czwartek, 10 października 2019

Bankierska sekta i my

Czas mi podsumować te moje hugenocko-kalwińskie wątki. Zacznę od przypomnienia, że ta potężna sekta specjalizowała się w budowaniu sieci bankierskich i opanowywaniu przemysłu zbrojeniowego. Nic dziwnego zatem, że choć Jan Kalwin był Francuzem to jej bazą stała się Szwajcaria, czego można doświadczyć w Genewie nawet dzisiaj:
Natychmiast znaleźli się uczniowie co przerośli mistrza – wpierw dołączyła Szkocja, a zaraz potem Holandia. W obu przypadkach owa herezja stała się religią państwową. W Anglii wprawdzie tak się nie stało ale purytanie, czyli miejscowi kalwiniści, zdołali wywołać tam wojnę domowa, zabić króla, zrobić rewolucję i zaprowadzić z niezawodnymi Szkotami rządy straszliwych wigów w Wielkiej Brytanii. Z kolei Prusy przyjęły rozwiązanie odgórne – luteranizm dla mas, a kalwinizm dla zarządzających nimi. W Italii, ojczyźnie humanizmu, nie było takiej potrzeby, a z kolei Szwecja nieco wyłamała się z szeregu.
We Francji i Rzpltej nie udało się wówczas zrobić rewolucyjnego przewrotu mimo, że ani tam hugenoci nie odpuszczali ani u nas litewscy kalwiniści (przede wszystkim). Moment decydujący dla tych katolickich mocarstw nastąpił w podobnym czasie – kiedy Francja postanowiła pogonić hugenotów w 1685, skończyły się żarty a zaczęła się wojna totalna. W 1688 w Anglii zaraz zwycięża tzw. chwalebna rewolucja, a u nas jest już wtedy po drugiej wojnie domowej**, tyle że my tzw. braci polskich gonimy jak Francuzi hugenotów. No i finał następuje równolegle – Francja w 1789 dokonuje rewolucyjnego samo-zaorania, a my też otumanieni rewolucyjnym zapałem dajemy się w 1792 sprzedać za pośrednictwem banku szkocko-holenderskiego. I pozamiatane.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza