Babnis
Bibliografia:
Altpreussische Biographie, Bd. 2, Marburg 1969, s. 490.
K. Estreicher, Bibliografia polska, T. XXIV, s. 109-119.
Z. Iwicki, Konwent oliwski 1186-1831: leksykon biograficzny i nie tylko..., Współpraca M. Babnis, Gdańsk-Pelplin 2010.
Z. Iwicki, Ks. dr med. Joachim von Hirtenberg-Pastorius (1611-1681), maszynopis w zbiorach autorki.
E. Kotarski, Muza gdańska Janowi Sobieskiemu 1673-1696, Wrocław 1985.
Schwengel: Ad historiam ecclesiaticam Pomeraniae Apparatus Paupersubsidia literaria poscens a viris bonis et doctis collectus ad interim a […] Cartusiae Priore 1749, curavit B. Czapla, Toruni 1912-1915 (Fontes; T. 16-19).
Słownik biograficzny Pomorza Nadwiślańskiego, T. 3, Gdańsk 1997, s. 390-391.
[1] Herb przysługujący tylko jednemu rodowi lub rodzinie, zazwyczaj pochodzenia obcego, które otrzymały indygenat polski lub zostały nobilitowane.
[2] O Sieniutach zob. w Polskim słowniku biograficznym, T. 37, s. 195-199.
[3] Sobieski był prawnukiem Żółkiewskiego ze strony matki.
[4] BG PAN sygn. Nl 39025 8º.

pobrano z 
http://www.wilanow-palac.pl/joachim_pastorius_historiograf_ich_krolewskich_mosci.html

W skrócie kształcił się w całej europie i korzystał z bibliotek i co najważniejsze pisał dla króla Polskiego, co jak widzisz czytelniku nie jest wystarczające dla dzisiejszych nieuków na uniwersytetach, mających problemy z oligofremią.
No i oczywiście przebywał w Londynie.




Od Strony 48 od Cap I Lecho do strony 78 do  Bolesława Chrobrego


Johanna Pastoriusa  von Hirtenberga
protonotariusza apostolskiego, kanonika chełmińskiego, dziekana, proboszcza i oficjała gdańskiego, i generalnego oficjała pomorskiego, prepozyta przy kościele św. Wojciecha, historyka, sekretarza i komisarza Świętego Królewskiego Majestatu Polskiego

Kwiecie polskie, to jest nowy skrót historii Polski, po raz piąty przejrzany, uzupełniony, i do wojen naszych czasów doprowadzony. 

Z łaską i przywilejem Świętego Królewskiego Majestatu Polskiego w Gdańsku i Frankfurcie wydany, na koszt Simona Beckensteina, w drukarni Simona Reinigera, w roku 1679. 


Najjaśniejszemu i najpotężniejszemu władcy i panu, panu Janowi III, królowi Polski, wielkiemu księciu litewskiemu, ruskiemu, pruskiemu, mazowieckiemu, żmudzkiemu, kijowskiemu, wołyńskiemu, podolskiemu, podlaskiemu, inflanckiemu, smoleńskiemu, siewierskiemu i czernichowskiemu, poświęca i dedykuje autor.


Johanna von Hirtenberga Pastoriusa

Kwiecia polskiego księga I.

Rozdział I

O Lechu

Roku Chrystusowego 550.

Lech pierwszym księciem. Jaki był wtedy status władców. Zwyczaje narodu polskiego. Założenie Gniezna. Migracje narodów północnych.

Twierdzi się, że pierwszym twórcą i założycielem państwa był Lech. Jedni mówią, że był on tubylcem, inni, że był przybyszem z najdalszych zakątków Rusi, a inni – że z Ilirii.  Z pomocą przychodzą argumenty, na podstawie których można wnioskować, że on sam wraz z Czechem wyruszył najpierw do Ilirii, tam gdzie jest Chorwacja, z dawnej krainy Sarmatów Lazów, dla której sąsiadami byli Zechowie, tam gdzie dziś mieszkają Czerkiesi, jak to wiadomo ze świadectw Prokopiusza i Agatiasza. Zresztą, tak jak ojczyzna Lecha jest wątpliwa, tak jego męstwo jest znane , a nie ma to pewniejszego świadectwa jak to, jak to, że lud chciał iść za jego przewodnictwem i go słuchać, choć był nieprawym posiadaczem nowej krainy.

Władza księcia była wtedy bez prawa, chyba że jakieś narzuciłaby natura lub duch ludu, z wielką łatwością odrzucającego pełne pychy panowanie. I władca nie był utrzymywany z własnych pól, lecz z corocznych plonów poddanych, co były bardziej bezpieczne także dla rodziców władcy, który bez nich nie mógłby żyć [zdanie to jest dość niejasne w oryginale]. Pieniądze bowiem były wtedy w Polsce nieznane. Miasta rzadkie; Lech te, które zastał, obwarował, i do tego dorzucił zapał w budowaniu nowych. Jako pierwsze z jego dzieł istnieje do dziś Gniezno, kiedyś siedziba władcy, dziś stolica arcypasterza. Natchnienie do jej budowania dało, lub wzmogło, gniazdo króla ptaków, orła, szczęsny omen rodzącego się władztwa. Miasto otrzymało nazwę od gniazda, orzeł pozostał godłem królestwa. Nie ma wątpliwości, że Lech prowadził jakieś wojny, albo też zaiste nader szczęsny musiał on być, jeśli trafiło mu się zajęcie nowej ziemi bez rozlewu krwi. Jest prawdopodobne, że większa część tej ziemi była zamieszkała przez Bulanów, Wenedów, i innych, o których wspomina Ptolemeusz, część zaś była niemal opuszczona. Okres życia Lecha przypadł na te czasy, w których  Goci, Alanowie, Wandalowie, Hunowie przelewali się przez Italię, Galię, Hiszpanię i Afrykę, gdy Rzym już podążał ku przepaści, dzięki swojemu upadkowi dając różnym władztwom początki.

Rozdział II

O 12 wojewodach.

Ustanowienie arystokracji podobnej do do rzymskich decemwirów. Prawa ukryte, nie spisane. Ambicja i niezgoda wojewodów. Knowania sąsiadów.

Jeszcze państwo Polaków nie uzyskało stałego kształtu, ani jakby określonego oblicza. Łatwo podlegało zmianom, ponieważ Lech czy to żadnego, czy to zdolnego do berła, potomstwa nie pozostawił; albo też lud, silnie przywiązany do wolności, nie chciał dać jednemu władzy nad wszystkimi. Uznano za słuszne, by wybrać 12 wybijających się mężów, by wspólną radą zarząd nad państwem dzierżyli, którzy, jako że w języku rodzimym nazywani są wojewodami [to w oryginale po polsku], to jest wodzowie wojenni, przez osoby mówiące po łacinie nazywani są wojewodami [łac. palatini]. A urząd ten i liczbą, i czynami, i wreszcie końcem nie tak bardzo jest odległy od rzymskiego decemwiratu. Bowiem w obu przypadkach jest krótka władza, i bardziej godny pochwały początek, niż koniec. Poza tym tak jak tamci rzymskie państwo, tak ci polskie związali określonymi prawami. Które to prawa w tej prymitywnej jeszcze epoce były proste, i zapisane – ponieważ nieznane było im pismo – nie na tablicach, lecz w umysłach, odczytywane tylko w zwyczajach tych, którzy prawa te zachowywali. Ustanowieniem tych prawa wielce ozdobili państwo wojewodowie, lecz wkrótce ci sami wojewodowie państwo udręczyli; ogarnięci bowiem ambicją, zaczęli działać niezgodnie i wyrywać między sobą władzę. Wkrótce sąsiednie ludy nie omieszkały napadać tego państwa, wewnątrz chorzejącego, już wcześniej bowiem źle znosiły – jak to się zwykle zdarza – powstającą w sąsiedztwie nową potęgę.

Rozdział III.

O Kraku.

Roku Chrystusa około 700.

Krak z niechęcią przyjmuje panowanie, a po jego przyjęciu ustanawia pokój. Zakłada Kraków. Zabija smoka. Jego grób.

Gdy Polska cierpiała w ten sposób od wojen zewnętrznych i domowych, dla państwa stało się wskazane, by ponownie wszystko przez jednego było rządzone. Najodpowiedniejszy do tego wydawał się Krak, mąż zamożny, zamieszkały nad rzeką Wisłą. Lecz trudno było go przekonać, by wziął na siebie ciężar, który, sam przez się mozolny, publiczne nieszczęścia jeszcze bardziej przytłoczyły. Wreszcie skromność odmawiającego została pokonana przez upór oferujących. On zaś, przystąpiwszy do ustanowienia pokoju w zaburzonym państwie, wrogów uśmierzył częściowo zawarciem traktatów, częściowo siłą. W kraju starł ambicje i – jeśli jakieś pozostały – zarodki domowych kłótni, i, by w przyszłości wszystko w sposób bardziej ułożony naprzód postępowało, wszędzie po prowincjach ustanowił rozjemców prywatnych sporów. Potem buduje nad brzegiem Wisły nowe miasto, które, nazwane od jego imienia Krakowem, po opuszczeniu Gniezna, ustanawia stolicą królestwa. Zamek wznosi na skalistym wzniesieniu Wawel, które sterczy z jednej strony nad płynącą obok Wisłą, z drugiej strony na d położonym niżej miastem. U podnóża wzgórza do dziś widać zawieszoną na skałach jamę, którą – jak się powiada – zamieszkiwał Smok, okrutny potwór, ku wielkiemu nieszczęściu wokół położonych miejsc. Zgładził go Krak, rzuciwszy mu jako przynętę ciała napełnione smołą i siarką. Umierając, chciał być pogrzebany na Wzgórzu Lasoty pod drugiej stronie Wisły, naprzeciw Krakowa, w kopcu usypanym na kształt pagórka; który to kopiec, do dziś istniejący miastu przywraca i zachowuje pamięć o jego bardzo sławnym założycielu.

Rozdział IV

O Lechu II.

Bratobójstwo przez Lecha, i wygnanie jako jego kara.

Krak pozostawił dwóch synów, z których młodszy Lech wolał porwać władzę, należną na mocy prawa starszeństwa jego bratu Krakowi, niż na nią czekać. Tak silna była jego ambicja, że dla zdobycia panowania nie zawahał się dopuścić się bratobójstwa. Brata, zaprowadzonego do lasu pod pozorem polowania, porąbał. Potem, by odsunąć od siebie podejrzenie morderstwa, brata, jakoby wskutek przypadku lub zrządzenia losu zmarłego, otoczył wielką żałobą i wielce wyszukanymi uroczystościami pogrzebowymi. Lecz mściciel zbrodni, to jest Bóg, nie pozwolił, by ta sromota długo pozostawała w ukryciu, a z jej skutków sprawcy korzystali. Występek Lecha stał się znany, a bratobójca został wysłany na wygnanie. Wydawało się, że poniósł dostatecznie dużą karę, skoro pozbawiony został tego, z powodu czego nie bał się stać winnym bratobójstwa.

Rozdział V

O dziewicy Wandzie.

Roku Chrystusa około 750.

Wanda wybrana na władcę. Odepchnęła małżeństwo. Prośby i usiłowania Rytygiera. Zwycięska Wanda ofiarowuje się duchom przodków.

Z potomstwa Kraka pozostała przy życiu Wanda, dziewica wielka duchem i ponad płeć swoją roztropna. Dlatego po nieszczęsnych losach braci wydała się Polakom godna, by jej dać berło ojcowskie. I z takim to jakby posagiem [tj. berłem] była przeznaczana małżeństwu, dzięki któremu Polacy otrzymaliby władcę, a z niego potomstwo, by w przyszłości nie było wątpliwości co do następcy. Lecz Wanda wolała być władcą, niż żoną władcy. Ubiegał się o nią Rytygier, książę z sąsiednich Niemiec, a wzgardzony przez najpiękniejszą pannę, małżeństwo, którego prośbami uzyskać nie mógł, siłą zdobyć postanowił. Podszedłszy do granic Polski z wojskiem, miotał groźby, w taki jednak sposób, by w we wrogu pokazywał się duch miłującego. Wyszła mu naprzeciw panna, ze swoimi wojskami gotowymi do walki, świadcząc mu wzajem wszystko, poza miłością. Gdy wojna była odwlekana dzięki poselstwom, wstyd wstąpił w towarzyszy Rytygiera, że mają walczyć przeciw najczystszej dziewicy dla żądzy swojego swojego księcia. Podjęli przeto odwrót. Książę, oszalały z miłości, a jednocześnie ze wstydu z powodu daremnych usiłowań, zadał sobie śmierć. Triumfująca Wanda wkroczyła do Krakowa, i nie kontentując się innymi ofiarami [dla bóstw], samą
siebie duchom przodków ofiarowawszy, rzuciła się do Wisły, wzgardziwszy okazałym życie – jeśliby dla tak bardziej godnej sprawy się ofiarowała, nie zaś rzuciła się ze ślepego pędu i z powodu zabobonu.

Rozdział VI

O 12 wojewodach, i o Przemyśle, to jest Leszku I.

Ponownie rządzą wojewodowie. Sztuczka Przemysła i jego wybór na władcę.

Czystość Wandy przyniosła Polsce więcej chwały, niż korzyści. Wraz z nią bowiem przeminął cały panujący ród, z którego ona sama przy życiu pozostawała; i ciężar panowania wrócił do wojewodów. Lecz los sprzyjał Polakom, tak że urząd, poddany sprawdzeniu przez nowe niebezpieczeństwo, ustał, zanimby wraz z upływem czasu uległ zepsuciu. Najeżdżali wtedy Polskę Panonowie i Morawianie, długo bezkarnie, dopóki nie zostali ukarani przez złotnika Przemysła, dzięki sztuce bezużytecznej w tej prymitywnej epoce. Hełmy, wykonane z kory drzew i posmarowane żółcią lub srebrną glejtą na brzegu lasu skrycie nocą pozawieszał na pniach i zaroślach naprzeciwko obozu wrogów.  Gdy wzeszło słońce, blask hełmów, na podobieństwo wojska, zwodząc oczy osób z dala patrzących, pobudził niektórych z wrogów, którzy, dzięki poprzednim sukcesom wzbici w pychę, pobiegli jakby do wyłożonego łupu. Gdy po przybyciu nie znaleźli hełmów (Polacy bowiem zabrali je tymczasem), sądzili, że wróg uciekł, i szykowali się do ścigania go. Gdy postąpili w głąb lasu, znienacka z zasadzek otoczyli ich Polacy, i pozabijali; zaraz potem Polacy, wdziawszy ich zbroje, wtargnęli także do obozu wrogów. Polacy podziwiając autora tego tak szczęsnego podstępu, Przemysła, uczynili władcą; uznano bowiem za słuszne, by rządził on państwem, które ocalił.

Rozdział VII
O Leszku II.

Od roku 760 do roku 804

Jeździecki pojedynek o panowanie. Podstęp Leszka, niepomyślny dla sprawcy. Wybór drugiegoi Leszka, jego obyczaje.

Lecz ten Przemysł, to jest Leszko, zmarł bezpotomnie. Stąd zrodziła się nowa rywalizacja o panowanie. W tej rywalizacji, ponieważ odnośnie pozostałych spraw była rozbieżność zdań, w tym zgodziły się głosy wszystkich, by wybór poruczyć losowi. Niech wybrani ludzie na różnobarwnych koniach pośpieszają do mety, kto pierwszy przybędzie, będzie władcą. Lecz odkryto jednego ze współzawodników, który nad wyrok losu przełożył podstęp. Ów na polu, na którym miano się ścigać, skrycie nocą piaski pozagradzał żelaznymi kolcami, a sobie nienaruszone przejście pozostawił, a konia na wszelki wypadek zabezpieczył żelaznymi podkowami. Gdy wszyscy puścili się w bieg, pozostali wskutek upadku lub spóźniania się łatwo oszustowi pozostawili zwycięstwo. Już zaczął być okrzykiwany zwycięzcą, już władcą, gdy zaraz potem, przyłapany na oszustwie, zamiast panowania obdarzony został karą śmierci. Tak się bowiem złożyło, że gdy pozostali jeźdźcy się rozbiegli, mąż pewien, o bardzo niewielkiej sile, w tę samą trasę udał się pieszo, nie bez śmiechu zgromadzonych obok, i osiągnął metę po tamtym sprawcy podstępu, a to dlatego, że, zanim inni przybyli na metę, on biegnąc dla kompanii i dla zabawy, jakoby swoich sil w rywalizacji próbował, nie bez poranienia się w pięty poznał, którędy należało biec. Jego to Polacy, choć był biedny i nie miał nawet jednego konia, panowaniem obdarowali, przekonani, że los im go wskazał; a można by się wahać, czy z większym szczęściem on to panowanie uzyskał, czy z większą przemyślnością je sprawował. Ducha jego pobudzało samo niskie pochodzenie, bo to, czego mu z rodu brakowało, męstwem chciał uzupełnić. Ducha mężnego wobec wrogów, życzliwego wobec swoich pokazywał, zatrzymał jednak, mimo zmiany fortuny, ubiór i skromność człowieka prywatnego, i by się tej skromności nie wyzbyć, od czasu do czasu spoglądał na sukna, których przez uzyskaniem panowania używał, przede wszystkim gorliwy zwolennik trzeźwego życia, najostrzej nienawidzący pijaństwa. Tak jakby wiedział, że fortuna poddaje próbie obyczaje śmiertelników, dlatego postępował ostrożnie, by nie uznano go za niegodnego.

Rozdział VIII

O Leszku III

Od roku 804 do roku 810.

Wojny Leszka z sąsiadami. Pokój z Karolem Wielkim. Prowincje rozdzielone między jego synów.

Po wsławionym życiu Leszka taka sama śmierć nastąpiła. Donosi się bowiem, że zginął on w bitwie z Karolem Wielkim niosąc pomoc pokrewnym narodom słowiańskim i Hunom. Lecz zaraz potem męstwo ojca rozbłysło ponownie w jego synu i następcy. Zlekceważywszy jego niedoświadczenie, sąsiednie narody ciągłymi wojnami dawały zaprawę wojskom tego bardzo dzielnego młodzieńca, i skłaniały do okazywania, że niewiele uzyska męstwem wobec tych, którzy są liczniejsi. Ale i na tych wrogach jak najpomyślniej wywarł on zemstę, a także pewne prowincje przyłączył do ojcowizny. Gdy zaś Karol Wielki, wysławszy podarki, zawarł pokój, było to dość wspaniałe dla Leszka, że przez tego wielkiego zdobywcę Zachodu nie został pokonany. Miał on bardzo wielu synów, z których jeden, Popiel, został wychowany ku panowaniu; pozostałym zostały przydzielone Marchia, Pomorze, Kaszuby, i prowincje do nich przylegające, ze złożeniem takiej przysięgi, że całe swoje dziedzictwo pozostawią Popielowi. Szczęsnym by umarł Leszko, gdyby go spłodził tak dobrym, jak sam został spłodzony.

Rozdział IX

O Popielu Starszym.

Od roku 810 do roku 815.

Popiel wyrodnieje, zmienia siedzibę królewską, szybko umiera.

Popiel od ojca nie przejął niczego poza fortuny władcy. Duchem był zupełnie niepodobny, leniwy, ii poza troszczeniem się o brzuch rzadko się do czegoś zabierał. II ojcowska siedziba, Kraków, nie podobała się temu, który się wyrodził. Położenie miasta, otoczonego górami, i dogodnego dla ataków Rusinów i Panonów, skłoniło tego człowieka, by zamieszkać na płaskich równinach Polski. I aby być bliżej swoich braci, panów Pomorza, wybrał Kruszwicę na Kujawach, jak dzisiaj miasto to jest nazywane. Lecz na próżno tą zmianą siedziby szukał czy to bezpieczeństwa dla życia, czy to przyjemności. Nieco później nagłym wyrokiem losu został usunięty; i z pewnością nie był dobrym władca, ale gorszy syn sprawił, że wszyscy zatęsknili za ojcem.

Rozdział X

O Popielu Młodszym.

Od roku 815 do roku 830.

Popiel gorszy od ojca, oszpecony, żona jego najgorsza, jemu samemu rozkazująca. Jego stryjów zabijają trucizną, zostają pożarci przez myszy.

Młodzieńczy wiek Popiela syna był przez jakiś czas trzymany w karbach przez rady stryjów i dostojników. Potem jednak zrzucił on wszystkie wędzidła, nie tylko opiekunów, ale też zacności. Młodzieniec, cały śpieszący ku plugawym przyjemnościom, z natury niezdatny do rządzenia, i z fortuny panowania biorący dla siebie tylko samowolę. Z gnuśnością ducha złączone były oszpecenie ciała, przez dziwaczność rzadkich włosów na głowie i na obliczu. Stąd ściągnął na siebie drwiny i obmowę poddanych, tak że nazywany był pospolitą obelgą Chostek. Pozostała jednak nadzieja, że młodzieniec poprawi się w małżeństwie. Ale i ta nadzieja się rozwiała. Przywiedziona bowiem z sąsiednich Niemiec żona do rozwiązłych obyczajów księcia dodała swoje własne wady, chciwość i okrucieństwo. Na koniec rozpustna kobieta tak otumaniła Popiela, że on miał ułudę imienia władzy, on zaś jej moc dzierżyła. Nie dość jej było rządzić żywym małżonkiem, gdyby nie utrwaliła na przyszłość panowania dla siebie i dla synów, których dwóch Popielowi zrodziła. Różniły się fawory Polaków, którym wstrętna była obecna władza; lecz żona Popiela patrzyła podejrzliwie przede wszystkim na umiłowanie i autorytet, jakie u ludu mieli stryjowie jej męża. Gdy zamyślała ich usunąć, wpadła na pomysł zbrodni, co do której można stracić ufność do roczników, gdyby wieść o niej nie opierała się na zgodzie tylu stuleci. Przeklęta kobieta przekonała męża, by dzięki podstępowi, który obmyśliła, uwolnił siebie i swoje dzieci od strachu właściwego dla zazdrośników. On, tak jak żona mu kazał, udaje chorobę, i jakoby bliski śmierci przyzwanym stryjom powierza żonę; ona tymczasem, by niebezpiecznej chorobie nadać wiarygodności, nie pomija żadnych pozorów bólu. Gdy nastawał już wieczór, Popiel wyciągnął do odchodzących stryjów rękę, jakby ostatni znak uczucia, i podał w niej  fatalny puchar, zawierający truciznę przygotowaną przez jego żonę. Tamci odeszli, ze śmiercią już poczętą w ich wnętrznościach, wkrótce przywiedzenie do szaleństwa, po ogromnych udrękach zmarli. Zawołała kobieta [żona Popiela] z jakąś boską mocą, że zostali oni rażeni, i na nich spadłą zasadzka, którą jej mężowi przyszykowali. Zaraz też nakazuje porzucić ich ciała, by samą nienawiścią i srożeniem się wobec winnych swojej dowodzić niewinności. I już niemal zwiodła ludzi, lecz nie zwiodła Boga, który - jeśli wierzyć rocznikom dawnych autorów -  zupełnie nienaturalnym i niesłychanym rodzajem śmierci sprawców zbrodni ukarał. Oto zrodzone z trupów porzuconych stryjów myszy, w ogromnej liczbie, zaatakowały bezbożnego zabójcę, jego żonę i dzieci. Ani woda, ani ogień, ani zamknięte kryjówki, ani pomoc sług nie mogły powstrzymać tych pomocników Bożej pomsty. I tak potem dzieci księcia, Lech i Popiel, następnie jego żona, i na koniec on sam, stawszy się pokarmem dla myszy, dali potomnym dowód, że nie śmiertelnicy nie mogą popełnić tak przerażających występków, by jeszcze straszniejszych kar rozgniewane Bóstwo nie znalazło.

Rozdział XI

O Piaście

Od roku 830 do roku 840 [z dalszej części tekstu można wnioskować, że to pomyłka, zamiast XL = 40, powinno być LX = 60, czyli „do roku 860”]

Walny zjazd bez skutku. Zamieszanie w Polsce. Piast w cudowny sposób żywi bardzo wiele osób, zostaje wybrany na władcę, rządzi dobrze i długo.

Nieszczęścia Polski, znoszone pod Popielem, powiększyły się po jego zagładzie, bowiem zrodziły się spory co do następcy. Walny zjazd, zwołany do Kruszwicy, upłynął bez skutku. A domagający się panowania synowie stryjów, których zabił Popiel, mieli przeciwko sobie Polaków. Tymczasem wszystko zostało wystawione na grabieże i napady, i wkrótce wskutek wewnętrznych nieszczęść nieosłonięte granice państwa stały się przedmiotem zakusów sąsiadów. Zwołani ponownie możni, choć długo zamęczali się nawzajem różnymi kłótniami, wreszcie wybrali na władcę tego, co do którego nikt nigdy tego się nie spodziewał. Był to Piast, mieszkaniec Kruszwicy, właściciel niewielkiego poletka, lecz, wśród niedostatku majątku, wiódł on niewinne życie, zwłaszcza skory do pomocy dla potrzebujących. O nim opowiadają pisarze, że w czasie ostatniego walnego zjazdu, gdy dokuczała wielka drożyzna żywności, nakarmił wszystek tłum ludzi, którzy na zjazd zjechali; a pokarmu wcale nie ubywało pośród tak wielu rąk chciwych jedzenia. Z taką samą obfitością kiedyś został przez Piasta przyjęty książę wraz z całym orszakiem dworzan. Uderzeni tym znakiem wieszczym Polacy Piasta, lubo się temu opierał, jako księcia pozdrowili. Czy rzeczy te zostały fałszywie przekręcone na cud wskutek łatwowierności dawnych czasów, nie umiem powiedzieć; to że z pewnością nie bez udziału losu Piast uzyskał władzę książęcą, pokazało samo jego panowanie, najszczęśliwiej przezeń sprawowane, i przeniesione, w nieprzerwanym porządku, na jego potomków. Ci bowiem, których po Piaście jako książąt lub królów polskich do Ludwika Węgierskiego wymieniamy, byli jego potomkami, i do niego wygaśli niedawno książęta legnicko-brzescy początki swojego rodu odnoszą. Najazdy wrogów zaraz na początku jego panowania ustały. Napady i wewnętrzne spory zostały uśmierzone bardziej autorytetem Piasta, niż surowością. Szło za nim przekonanie o Bożej przychylności, a żadnego mocniejszego na takie przekonanie narzędzia to władania mnogością poddanych władcy nie posiadają. Kruszwicę, zniesławioną ludzką zbrodnią, i jej oczyszczeniem przez Bożą pomstę, zamienił na Gniezno, najstarszą stolicę władców. Tam zmarł wiodąc 120 rok życia,  wieku zaiste niezwyczajnym dla możnych mężów. Lecz on, który był kiedyś rolnikiem, zachował i później wstrzemięźliwość swojej wcześniejszej fortuny, powstrzymując się od obżarstwa i rozpusty, przez które to obyczaje wielu traci życie.

Rozdział XII

O Ziemowicie I.

Od roku 861 do roku 892.

Ziemowit przyjęty przez ojca na współuczestnika władzy. Ustanawia dyscyplinę wojskową. Jego wojny z Węgrami, Niemcami, Pomorzanami.
Piastowi Rzepicha, żona godna męża, zrodziła Ziemowita, syna godnego ojca. On przez ojca, gdy ten był już w podeszłym wieku, został przyjęty na współuczestnika trosk panowania, zaś po jego śmierci z wielkim poparciem wszystkich najwyższą władzę otrzymał. Był to mąż odważnego charakteru, bardzo wytrzymały na głód, konieczność czuwania, chłód, do głębi sposobny do spraw wojskowych. Ale i spraw pokojowych nie zaniedbywał, szczodrobliwy w rozdawaniu nagród, w karaniu bliższy łagodności. Gdy tylko po ojcu nastąpił, aby waleczność swojego narodu rozumem miarkować, ustanowił dyscyplinę wojskową, ustanowiwszy zwierzchnika nad wojskiem i wodzów poszczególnych oddziałów. Wkrótce potem ruszył na Węgrów i Morawian, potem na Niemców, by odzyskać prowincje, które ludy te wydarły polakom, korzystając z niedawnej gnuśności Popiela i z zamieszek bezkrólewia. A Niemcy wtedy, pod panowaniem Ludwika Jąkały [Ludwik Jąkała był królem zachodniofrankijskim, to zapewne pomyłka autora], byli zaprzątnięci niezgodami wewnętrznymi. Tym więc łatwiej Ziemowit nie tylko odzyskał to, co jego, ale, dzięki pleniącej się szybko zarazie wojny, także pewne sąsiednie krainy zajął. Z taką samą pomyślnością wziął to, co zajęli Prusowie. Stąd zwrócił się ku książętom Pomorzan, Kaszubów, dawnej polskiej krwi z Leszka III. Lecz tu biego jego zwycięstwo nieco się zatrzymał, jakby fortuna odmówiła mu pomocy w zwalczaniu jego krewnych. Ci zatem, bezpiecznie przede wszystkim dzięki obronności miejsc, długo wojnę wytrzymywali; gdy zaś już byli wycieńczeni, śmierć Ziemowita, która potem nastąpiła, i małoletniość jego syna następcy, dała im sposobność odetchnięcia.

Rozdział XIII

O Leszku IV

Leszka niedojrzały wiek. Opiekunowie. Troska o pokój.

Od roku 892 do roku 913.

Umierający, po 32 latach panowania, Ziemowit pozostawił niedojrzałego wiekiem syna Leszka, któremu Polacy, wdzięczni za zasługi ojca, dali panowanie, przydzieliwszy chłopcu kierowników, by oni tymczasem sprawami państwa się zajmowali. Ci, czy to zaniedbania, czy to ze wzgardzenia sławą, która pod cudzymi auspicjami powinna być przypisana, nie starali się trwać przy wojnie rozpoczętej przez Leszkowego ojca przeciw Pomorzanom. Gdy zaś Leszko potem dorósł, sposobność do tego minęła. A był to władca łagodnego usposobienia, który wolał pokój od wojny, zadowalając się strzeżeniem ojcowskiego władztwa. Nie tłumaczmy tej łagodności gnuśnością; dzięki pokojowym sztukom Leszko to sprawił, że rozwinęły się dobre zdolności, tak ja się to zwykle dzieje.

Rozdział XIV

O Ziemomyśle

Od roku 913 do roku 964.

Ten również był miłośnikiem pokoju. W późnym wieku spłodził syna, ślepego, któremu wzrok wróżebnym sposobem przywrócony, zwiastował większy blask Polski.

Tak jakby los chciał stopniowo temperować dusze Polaków do chrześcijańskiej dobrotliwości, po miłośniku pokoju nastąpił podobny mu jego syn, Ziemomysł. Przeto i on w spokojnej ciszy życie przepędził, wskutek niczego nie stał się bardziej znany, krom swojego syna; którego matka późno [tj.w późnym wieku rodziców] porodziła, i – jakby natura nie w pełni go dopracowała – ślepego. Wahał się niemal ojciec, czy by nad takie potomstwo nie przełożyć bezdzietności, nieświadom, jak wielką pomyślnością Polska przez to potomstwo zostanie obdarzona. Chłopiec doszedł już do siódmego roku życia, co było wtedy zwyczajowym wiekiem pogańskiego rytu obcięcia włosów i nadania imienia. Urządził ojciec ucztę, na której byli obecni znaczniejsi spośród możnych, wszyscy o obliczu rozdwojonym między radością i smutkiem; lecz wkrótce potem, gdy trwała biesiada, chłopiec został obdarowany widzeniem oczu, i nowa radość wszystkich napełniła. Wnet biesiadny stół na nowo jest zastawiany; chłopcu jest nadane imię Mieczysław, które przymilności piastunek potem przekręciły na Mieszka. Zapytani odnośnie tej rzeczy wieszczkowie odpowiedzieli, że zwiastuje ona światłość dla Polski. Ta wróżba została potem potwierdzona przez przyjęcie religii chrześcijańskiej, która jednak wszystkim innym wróżbitom nakazał milczenie.

Rozdział XV

O Mieczysławie I, księciu chrześcijańskim.

Od roku 964 do roku 999.

U Mieczysława liczne żony, żadnego potomstwa. Bierze chrześcijańską żonę, jednocześnie i wiarę. Wojny jego nieliczne i bez powodzenia.

Początki panowania Mieczysława nie były wprawdzie zupełnie nie zasługującymi na pochwałę, okazały się jednak poniżej oczekiwań jego poddanych, których napełniły niemałymi nadziejami tak niezwykłe wydarzenia i przepowiednie wróżbitów. Młodzieniec nieumiarkowany w żądzach, o spokojności niemal gnuśnej, miał naraz siedem żon, ale bez potomstwa. Ta przede wszystkim okoliczność otworzył religii chrześcijańskiej przystęp do Polski. Bowiem rozproszeni wtedy po królestwie chrześcijanie, pochodzący sąsiednich państw, wkradali się do księcia, obiecując potomstwo i pomyślne wypadki, gdyby święte obrzędy dotąd sprawowane na lepsze zamienił. Długo nie trzeba było czekać. Przynęcony nadzieją tak wielkich rzeczy, a może tknięty Bożym natchnieniem, odepchnął barbarzyńskie żony i pojął za żonę córkę księcia Czechów Bolesława, już chrześcijankę, o imieniu Dąbrówka. Towarzyszył jej w podróży do Polski szlachcic imieniem Perstinius, twórca możnej w Polsce rodziny Leszczyńskich. Jego syn Bozuta [Bossuta, Bożęta] rządził potem głównym biskupstwem w królestwie, gnieźnieńskim. Brat Bozuty miał synów i wnuki, z których jedni rozbłysnęli tak samo infułami, inni – innymi dostojeństwami. Lecz zanim Mieczysław ze swoją oblubienicą rękami się związali, oblubieniec publicznie świętą wodą został przyjęty do wspólnoty chrześcijańskiej. Potem, niosąc, jako swoją powinność, pochodnię przyjętej czystszej religii także swoim poddanym, ustanowił dwóch arcybiskupów, gnieźnieńskiego i krakowskiego, paru biskupów tu i tam, wszędzie zaś, po założeniu świątyń, kapłanów. Wsparł te pobożne zamiary papież o imieniu Jan XIII; wysłany przezeń kardynał Idzi, biskup Tuskulum, zebrawszy kapłanów z Włoch, Francji i Niemiec, wszystko urządził zgodnie z rytem i prawami Kościoła Rzymskiego.

Tymczasem narodził się Mieczysławowi syn, któremu ojciec nadał imię dziadka matczynego, Bolesława; następnie, gdy syn dorósł, ożenił go z Judytą, córką księcia Węgrów Gejzy, ponieważ wcześniej, gdy zmarła matka Judyty, oddał Gejzie za żonę swoją siostrę Adelajdę, staraniem której także na Węgrzech pierwszy głos Ewangelii zabrzmiał. Ledwo parę wojen prowadził Mieczysław, tak jakby dość chwały uzyskał ten, kto monstra zabobonów pokonał. Gdy niezbyt pomyślnie starł się z Włodzimierzem, księciem Rusinów, utracił Przemyśl, Czerwińsk, i kilka innych miast. Wysłał potem Mieczysław do Rzymu Lamberta, biskupa krakowskiego, by ten uzyskał od papieża dla władców Polski wyróżniający się blask tytułu królewskiego. Lecz wtedy papież nie chciał jeszcze przystać na tę prośbę, nie wiedzieć czego wymagając od Polaków. Nie mógł wymagać przecież miłości do przyjętej religii, albowiem miłość ta dość zajaśniała, w tych połyskujących mieczach, które – jak się głosi – w czasie czytania Ewangelii mieli Polacy zwyczaj dobywać.


Księga II

Rozdział I

O Bolesławie Chrobrym.

Od roku 999 do roku 1025.

Bolesław od cesarza Ottona III otrzymuje miano króla. Wojna przeciw Czechom przeciw Rusinom, przeciw Niemcom, ponownie przeciw Rusinom.

Przyjęta przez Polaków religia chrześcijańska wkrótce wielkimi nagrodami odwdzięczyła się za gorliwy zapał tych, którzy z ją przyjmowali; by już nie wspominać o innych rzeczach, władców polskich wyniosła do królewskiej godności. Jak ta rzecz się dokonała, wydaje się godne zachodu, by dokładniej o tym opowiedzieć. Błyszczał wtedy wśród Czechów Wojciech, inaczej, jak to przez zagraniczne narody jest nazywany, Adalbert, biskup praski, mąż, który świętością życia wznosił się ponad obyczaje swojej epoki. On, gdy poznał, że Czesi są bardziej oporni wobec posłuszeństwa dla chrześcijańskiej religii, udał się do Węgrów, by wspierać powstające tam światło Bożego kultu. Stamtąd przybył do Polski, a gdy tam przez pewien czas sprawował funkcję arcybiskupa, dla rozkrzewiania religii udał się do Polaków [być może autor pomylił Polaków z Prusami] . W tak bowiem wielkich siłach płomień miłości Bożej spoczywa, że, by liczniejszym jaśniał, na podobieństwo słońca stale się obraca. Lecz był to ostatni czas posługi Adalberta, wsławiony przede wszystkim chwalebną koroną męczeństwa. Gdy bowiem starał się naród ten w chrześcijańską pobożnością napoić, barbarzyńską srogością ugodzony zginął. Jego ciało potem Bolesław, władca Polski, syn Mieczysława, za tyle złota, ile ważyło, od barbarzyńców wykupił. Ciało to, w Gnieźnie złożone, i słynące cudami, przyciągnęło dla oddania sobie czci wielu spośród zagranicznych narodów, także i samego cesarza Ottona III. On zaś, największymi honorami w Polsce uczczony, by pokazać się wdzięcznym, nałożył Bolesławowi diadem królewski, ponadto zrzekając się jakiegokolwiek prawa, jakie kiedykolwiek wobec Polaków rościli sobie cesarze. Dodał do tego i węzeł powinowactwa, zaręczywszy z Mieczysławem, synem Bolesława, wtedy jeszcze niedojrzałym płciowo, Ryksę, córkę palatyna reńskiego Erenfrieda, którą mu zrodziła siostra Ottona. Wielkie, jak widać, cnoty w Bolesławie znalazł cesarz, skoro je uhonorował dowodami tak wielkiej życzliwości.

Lecz Bolesław, jak zawsze wspaniały, gdy stał się królem, podjął godne swojej fortuny przedsięwzięcia. Jako pierwsi poczuli jego gwałtowność Czesi, którzy terytorium Polski splądrowali, dzięki jednak otrzymanemu pokojowi uniknęli kary za pierwszą winę, po to, by wkrótce wskutek ponowienia krzywd, ostrzejszej kary doświadczyć. Bolesław bowiem, już drugi raz rozdrażniony, z wojskiem wkroczył, i gdy wskutek ataku jednych pojmał, innych pokonał, Morawy uczynił sowim trybutariuszem. Samego księcia oślepił, by uczynić go niezdatnym do nowych knowań. Wróciwszy stamtąd ze zwycięskim wojskiem, ruszył na Rusinów, by odzyskać to, co zabrali jego ojcu Mieczysławowi, i użaliwszy się nad Świętopełkiem, który, wyzuty z panowania przez brata Jarosława, uciekł do Polaków. Długo i bardzo pustoszył otwarte przestrzenie Rusi, i gdy wreszcie rozgromił Jarosława, który nad rzeką Bug mu wyszedł naprzeciw, zająwszy Kijów, miasto wtedy będące w rozkwicie, zwrócił je Świętopełkowi. Króla, gdy już odchodził, tak jakby rzecz była ukończona, zwrócił przeciw sobie Jarosław, który miał nadzieję, że uzbrojonych mężów łatwiej powali w drodze niż w bitwie. Lecz ponownie zwyciężony ledwo co znalazł ocalenie w ucieczce, jego wojsko zaś po większej części zostało zasieczone.

Po dokonaniu tego, by męstwo jego ludzi nie uległo osłabieniu od bezczynności, lecz ciągłą zaprawą jakby osełką było ostrzone, wyruszyła Bolesław na Sasów, bardzo nieprzyjaznych i uciążliwych dla potomków Leszka III, panów Pomorza. Lecz Sasi, nagłą burzą wojenną powaleni, bardziej za ucieczką niż za orężem się rozglądali. Dlatego do ziemi ich wtargnąwszy bezkarnie Bolesław wszystko wszędzie ogniem i żelazem spustoszył, a doszedłszy aż do Soławy, na całej swojej drodze pokazał się jako zwycięzca, i w samej rzece ustawił słupy, by Niemcom o polskim męstwie przypominały. Gdy stamtąd wracał, pochwycił Prusów, zabójców Adalberta [tj. św. Wojciecha], którzy, jako że w wojnie nie mogli mu sprostać, jako błagalnicy o pokój poprosili. Nałożył im przeto Bolesław trybut, i wysłał ludzi, by ich nauczyli wiary chrześcijańskiej. Lecz ci nic wtedy nie osiągnęli, bowiem barbarzyńcy byli już dość oswojeni, by znosić to, że są lepszych rzeczy uczeni, ale nie dość, by chcieli za tymi rzeczami postępować. Gdy Bolesław był tymi sprawami zajęty, Jarosław tymczasem na nowo zebrał odwagę i siły, i odważył się napaść na Polaków. Król wyszedł mu naprzeciw, i przybył przed oblicze obu wojsk na rzeką Bug. Tu pachołkowie, gdy tak się przypadkiem się złożyło,że poili konie, wszczęli bójkę, gdy zaś wkrótce, na wieść o tumulcie, zaczęła wzrastać z obu stron liczba żołnierzy, najostrzejszą bitwę stoczono. Gdy Rusini zostali tam rozbici i zwyciężeni, narzucono im, tak samo jak niedawno Prusom, trybut.


Czasy pokoju ani trochę nie umniejszyły wojenne chwały Bolesława. Otóż najpierw, ponieważ władca potrzebuje pomocników, którzy by wzięli na siebie część trosk, powołał przy sobie 12 doradców spośród możnych polskich, mężów poważanych z powodu wieku i mądrości. Wielką poza tym wagę przydawał Bolesław sprawom świętym i sprawiedliwości. Ubogich, gdy byli w niebezpieczeństwie, by z powodu długo ciągnących się sporów prawnych i braku obrońców nie popadli pod władzę możniejszych, majątkiem swoim wspomagał. Pilnie odwiedzał zamki, kasztelanie i najbardziej nawet oddalone strony królestwa. Usłyszano takie jego zdanie: że woli, karmić się kurą, gdy czuwa nad sprawami państwa, niż otoczony wszelkimi delicjami nie zauważyć nieszczęść kogokolwiek ze swoich poddanych. Dzięki tym zasadom postępowania zasłużył Bolesław, by on, który stał się twórcą narodzin królewskiej godności u Polaków, uważany był za absolutny i wieczny wzorzec dobrego tej godności sprawowania. 




CO MAMY:

- Proszę sobie porównać wstęp Bielskiego i Pastoriusa. Nasza historia zostaje ukierunkowana na zmianę narracji na stwierdzenia - Jedni mówią coś o początkach, drudzy mówią drugie, czyli widać tutaj działalność mającą na celu dezinformację. Wymazania przeszłości i zamianę jej w jakąś bliżej nieokreślone podania i przekazy. Dzisiaj taka role pełnią dezinformatorzy, którzy opanowali internet ze swoimi teoriami ekonomicznymi i historycznymi.

- Jedno czytelniku widać jak na dłoni, że mamy przeszłość, która stoi w gardle niejednemu..

- Proszę zwrócić uwagę na ukierunkowanie narracji, która jest zupełnie przeciwna niż w Kronice Prohora, w której ze słowiańskimi sąsiadami żyjemy w zgodzie, a tutaj jak i w innych kronikach występujemy jako najeźdźcy. A w kronice Prohora pomagamy słabszym, którzy są nękani przez wrogów.


- Jak wygląda dzisiaj sytuacja w krajach europy środkowo - wschodniej proszę sobie posłuchać te dwie piosenki jedną Serbów, drugą Chorwatów.
https://www.youtube.com/watch?v=FIcxqVRLEWI&t=5s
https://www.youtube.com/watch?v=cUbCp2WgkYw
Tak samo jest z nami i sąsiadami.
To samo powtarza się w kronikach historycznych. Wszystko jest ukierunkowywane na skłócanie polityczne i historyczne. Na zasadzie dziel i rządź. Przez co łatwo nas kontrolować i eksploatować.
I czas to zmienić, ale najpierw musimy wszyscy mieć tego świadomość.

- W rozdziałe VIII, O Leszku III
Od roku 804 do roku 810.
Wojny Leszka z sąsiadami. Pokój z Karolem Wielkim. Prowincje rozdzielone między jego synów.
Gdzie był pokój napisałem poniżej
http://kronikihistoryczne.blogspot.com/2017/11/lech-iv-waleczny-761-824-inne-oblicze.html

Dalej w tym rozdziale czytamy;
Gdy zaś Karol Wielki, wysławszy podarki, zawarł pokój, było to dość wspaniałe dla Leszka, że przez tego wielkiego zdobywcę Zachodu nie został pokonany.
Przecież tutaj jest napisane pomiędzy wierszami, że Karol Wielki  dostał łomot i poprosił o pokój.
Ale oczywiście, o tym cicho.

- Wycięto Wyzimira założyciela miast polskich, które znajdowały się na terenie Niemiec.

- W Rozdziale I czytamy:
Nie ma wątpliwości, że Lech prowadził jakieś wojny, albo też zaiste nader szczęsny musiał on być, jeśli trafiło mu się zajęcie nowej ziemi bez rozlewu krwi. Jest prawdopodobne, że większa część tej ziemi była zamieszkała przez Bulanów, Wenedów, i innych, o których wspomina Ptolemeusz, część zaś była niemal opuszczona. Okres życia Lecha przypadł na te czasy, w których  Goci, Alanowie, Wandalowie, Hunowie przelewali się przez Italię, Galię, Hiszpanię i Afrykę, gdy Rzym już podążał ku przepaści, dzięki swojemu upadkowi dając różnym władztwom początki.
Przecież to jest zwykła dezinformacja.

















2 komentarze:

  1. Za bardzo się ograniczasz. Trzeba było walnąć dwie flaszki a najlepiej trzy. Dawało to szansę że po przebudzeniu nic nie będziesz pamiętał i oszczędzisz czytelnikom kolejnych teorii z czapy.

    OdpowiedzUsuń
  2. W jednym masz rację czapę to my mamy dużą i głęboko osadzoną.

    OdpowiedzUsuń