piątek, 8 marca 2019

dr Jan Ciechanowicz - Antysemityzm cz 4


                              Rozdział VI.

                     Antysemityzm w Rosji



Od najdawniejszych czasów Żydzi cieszyli się w Rosji jak najgorszą opinią domniemanych  „trucicieli”, „gorszycieli” i „złodziei”. Jakiś instynkt rasowy nakazywał Rosjanom traktować Izraelitów podejrzliwie, ostrożnie, a gdy uważali za konieczne, także –  ostro. Wielu wybitnych pisarzy i twórców rosyjskich wypowiadało się o „narodzie wybranym” krytycznie, że wspomnimy tu tak znaczące imiona, jak Turgieniew, Ostrowski, Miereżkowski, Sałtykow, Bunin, Nabokow, Rozanow, Czajkowski, Strawiński, Dostojewski, Szafarewicz, Sołżenicyn.  Współczesna  publicystyka  narodowo-rosyjska  najczęściej  szereguje  swych  żydowskich  współobywateli  do  gatunku  „Atropos pulsatorius”  (wesz  odzieżowa,  gnieżdżąca  się  w  składkach  brudnej  bielizny)  oraz  Troctes  divinatorius”   (wesz  wędrowna,  zamieszkała  w  kurzu). Nie  należą  do  rzadkości  małostkowe  docinki  w  rodzaju  uwag,    kozy  to  „żydowskie  krowy”,  a  szachy  to  „żydowski  boks”…   
Cesarz  Rosji  Piotr  I  Wielki  powiadał:  „Wolę  widzieć  w  mym  kraju  mahometan   i  pogan  niż  Żydów,  którzy    oszustami  i  przestępcami”.  Jego  córka,  cesarzowa  Elżbieta,  w  XVIII  wieku  pisała:  „Żydzi  mieszkają  w  różnych  częściach  Rosji.  Od  tych  nienawistników  Chrystusa  nie  możemy  oczekiwać  niczego  dobrego.  W  związku  z  tym  nakazuję:  wszyscy  Żydzi,  mężczyźni  i  kobiety,  niezależnie  od  ich  stanu  i  majątku,  z  całym  ich  dobytkiem  muszą  natychmiast  wynieść  się  za  rubieże  naszego  państwa.  Od  tych  wrogów  Chrystusa  nie  chcę  mieć  żadnej  korzyści”.  Wielu  Żydów  wypędzono  wówczas  do  Rzeczypospolitej,  ale  niebawem  cesarzowa  zmarła  w  tajemniczych  okolicznościach,  a  jej  ukaz  po  cichu  cofnięto.  I  wreszcie  zachowała  się  wypowiedź  cesarza  Mikołaja  I,  która  brzmi  jak  następuje:  „Główną  przyczyną  nędzy  rolników    Żydzi.  Przez  swą  umiejętność  wyzyskują  niemiłosiernie  bezbronną  ludność.  Żydzi    tu  wszystkim:  handlarzami,  dostawcami,  rzemieślnikami  itd.    chytrzy  w  okłamywaniu  ludzi…  To  zwykłe  pijawki,  które  wysysają  wszystko  i  doprowadzają  do  nędzy  całe  prowincje  kraju”. 
W  podobny  sposób  ważyło  się  wypowiadać  się  też  wielu  rosyjskich  intelektualistów.  Teodor Dostojewski straszył w końcu XIX wieku: „Na trupach i gruzach wojny i rewolucji światowej pozostaną tylko Żydzi i ich złote miliardy”. Wszyscy Żydzi w jego   dziełach  literackich  budzą   odrazę i zgrozę. A już w wieku XX znany pisarz i historyk Aleksander Zinowiew napisze, iż judaizm to „synagoga Szatana”, że ponad połowę od ogólnej liczby  popów prawosławnych w Rosji i księży katolickich stanowią Żydzi, czyli fałszywi wyznawcy Chrystusa, działający na szkodę własnej „firmy”…
Byłoby jednak krzywdzącym uproszczeniem, gdybyśmy do tych faktów nie dodali spostrzeżenia, że nie brakło w literaturze i  filozofii  rdzennie rosyjskiej także słów sympatii i szacunku pod adresem „narodu wybranego”.  Wybitny  prawosławny  filozof  Sergiusz  Bułhakow  w  połowie  XX  wieku  twierdził,  że  na  świecie     dwa  najważniejsze  narody:  Rosja  i  Izrael,  stanowiące  zwornik  dziejów  całej  ludzkości   („sriedotoczije  wsiego  sowierszajuszcziegosia  w  mirie”),  których  powołaniem  też  jest  objęcie  globalnego  przewodnictwa.  „Strasznyje  i  rokowyje  sud’by  oboich  narodow,  każdaja  po  swojemu,  znamienujet  ich  iskluczitielnoje  znaczenije    w  żyźni  wsiego  czełowieczestwa,  i  imienno  tiepier, bolsze  czem  kogda – libo,  stanowiatsia  oni  w  centre  mirowoj  istorii”.
Nad  wyraz  szlachetny,  humanistyczny,   życzliwy  stosunek  do  Żydów  i  ich  zadziwiających  dziejów   manifestował  genialny  filozof  Władimir  Sołowiow,  który  nie  tylko  opublikował  szereg  znakomitych  tekstów  w  tym  temacie,  ale  też  podnosił  głos  protestu,  gdy  „czarna  sotnia”  organizowała  pogromy  pod  hasłem  „Biej  Żydow,  spasaj  Rasieju!”…  Sotnia ta zresztą, czyli „Sojuz Russkogo Naroda”, okrzykiwała W. Sołowiowa za „żydowskiego pachołka” i za „Żyda”…
 Maksym Gorki   (Pieszkow)  pisał   (bez  ironii  i  bez  przekąsu!), że Żydzi są „inteligencją rosyjską”, przez co podkreślał fakt owocnej symbiozy intelektualistów żydowskich z kulturą Rosji.  Ten  pisarz  zresztą  adoptował  rodzonego  brata  Jakowa  Swierdłowa  (Nachamkesa,  znanego  czerwonego  kata,  na  którego  rozkaz  wymordowano  rodzinę  cesarską),  który  to  brat  był  ponoć  jego  „partnerem”  w  seksie,  a  następnie  wyjechał  z  ZSRR  do  Francji,  gdzie  zrobił  zawrotną  karierę  w  wojsku  i  dyplomacji, zostając admirałem marynarki francuskiej.
Historia stosunków rosyjsko-żydowskich nie była jednak prosta ani sielankowa, choć przecież organiczną część wielkiej kultury rosyjskiej stanowi dorobek znakomitych artystów i uczonych żydowskiego pochodzenia, jak Isaak Lewitan, nobliści Borys Pasternak, Iosif Brodskij, Lew Łandau, Ilja Sielwinskij, Isaak Dunajewskij, Matwiej Błanter, Jurij Łotman, Eduard Bagrickij, Jewgienij Jewtuszenko, Michaił Isakowskij, Arkadij Rajkin, Faina Raniewskaja (Feldman), Dmitrij Kabalewskij, Michaił Czajkowskij   (nie  idzie  o  żydokatolickiego  księdza,  profesora     KUL-u,  słynnego  agenta  KGB!), Iosif Kobzon, Ałła Pugaczowa, Konstantin Simonow, bracia Strugackije, Ilja Ehrenburg, Leonid Utiesow (Wajsbejn, Weissbein), Wasilij Grosman, Wasilij  Aksionow  (Ginzburg),  Giennadij  Fisz, Natan Rybak, Izaak Babel i in.   Ten ostatni pisarz zresztą organicznie nienawidził Rosjan, drażnił go kolor ich włosów, modulacja głosu, kształt uszu, nosa i ust; zachłystywał się wszelako entuzjazmem pisząc o  „arystokratyzmie” żydowskich złodziei, sutenerów, pederastów, najemnych morderców z odesskiej Mołdawanki. Podobny szowinizm manifestował także Osip Mandelsztam, Dżek Altchauzen i mnóstwo innych rosyjskojęzycznych ludzi pióra.
 ***
         W V wieku między Morzem Kaspijskim i Czarnym ukształtowało się wieloplemienne społeczeństwo koczownicze – „Pax Chazarica”. Ci nowi panowie stepów przepędzili część Bułgarów nad Dunaj, a w VII wieku powstrzymali na Kaukazie Arabów. Bizancjum, któremu zapewnili spośród siebie cesarza, powierzyło im misję zapory przed mahometanami i innymi koczownikami, zwłaszcza ruskimi wikingami. Spośród Słowian podbili Polan, Siewierzan i Wiatyczów. W momencie przejściowej porażki ich kagan Merwan musiał przyjąć na krótko islam. Bizancjum postarało się nawrócić na chrześcijaństwo wpływowego chana Al-Ilitwera i w ciągu wieku utworzyć metropolię z siedmioma eparchiami. W wyniku złych doświadczeń z cesarstwem chrześcijańskim i Arabami zrazili się jednak  Chazarowie do obu religii. Spośród trzech religii zdolnych do skonsolidowania  wspólnot  rodowych w   monolityczny naród    zdecydowali się przyjąć judaizm, Około 740 roku, według żydowskich albo pod koniec VIII wieku według pisarzy arabskich, „Żydom udało się zdobyć króla dla swej wiary tak, iż przyjął judaizm. Nazywał się Obadia, był mężnym i szanowanym mężem, który zreformował rządzenie, umocnił prawo zgodnie z tradycją i zwyczajem, zbudował synagogi i szkoły, zgromadził mnóstwo mędrców Izraela, obsypał ich darami złota i srebra, i kazał im objaśnić dwadzieścia cztery księgi, Misznę i Talmud i inne księgi ze zbiorami świątecznych modlitw.”Judaizm stał się religią państwową, a Chazaria miejscem ucieczki Żydów prześladowanych przez Bizancjum, Arabów i nadciągających od Skandynawii Rusów, którzy wypierali z Europy Wschodniej żydowską spółkę handlującą niewolnikami Radanię.
Spowodowało to rewolucję Kabarów w Chazarii. Kagan uciekł do bazy Rusów pod Rostowem, co dało początek Kaganatowi Ruskiemu, znanemu już od 830 roku. Tymczasem „Pax Chazarica” zaczęła się chylić ku upadkowi. Zanim jednak Rusowie w swym parciu na Konstantynopol przepędzili z chazarskiego Kijowa żydowskich radanitów, różnorakie wspólnoty żydowskie (talmudyści i karaici) z Bizancjum, Palestyny, Syrii, Arabii skutecznie zaległy Chazarię, w której przewodzili przez dwieście lat. Ówczesny Sambat, czyli Kijów, był niewątpliwie pod ich wpływem. Nawet przepędzani przez kolejne watahy normańskich Rusów zachowali tam swoje ośrodki. Jeszcze w X wieku hiszpańscy Żydzi korespondowali z chazarskim kaganem poprzez ziemię „Rus”. Włodzimierz nie musiał szukać Żydów w pozostałościach Chazarii, gdyż zastał ich w samym Kijowie. Jeżeli dawna Fanagoria, późniejsza Tmutorokań, od IX wieku była rzeczywiście ruską kolonią, jak twierdzą historycy rosyjscy, to wraz z nią zostało przyłączone do Rusi najważniejsze żydowskie miasto, ośrodek kultury żydowskiej. Wówczas nacisk judaizmu na Ruś szedł i od Chazarów, i z żydowskich kolonii nad Morzem Czarnym. Nie jest wykluczone, że część Słowian pod Chazarami uległa prozelityzmowi i w charakterze niewolników przyjęła judaizm. Nieprzypadkowo w X wieku pisarze żydowscy nazywali Słowian Chananejami, czyli niewolnikami, podobnie jak u muzułmanów zwali się saqualiba (sclavi). Spośród nich rekrutowali się obrzezywani natanei do posługi w świątyniach i domach żydowskich. Tamtejsi judeochrześcijanie mogli z powodzeniem apostołować na Rusi, jak czynili to w Bułgarii za papieża Mikołaja I, skąd też przyszło na Ruś bogomilstwo.
O ile książę Włodzimierz według latopisu posyłał na zwiad religijny ambasadorów do muzułmanów, łacinników i Greków, latopis milczy o takiej delegacji do chazarskich Żydów. Widocznie miał ich pod dostatkiem na miejscu. Źródła ruskie odnotowują z tego czasu „żydowską bramę”, „żydowską ulicę” w Kijowie. Św. Teodozjusz Pieczerski po nocach nawracał kijowskich Żydów. Paterykon Kijowsko-Pieczerski zawiera wiele akcentów antyżydowskich. Całe Słowo o prawie i łasce metropolity Hilariona zwrócone jest przeciwko judaizmowi. Przeciwko Żydom były formułowane zakazy prawne. Kroniki odnotowują też szereg pogromów Żydów.
Nic więc dziwnego, że do Włodzimierza, jak podaje latopis, „przyszli Żydowie chazarscy. Historyczny był także jego kontrargument: „To jakże wy innych nauczacie, a sami jesteście od Boga rozproszeni? Jeśliby Bóg miłował was i zakon wasz, to nie bylibyście rozproszeni po cudzych ziemiach. Czy chcecie, aby i nas to spotkało? Oparta na judaizmie Chazaria rozpadła się prawie na jego oczach i to za przyczyną Rusów. Odtąd Kaganici znienawidzili z całego serca wszystko co ruskie i niezmiennie zawierali sojusze ze wszystkimi przeciwnikami nie tylko Rosji, ale i całej Słowiańszczyzny, a dzieje Księstwa Kijowskiego, Moskiewskiego i innych to w dużej mierze także dzieje bronienia się tych państw przed nieubłaganą mściwością i perfidnymi knowaniami potomków Chazarii. Nie była to wojna na miecze, lecz na idee i wartości moralne. [To, co powiedzieliśmy powyżej, nie wyklucza faktu, że w wielu przypadkach dochodziło do symbiozy imperializmu rosyjskiego z ekspansjonizmem żydowskim, np. jeśli chodziło o zniewolenie i wyzysk Polski, tutaj te dwie formacje przez parę stuleci zgodnie współpracowały. Podobnież bardzo chętnie wykorzystuje Żydów w swych celach imperializm niemiecki, brytyjski czy amerykański.]
 ***

Jak twierdzi W. Sombart, „żydowskie rycerstwo istniało przez czas jakiś w epoce krucjat w Syrii”. Nie wyróżniło się jednak szczególnymi cnotami żołnierskimi w walce przeciwko chrześcijanom i niebawem skierowało swe zainteresowania wyłącznie w kierunku pieniędzy, które stały się dla niego nie tylko wartością samą w sobie, ale też środkiem do zaprowadzania swego panowania nad innymi narodami, w obcych państwach. Wielu z nich wierzyło, że rzeczywiście obietnicą Deuteronomium jest to, że Izrael będzie „pożyczał wielu narodom”, że obywatele Jerozolimy staną się panami dłużników (Pwt 15, 6), a w końcu popadło w sieć   wyobrażenia, że świat został stworzony przez Boga dla Żydów, czy wręcz, że „Izrael jest Bogiem”, jak to wyznają liczne ekstremistyczne sekty judaistyczne. Chrześcijański mesjanizm Rusi wielokrotnie się zderzał z monoetniczym mesjanizmem Żydów, a trwająca przez wieki wojna podjazdowa prowadzona była ze zmiennym skutkiem. Była to zaś przede wszystkim walka szlachty rosyjskiej z Żydami, gdyż plebs tego kraju bywał często filosemicki, elity zaś nigdy. Dzieje tych wielowiekowych zmagań były częścią dziejów walki Żydów o swą pozycję w świecie. (por.: Kevin Macdonald, The Culture of Critique: an evolutionary analysis of Jewish involvement in twentieth-century intellectual and political movements, p. 1-2, 330-333. Long Beach 2002).
W Rosji Żydzi usiłowali poddawać swej kontroli różne struktury władzy, w tym też kościelnej – przez parę stuleci biskupi prawosławni musieli stawiać czoła „żydowstwujuszczym” ugrupowaniom, nurtom i działaczom cerkiewnym; w przeciwieństwie też do kościołów katolickich udało się im obronić zarówno czystość doktryny, jak i hierarchii przed obcą infiltracją i pełzającym podbojem struktur kościelnych przez ich zręcznych przeciwników. Nikt w kościele prawosławnym nie poważy się używać np. tak dziwacznego  pojęcia jak „judeochrześcijaństwo”.
W antysemitach rosyjskich budzi sprzeciw domniemane dążenie Żydów do zdobywania dominacji gospodarczej, politycznej i kulturalnej w świecie. Twierdzą oni, że ta teza znajduje odzwierciedlenie w Starym Testamencie jak i w Torze o narodzie wybranym, który został – jak głosi się w tych dziełach – wybrany przez Boga i ma jego przyzwolenie do przewodzenia   całej  ludzkości  i  całemu  światu.
Nie tylko ogólnikowe poglądy  Tory o „wybranym narodzie” wzbudzają zastrzeżenia i sprzeciwy w  Rosji.   Wprost szokują teksty o roli Żydów w życiu gospodarczym, politycznym i kulturalnym oraz nauki rabinów i innych przywódców żydowskich, zawierające postulaty i dążenia narodu „wybranego” właśnie do zdobywania panowania nad światem. Charakterystyczne pod tym względem poglądy między innymi znajdują się w (już  przez  nas  cytowanym)  liście Żydów z Arees we Francji do swoich braci w państwie otomańskim, adresowane do głównego rabina Konstantynopola. Żydzi francuscy informowali, że mieli do rozwiązania niezmiernie trudne sprawy. Otóż władze i wpływowe elity francuskie przeciwstawiały się działalności mniejszości żydowskiej, zmierzającej do zdobywania ważnych, kierowniczych stanowisk w administracji państwowej i w ogóle w życiu publicznym. Żydzi mieli więc dwa wyjścia: zaniechać realizacji swoich aspiracji politycznych lub szukać w innych państwach warunków sprzyjających urzeczywistnianiu idei narodu wybranego. „Nie wiemy, jak mamy postąpić według praw Mojżeszowskich. Dlatego was prosimy, abyście nam mądrze wskazali, co mamy robić”? List ten sygnował w kwietniu 1489 roku rabin w Arees – Chamorre.
Książę Żydów w Konstantynopolu udzielił bardzo konkretnych, praktycznych rad autorom listu z Arees, a pośrednio także Żydom w całej Francji oraz w sąsiednich państwach, zwłaszcza w Hiszpanii, gdzie występowały podobne zjawiska antyżydowskie. „Kochani bracia w Mojżeszu! Otrzymaliśmy wasz list, w którym dajecie nam poznać przeciwności i nieszczęścia, które znosicie. Najwięksi rabini i satrapi naszego prawa wyrzekli następujące zdanie: Mówicie, że król Francji chce, abyście zostali ochrzczeni. Zróbcie to, jeśli inaczej nie możecie, lecz zachowajcie pamięć w sercu o Mojżeszu. Uczyńcie wasze dzieci kupcami, a przy pomocy handlu wszystko mieć będziecie. Wy się skarżycie, że oni godzą na wasze życie. Uczyńcie dzieci wasze lekarzami, aptekarzami, którzy sprawią, że oni (Francuzi) swoje utracą, bez obawy kary. Do tego co mówicie, że niszczą wasze synagogi. Starajcie się, aby wasze dzieci były kanonikami i duchownymi, aby oni rujnowali ich kościoły. A co do tego, co mówicie że was bardzo gnębią, uczyńcie wasze dzieci adwokatami, notariuszami i ludźmi, którzy mają się zajmować zwyczajnie sprawami publicznymi, a w ten sposób wy zapanujecie nad chrześcijanami, zajmiecie ich ziemie i pomścicie się nad nimi. Nie odrzucajcie rozkazu – postulował książę Żydów Konstantynopola – jaki my wam dajemy, a zobaczycie przez doświadczenie, że z pognębionych staniecie się wysoko wyniesionymi”.
300 tys. Żydów przyjęło wówczas pozornie chrzest i stało się  „Hiszpanami”, lecz nadal w ukryciu praktykowali judaizm, zyskując sobie pogardliwy przydomek „marranów”. [Jest to jeden z wielu przykładów bezpodstawności czynienia z kryterium wyznaniowego dowodu na przynależność do tego czy innego narodu; wyznanie można zmieniać niemal dowolnie, jak to np. czynił Józef Piłsudski, a genów  zmienić się nie da, i to one są jedynie ważne].  Żydzi w Hiszpanii i Francji uznali rady „księcia Konstantynopola” za wytyczne do bezwzględnego wykonywania. Starali się więc pozorować gorliwych Francuzów i Hiszpanów. Przyjmowali   chrzest  i  -  jak  później  w  Polsce  -  ostentacyjnie   „chodzili  do  kościoła”  i  manifestacyjnie uczestniczyli  we wszystkich obrzędach   katolickich. Faktycznie   były to jedynie teatralne gesty. Stanowiły one zasłonę dymną dla skrytej działalności,  zmierzającej do urzeczywistnienia założeń talmudycznych i aktualnych wytycznych rabinackich, zawsze antychrześcijańskich i antygojskich.
N. Machiavelli uważał, że ludy, które wypędza z ojczyzny jakaś ostateczna potrzeba, okazują się zazwyczaj bardzo niebezpieczne, i jeśli nie przeciwstawi się im zdecydowanie, nic nie powstrzyma ich pochodu. Pisał też, iż Mojżesz na czele Żydów należał do tych ludów, które „gwałtem wdzierają się do obcych krajów, wymordowują ich mieszkańców, przywłaszczają sobie ich mienie, zakładają nowe państwo i zmieniają nazwę kraju”... Mojżesz nazwał Judeą podbitą przez siebie część Syrii. Maurowie, którzy w zamierzchłych czasach zamieszkiwali Syrię, „zdając sobie sprawę, że nie będą w stanie oprzeć się nadciągającym Hebrajczykom, zabrali swe rodziny i powędrowali z nimi do Afryki”, gdzie się też na wieki usadowili.
                                                          ***
W kołach intelektualnych Rosji rozpowszechniona jest sceptyczna postawa w stosunku do – jak to się tam określa – „żydowskiej manii wielkości” i podkreśla się z naciskiem, że wyniki badań archeologicznych nie potwierdzają żadnych „wielkich czynów” dawnych Izraelitów, a nieraz wręcz obalają „megalomańskie bajki” z Pięcioksięgu Mojżeszowego, choć na poszukiwanie ich potwierdzenia zmarnowano ogromne sumy pieniędzy.
Pozostawiając te polemiki na uboczu podkreślmy wszelako, że w duchowości rosyjskiej zawsze było bardzo silnym przekonanie o kardynalnym przeciwieństwie istniejącym między naukami Jezusa Chrystusa a duchem judaizmu, i że w Rosji zawsze stanowczo przeciwstawiano się niebezpiecznym dla chrześcijaństwa próbom rozmywania lub zamazywania istniejących różnic. W  rosyjskiej prasie  narodowej  często  spotyka  się  twierdzenie,  poprzez wpływy ekonomiczne, przez opanowanie prasy i w ogóle sfery informatycznej, w tym wielu kościołów chrześcijańskich, jak też przenikając do elit tradycyjnych i nowoczesnych, Żydzi stanęli mocno na arenie światowej w gronie najpotężniejszych narodów. W Rosji Żydzi w epoce dopiotrowskiej nie mieli swych reprezentantów wśród dworzaństwa rosyjskiego. Ale już przy nim wicekanclerzem został syn ochrzczonego Żyda Szapiry – Szafirow; znany dyplomata Wiesiełowskij też był Żydem z pochodzenia. Później ta skryta ekspansja wewnętrzna żydostwa nasiliła się, a jego reprezentanci coraz gęściej obsadzali kluczowe urzędy i stanowiska w stolicy i na peryferii Cesarstwa Rosyjskiego, rozkładając i paraliżując jego siły obronne i energię.
Bobrinskij (t. 1, s. 1) pisze, że książęta Bagration mieli za protoplastę niejakiego Bagrata, który przybył do Gruzji z Palestyny w 575 roku, a miał się wywodzić „z rodu Dawida”. Dynastia  przezeń zapoczątkowana odgrywała  znaczną rolę zarówno w życiu politycznym Gruzji, jak i w okresie późniejszym – Rosji. Podobne przykłady można by mnożyć: matką kanclerza Nesselrode była Żydówka, ojcem Niemiec, itd.
Żydzi niekiedy wiązali się ze sprawą polską (ponieważ była to jednocześnie sprawa antyrosyjska) i byli przez polskie dowództwo wykorzystywani w różnych celach. Tak np. 24 sierpnia 1813 roku wojskowy policmajster Pragi rosyjski generał-lejtnant Ertel raportował litewskiemu wojennemu gubernatorowi: „Pod twierdzą Neisse złapany został szpieg polskiego generała Dombrowskiego Żyd Chackel Jankielewicz, który wśród innego wyznał, że prócz niego dwóch innych Żydów miasta Agensburg Jankiel Jankiełowicz i Jaś Jasiełowicz wysłani zostali przez tegoż generała do Moskwy w celu ustalenia, ile jest wojska w kraju rosyjskim”. Raport kończył się prośbą o odesłanie ujętych Żydów – o ile zostaną złapani – do sztabu głównego armii sojuszniczych pod pewną eskortą. (Akty i dokumienty archiwa wilenskogo, kowienskogo i grodnienskogo generał-gubernatorskogo uprawlenija, t. 2, Wilno 1912).
 ***

Bardzo sceptyczny stosunek do Tory, jako do absurdalnego zbioru żydowskich klechd i legend, miał genialny pisarz Lew Tołstoj, którego za jego Spowiedź biskupi cerkwi prawosławnej wyklęli. Autor Wojny i pokoju m.in. pisał:
„Historia święta zaczyna się od opisu, jak to Bóg, istniejący wiecznie, stworzył z niczego przed sześcioma tysiącami lat niebo i ziemię, jak potem stworzył zwierzęta, ryby, rośliny i wreszcie człowieka Adama i żonę jego Ewę, uczynioną z jego żebra. Mamy następnie podane, jak to Bóg, bojąc się, aby Adam z żoną nie jedli jabłek z drzewa, mającego czarodziejską siłę obdarzania potęgą, zabronił im jeść tych jabłek; jak to, nie bacząc na ten zakaz, pierwsi ludzie zjedli jabłko i zostali za to wypędzeni z raju i jak za to samo zostało następnie przeklęte całe ich potomstwo, przeklęta ziemia, która odtąd zaczęła wydawać trujące rośliny. Mamy potem opisane życie potomków Adama, którzy tak znikczemnieli, iż Bóg zmuszony był ich potopić i to nie tylko ludzi, ale i zwierzęta, a zostawił tylko jednego Noego z rodziną i z zabranymi do arki zwierzętami. Mamy dalej opisane, jak to ze wszystkich ludzi, którzy się po potopie rozrodzili, Bóg wybrał Abrahama i zawarł z nim przymierze, według którego Abraham zobowiązał się uznawać Boga za Boga i na dowód tego zaprowadzić obrzezanie, a w zamian za to Bóg zobowiązał się obdarzyć Abrahama licznym potomstwem i popierać go i jego potomków. Potem mamy opowiedziane, jak to Bóg, protegując Abrahama i jego potomków, czynił w ich Interesie same nadzwyczajne rzeczy, zwane cudami i popełniał zarazem najbardziej wyszukane okrucieństwa.
W ten sposób cała ta historia, z wyjątkiem naiwnych (jak odwiedziny Abrahama przez Boga i dwóch aniołów, ożenek Izaaka i inne), niekiedy niewinnych, lecz częściej nieetycznych opowieści (jak oszustwo umiłowanego przez Boga Jakuba, okrucieństwa Samsona, przebiegłość Józefa), cała ta historia, począwszy od klęsk zesłanych przez Mojżesza na Egipcjan i wymordowanie przez anioła wszystkich ich pierworodnych, do ognia, który zniszczył 250 buntowników, do zapadłych w ziemię Kore, Datana i Abirona, do zniszczenia w ciągu kilkunastu minut 14.700 ludzi, do rżniętych piłami wrogów tępionych przez Eliasza (wziętego na ognistym wozie do nieba) ofiarników i Elizeusza, przeklinającego wyśmiewających się z niego malców – oto szereg cudownych wydarzeń i przeraźliwych przestępstw, dokonanych przez naród żydowski, jego wodzów i samego Boga.
Jeżeliby cała ta historia Starego i Nowego Testamentu była wykładana jako zwykła powiastka, wtedy mało który z wychowawców odważyłby się opowiadać ją dzieciom lub dorosłym, których, chciałby oświecić. Powiastka ta jednak uważana jest za nie nadającą się do roztrząsania przez ludzi, jako zawierająca jedynie prawdziwe opisanie świata i jego praw, jako najbardziej wierne odtworzenie życia dawniej żyjących ludzi i tego, co należy uważać za dobre, a co za złe, o istocie i własnościach Boga i obowiązkach człowieka. Mówi się o książkach szkodliwych. Lecz czyż jest w chrześcijańskim świecie książka, która by przyniosła więcej szkody ludziom niż ta okropna książka, zwana „Historią świętą starego i nowego przymierza”?
...Dla człowieka, któremu  wtłoczono  do głowy   jako najświętszą prawdę, wiarę w stworzenie świata z niczego przed sześcioma tysiącami lat, a następnie w arkę Noego, która pomieściła wszystkie zwierzęta,   w upadek Adama, w niepokalane poczęcie, w cuda Chrystusa i poniesioną przezeń ofiarę na krzyżu dla ludzkiego zbawienia – dla takiego człowieka wymagania rozumu nie są obowiązujące i taki człowiek nie może potem uwierzyć w żadną inną prawdę. Jeżeli możliwą jest trójca, niepokalane poczęcie, odkupienie ludzkości przez krew Chrystusa, staje się możliwym wszystko i potrzeby rozumu są zbyteczne.
Wbijcie klin pomiędzy deski podłogi spichlerza. Choćbyście potem nie wiem ile sypali weń zboża wszystko wyleci. Podobnie jest z głową, w którą wbito klin trójcy, czyli Boga, który stał się człowiekiem i swoim cierpieniem odkupił ludzkość, a następnie znowu wrócił do nieba – w głowie tej nie utrzyma się potem żadne rozsądne, trzeźwe pojmowanie życia.
Syp ile chcesz ziarna do   spichlerza z dziurawą podłogą, wszystko ci wyleci. Kładź, co chcesz w głowę, która raz przyjęła na wiarę rzeczy bezsensowne, nic się w niej nie ostoi.
Nie tylko hierarchowie cerkwi prawosławnej, ale też liczni pisarze żydowscy mieli te słowa Tołstojowi za złe,  ogłaszali  je  wręcz  za  manifestację  antysemityzmu.
                                                     ***
 Dwunastego  marca  1911  roku  -  jak  donosiła  ówczesna  prasa  ukraińska  i  rosyjska  -  czterdziestoletni  Żyd  Menachim   Mendel,  syn  Tewji,  Bejlis,  mieszczanin  miasta  Wasilkowa,  porwał  i  uprowadził  w  Kijowie  dwunastoletniego  chłopca  Andrzeja  Juszczyńskiego,  prawdopodobnie  ukraińskiej  lub  polskiej  narodowości,  zawlókł  go  do  znanego  sobie  pomieszczenia,  w  którym  już  się  znajdowali  także  inni  żydowscy  spiskowcy,  i  dokonał  na  chrześcijańskim  dziecku  bestialskiego   mordu  rytualnego. „Wspólnicy  Bejlisa,  za  jego  wiadomością  i  zgodą,  skrępowali  Juszczyńskiemu  ręce  i  zatykając  mu  usta,  zadawali  dziecku  straszliwą  śmierć  czyniąc  47  ran  kłutych  i  ciętych  na  głowie,  szyi  i  ciele,  powodując  w  ten  sposób  uszkodzenie  weny  mózgowej,  weny  szyjnej,  arterii  sennej  i  lewej  skroni,  a  także  zranienie  twardej  powłoki  mózgowej,  wątroby,  prawej  nerki,  płuc  i  serca;  którym  to  uszkodzeniom  towarzyszyły  ciężkie i  przewlekłe  cierpienia  oraz  spowodowały  prawie  zupełny  upływ  krwi  z  żywego  jeszcze  ciała  Juszczyńskiego”.  (Z  ekspertyzy  medycznej  profesora  Uniwersytetu  św. Włodzimierza  w  Kijowie  Iwana  Sikorskiego;  cyt.  wg  „Kniga  kahała.    tajnikow  iudiejskich”,  Moskwa  2009,  s.  376). Następnie  martwe  dziecko  zostało  w  nocy  po kryjomu wyniesione  z  pomieszczenia  i  złożone  w  pozycji  siedzącej  w  jednej  z  jaskiń  w  pobliżu  posiadłości  niejakiego  Bernera  przy  ulicy  Nahornej.  20  marca  1911  trup,  mający  nadal  związane  ręce,  a  na  sobie  koszulkę,  kalesony  i  jedną  skarpetkę,  został  wykryty  przez  policję.  Obok  zwłok  leżały  czapka,  kurtka  i  stopka  związanych  zeszytów  podpisanych  imieniem  Andrzeja  Juszczyńskiego,  ucznia  klasy  przygotowawczej  Kijowo-Sofijskiej  Szkoły  Duchownej.  Informacja  o  tym  przedostała  się  do  prasy  i  wywołała  ogromne  wzburzenie  w  całym  Imperium  Rosyjskim,  w  Europie  i  USA.  Mniejsza  część  mediów,  ta  która  nie  należała  do  kapitału  żydowskiego,  obruszyła  się  na  społeczność  izraelicką  i  spowodowała  w  wielu  miejscach  wybryki  antysemickie.  Ponieważ  już  wówczas  większa  część  prasy  w  Rosji  i  na  świecie  znajdowała  się  w  ręku  Żydów,  zaroiło  się  w  niej  od  okrzyków  oburzenia  na  rosyjski  i  ukraiński  antysemityzm,  na  domniemaną  żydofobię  policji,  prokuratury,  cerkwi,  sądownictwa  i  w  ogóle  całej ludności  imperium.  W  tymże  antyrosyjskim  duchu  wszczęto  kampanię  propagandową  w  Europie  i  USA,  a  temat przeniesiono  także  na  płaszczyznę  dyplomatyczną  i  polityczną, domagając  się  od  rządu  rosyjskiego  „zdecydowanego  położenia  kresu  kampanii  antysemickiej”,  zamknięcia  śledztwa  w  sprawie  Juszczyńskiego,  którą  z  góry  ogłoszono  za  sfingowaną  przez  policję  prowokację. Zanim  jednak  sprawę  wyciszono  i  zatuszowano,  wypowiedziało  się  na  jej  temat  wiele  znakomitości,  prezentując  zresztą  różne  punkty  widzenia.  O  ile  np.  znakomity  pisarz  Maksym  Gorki  stanął  natychmiast  po  stronie  żydowskiej,  o  tyle  Wasilij  Rozanow  w  artykule  Ubój  rytualny”   (Żertwiennyj  uboj”)  ujął  tragedię  kijowskiego  dziecka  w  szerszym  kontekście,  sugerując,    żydowski  fanatyzm  i  szowinizm  stanowi  groźne  niebezpieczeństwo  dla  całej  ludzkości.  Fragmenty  tej  publikacji,  zamieszczonej  w  kilku  ówczesnych  periodykach  rosyjskich,  brzmią  jak  następuje:  „Przyszło  mi  pewnego  razu  być  obecnym  w  rzeźni  żydowskiej  i  obserwować,  jak  według  reguł  izraelickiego  rytuału  dokonuje  się  ubój  rytualny.  Przytaczam  same  fakty.  A  było  tak.  Przed  około  sześcioma  laty  w  związku  z  pełnieniem  obowiązków  służbowych  mieszkałem  w  dużym  ośrodku  miejskim  Kraju  Południowo-Zachodniego,  w  trzech  czwartych  zamieszkanym  przez  Żydów. Podczas   częstych  wycieczek  poza  miasto  uwagę  moją  zwróciła  na  siebie  dziwnie  wyglądająca  budowla  podobna  do  fabryki,  okolona  przez  wysoki  płot,  jakim  u  nas  ogradza  się  więzienia  i  inne  miejsca  odosobnienia.  Niebawem  się  dowiedziałem,    była  to  rzeźnia  miejska.  Ponieważ  do  sfery  moich  zainteresowań  należała  kwestia  uporządkowania  miast,  w  tym  zagadnienie  stołecznych  rzeźni,  postanowiłem  obejrzeć  tutejszą  rzeźnię,  zupełnie  zapominając  o  okoliczności,  że  przecież  ludność  miasta  składa  się  przeważnie  z  Żydów,  a  cały  handel  jest  w  ich  ręku,  z  czego  wynikało,  że  i  rzeźnia  musiała  być  żydowską. 
         Nie  myśląc  o  tym  udałem  się  tam,  żydowski  zaś  stróż  na  moje  zapytanie,  czy  mógłbym  obejrzeć  rzeźnię  poczuł  się  ewidentnie  zakłopotany  i  postanowił  poradzić  się  jakiegoś  autorytetu  spośród  swego  zwierzchnictwa  w  niedużej  przybudówce  przy  bramie. Wnet  wyskoczył  stamtąd  ruchliwy,  groźnie  wyglądający  Żydek  i  jął  się  czynić  stróżowi  energiczne  wymówki. Nieco  rozumiejąc  żargon  żydowski  potrafiłem wyodrębnić  następującą  frazę:  „Coś  ty  tak  długo  z  nim  rozmawiasz? Przecie  widzisz,    to  nie  jest  Żyd,  a  masz  prawo  wpuszczać  wyłącznie  Żydów”…  „W  takim  razie  powinienem  za  wszelką  cenę  dostać  się  do  rzeźni”  -  pomyślałem  sobie  i  postanowiłem  kontynuować  przechadzkę.  Powracając  do  domu  znów  mimo  rzeźni  zauważyłem,   że  stróża  zmieniono,  i  postanowiłem  powtórnie  spróbować  szczęścia. Dla  dodania  większej  pewności  poinformowałem  stróża,    reprezentuję  nadzór  weterynaryjny  i  muszę  w  sprawach  służbowych  wstąpić  do  zarządu  rzeźni,  i  dlatego  też  proszę  go  o  odprowadzenie  mnie  do  tegoż  zarządu. Stróż  trochę  niezdecydowanie  wyjaśnił  mi,  kędy  mam   pójść…  Starszego  Żyda  w  przybudówce  już  się  nie  okazało  i  pomyślnie  dotarłem  do  zarządu.  Tam  spotkał  mnie  z  inteligencka  wyglądający  Żyd.  Przedstawiłem  się  jako  weterynarz,  nie  wymieniając  zresztą  swego  nazwiska,  i  poprosiłem  zaprowadzić  mnie  do  rzeźni.
       Kierownik  zaczął  mi  z  najdrobniejszymi  szczegółami  opowiadać  o  urządzeniu  rzeźni,  która  ma  nawet  wodociąg  oraz  stosuje  najnowocześniejsze  metody  obróbki  mięsa.  Wreszcie  zaczął  mi  opisywać,  skąd  przeważnie  jest  dostarczane  bydło,  jakiej  ilości,  jakiej  ono  jest  rasy itd. Gdy  mu  przerwałem  i  ponownie  poprosiłem  odprowadzić  mnie  na  rzeźnię,  po  krótkiej  przerwie  oświadczył  mi,  że  nie  może  tego  uczynić.  Skoro  jednak  mnie  „interesuje  techniczny  aspekt  sprawy”,  to  on  może  mi  pokazać,  jak  jest  segregowane  mięso. W  tym  momencie  kierownika  gdzieś  pilnie  zawołano,  a  on  odchodząc  rzekł,    niebawem  przyśle  mi  przewodnika.  Postanowiłem  jednak,  że  nie  będę  na  niego  czekać,  gdyż  on  widocznie  chciałby  mi  pokazać  wyłącznie  to,  co  mnie  nie  interesowało.  Poszedłem  dalej  i  bez  specjalnych  trudności  dotarłem  do  rzeźni,  która  przedstawiała  sobą  szereg  murowanych  szop,  w  których  odbywało  się  sortowanie  i  obróbka  mięsa.  Jedyne,  co  zwracało  na  siebie  uwagę,  to  skrajnie  antysanitaryjny  stan  pomieszczeń.  Jeden  z  robotników  wyjaśnił  mi,  że  ubój  już  się  skończył  i  że  tylko  w  ostatnim  budynku  kończony  jest  ubój  cieląt  i  drobnej  rogacizny.  W  tym  właśnie  pomieszczeniu  mogłem  wreszcie  obserwować,  jak  się  odbywa  ubój  bydła  według  obrzędu  żydowskiego.
        Przede  wszystkim  uderzała  okoliczność,  że  widzę  nie  po  prostu  ubój  zwierząt,  lecz  jakiś  tajemniczy  rytuał,  uświęcone  biblijne  złożenie  ofiary.  Przede  mną  znajdowali  się  nie  zwykli  rzeźnicy,  lecz  kapłani,  których  role  były  najwidoczniej  dokładnie  podzielone.  Rola  główna  należała  do  rzeźnika  uzbrojonego  w  broń  kłującą; wspomagał  zaś  go  cały  szereg  służebników:  jedni  trzymali  zabijane  zwierzęta, utrzymując  je  ciągle  w  stanie  pionowym,  inni  nachylali  jego  głowę  i  zaciskali  otwór  gębowy. [ Zwierzę  musi  stać. Po  co?  Po  co  przy  tak  długim,  a  nie  szybkim  zabijaniu?  Ponieważ  jest  to  „proceder”,  „ceremonia”  sprawiania  jak  najstraszliwszych  cierpień  istocie  mordowanej.  „Duszę”, sedno  uboju  żydowskiego  stanowi  sprawianie  cierpienia,  a  „stanie”  ofiary  przynależy  do  systemu  jej  powolnego  konania. „Ofiara”  koniecznie  musi  być  strapiona,  udręczona,  znużona  -  musi  się  „dusić”  jak  tefarim  w  oliwie.  Każdy,  kto  czuł  kiedyś  ogólną  słabość  (nagłą  chorobę)  wie,  jak  się  chce  wówczas  „położyć”, „spocząć”,  „odetchnąć”.  Zabór  zaś  krwi  przez  dokonywanie  powolnych  ukłuć  musi  powodować  straszliwe  wymęczenie  ofiary,  potworne  osłabienie,  wycieńczenie.  „Prawie  cała  krew  uszła”,  „pozwólcie  się  położyć”,  „nogi  nie  trzymają”,  „nie  mogę  ustać”,  „padam”…  „Stój!”  i  mechanicznie  nie  pozwalając  ugiąć  się  kolanom  ofiary  pomocnicy  głównego  rzeźnika  („mogiela”)  siłą  zmuszają  do  stania  dziecko – jagnię. Zatem,  podczas  uboju  cielęcia,  jakby  obejmując  umierające  powoli  zwierzątko,  muszą  wyraziście  czuć,  jak  w  ich  ręku  drży  i  bije  się  w  konwulsjach  rogate  dziecię,  krowi  chłopczyk,  mały  byczek. 
       Warto  przypomnieć,  że  w  trakcie  rytualnego  uboju  w  Świątyni  Jerozolimskiej  głowa  i  szyja  zakłuwanego  szydłami  zwierzęcia  muszą  być  skierowane  na  południe,  a  twarz  na  zachód.  Wszystko  odbywa  się  w  dokładnej  zgodności  z  przepisami  kultu  świątynnego  i  obowiązującego  obrzędu.  Składanie  ofiary  powinno  być  uroczyste  i  ciche.  W  świątyni  się  nie  hałasuje,  nie  krzyczy,  nawet  się  nie  rozmawia.  Także  beczenie  i  jęki  zwierząt    wykluczone.  Dochodzi  zaś  tu  tak  ulubione  przez  Żydów  dręczenie. Krzyk,  podanie  głosu  („Mamo!”)  nawet  w  przypadku  jagnięcia,  koźlika  czy  cielaka  może  obniżyć  poziom  bólu.  I  tu  Żydzi  mówią:  „Stop,  ani  piśnij!”] 
      Dalsi  pomocnicy  rzeźnika  zbierali  krew  do  naczyń  ofiarnych  i  wylewali    na  podłogę  mamrocząc  odpowiadające  chwili  modlitwy.  Jeszcze  inni  wreszcie  trzymali  święte  księgi,  z  których  odczytywano  modły  i  celebrowano  święty  rytuał.  A  byli  wreszcie  i  zwykli  rzeźnicy,  którym  przekazywano  ubite  zwierzęta  po  skończeniu  rytuału.  Ich  obowiązkiem  było  zdzieranie  skóry  i  siekanie  mięsa. 
       Ubój  cechowało  szczególnie  wyszukane  okrucieństwo  i  niesamowita  potworność.  Mordowanemu  zwierzęciu  lekko  luzowano  pęta,  aby  mogło  stać  na  nogach;  w  tym  położeniu  ciągle  je  podtrzymywało  trzech  pomocników,  nie  pozwalając  upaść,  gdy  ono  słabło  na  skutek  utraty  krwi.  Przy  tym  rzeźnik  dzierżył  w  jednym  ręku  długi  na  pół  metra  nóż,  zwężający  się  ku  końcowi,  a  w  drugim  długie  na  około  20  centymetrów  szydło,  którymi  to  narzędziami  spokojnie,  metodycznie,  powoli   zadawał  zwierzęciu  głębokie  rany  kłute. Przy  czym  każdy  cios  był  sprawdzany  według  księgi,  którą  chłopiec  trzymał  otwartą  przed  rzeźnikiem. Każdemu  uderzeniu  towarzyszyła  ustanowiona  modlitwa,  nucona  przez  rzeźnika.  [Uderzające!  To  było  formalne  składanie  krwawej  ofiary.  Nawet  wiedząc,  że  ubój  jest  z  definicji  i  metody  „rytualny”, niemożliwe  było  przypuścić  istnienie  tak  potwornych  szczegółów  tego  straszliwego  obrzędu.  Tak,  to  jest  naprawdę  religia  okropności,  kult  Molocha.  Jeśli  ktoś  potrafi  męczyć  owada  odrywając  mu  łapkę  po  łapce,  jeśli  kogoś  stać  na  to,  by,  jak  w  rzeźni  żydowskiej,     z  żywej  kury  wyrywać  pióra  -  uciekaj,  człowiecze,  od  kogoś  takiego  jak  najdalej,  aby  kiedyś  się  nie  dobrał  i  do  twojej  skóry]. 
      Pierwsze  ciosy  były  zadawane  w  głowę  zwierzęcia,  następne  w  szyję,  kolejne  w  boki  i  pod  pachę. Ile  dokładnie  zadawano  uderzeń,  tego  nie  zapamiętałem,  lecz  było  widać,  że  ich  liczba  była  taka  sama  podczas  każdego  uboju;  przy  tym  ciosy  kierowano  w  określonej  kolejności  w  dokładnie  te  same  miejsca.  Widocznie  nawet  forma  ran  miała  jakieś  symboliczne  znaczenie,  ponieważ  jedne  rany  zadawano  nożem,  a  inne  szydłem.  Przy  tym  wszystkie  zranienia  były  kłute,  ponieważ  rzeźnik  dźgał  zwierzęta  z  całej  siły,  a  one  się  wzdrygały,  usiłowały  się  wyrwać,  próbowały  beczeć,  lecz  były  bezradne:  nogi  miały  skrępowane,  a  trzech  silnych  mężczyzn  mocno  je  trzymało;  czwarty  zaś  zaciskał  pięścią  gębę,  tak    słyszano  tylko  głuche,  zduszone  rzężenie.  [Zgroza! Zgroza! Zgroza!  Mistyczna  zgroza  niewysłowionego  cierpienia! Oto  „religie  chamickie”  w  całej  ich  okazałości]. 
       Każdemu  ciosowi  rzeźnika  towarzyszył  strumyk  krwi,  przy  czym  z  jednych  ran  ona  się  tylko  lekko  sączyła,  a  z  drugich  biła  fontanną,  pryskając  na  twarz,  ręce  i  szaty  rzeźnika  i  jego  pomocników,  którzy  przy  tym  oblizywali  sobie  usta.  [Tak  oblizywali  się  widocznie  Hercensztejn,  Jollos  i  Tan  podszczuwający  tłumy  chłopów  przeciwko  dworkom  szlacheckim. Mili  i  dobroduszni  „humaniści”,  „nasi  współobywatele”  i  „bracia”].  Wraz  z  uderzeniem  noża  jeden  z  pomocników  podstawiał  do  ran  święte  naczynie,  do  którego  spływała  krew  zwierzęcia.  W  ewidentny  sposób  było  to  świątynne  składanie  ofiary.  [Gdy  do  gardła   przystawia  się  naczynie  po  tym,  jak  kapłan  przeciął  paznokciem  „naprzeciwko  potylicy”  główkę   synogarlicy,   przeżynając  w  ten  sposób  arterie  i  weny,  lecz  nie  oddzielał  zupełnie  głowy  od  tułowia.  I  ptaszków  dobierano  jak  najłagodniejszych  -  gołębi,  synogarlice… Dajcie  nam  nie  złodzieja,  nie  bandytę,  nie  rozbójnika,  nawet  nie  dorosłego  człowieka,  dajcie  nam  uosobioną  niewinność  -  właśnie    ukrzyżujemy.  Jakże  zrozumiały  jest  teraz  Jezus  i  jego  męczeństwo  na  krzyżu!  Zaiste  było  to  potężne  ukłucie  satanistycznego  kultu.  I  jak  dobrze  się  stało,  że  On  zdeptał  ten  potworny  kult  zaiste  „śmierć  śmiercią  zwyciężając”!] 
       Przy  tym  pomocnicy  trzymający  maltretowane  zwierzę   rozcierali  i  ugniatali  jego  boki,  mając  widocznie  na  celu  spotęgowanie  wypływu  krwi  z  organizmu. Po  zadaniu  wyżej  opisanych  zranień  następowała  przerwa,  podczas  której  zbierano  krew  do  naczyń  i  pod  akompaniament  modlitw  wylewano    na  podłogę,  powodując  powstawanie  całych  kałuż.  Następnie,  gdy  zwierzę  z  trudem  utrzymywało  się  na  nogach  i  było  już  w  dostatecznym  stopniu  pozbawione  krwi,  szybko  przewracano  je  na  grzbiet,  wyciągano  głowę,  a  rzeźnik  zadawał  ofierze  ostatni  wreszcie  cios,  przecinający  gardło.  [W  jednym  z  miejsc  „Talmudu”  czytałem  przed  wieloma  laty,  że  posadzka  Świątyni  Jerozolimskiej  była  wypełniona  krwią  do  takiego  stopnia,  że  sięgała  ona  kapłanom  do  kostek  ,    musieli  ostrożnie  podkasywać  szaty,  aby  je  nie  zakrwawić]. 
         Po  dokonanej  jatce  rzeźnik  przechodził  do  kolejnego  zwierzęcia,  a  inni  zabierali  się  do  cięcia  mięsa  ofiary  na  kawałki,  który  to  proceder  stanowił  widocznie  również  jakieś  „magiczne  rozczłonkowanie”. Nie  wiem,  czy  w  ten  sposób  odbywa  się  także  ubój  dużej  rogacizny,  gdyż  na  moich  oczach  zabijano  tylko  owce,  cielęta  i  rocznych  byczków.  W  każdym  razie  był  to  proceder  nie  skracający,  lecz  celowo  sztucznie   przedłużający  męczarnie  i  konanie  ofiar,  a  przy  tym  odbywający  się  dokładnie  według  znanych  przepisów,  z  ustanowionymi  modłami.  Na  niektórych  rzeźnikach  był  modlitewny  płat  z  czarnymi  pasami,  który  przywdziewają  rabini  w  synagogach.  Na  jednym  z  okien  taki  płat   leżał  obok  naczyń  ofiarnych  oraz  innych  narzędzi  tortur.  Wreszcie  widok  rzeźnika  mamroczącego  modlitwy  i  wygląd  jego  pomocników  nie  pozostawiały  wątpliwości  co  do  celebrowanego  rytuału.  Wszystkie  twarze  miały  jakiś  okrutny,  skupiony,  fanatyczny  wyraz.  Nawet  postronni  Żydzi,  handlarze  mięsem  i  sklepikarze,  zgromadzeni  na  podwórku  i  czekający  na  zakończenie  uboju,  robili  wrażenie  dziwnie  skupionych.  Nie  było  słychać  zwykłej  wśród  Żydów  krzątaniny,  wrzasków,  gadania  w  żargonie;  wszyscy  stali  milcząco  w  modlitewnym  skupieniu. Widocznie  żydowska  dusza  podczas  tak  dokonywanych  okrucieństw  łączy  się  ze  swym  bogiem,  bogiem  Izraela. 
       W  pewnej  chwili  poczułem  się  wyczerpany  widokiem  niewysłowionych  męczarni  zabijanych  zwierząt,  ilością  przelanej  krwi  i  jakimś  nadmiernym,  nieusprawiedliwionym  okrucieństwem. Chcąc  jednak  do  końca  obserwować  ubój  bydła  oparłem  się  o  framugę  drzwi  i  mimowolnie  zdjąłem  kapelusz.  To  starczyło,  aby  mnie  ostatecznie  zdemaskowano.  Widocznie  mi  się  od  dawna  przyglądano,  lecz  mój  ostatni  ruch  stanowił  ewidentną  obrazę  dokonującego  się  misterium,  ponieważ  wszyscy  uczestnicy,  a  nawet  postronni  obserwatorzy  rytuału  wciąż  mieli  czapki  na  głowach.  Momentalnie  podskoczyło  do  mnie  dwóch  świergotliwych  Żydków,  powtarzając  wciąż  na  nowo  jakieś  niezrozumiałe  dla  mnie  pytanie.  Widocznie  było  to  hasło  znane  każdemu  Żydowi,  na  które  musiałem  udzielić  odnośnej  odpowiedzi.  Moje  milczenie  spowodowało  nieopisany  „gwałt”. Rzeźnicy  i  pomocnicy  rzucili  się  w  moim  kierunku.  Z  innych  pomieszczeń  powyskakiwało  mnóstwo  dalszych  subiektów,  które  dołączyły  do  rozkrzyczanego  tłumu, wypychającego  mnie  na  ulicę,  gdzie  się  okazałem  ze  wszystkich  stron  otoczony.  Tłum  wrzeszczał  coraz  donośniej,  a  nastrój  stawał  się  coraz  groźniejszy,  tym  bardziej  że  w  rękach  rozjątrzonych  rzeźników  tkwiły  noże,  a  pięści  niektórych  z  pomocników  już  ściskały  duże  kamienie.  W  tej  chwili  z  jednego  z  pomieszczeń  wyszedł  elegancko  ubrany  Żyd,  którego  autorytetowi  tłum  bezapelacyjnie  uległ,  z  czego  wywnioskowałem,    był  to  widocznie  główny  rzeźnik  -  osoba  w  oczach  Żydów  niewątpliwie  święta  i  bardziej  ważna  niż  rabin.  Zawołał  coś  do  tłumu,  który  natychmiast  się  uciszył.  Potem  zbliżył  się  do  mnie  twarzą  w  twarz  i  gburowato  krzyknął,  zwracając  się  do  mnie  przez  „ty”:  „Jak  się  poważyłeś  tu  wejść?  Czy  nie  wiesz,  że  według  naszego  prawa  osoby  postronne  nie  mogą  być  obecne  przy  uboju?” W  możliwie  najspokojniejszy  sposób  odparłem:  „Jestem  lekarzem  weterynarii  i  stawiłem  się  tu  w  celu służbowym,  wobec  czego proszę  zwracać  się do  mnie  w  odpowiednim  tonie”. Moje  słowa  zrobiły  na  rzeźniku  i  na  motłochu  pewne  wrażenie. Rzeźnik  wcale  uprzejmie  i  już  per  „pan”,  lecz  nadal  w  tonie  nie  cierpiącym  sprzeciwu  zadeklarował: „Radzę  panu  natychmiast  stąd  się  oddalić  i  nikomu  -  dla  pańskiego  dobra  -  nic  nie  mówić  o  tym,  co  pan  tu  widział. Pan  widzi,  jak  rozgniewany  jest  lud  i  ja  nie  ręczę  za  konsekwencje,  jeśli  pan  natychmiast  nie  opuści  terytorium  rzeźni”.  Pozostawało  mi tylko  pójść  za  jego  radą.  [Tutaj  wreszcie  zrozumiałem  powód  dla  którego  nad  wejściem  do  Świątyni  Jerozolimskiej  znalazł  się  napis:  „Kto  przekroczy  ten  próg,  niech  wini  samego  siebie,  bo  za  nim  nastąpi  śmierć”.  Stopień  przerażenia,  budzonego  przez  prawdziwe  żydowskie  składanie  ofiar  „według  wszelkich przepisów”,  niekiedy  z  tysiącami  pomordowanych  zwierząt  w  jednym  dniu, musiała  w  każdym  postronnym  człowieku  budzić  taki  lęk  i  takie  oburzenie,  że  mury  Jerozolimy  runęłyby  znacznie  wcześniej  niż  za  Wespazjana.  Utrzymując  w  tajemnicy  wnętrze  świątyni  chroniono  swe  zbiorowe  żydowskie  „ja”  przed  oczyma  innych  narodów,  ponieważ  normalni  ludzie,  stojący  na  punkcie  widzenia  powszechnego  człowieczeństwa  i  moralności  ogólnoludzkiej,  roznieśliby  w  pył  i  puch  owo  gniazdo  zadawania   nieskończonych  męczarni  i  cierpień].
          Tłum  bardzo  niechętnie,  ale  jednak  się  rozstąpił,  a  ja  możliwie  najpowolniej,  nie  tracąc  panowania  nad  sobą  ruszyłem  w  kierunku  wyjścia  z  rzeźni. Gdy  znalazłem  się  w  odległości  kilkunastu  kroków,  poczułem  za  sobą  stuk  spadających  za  mną  kamieni,  rzucanych  przez  fanatyczny  tłum  Żydów,  i  nie  mogę  ręczyć,    nie  zdruzgotałyby  one  mojej  czaszki,  gdyby  nie  obecność  starszego  rzeźnika  i  nie  smykałka  i  samodyscyplina,  które  nieraz  wyręczały  mnie  w  życiu. Już  zbliżając  się  do  bramy  przemknęła  mi  myśl:  „A  co,  jeśli  oni   mnie  zatrzymają  i  każą  okazać  dokumenty?”  Mimo  woli  przyspieszyłem  kroku.  Dopiero  za bramą  z  ulgą  odetchnąłem  i  wyraźnie  sobie  uświadomiłem,  jak  bardzo  poważnego  niebezpieczeństwa  udało  mi  się  uniknąć. 
        Oto  więc  jaki  obraz  obejrzałem  w  żydowskiej  rzeźni, obraz  jakiegoś  straszliwego  przerażenia,  jakiejś  wielkiej,  skrywanej  tajemnicy,  jakiejś  do  połowy  skrywanej  zagadki,  której  bym  nigdy  nie  chciał  odcyfrować  do  końca.  Próbowałem  z  całych  sił  jeśli  nie  zapomnieć,  to  choćby  niejako  odsunąć  na  dalszy  plan pamięci  ów  obraz  straszliwego  okrucieństwa,  co  mi  też  po  części  się  udało.  Z  biegiem  czasu  stracił  on  na  wyrazistości  i  został  wyparty  przez  inne  przeżycia”.
           W XX wieku część rabinów, idąc, jak się wydaje, za wyobrażeniami islamskich sufiów, doszła do wniosku, że bestialsko mordowane w trakcie uboju rytualnego zwierzęta zanoszą swój głos do Boga, który przecież ich też stworzył, a On wysłuchuje ich skarg i narzekań i nie pozostawia okrutnych dręczycieli bezkarnymi. Należy więc ubój rytualny przekazać w ręce ludów prymitywnych, mających ograniczony umysł i tępych pod względem moralnym, najlepiej chrześcijańskich, aby za pieniądze dręczyły i zabijały Boże stworzenia (proces umierania naszych „młodszych braci” trwa nie – jak pisała niedawno głupia prasa – dwie minuty czterdzieści pięć sekund, lecz ponad dwie godziny, a cierpienia tych istot Bożych są niewyobrażalne. Tylko prawdziwe dzieci szatana mogą w tym procederze brać udział, niechby tylko poprzez spożywanie „koszernego” mięsiwa umęczonych zwierząt.
             Rozanow dalej pisze: „Okropny  obraz  morderstwa  na  Andrzejku  Juszczyńskim,  opisany  przez  ekspertyzę  profesorów  Kosoworotowa  i  Sikorskiego,  wywarł  na  mnie  piorunujące  wrażenie.  Widok  ten  był  dla  mnie  potworny  w  dwójnasób:  przecież  ja  to  widziałem.  Tak,  widziałem  na  własne  oczy  krwawe  molestowanie  w  żydowskiej  rzeźni.  Dla  mnie  nie  była  to  żadna  nowina.  Nie  wiem,  dlaczego  nie  wołałem  wówczas  „Ratunku!”,  nie  wrzeszczałem  od  współprzeżywanego  bólu.  Przecież  domyślałem  się,  że  mam    przed  sobą  nie  ubój  bydła,  lecz  pradawne  misterium, krwawe  składanie  ofiary  wypełnione  lodowatym  okrucieństwem!  Nie  przez  przypadek  poleciały  za  mną  kamienie  i  nie  przez  przypadek  w  ręku  rzeźników  błyszczały  krwawym  połyskiem  ostre  noże.  Nie  przez  przypadek  znalazłem  się  wtedy  tak  blisko  śmiertelnego  niebezpieczeństwa.  Przecież  samą  swą  obecnością  dokonałem  profanacji  ich  świątyni.  Oparłem  się  o  framugę  drzwi  świątynnych  wówczas,  gdy  mogli  być  w  niej  obecni  tylko  Lewici  i  kapłani;  pozostali  zaś  pospolici  Żydzi  stali  w  oddaleniu.  Wreszcie  w  dwójnasób  zbezcześciłem  ich  misterium,  ich  rytuał,  zdejmując  czapkę.  (…) Tak,  po  tysiąckroć  ma  rację  obrońca  Andrzejka  Juszczyńskiego,  gdy  powiada:  „Osamotniony,  bezradny,  będący  w  stanie  śmiertelnego  przerażenia  i  rozpaczy  przyjął  chłopczyk  swój  męczeński  los.  Nie  mógł  widocznie  nawet  zapłakać,  gdy  jeden  zbrodniarz  zatykał  mu  usta,  a  drugi  zadawał  ciosy  w  głowę  i  mózg”…  Tak,  to  odbywało  się  właśnie  tak,  byłem  tego  widzem,  naocznym  świadkiem,  a  jeśli  milczałem  podczas  procesu,  to  tylko  dlatego,  że  byłem  absolutnie  pewien,    Bejlis  zostanie  obwiniony,  a  bezprecedensowa  zbrodnia  zostanie  pomszczona,  że  sędziom  przysięgłym  zostanie  przedstawione  w  całej  pełni  zagadnienie  mordów  rytualnych,  że  nie  dojdzie  do  maskowania,  tuszowania,  że  nie  będzie  miejsca  na  choćby  chwilowy  triumf  okrutnego  żydostwa.
        Tak,  morderstwo  Andrzejka  było  widocznie  bardziej  złożonym  i  mrożącym  krew  w  żyłach  rytuałem  niż  ten,  który  miałem  możliwość  zaobserwować  w  rzeźni;  przecież  temu  chłopcu  zadano  47  ran,  podczas  gdy  zwierzęciu  ofiarnemu  zadawano  ich  10 – 15,  być  może  trzynaście,  nie  liczyłem.  Natomiast  charakter  i  lokalizacja  zranień  jest  zupełnie  identyczna:  na  początku    zadawane  ciosy  w  głowę,  następnie  w  szyję  i  ramię… W  tym  czasie  ofierze  zaciskano  usta,  ona  zaś  dygotała  w  konwulsjach  świadoma  swego  umierania  i  rzęziła…  Właśnie  to  ustaliła ekspertyza sądowa  w  sprawie  Juszczyńskiego:  „Chłopcu  zaciskano  usta,  aby  nie  krzyczał  oraz  po  to,  aby  spotęgować  upływ  krwi.  Był  przytomny,  bronił  się.  Pozostały  sińce  na  ustach,  na  twarzy,  na  bokach”…  Oto  jak  umierało  maluśkie  człekokształtne  zwierzę.  Oto  jest  ona,  ofiarna  śmierć  chrześcijańska  -    z  zatkanymi  ustami,  podobna  do  bydlęcej.  Oto  w  taki  męczeński  sposób  umierał,  według  słów  profesora  medycyny  Pawłowa,  „młody  człowiek,  pan  Juszczyński,  od  śmiesznych,  zabawnych  ukłuć”…  Lecz  co  z  niepodważalną  dokładnością  ustaliła  komisja,  to  pauzę,  przerwę,  która  nastąpiła  po  zadaniu  ran  w  szyję,  powodujących  obfity  wylew  krwi.  Tak,  ta  pauza  niewątpliwie  miała  miejsce… Lecz  oto  szczegół,  który  widocznie  zupełnie  uszedł  uwagi  ekspertów,  a  który  wyraziście  i  jednoznacznie  pozostał  mi  w  pamięci:  Podczas  gdy  ofierze  wyciągano  głowę  i  mocno  zamykano  usta, trzech  innych  pomocników  z  całych  sił  miętosiło  i  ugniatało  boki  zwierzęcia,  widocznie  w  celu  zaktywizowania  wycieku  krwi.  Według  analogii  przypuszczam,  że  tak  samo  postępowano  z  Andrzejkiem  Juszczyńskim.  Widocznie  jemu  też  uciskano  żebra  i  pocierano  ciało,  aby  spotęgować  upust  krwi,  i  stąd  widocznie  duży  siniec  na  jego  boku,  na  który  komisja  nie  zwróciła  uwagi…  W  miarę  upływu  krwi  zwierzę  słabło,  lecz  było  sztucznie  utrzymywane  w  pozycji  stojącej.  Właśnie  to  stwierdza  profesor  Jan  Sikorski,  gdy  powiada:  „Chłopczyk  słabnął  z  przerażenia  i  rozpaczy  i  opadał  na  ręce  morderców”…
          Potem  po  przerwie  nastąpiły  dalsze  metodyczne  razy,  którym  towarzyszyły  modły.  Te  ukłucia  dawały  bardzo  niewiele  krwi  lub  wcale  jej  nie  dawały.  Zadawano  je  w  plecy,  pod  pachy  i  w  bok  ofiary…  Zwierzę  po  zadaniu  mu  serii  ciosów  jest  przewracane  na  grzbiet  i  zadaje  mu  się  ostatni,  decydujący  cios  przez  poderznięcie  gardła.  Czy  coś  takiego  uczyniono  z  Andrzejem  Juszczyńskim,  nie  ustalono. Ale  widocznie  był  to  rytuał  bardziej  złożony  niż  ten,  którego  się  dokonuje  w  trakcie  zabijania  zwierząt…(…)
        Jestem  głęboko  przekonany,  że  w  osobie  Andrzeja  Juszczyńskiego  ma  się  do  czynienia  z  ofiarą  mordu  rytualnego  i  żydowskiego  fanatyzmu.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  musiał  to  być  rytuał  bardziej  skomplikowany  niż  zwykły,  według  którego  codziennie  szlachtuje  się  tysiące  zwierząt,  składając  krwawe  ofiary  barbarzyństwu.  (…)  Żydostwo  nie  chce   przyciągać  do  siebie  zbytniej  uwagi,  chce  popełniać  swe  zbrodnie  po  kryjomu.  Jakże  mało  wiemy  o  Żydach  i  żydostwie!  Zupełnie  ich  nie  znamy.  Nie  zdajemy  sobie  sprawy  z  tego,  jak  umiejętnie  ukrywają  pod  figowym  liściem  niewinności  swą  gigantyczną  siłę  globalną,  która  z  każdym  rokiem zmusza  coraz  bardziej,  aby  z  nią  się  liczono  i    słuchano”… 
         Opublikowanie  powyższego  artykułu  Wasilija  Rozanowa  spowodowało  falę  protestów  ze  strony  światowej  wspólnoty  Żydów  jako  przejaw  najdzikszego  i  najzawziętszego  antysemityzmu.  I  zupełnie  słusznie.   W  trakcie   bowiem  trwania  procesu  Bejlisa  i  po  jego  usprawiedliwieniu  w  Imperium  Rosyjskim  odnotowano  setki  wyjątkowo  krwawych  pogromów  żydowskich.  Zginęło  wiele  absolutnie  niewinnych  ludzi  w  różnych  miastach  i  regionach  tego  rozległego  kraju.  Później  przebąkiwano,  że  w  ten  sposób  podpisano  karę  śmierci  dla  samego  Cesarstwa.  Niebawem  wybuchła  tu  rewolucja  komunistyczna.
                                                                 ***
                  Niektórzy narodowcy  rosyjscy piszą, że apogeum dominacji żydowskiej w Rosji stała się antychrześcijańska rewolucja bolszewicka 1917-1919 roku, kiedy to naród  rosyjski  boleśnie  doświadczył  na  sobie  praktycznej  realizacji  wandalizmu  nauk  zawartych  w  księdze  „Awoda  Zara”,  a   zdezorientowany przez talmudyczną propagandę gojski motłoch na czele z   wyszkolonymi  w  midraszach    komisarzami   wymordował ogromną większość dworianstwa rosyjskiego, czyli naturalną elitę narodową.  „Od wieków i przez całe stulecia marzenia mesjaniczne o państwie idealnym, w którym by nie było ani biednych, ani bogatych i w którym panowałaby  sprawiedliwość  i  zupełna  równość, nigdy  nie  przestały  pociągać  wyobraźni  Izraela. W obrębie  getta, przepełnionego  pyłem  odwiecznych marzeń,  Żydzi  galicyjscy  z  uporem  szukali  na  niebie  w  jasne  wieczory  księżycowe  znaków  zapowiadających  przyjście  Mesjasza.  Trocki, Bela  Kun  i  inni  im  podobni  podjęli  z  kolei  te  marzenia  swych  przodków.  Tylko  że  zmęczeni  szukaniem  w  niebie  Królestwa  Bożego, które  jakoś  nie  nadchodziło,  postanowili  zaprowadzić  je  na  ziemi”  (Jerome  i  Jean  Tharaud,  Gdy  Izrael  jest  królem). Ten  los  padł  -  widocznie  nie  przypadkowo  -  właśnie  na  Rosję. 
Według historyków rosyjskich zbliżonych do kręgów arystokratycznych i narodowych dwie rewolucje rosyjskie 1917 roku (lutowa i październikowa) były dziełem tajnych lóż masońskich, afiliowanych do żydowsko-francuskiego „Wielkiego Wschodu”. [Według  Georgija  Klimowa  masoni, rotarianie,  iluminaci, hierarchowie katoliccy  itp. to  tajne  towarzystwa  biologicznych degeneratów,  przede  wszystkim  pół-Żydów  i  homoseksualistów,  których  celem jest opanowanie świata i wyniszczenie osób  normalnych i szczególnie  uzdolnionych. Degeneraci z reguły intensywnie nienawidzą ludzi normalnych; mają głęboką skłonność  zarówno do homoseksualizmu, jak  i do seksu patologicznego (zoofilia, seks  analny  i  oralny, nekrofilia, koprofagia itp.). Degeneraci, jak twierdzi tenże autor, posiadają często niezwykłe uzdolnienia oraz mają wyolbrzymione dążenie do dominacji, władzy, popularności. Społeczności złożone z degeneratów (np. kryminaliści czy pederaści) czują się „wybranymi”,  „elitą”  (mania  wielkości), a jednocześnie twierdzą, że są jakoby  „prześladowane”  i  „dyskryminowane”  (mania  prześladowcza.]
Wszyscy członkowie Rządu Tymczasowego 1917 roku byli ponoć masonami,  pół-Żydami,  a ich  nadrzędnym celem   w skali światowej było  (i  jest) rozbicie i rozczłonkowanie Rosji jako jedynego mocarstwa słowiańskiego, aryjskiego, wzniesionego na podstawach chrześcijańskich, i poddać ją nieograniczonej władzy żydostwa. W. Uszkujnik w znanej książce Paradoksy historii. Tajna historia Rosji, Europy i świata (polskie wydanie 1996) pisze o „żydowskich rewolucjach” 1917 roku: „Jak należało oczekiwać, jednym z pierwszych aktów rządów masońskich w Rosji było nadanie pełnych praw obywatelskich wszystkim Żydom, zamieszkałym w tych czasach na obszarze kraju, których liczebność dochodziła do 3% wszystkich mieszkańców imperium. Oprócz tego powołano natychmiast specjalną komisję, składającą się prawie wyłącznie z samych Żydów, dla wyszukiwania tych osób ze składu administracji, które według od dawna zakorzenionej w całym świecie „żydowskiej legendy” były odpowiedzialne za organizowanie żydowskich pogromów na południu Rosji. Nastąpiła konsternacja. Takich ludzi nie znaleziono i sprawa szybko została zatuszowana, lecz legenda, tak jak i też inne legendy z tego samego źródła, jest bardzo żywotna i niekiedy pojawiała się w ostatnim czasie na szpaltach zachodnich gazet.
Obecnie w obiegu jest drugi wariant historii rosyjskiej. Lutowa masońska rewolucja, która nadała Żydom pełne prawa obywatelskie, wykreślona została całkowicie z kronik historii przez niektórych amerykańskich „ekspertów do spraw rosyjskich”. Natomiast czynny udział Żydów w przewrocie komunistycznym tłumaczy się w ten sposób, jakoby Lenin i spółka pierwsi nadali w Rosji wszystkie prawa obywatelskie Żydom i tym samym zdobyli ich wdzięczne serca.
To, co tworzyło się w ciągu wieków, masoni z pomocą kamaryńskich chłopów zdołali zrujnować w ciągu półwiecza. Nieznany rosyjskiemu organizmowi bakcyl komunizmu nie miałby żadnych szans na odniesienie sukcesu, jeśliby masoni tego nie pragnęli i nie przygotowali dla niego najbardziej odpowiedniej gleby, czegoś w rodzaju sztucznej pożywki, na jakiej rozwijają się mikroorganizmy w laboratorium.
Także według oświadczenia samego Lenina, nawet w tych najbardziej dla nich sprzyjających warunkach, bolszewicy nie mieliby żadnych szans na zwycięstwo, gdyby nie znaleźli całkowitego poparcia wśród setek tysięcy małomiasteczkowych Żydów, ewakuowanych w czasie I wojny światowej z zachodnich guberni do centralnej Rosji. Ich kadry utworzyły tam szkielet administracji, który uratował komunizm w najbardziej krytycznym okresie jego istnienia i zapewnił ostateczne zwycięstwo.
Z taką samą pełną otwartością jak Aronson o udziale masonów w Rewolucji Lutowej pisał inny Żyd, profesor Samuel Goldman o tym, jak Żydzi z małych miasteczek poparli i obronili rewolucję Lenina oraz jaką czarną niewdzięcznością spadkobiercy Lenina odpłacili im za to. (Biuletyn „Instytutu Naukowo-Badawczego ZSRR”, Nr 4/32, 1959, Monachium). W artykule tym przytoczone zostały niżej przedstawione słowa Lenina wypowiedziane do jego przyjaciela Żyda Dimansztajna.
Artykuły profesora Goldmana i dziennikarza Aronsona są „kluczowe”, a takie rzadko pojawiają się na szpaltach współczesnej prasy. Na mgnienie oka jak wybuch magnezu oświetlają one ciemne zakątki historii. Ale błysk jest krótki, oczy publiczności przywykły do mętnej mgły i wszystko zostało zapomniane.
Słowa Lenina przytoczone w znakomitym artykule Goldmana były takie: „Te żydowskie elementy były mobilizowane przeciw sabotażowi Rosjan i w ten sposób Żydzi mieli możność obrony rewolucji w tym krytycznym okresie. My zaś mogliśmy przejąć aparat administracyjny tylko dlatego, że mieliśmy pod ręką taką rezerwę mądrej i wykształconej siły roboczej.”
Wszystko jest jasne i dokładnie tak było. Nieliczni jeszcze pozostali przy życiu, którzy widzieli na własne oczy dni rewolucji w Rosji, dobrze pamiętają tę „siłę” i jak ona rozprawiała się z narodem rosyjskim. Liczba „mobilizowanych Żydów” dochodziła do 1,4 miliona osób, a bardzo znaczna część „poborowych” skierowana została do szeregów tworzonego „Czeka” i zajęła w nim wszystkie kierownicze stanowiska.
Niejaki Nowak, były komunista i być może Żyd, potwierdził w pełni słowa Lenina w artykule, który ukazał się w „Saturday Evening Post” 28 maja 1960. Pisał tak: „Rosyjscy Żydzi uciskani przez carów, związali swój los z rewolucją 1917 r. od samego początku i podtrzymywali ideały komunizmu. Inteligencja żydowska stała na czele rewolucji i była jej siłą przywódczą w najcięższym okresie. Lecz sowiecka rewolucja tak jak i inne pożarła swoje dzieci.”
Tu trzeba wspomnieć o drugim „paradoksie” rosyjskiej historii, o którym nikt, nigdy i nigdzie nie wspomniał. Żydowsko-francuski „Wielki Wschód” przez swoje rosyjskie „córy” przejął władzę nad olbrzymim krajem – Rosją. Zawrót głowy od sukcesów, rozumie się samo przez się, był proporcjonalny do wielkości zdobyczy. Jednak przełknąć jej nie udało się i smaczny kąsek w ostatniej chwili został brutalnie wyrwany z gardła.
Lenin – z Europy przy pomocy Niemców, a Trocki – z Nowego Jorku przy pomocy bankierów Żydów, ściągnęli do Rosji kilkuset zawodowych rewolucjonistów, wśród których co najmniej 9/10 było Żydami. Bardzo bogaty, mający tajemnicze powiązania Żyd Parwus odgrywał poważną rolę w tych ciemnych machinacjach – importu owego niebezpiecznego towaru na rosyjską ziemię. Znalazłszy się w Petersburgu ten „zaczyn” zaczął przejawiać szaloną aktywność. Importowani rewolucjoniści przyciągnęli na swoją stronę masy półanalfabetów lub w ogóle analfabetów, „kamaryńskich chłopów” i poprowadzili ich do szturmu na już dotknięty zgnilizną masońską „Rząd Tymczasowy”.
Ta cała demokratyczna farsa skończyła się przy pierwszym uderzeniu. Kiereński przebrany w ubiór kobiety uciekł do Finlandii. Rozpoczęła się straszna i krwawa epoka wojennego komunizmu, wojna domowa i całkowite rozprzężenie państwa. Obecnie jasne jest, że żydowska elita zgubiła Rosję przy pomocy niedużej grupy renegatów Żydów, wspieranych przez Żydów z małych miasteczek, którzy w swej politycznej naiwności nie mieli żadnego pojęcia, na kogo podnoszą rękę. Innymi słowy, słodki owoc zwycięstwa światowej masonerii nad Rosyjskim Imperium po głuchej wojnie trwającej ponad sto lat został wyrwany przez żydowską grupę etniczną zamieszkałą w tym czasie na terytorium kraju i grupę przywiezioną przez Lenina i Trockiego dla realizacji ich planów... Czyż nie jest to gorzki i przykry paradoks historii?
Wyższe sfery żydowskie straciły głowy od takiego nieoczekiwanego afrontu; uciekły się nawet do terroru: założyciel Czeka, Żyd Urycki został zabity przez młodego bogatego Żyda Kannegisera, a sam Lenin był ciężko zraniony przez Żydówkę Dorę Kapłan.
Przejście całej masy małomiasteczkowych Żydów na stronę bolszewików, co dało im zwycięstwo, nie miało żadnego ideologicznego podkładu. Od „najbardziej demokratycznego państwa na świecie” – jak nazywał Rosję masonów Kiereński – Żydzi już otrzymali pełne prawa obywatelskie i otwierały się przed nimi najszersze możliwości przeniknięcia do wszystkich dziedzin handlu i gospodarki narodowej kraju.
Jak magnes przyciąga niepowstrzymanie do swoich biegunów opiłki żelazne, tak też Żydzi z całej Rosji przyssali się ze wszystkich stron do nowych organów władzy, czyniąc je trwałymi i odpornymi w okresie okrutnych i krwawych lat wojny domowej.
Trudno sobie wyobrazić, że wśród Żydów istniało w tym smutnym okresie sprzysiężenie i że mieli oni jedno ogólne dla wszystkich kierownictwo. Można raczej przypuszczać, że cała ich masa znajdowała się pod wpływem swego rodzaju „rasowego instynktu”, który jak magnes ciągnął ich do biegunów władzy. Rząd Tymczasowy uczynił ich „równymi wśród równych”, ale komunizm stworzył znacznie bardziej ponętną perspektywę: nie równości lecz panowania nad gojami i pełną władzę nad ich życiem i mieniem. Było to zgodne z gorącymi marzeniami żydostwa, wyrażonymi w następującej formie: „Niezłomna nadzieja Izraela dotyczy dwóch spraw: po pierwsze, że kiedyś wróci on do ziemi obiecanej Kanaan oraz po drugie, że pojawi się w Izraelu „Książę Mesjasz”, który zmusi cały świat do kłaniania się jego Bogu i zrobi swój naród właścicielem świata”. Nie, to zdanie nie jest wzięte z Protokołów Mędrców Syjonu, lecz z bardzo rozpowszechnionej w Ameryce Kolumbijskiej Encyklopedii, gdzie można je znaleźć pod hasłem „Judaizm” na stronie 1026 wyd. z 1950 r. (...)
Jak można się domyślić, powszechne przejście wszystkich mas żydowskich na stronę bolszewików – związane dla nich ze zbiorowym ryzykiem – było dla wszystkich zjawiskiem nieoczekiwanym. Oczywiście, że Lenin i Trocki mieli nadzieję, iż przyciągną na swoją stronę znaczną część żydowskich młodych „aktywistów”, lecz o tym, żeby pozyskać prawie półtora miliona żydowskich pracowników, nikt z przywódców bolszewizmu nie mógł marzyć. Nikt również nie potrafił przepowiedzieć przyszłości. Bolszewicy niejednokrotnie stali na krawędzi przepaści i ich zniszczenie nieuchronnie pociągnęłoby za sobą prawie całkowite wyniszczenie Żydów na całym terytorium Rosji, a szczególnie na Ukrainie, gdzie Żyd i bolszewik byli prawie synonimami dla białogwardzistów, którzy nie mieli dla nich litości. Z drugiej strony, bez żadnego dla siebie ryzyka całe rosyjskie żydostwo mogłoby okazać zorganizowane wsparcie dla Rządu Tymczasowego i zapewnić mu tym samym zdecydowaną przewagę w walce z bolszewikami. Dlatego można z całym przeświadczeniem stwierdzić, że w tym przypadku w masach żydowskich nie decydował rozum, lecz wyczucie – intuicja. W ciągu wieków w ich duszach kultywowano nienasyconą żądzę panowania nad gojami – panowanie twardo im obiecano w Talmudzie. Rozpad państwa rosyjskiego stanowił dla nich całkowicie wyjątkowy przypadek, sprzyjający realizacji tego okrutnego marzenia Izraela i dawał im do ręki możliwość „bycia wszystkim” tam, gdzie dotąd byli oni niczym. Los został wyzwany i kierując się nie rozumem, lecz ukształtowanym przez Talmud instynktem nienawiści i pogardy dla gojów, Żydzi bez zastanowienia rzucili się w nurt rosyjskiej krwawej rewolucji i nie u boku tych, którzy już im dali równouprawnienie, lecz tych, którzy obiecali dać coś znacznie ważniejszego”.
Przerywając w tym miejscu rozważania rosyjskiego historyka przypomnijmy, że 13 czerwca 1918 roku pod Permem bolszewicy bez sądu ograbili i rozstrzelali wielkiego księcia Michaiła Aleksandrowicza Romanowa, tego samego, który po Rewolucji Lutowej 1917 roku paradował po Piotrogrodzie z czerwoną kokardą w klapie i nie uczynił nic, aby unieszkodliwić podnoszącą coraz wyżej głowę hydrę bolszewicką. Parę dni później, w nocy na 17 lipca, grupa zawodowych rewolucjonistów, czyli bandytów, na czele z Filipem Gołoszczokinem (Kahlwangiem), Georgijem Safarowem i Abramem Jurowskim w bestialski sposób wymordowała całą rodzinę imperatora: Mikołaja II, jego żonę, pięć młodziutkich córek i małoletniego syna. Wszystkie ciężko zranione i agonizujące cesarzówny zostały – zgodnie z nakazem  Talmudu  (jako niewinne, nie znające przedtem mężczyzn) – rozebrane do naga i pozbawione dziewictwa przez zgwałcenie, niektóre były już martwe. (Dopiero na przełomie roku 2017/18 Rosyjska Cerkiew Prawosławna odważyła się z pozwolenia prezydenta Władimira Putina powołać specjalną komisję, aby ustalić konkretnie i naukowo, czy ten mord był rzeczywiście i formalnie mordem rytualnym, co natychmiast wywołało hałaśliwy sprzeciw Żydów rosyjskich i zdystansowanie się prezydenta od tematu).
To nie był jednak kres martyrologii rodu Romanowów, dynastii, która uczyniła Rosję mocarstwem, i za której panowania Żydzi dominowali w rosyjskiej literaturze, teatrze, medycynie, sądownictwie, prasie. Niedaleko od miasta Ałapajewsk w nocy na 18 lipca 1918 roku bez śledztwa i sądu został rozstrzelany (pod bezpośrednim kierownictwem Safarowa) wielki książę Sergiusz Aleksandrowicz Romanow. Za tym została żywcem wrzucona do głębokiej na 60 metrów sztolni jego żona Jelizawieta Fiodorowna, siostra cesarzowej Aleksandry Fiodorowny. Tuż za nią w podobny sposób żydowscy rewolucjoniści wespół z pijanymi bandytami łotewskimi i rosyjskimi zakatowali księcia Joanna Konstantinowicza oraz Igora Konstantinowicza Romanowów, jak też księcia Władimira Paleja (syna wielkiego księcia Pawła Aleksandrowicza czyli kuzyna cesarza Mikołaja II). Umierający, z pogruchotanymi kośćmi zaintonowali z dna piekła chrześcijański hymn cherubiński, a ciało Jielizawiety Fiodorowny nie uległo rozkładowi, jak stwierdzili oficerowie Białej Gwardii w 1919 roku, po przejściowym oswobodzeniu tych okolic.
Nieco później, w nocy na 28 stycznia 1919 roku w Piotrogrodzie, na terenie Twierdzy Pietropawłowskiej rozstrzelano wielkich książąt Georgija Michajłowicza, Dmitrija Konstantinowicza, Nikołaja Michajłowicza i Pawła Aleksandrowicza Romanowów. Warto odnotować, że w kwietniu 1917 roku (po Lutowej Rewolucji masońskiej w Rosji) król Anglii Jerzy V (kuzyn cesarza Mikołaja II) pod naciskiem żydowskiego lobby odmówił gościny w swym państwie komukolwiek z rodziny Romanowów! Czyli wszystkie powyżej przedstawione zbrodnie były zawczasu planowane i skrupulatnie przygotowywane. Makabryczny los domu Romanowów przypomina los krewnych Jezusa z Nazaretu, którego rodzice, trzej bracia i siostra już po ukrzyżowaniu Aramejczyka zostali bestialsko wymordowani.
Uszkujnik tedy dalej pisze: „Strona materialna miała również sporą siłę przyciągania dla żydowskich kadr, które opanowały władzę, wchodząc w skład nowego rządu. Trudno sobie nawet wyobrazić, na jaką skalę występowało trwonienie mienia państwowego przez żydowskich panów, którzy dorwali się do władzy. Ciągnęli wszystko i wszędzie tam, gdzie tylko mogli. Żadne, nawet najbardziej przybliżone obliczenie tej zorganizowanej przez naród „zwycięzców” grabieży nie jest oczywiście możliwe. Wystarczy przytoczyć kilka przykładów: bezcenną kolekcję znaczków pocztowych zabitego cara ukradł z pałacu osobiście sam Bronsztejn – Trocki. Jak mówią, kolekcja ta spoczywa dotychczas w sejfach jednego z żydowskich banków w Nowym Jorku. Najlepszą w świecie kolekcję rosyjskich monet zebraną przez W. Ks. Georgija Michajłowicza zrabowała grupa Żydów, a następnie przewiozła ją potajemnie do Ameryki i tam rozsprzedała częściami bogatym numizmatykom. Kodeks Synajtikus przypadkowo znaleziony przez barona Tyszendorfa w jednym z klasztorów Synaju właśnie w momencie, kiedy zakonnicy postanowili go już spalić razem z nagromadzonymi gratami, był sprzedany przez Żydów za 100 tys. funtów szterlingów Muzeum Brytyjskiemu. Ten Kodeks oraz Koran Omara zalany jego własną krwią były chronione w bibliotece Ermitażu i uważane za najbardziej drogocenne książki świata. Kodeks został sprzedany jawnie, a Koran zniknął bez śladu i do tej pory nie wiadomo, u kogo się znajduje.
Znany Żyd Saul Barnato był głównym pośrednikiem w sprzedaży wielu kosztowności zrabowanych w cerkwiach i u osób prywatnych. Była ich taka nieprawdopodobna ilość, że jednostką pomiarową drogocennych kamieni nie był karat, który zazwyczaj jest stosowany, lecz drewniana skrzynka do cygar...
Po całkowitym przejęciu przez Żydów aparatu administracyjnego kraju zostali oni jego rzeczywistymi gospodarzami. Robert Wilton, Anglik, który przebywał w Rosji, będąc korespondentem Times’a, poinformował, że po zdobyciu władzy przez bolszewików z 556 osób zajmujących wyższe stanowiska administracyjne w Rosji, 447 było Żydami. Raz uchwyciwszy władzę w swoje chciwe łapy Żydzi nie mieli żadnego zamiaru jej wypuszczać, co potwierdza etniczny skład rządu sowieckiego tuż przed drugą wojną światową. Z 500 członków wyższej sowieckiej administracji 83% było Żydami, 5% Rosjanami, 5% Łotyszami i 6% innej narodowości. Czyli w stosunku procentowym Żydów w składzie sowieckiego aparatu rządowego było nawet nieco więcej (o 3%), niż w pierwszym porewolucyjnym okresie. (...)
I jeszcze jeden paradoks historii! Kiedy Lenin umarł w 1924 r., w 54 roku życia, z przyczyn całkowicie niezrozumiałych i do tej pory przez nikogo nie wyjaśnionych, na miejsce Lenina został wybrany nie Trocki, jak wszyscy oczekiwali, lecz mało komu znany Stalin, który niczym szczególnym się dotąd nie wsławił. Natomiast żydowski Napoleon – Trocki, został z hańbą zesłany do środkowej Azji, później wydalony z ZSRR i w końcu zginął z rąk anonimowego Żyda w Meksyku, dokąd zabójca po długich przygotowaniach potrafił się podstępnie przedostać.
Większość innych współpracowników Lenina i Trockiego zostało wściekle i bezlitośnie zamordowanych w piwnicach GPU przez swoich własnych rodaków, którzy obwinili ich o najbardziej nieprawdopodobne przestępstwa. Kiedy stary bolszewik Kamieniew (Rozenfeld) został wezwany przed sąd, jego oskarżycielami byli: Oldberg, Dawid, Berman, Reingold i Pikel, jako sędziowie występowali naczelnicy oddziałów NKWD – Słucki, Friczowski, Pauker i Redens. Cała dziewiątka to Żydzi!
Drugi współpracownik Lenina, Bucharin, oświadczył na procesie, że krajem obecnie kieruje nie partia, lecz tajna policja, co było naturalnie prawdą. Bucharin mógł dodać, że na czele tej policji stoją „zmobilizowani” małomiasteczkowi Żydzi i wówczas wszystko byłoby całkowicie jasne i zrozumiałe.
W dniu śmierci Lenina, który nawiasem mówiąc prawdopodobnie został otruty, jest bardzo możliwe, iż Żydzi – pseudobolszewicy, będąc świadomi swej siły, już zaczynali uprawiać swoją własną politykę. Jako podwójny zdrajca masonerii i żydostwa Trocki był dla nich osobistością znienawidzoną i całkiem nie do przyjęcia. Stalin, posiadający „niejasną przeszłość” (w pewnym okresie był agentem policji przy rządzie carskim), był człowiekiem najbardziej odpowiednim, którego łatwo było trzymać w ręku. O tym, że Żydom było wiadomo już od dawna o tej stronie życia Stalina, napisano długi, potwierdzony dokumentami artykuł, wydrukowany w czasopiśmie „Life” wkrótce po śmierci „wodza”. Pozostało tylko do wyjaśnienia, DLACZEGO tak długo trzymano tę historię w ścisłej tajemnicy... Autorami tego artykułu byli Lenin i Krywicki.
Dokładnie tak samo, jak to zrobili zwycięzcy-masoni, którzy postawili swoich przedstawicieli na czele rządu, zwycięzcy-Żydzi umieścili swoich ludzi na wszystkich najważniejszych stanowiskach w nowym rządzie.
Rozumiejąc wyjątkową ważność organów bezpieczeństwa wewnętrznego dla swojej władzy postawili sobie za cel przeniknięcie do ich szeregów, które w krótkim czasie stały się swego rodzaju „rządem w rządzie” – posiadającym całkowicie autonomiczną organizację i nawet rodzaj sił zbrojnych – i które były bezpośrednio podporządkowane szefowi organizacji bezpieczeństwa... Tajna policja jest „kluczem” do władzy w ZSRR. A „klucz” ten był całkowicie w kieszeni Żydów: posługiwali się nim dla umocnienia i podtrzymania swojego panowania. (...) We wszystkich sowieckich państwach satelitarnych tajna policja była pod kontrolą Żydów, co samo wpłynęło na nasilenie „antysemityzmu” w tych krajach... Na Węgrzech, gdzie 70% tajnej policji i wszyscy jej naczelnicy byli w tym czasie Żydami, skończyło się w 1956 roku dużym pogromem. Tłum łapał Żydów na ulicach, zabijał na miejscu i wieszał na słupach i płotach”...
Rozzuchwaleni swymi zwycięstwami na terenie zniszczonego przez nich Cesarstwa Rosyjskiego Żydzi rozpoczęli krwawe porachunki we własnym gronie, a ich  różne sekty walczyły bez skrupułów o dostęp do władzy. Żydowscy bojówkarze spośród tzw. „socjalistów-rewolucjonistów” zastrzelili zarówno swego rodaka i byłego członka Bundu Mojżesza Goldsztejna (pseudo: Wołodarskij, 26 lat), Mojżesza Urickiego (34 lata), jak również mnóstwo innych niedawnych współbojowników. Cudem uratował się W. Lenin, podziurawiony (6 kul!) z naganu przez Fanny Kapłan. Później było jeszcze gorzej. W. Uszkujnik pisze: „Żydowscy oprawcy dręczyli i znęcali się nad swoimi rodakami w bardzo okrutny i podły sposób, czego by oczywiście nie robili, gdyby byli wykonawcami woli „azjatyckiego despoty” Stalina. Jednak zorganizowany na wielką skalę spisek w jednostkach sowieckich sił zbrojnych stanowił najbardziej realne i śmiertelne niebezpieczeństwo dla małomiasteczkowych Żydów. To, co wydarzyło się latem 1953 roku, mogło się zdarzyć już piętnaście lat wcześniej i zmienić cały bieg historii świata.
Ostrze spisku wojskowego skierowane było oczywiście nie przeciw „dyktatorowi”, lecz przeciwko Berii z jego komunistami i wszystkimi małomiasteczkowymi Żydami z Kaganowiczem na czele. Masoni, samo przez się zrozumiałe, okazali istotne wsparcie dla dwóch Żydów – Berii i jego bliskiego towarzysza broni Izraiłowicza w wynajdywaniu różnych argumentów częściowo fałszywych, pociągających za sobą śmierć wielu tysięcy ludzi.
W końcu 1938 roku, kiedy Żydzi kończyli już czystkę w armii sowieckiej, jej straty w stanie osobowym wynosiły w przybliżeniu około 30 tys. osób z kadry dowódczej.
Wśród nich było:
186 z liczby 220 dowódców brygad,
110 z liczby 195 dowódców dywizji,
57 z liczby 85 dowódców korpusów,
13 z liczby 15 dowódców armii – oraz wszyscy bez wyjątku dowódcy okręgów wojskowych itd.
Jak widać z powyższych liczb, czystka była bardzo ostra i radykalna. Jest zrozumiałe, że musiała ona w następstwie osłabić gotowość bojową armii.
Źródła niemieckie potwierdzają obecnie, że właśnie ta czystka była główną przyczyną, mającą wpływ na decyzję Hitlera w sprawie napadu na Związek Sowiecki. Byłoby rzeczą dziwną, gdyby Hitler pominął taką wyjątkową okazję. Kto mógłby przewidzieć, że potencjalny przeciwnik hitlerowskich Niemiec nagle sam pozbawi się doświadczonego kierownictwa własnej armii i tym samym niejako otworzy wrota na wtargnięcie wroga.
Historycy zagraniczni, którzy już dawno nie odważali się mówić prawdy z obawy przed Żydami, w żaden sposób nie mogą rozwiązać problemu tych krwawych czystek w armii sowieckiej wobec śmiertelnego zagrożenia ze strony Niemiec i próby Stalina zawarcia układu z Hitlerem dla jego uspokojenia.
Prawdziwe podłoże i kulisy tej historii leżą znacznie głębiej. Zwłaszcza, jak zaznacza Deutscher, w „konserwatywnych” kręgach wojskowych już w latach przedwojennych zaznaczał się silny ruch przeciw „żydowskiemu jarzmu”, które było wielokrotnie gorsze od tatarskiego.
Żydzi znaleźli się wobec dwóch wrogów – wewnętrznego i zewnętrznego. Istniała mała nadzieja, aby z wrogiem zewnętrznym dogadać się w jakiś sposób i odwlec na jakiś czas jego agresję. Wyboru po prostu nie było: albo my (Żydzi) albo armia (tj. Rosjanie).
Wersja, że spisek był skierowany przeciw osobie Stalina, a nie przeciw tym, którzy nim kierowali i stali za jego plecami, stanowi oczywiście zupełny absurd.
Czy można przyjąć wersję, że znajdując się w obliczu groźnego niebezpieczeństwa, którym były dla nich hitlerowskie Niemcy, Żydzi poszliby na straszne ryzyko, pozbawiając sowieckie siły zbrojne dowództwa dla ratowania Stalina? Jeśliby tu nie chodziło o ich własną skórę, „pretoriańska gwardia” w Związku Sowieckim zdławiłaby natychmiast swojego „wodza”, gdyby on tylko zapragnął, w obliczu bezlitosnego wroga Żydów – Hitlera, zniszczyć dowódcze kadry swej armii.
Teraz, jakby „paradoksalne” to się nie wydawało, dla lepszego zrozumienia tych wydarzeń, które miały miejsce w Rosji w owych latach, musimy zrobić małą wycieczkę w czasie, w daleką przeszłość, kiedy to Rosja – jako taka – jeszcze nie istniała na mapie.
Na nizinach nadwołżańskich istniało wówczas bardzo bogate i silne państwo chazarskie. Chazarowie ze względu na swoje pochodzenia byli Turko-tatarami. Pozostając pół-koczownikami, posiadali oni w tamtym okresie duże miasta i prowadzili rozległy handel ze wszystkimi sąsiadami. Handel „żywą siłą”, tj. niewolnikami, był ich główną specjalnością. Dla uzupełniania zasobów Chazarowie często dokonywali najazdów na słowiańskie plemiona i pojmanych jeńców brali na sprzedaż.
W siódmym i ósmym stuleciu naszej ery judaizm zaczął przenikać przez konstantynopolskich rabinów do Chazarów, najpierw do wyższych klas tej społeczności, a później rozprzestrzenił się także wśród prostej ludności.
Warto nadmienić, że w rosyjskich legendach wspomina się niekiedy „Wielkiego Żydowina”, z którym rosyjscy bohaterowie staczali boje na „Dzikich Polach”. Samo przez się rozumie, że ten „Żydowin” nie był palestyńskim Żydem-semitą, lecz chazarskim najeźdźcą grabiącym słowiańskie wioski.
Doprowadzeni do rozpaczy Słowianie dokonali w 965 roku głębokiego napadu na Chazarię pod wodzą kijowskiego księcia Świętosława, i przy pomocy finansowej Bizancjum, któremu Chazarowie również sprawiali dużo kłopotów i nieprzyjemności. Spalili wówczas i rozgrabili główne chazarskie miasta: Itil, Białą Wieżę i Samender, po czym z bogatą zdobyczą wrócili do siebie do domu.
Nie sposób przypuszczać, że wbrew prawu i obyczajom tych czasów, Słowianie nie odpłacili swym dręczycielom-Chazarom tą samą monetą i nie pognali w niewolę po zwycięstwie tylu chazarskich jeńców, ilu można było schwytać i sprzedać. Jeśli dostarczenie czarnych niewolników z Afryki na plantacje do Ameryki było sprawą dość trudną, to przepędzić tłum chazarskich jeńców, posadziwszy ich na własne wozy i konie, przez stepy południowej Rosji było rzeczą prostą i łatwą do wykonania.
Należy przypuszczać, że i dług zaciągnięty w Bizancjum przez Świętosława został spłacony tą samą monetą, tj. chazarskimi niewolnikami rzuconymi na rynek w dużej liczbie po dokonaniu owego zwycięskiego najazdu.
Więcej niż 80% populacji żydowskiej żyjącej dziś na świecie należy do tzw. „aszkenazyjskiej” grupy wschodnich Żydów, którzy od swych pobratymców należących do południowo-zachodniej grupy „sefardyjskiej” różniła się znacznie nie tylko obyczajami, lecz również wyglądem zewnętrznym.
Jak niektórzy rosyjscy historycy od dawna przypuszczali, większość „wschodnich” Żydów nie jest Semitami, lecz Turko-tatarami, właśnie potomkami tych Chazarów, którzy najpierw zostali rozbici przez Świętosława, a później dobici przez Czyngis Chana i uciekli do Europy Wschodniej pod naciskiem jego hord.
Nawet w samym Izraelu są obecnie, wprawdzie nieduże, grupy społeczne, które są przekonane o prawdziwości tej historii.
Jeżeli na ogół wszyscy wybitni działacze żydowscy i syjonistyczni należą do grupy „wschodnich” Żydów, to z przyczyn w pełni zrozumiałych ta historyczna prawda nie cieszy się wśród nich dużą popularnością. Jednak ku ich wielkiemu zdziwieniu, bardzo znany w kręgach europejskiej inteligencji pisarz Artur Koestler, sam wywodzący się ze wschodnich Żydów, wydał książkę pod tytułem „Trzynaste pokolenie” [„The Thirteenth Tribe”], w której wyraźnie i przekonywująco udowadnia, że on sam i wszyscy jego rodacy Żydzi „aszkenazyjscy” w żaden sposób nie mogą być Semitami, lecz są w prostej linii potomkami Chazarów. Jak Koestler słusznie twierdzi, takie silne i żywotne plemię jak Chazarowie w żaden sposób nie mogło zniknąć bez śladu z powierzchni ziemi. Jako naród koczowniczy przenieśli się po prostu na zachód pod naciskiem Mongołów i osiedlili się w Europie Środkowej, powiększając tam liczbę swoich rodaków zagarniętych siłą i sprowadzonych przez Świętosława. Znani w Polsce i na Ukrainie jako „Żydzi”, ci przesiedleńcy z nizin nadwołżańskich byli właśnie tymi „Żydami”, o których wspominają stare pieśni rosyjskie.
Jak to zwykle bywa po przyjęciu nowej wiary, neofici zaczęli wykonywać wszystkie obrzędy z jeszcze większą gorliwością, niż to czynili sami Żydzi semickiego pochodzenia, dodając do tych obrzędów również swoje chazarskie obyczaje.
Trudno oczywiście twierdzić, że wschodni Żydzi nie mają domieszki krwi semickiej. Wielu Żydów-semitów żyło w Chazarii, a część Żydów zachodnich, ratując się przed Krzyżakami przeniosła się do wschodniej Europy i zamieszkała ze swoimi współwyznawcami Chazarami. Lecz turecko-tatarska krew pozostała dominująca wśród tzw. Żydów „aszkenazyjskich”.
Sam tego nie podejrzewając oczywiście Koestler uchylił swoimi historycznymi badaniami rąbek tej zasłony, która zakrywała do tej pory przed oczami niewtajemniczonych niektóre dziwne „obyczaje” chazarskich władców Kremla.
Na 54 stronie jego książki jest taki akapit: „Arabscy i współcześni historycy są zgodni, że chazarski system rządzenia miał podwójny charakter: Kagan był przedstawicielem władzy religijnej, a Bek – państwowej”. Koestler dodaje, że prawie nigdy nie widziany przez zwykłych śmiertelników Kagan był w rzeczywistości pełnoprawnym władcą Chazarów, a Bek był tylko jego pełnomocnikiem wykonującym funkcje administracyjne.
Po przejęciu władzy w swoje ręce, potomkowie Chazarów postępując zgodnie ze swymi starymi obyczajami, nie tylko wprowadzili również podwójny system kierowania społeczeństwem w ujarzmionym przez siebie kraju, ale – co już zupełnie nieprawdopodobne i wręcz dziwne – wprowadzili swojego Kagana – potomka chazarskich chanów – Łazara Kaganowicza nazwanego przez emigrantów „Bladym strażnikiem Kremla”, a Stalina wyznaczyli jego Bekiem...
Kaganowicz był jednym z nielicznych komunistów Żydów, który nigdy nie zmienił swojego rodowego nazwiska, składającego się z dwóch części: Kagan, tj. „chazarski chan” i przyrostka -owicz, oznaczającego pochodzenie, jak na przykład Ruryk-owicz. Innymi słowy – i bez żadnej wątpliwości – Łazar Kaganowicz był w prostej linii następcą tj. męskim potomkiem ostatnich chanów chazarskich i „zgodnie z prawem” otrzymał władzę pod przykrywką stanowiska Sekretarza Partii. (...)
Koestler również pisze, że u Chazarów istniał zwyczaj rytualnych zabójstw, a w niektórych przypadkach zabijali rytualnie nawet swojego własnego chana. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że i w naszych czasach Chazarowie, lub inaczej mówiąc Żydzi wschodniej Europy, do których należą wszyscy niemal mieszkańcy Nowego Jorku w liczbie przeszło pięciu milionów, przestrzegają nadal krwawych obyczajów swoich przodków i jedzą tylko mięso „koszerne” rytualnie zabijanej zwierzyny, której gardło podrzyna się na krzyż w obecności „cadyków”, pobierających za to pieniężne wynagrodzenie”...
 ***
         Natomiast sytuacja samych Żydów w diasporze nie była prosta  nigdzie,   gdzie wolą losu rozbijali swe namioty.  Cesarz austriacki Józef II zniósł sądownictwo rabiniczne, zakazał używania języka hebrajskiego i jidysz. W sprawach handlowych i publicznych zakazał Żydom pobytu na wsi, w przypadku gdy próbowali zajmować się działalnością nieprodukcyjną, np. szynkarstwem i lichwą.  Cesarzowa  zaś  Austro-Węgier  Maria  Teresa  tak  wypowiadała  się  o  tym  ludzie:  „Nie  znam  żadnej  innej  tak  złośliwej  dżumy  wewnątrz  kraju  jak  ta  rasa,  która  wyniszcza  naród  swą  chytrością,  lichwiarstwem,  pożyczkami  pod  ogromny  procent.  W  miarę  możności  powinno  się  ich  izolować  i  wypędzać”.  Wkrótce  po  upublicznieniu  tej  wypowiedzi  będąca  w  kwiecie  wieku  cesarzowa  została  w  biały  dzień  na  ulicy  Wiednia  zadźgana  nożem,  a  sprawcy  nie  ujęto,   choć  wokół  pełno  było  policji  i  przechodniów. 
 W ciągu pół wieku w zaborze austriackim odsetek szynkarzy i arendarzy żydowskich spadł aż o około 75 proc.
Szczególną formą troski o „równouprawnienie” Żydów było wprowadzone przez biurokratów austriackich zakazu używania przez Żydów hebrajskich nazwisk i odpowiednie „obdarowywanie” ich ośmieszającymi nazwiskami niemieckimi, jak np.: Eselkopf – (ośla głowa), Ziegenschwanz – (kozi ogon), Wildschwein – (dzika świnia), Galgenstrick – (sznur szubienniczy), Cifferblatt (tarcza zegarowa), (Scheissberg – (kupa gówna), Taschengregger – (kieszonkowiec), Borgenicht – (nie pożyczaj), Pferdapfel – (końskie łajno), Knobloch (czosnek); lub polskimi: Bzdyl, Chujec, Czerw, Dziura, Kłak, Kleszcz, Kwoka, Nędza, Pięta, Stopa, Siorek, Pinda,  Kolano,  Pizdło, Fiut, Dura,   Badyl,  Szatan, Paskuda, Juda, Rozporek, Ksiądz, Szachraj, Oszust, Pupa, Ogórek, Nicpoń, Cukier, Wychodek, Śledź,  Menda, Tyłek, Pantofel, Kibel, Pergament, Tapczan, Knebel, Sołowiejczyk, Perec     itp.
Dla uzyskania lepszego nazwiska, jak na  przykład.: Kluger (mądry) czy Diamant, Żydzi musieli bardzo słono zapłacić.
W 1813 roku austriaccy urzędnicy obarczyli Żydów specjalną „taksą korekcyjną” (Korrektentaxe) czyli opłatą od każdego Żyda przybywającego do Wiednia. Szpiedzy policyjni czyhali na każdego Żyda, który po przybyciu do Wiednia nie zaopatrzył się w kartę meldunkową i traktowali go wówczas jak kryminalistę.
W zaborze pruskim, pod rządami Fryderyka II, wydano w 1750 roku tzw. „Prawa żydowskie”, które rozróżniały „zwyczajnych” i „nadzwyczajnych” Żydów. Żydów „zwyczajnych" pozbawiono dziedziczenia praw zamieszkiwania i ograniczono im dostęp do wykonywania licznych zawodów. W latach 1772-1780 z inicjatywy Fryderyka II doszło do wypędzenia biedniejszej części społeczności żydowskiej z Prus.
Po włączeniu do Rosji części ziem ówczesnej Rzeczypospolitej zamieszkałej przez wielką liczbę Żydów, caryca Katarzyna II szybko pozbawiła ich przywilejów jakimi cieszyli się w Rzeczypospolitej. Zaczęto likwidować samodzielność kahałów, rosyjscy dygnitarze zalecali jak największą ostrożność wobec Żydów w polityce i gospodarce. Żydzi musieli oddawać bardzo dużo pieniędzy do skarbu rosyjskiego.
Władze carskie podjęły działania dla ograniczenia żydowskiego szynkarstwa i arend, w ramach którego Żydzi rozpijali chłopów wódką, do której dodawali różnych ziół, aby tym sposobem łatwiej doprowadzić chłopa do utraty przytomności, aby później okraść go ze wszystkich pieniędzy i zapisać mu tyle długów, ile sami zechcą, żądając zapłaty w gotówce lub w ziarnie. Ukazem Carycy II w 1791 roku zakazano Żydom przemieszczania się w głąb państwa moskiewskiego.
Tak w praktyce wyglądała sytuacja Żydów w zaborach ówczesnej Polski, o wiele gorzej niż w niepodległej Rzeczypospolitej. W ogóle bywało zawsze tak: im głupszy naród i jego rządy, tym lepsza sytuacja intruzów; im mądrzejszy naród i jego rządy, tym zdecydowaniej broni swego kraju, dobytku i zdrowia.
*         *         *
         W 1918 roku Jakub Nachamkes-Swierdłow ogłosił „bezlitosny masowy terror przeciwko wszystkim wrogom rewolucji”, co w zaszyfrowanym języku bolszewii znaczyło krwawy terror skierowany na wszystkie narodowo i kulturalnie świadome warstwy narodu rosyjskiego. Na jego bezpośredni rozkaz bestialsko zamordowano wszystkich żyjących wówczas członków rodziny cesarskiej, a zaspirtowane głowy ofiar tej straszliwej zbrodni nie zostały z Tobolska przesłane do Moskwy (jak tego domagał się Nachamkes-Swierdłow) tylko dlatego, że gdyby po drodze kompani Jurowskiego z takim bagażem wpadli do rąk oficerów Białej Gwardii, nie sposób sobie nawet wyobrazić, jaka by ich spotkała kara. W ten sposób mordercy zadowolili się tylko „zwykłym” wymordowaniem rodu carskiego. [Najbardziej naukowo uzasadniony, precyzyjny, a zarazem głęboko przejmujący obraz egzekucji rodziny carskiej przez żydowskich i łotewskich „gołoworezów” pod przywództwem Jakowa Jurowskiego podał Robert K. Massie w książce The Romanovs. The Final Chapter (New York 1995, p. 3-6)]. Rosyjski historyk W. Uszkujnik pisze dalej:
(...) „Rozkaz zabicia cara, jego rodziny i bliskich razem w liczbie jedenastu osób, został wydany osobiście przez Jakowa Swierdłowa i był przez niego przekazany do wykonania Szaji Gołoszczekinowi, ówczesnemu przewodniczącemu Uralskiej Rady. Jekaterynburg „na cześć” zabójcy został przemianowany na Swierdłowsk, a jeden z krążowników sowieckiej floty nosił również jego nazwisko. Swierdłow przeżył swoje ofiary o mniej niż rok. Jak podano – pobili go w czasie mityngu robotnicy jednej z morozowskich manufaktur i w następstwie tego pobicia zmarł w 1919 roku, w wieku trzydziestu pięciu lat. Oficjalnie podano, że jego śmierć była wynikiem zapalenia płuc.
Wykonawca zabójstwa Gołoszczekin wyznaczył z kolei Żyda Jankiela Jurowskiego, syna Chaima Jurowskiego, zesłanego na Sybir za złodziejstwo. Jankiel dobrał sobie szajkę profesjonalnych zabójców-czekistów, składającą się z trzech Rosjan, siedmiu „Węgrów” i jednej osoby o nieznanej narodowości. Mówią, że w tej liczbie Węgrów biorących udział w zabójstwie był również Imre Nagy (późniejszy ulubieniec zachodniej prasy), rozstrzelany przez wojska sowieckie po powstaniu w 1956 roku.
Jurowski osobiście zastrzelił z rewolweru cara i następcę, którego ojciec trzymał w ramionach. Carewicz Aleksiej cierpiący na hemofilię miał w tym czasie 14 lat.
Istnieje dokument podpisany przez Lenina, Trockiego, Zinowiewa, Bucharina, Dzierżyńskiego, Kamieniewa i Petersena datowany 27 lipca 1918 r. o dostarczeniu głowy cara i jej identyfikacji.
W świetle wyżej wspomnianych faktów staje się rzeczą oczywistą, że jekaterynburskie zabójstwo było rozmyślnym rytualnym morderstwem zaplanowanym znacznie wcześniej, dokonanym całkowicie i wyłącznie przez Żydów – Swierdłowa, Gołoszczekina i Jurowskiego. Wschodni Żyd Jurowski był tym „cadykiem”, który własną ręką „złożył na ofiarę” monarchę największego chrześcijańskiego państwa świata  oraz jego następcę.
Jak należy przypuszczać, według obyczajów Chazarów, cała działalność Kagana – Łazara Kaganowicza – pozostawała, jak zwykle, w głębokiej tajemnicy. Bek Stalin był zawsze na widoku i jako nieograniczony w swoich prawach „wschodni despota” ponosił pełną odpowiedzialność za całą wewnętrzną i zewnętrzną politykę państwa.
Wychowany w ciągu lat na tym prymitywnym kłamstwie, przeciętny czytelnik, zarówno rosyjski jak i zagraniczny, po prostu nie może wyobrazić sobie innego prawdziwego obrazu tego, co rzeczywiście miało miejsce za kulisami sowieckiej historii.
Stalin był marionetką w rękach Kagana – Kaganowicza i jego najbliższego żydowskiego otoczenia. Władza wykonawcza należała do jego Beka tj. Dżugaszwili, który służyć miał również jako „kozioł ofiarny” w razie potrzeby. Żadnych ważnych samodzielnych decyzji podejmować on nie mógł, a jego bezgraniczny „despotyzm” był tylko iluzją dla „maluczkich” – jak mówią Polacy.
Nieograniczona władza KAGANA opierała się w całości nie na partii komunistycznej i nie na jej Komitecie Centralnym, które spełniały rolę parawanu – co prawda dość przejrzystego – a na niesamowicie złożonej i silnej organizacji organów bezpieczeństwa wewnętrznego, których główny sztab znajdował się w ogromnym bloku należącym wcześniej do towarzystwa ubezpieczeniowego przy ulicy Łubiańskiej w Moskwie, w pobliżu Kremla.
W ciągu szesnastu lat na czele tego aparatu bezpieczeństwa stał gruziński pół-Żyd, Ławrientij Beria, którego, jak powiedział pewnego razu Deutscher, nienawidził i bał się cały kraj.
Można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że w całej historii ludzkości nikt i nigdzie nie potrafił utworzyć czegoś podobnego do sowieckiego systemu tajnej policji, która przenikała do wszystkich zakamarków życia i miała swoich agentów, tak zwanych „sekcyjnych”, w każdej komórce aparatu państwowego.
W zarządzie tej policji znajdowali się również wszyscy pracownicy przymusowych obozów pracy w Związku Sowieckim, w których tak skutecznie mielono żywą, biologiczną siłę kraju i łamano ludzkie dusze. Wynalezienie tych obozów jest „zasługą” Żyda Frenkiela, co, o dziwo, pisma zachodnie skromnie przemilczają.
Bogiem a prawdą należałoby przyznać pokojową nagrodę Nobla także Frenkielowi, zasłużył on na nią nie mniej niż jego ziomek i kolega po fachu Henry Kissinger, który zgotował wielu ludziom Azji śmierć i obozowe życie, czyli skazał na stopniowe zniszczenie miliony ludzi...
Cała etniczna grupa Żydów oczywiście znajdowała się po stronie „naszego” rządu i okazywała mu pełne poparcie i pomoc polegającą głównie na tym, że jej członkowie prowadzili gorliwie obserwację gojów i donosili na nich kierownictwu, jeśli spostrzegli cokolwiek podejrzanego w ich postępowaniu.
W każdym razie, jak by „super-paradoksalnie” to nie brzmiało, wschodni Żydzi postanowili zrekonstruować w połowie XX wieku system rządzenia panujący w ich ojczystej Chazarii około X wieku naszej ery, lecz pod płaszczykiem rosyjskiego quasi-komunizmu! Cały kościec tej władzy już istniał, lecz tylko został obciągnięty czerwoną skórą: Kagan, jako najwyższa, prawie niewidoczna władza, za nim Bek, wykonawca jego woli. Chańska gwardia pod kierownictwem współpracownika Kagana i „wdzięczni mieszkańcy” wspierający swojego chana przeciw ujarzmionym obcoplemieńcom.
Jak pisał z dużym uznaniem na stronach znanej brytyjskiej encyklopedii z 1953 r. Żyd, prof. Jakow Markus: „Uczyniono ogromny wysiłek, ażeby tępić wyjęty spod prawa antysemityzm. Karą za to „przestępstwo” były TRZY lata pracy przymusowej w obozach, co dla ludzi o słabym zdrowiu równało się śmierci. Można przypomnieć, że w „despotycznej” carskiej Rosji za obrazę samego cara skazywano na jeden miesiąc aresztu lub 300 rubli grzywny.
Dlatego nie ma w tym nic dziwnego, że tacy wybitni Żydzi wschodni jak Ben Gurion, Golda Meir, Mojsze Hertzog i inni, badali sowiecki system rządzenia i zachwycali się nim, o czym pisał na szpaltach Reader’s Digest (grudzień 1968 r.) znany amerykański pisarz Lester Welt. Będąc potomkami Chazarów i rozumiejąc istotę sowieckiego ustroju, nie mogli nie wpadać w zachwyt widząc, jak ich ziomkowie kierują największym krajem świata”...
 ***

Byłoby uproszczeniem, gdybyśmy w całości zaufali powyżej cytowanym zdaniom i spostrzegali historię Rosji jako dzieje jej zmagań z potomkami dawnych Chazarów. Rzeczywistość była i pozostaje bardziej złożona i wielopłaszczyznowa. Co prawda, antysemityzm był zawsze żywy w masach ludności wielkoruskiej. Dlatego rosyjski wyraz „pogrom” stał się tzw. „internacjonalizmem”.    Ale  i  w  tym  kraju  Żydzi  wcale  nie  dawali  za  wygraną.
W 1787 roku Katarzyna II (na prośbę i za łapówkę Żydów ze Szkłowa) wydała ukaz, na mocy którego zabroniono w Rosji używania wyrazu „Żyd”, jako obraźliwego (miał rzekomo dosłownie znaczyć „psi chuj”), a nakazano pisać i mówić tylko „jewrej” (czyli Hebrajczyk,  czyli  „wybrany  przez  Boga”).
W 1804 roku cesarz Aleksander I wydał ukaz, aby Żydzi sami sobie wybierali nazwiska (przedtem w większości ich nie mieli albo mieli zbyt jednoznaczne). I od tego roku Żydzi wręcz masowo zaczęli (i to w majestacie prawa) zmieniać i przybierać nazwiska polskiej szlachty i arystokracji: Dunajewski, Krasiński, Giedrojć, Nowakowski, Czajkowski, Brodski, Potocki, Politkowski, Konarski, Pac, Mickiewicz, Zamojski, Mazowiecki, Radziwiłł, Radziński, Sienkiewicz, Korf, Lubomirski, Tyzenhauz(en), Cywiński, Plater itd.
[W zaborze pruskim i austriackim – jak zaznaczyliśmy powyżej – urzędy niemieckie wręcz znęcały się nad Żydami, nadając im nazwiska ośmieszające i poniżające. Szczególnie wynalazczy był pod tym względem E. T. A. Hoffman (1776-1822), wybitny pisarz, poeta, kompozytor i malarz, autor znanych baśni, ale też pruski urzędnik i ciężki alkoholik. To on wymyślał w Warszawie dla Żydów takie „barwne” nazwiska jak: Krötenstaub, Penisglanc, Hosenstank, Gebetbuch, Schweinefleisch, Biskup, Arschdick, Pissflasch, Scheissenreich, Nissenbaum itp.
To samo czyniły władze austriackie w Galicji, z tym, że i polskim chłopom dobierały tak „finezyjne” nazwiska, jak Figa, Biskup, Sraka, Depa, Łajdacki, Mendocha, Soska, Szczur, Dunda,   Sikun,   Ofermiak itp.].
                                                           ***
Do rosyjskiej szlachty neofickiej w XIX wieku należeli: Abramson, Adelson, Ariel, Beilstein, hr. Belkassem, hr. Cancrin, Chwolson, hr. Devieres, Eybenberg, Frenkel, Hantower, Hartwig, Horowitz, Heimann, Jewrieinow, hr. Kaiserling, Löwenthal, Magasiner, Messerer, Mestmacher, Oettinger-Wallenstein, Oppenheim, Peretz, Raffałowicz, br. Rall, Rosenfeld, Rubinstein (pierwotnie Ruben), Salomon, Sacharow, br. Schafirow, Schmulewitsch, Weiner, hr. Witte, Zdekauer, szereg innych. Po rewolucji socjalistycznej 1917 roku nowa nomenklatura sowiecka początkowo na ponad 80% była etnicznie żydowska, co pozwoliło antysemitom na używanie zdań w rodzaju: „Gdziekolwiek komuniści doszli do władzy, pierwszą czynnością było wymordowanie albo uwięzienie narodowych przywódców; drugą czynnością było usadowienie Żydów na każdym szczeblu władzy. W Rosji miliony nie-Żydów zostały zamordowane przez żydowskich oprawców” (Frank L. Britton, Za plecami komunizmu, Wrocław 1996).  W  rosyjskiej  prasie  antykomunistycznej  z  lat  1918 – 1925  znajdujemy  spisane  nieraz  na  gorąco  straszliwe  obrazy  tego,  jak  bolszewiccy  komisarze  wymordowywali  wówczas  kwiat  inteligencji  tego  kraju.  Oto  niektóre  fragmenty  z  tych  publikacji: 
„Komisarz  Wichman  w  Odessie  zarzynał  ludzi  nożem,  przy  czym  na  początku  podcinał  gardła  dzieciom  na  oczach  rodziców,  a  potem  zarzynał  kolejno  wszystkich”…
„W  Kijowie  żydowscy  czekiści  przywiązywali  osobę  torturowaną  twarzą  do  ściany  czy  do  słupa,  następnie  umocowywali  z  tyłu  żelazną   rurę,  grubą  na  kilkanaście  centymetrów,  jednym  końcem  skierowaną  do  odbytu  ofiary.  Przez  drugi  zaś  otwór  wsadzali  do  rury  szczura,  a  otwór  zamykano  żelazną  siatką.  Niekiedy  zamiast  rury  używano  metalowego  garnka  z  wąskim  gardłem  i  z  dziurą  w  dnie.  Następnie  szczura  drażniono  rozpalonym  żelaznym  prętem,  albo  straszono  palącym  się  tuż  przy  otworze  płomieniem.  Przerażone  gorącem  i  bólem  zwierzę  rozpaczliwie  szukało  wyjścia  i  znajdowało  go  w  otworze  odbytniczym  katowanego  człowieka;  szczur  wściekle     wdrapywał  się  do  wnętrza  ofiary  powodując  niewyobrażalne  jej   cierpienia   .  Tortura  trwała  często  po  kilka  i  kilkanaście  godzin  ku  uciesze  sadystów  z  CzK,  na  których  oczach  w  męczarniach  umierał  człowiek  ze  szczurem  we  wnętrzu.  Szczególnie  często  ten  sposób  „walki  klasowej”   stosowano  względem  przedstawicieli  kleru  chrześcijańskiego”…
 „W  czernihowskiej  satrapii  podczas  egzekucji  generała  Cz.,  jego  żony  i  20-letniej  córki   dziewczyna  została  najpierw  brutalnie  zgwałcona  na  oczach  związanych  rodziców,  a  następnie  całej  rodzinie  podcięto  gardła  nożem”…
„W  pojedynczej  celi  męczono  nauczycielkę  Dąbrowską,  której  wina  polegała  na  tym,  że  podczas  rewizji  znaleziono  w  jej  mieszkaniu  walizkę  z  rzeczami  jakiegoś  oficera,  jej  dalekiego  krewniaka,  który  odwiedził    przejazdem  jeszcze   gdy  służył  u  Denikina.  Co  do  tej  winy  Dąbrowska  szczerze  się  przyznała,  ale  czekiści  otrzymali  donos,  że  ukrywa  ona  jakieś  złote  przedmioty.  Anonimowy  donos  wystarczył,  by  poddano    torturom.  Najpierw  została  grupowo  zgwałcona.  Jako  pierwszy  gwałtu  dokonał  komisarz  Fridman,  potem  inni.  Następnie  młodą  osobę  torturowano,  aby  wyznała,  gdzie  ukrywa  domniemane  złoto.  Nie  mogła  tego  uczynić,  gdyż  nie  miała  żadnego  złota.  Zaczęła  więc  odchodząc  z  bólu  od  zmysłów  konfabulować,  wskazując  to  lub  owo  miejsce  w  mieszkaniu,  gdzie  rzekomo  znajdują  się  skarby.  Rozebranej  do  naga  kobiecie  wyrzynano  nożami  kawałki  skóry  i  mięśni  z  obolałego  ciała;  żelaznymi  obcęgami  zmiażdżono  kolejno  koniuszki  wszystkich  palców  rąk  i  nóg.  Skatowaną  do  nieprzytomności  rozstrzelano  dopiero  o  21  godzinie  6  listopada”…
„W  Odessie  byłych   carskich  oficerów,  którzy  zresztą  nie  podjęli  walki  z  komuną,    przywiązywano  do  desek,  a  następnie   wkładano  je  powoli  nogami  do   przodu  do  palących  się  pieców  parowozów,  tak  aby  człowiek  żył,  a  już  się  palił  jednocześnie.    Innych  rwano  na  części  dźwigami  ręcznymi  lub  parowymi;  jeszcze  innych  zanurzano  po  kilka  razy  do  baków  z  kipiącą  wodą”…
„W  1918  roku  jakoby  „w  celu  sprawdzenia  dokumentów”  zgromadzono  w  teatrze  miejskim  około  2  tysięcy  byłych  carskich  oficerów.  Wszystkich  co  do  jednego  zarąbano  i  wystrzelano  na  tejże  sali  teatralnej,  tak    wynoszący  trupy  robotnicy  brodzili   po  kostki  w  ludzkiej   krwi”…
„Byłych  oficerów  wieszano  masowo  na  drzewach  w  parkach  w  uniformie  i  z  zasłużonymi  na  froncie  orderami”…
„W  Kronsztadzie  wziętych  do  niewoli  oficerów  w  marcu  1919  roku  krępowano  drutem  kolczastym  i  zabijano  strzałem  w  tył  głowy.  Innych  skrępowanych  razem  po  dwoje  i  troje  ładowano  po  kilkaset  na  barże,  które  następnie  zatapiano  w  otwartym  morzu…   W  zakładach  metalurgicznych  palono  żywcem  młodych  oficerów  i  junkrów,  przedtem  wiążąc  im  nogi  i  ręce  tak,  aby  stali  w  poniżonej  pozycji  pochylonej.  Tak  zamordowano  ponad  50  osób”…
„W  Sewastopolu  w  lutym  1918  roku  wymordowano  ponad  800  oficerów  i  najbardziej  szanowanych  obywateli  miasta.  Przed  powieszeniem  ofiarom  wydłubywano  oczy,  obcinano  nosy ,  uszy   i   genitalia,     dzieciom  podcinano  gardła;   skrępowanym  drutem  oficerom  bolszewicy  gwoździami  przybijali  epolety  do  ramion”…
Georgij  Klimow  później  skomentował  te  wydarzenia  zdaniem,    Żydzi,  mordując  i  prześladując  inne  narody,  wciąż  krzyczą,  że  to  oni    prześladowani  przez  „antysemitów”…   Według  niego  i  profesora   Igora  Szafarewicza  „żydosowiecka”   władza  wyniszczyła   około  60  milionów  Rosjan,     słynne  sowiecko-stalinowskie  „trojki”  NKWD,  ferujące  i  natychmiast  wykonujące  wyroki  śmierci  na  niewinnych  ludziach,  stanowiły  kontynuację  i  odmianę  judaistycznych  małych  trzyosobowych  sądów  „Bet  Din”.    Niestety,  obaj  rosyjscy  autorzy  przypisują   te  potworne  zbrodnie   wyłącznie   Żydom,  podczas  gdy  wiadomo,  że  w  CzK,  a  potem   w  NKWD,  służyło   mnóstwo  Ormian,  Gruzinów,  Czeczenów, Polaków,  Ukraińców,   Łotyszów,  Rosjan.  A  byli  to  przeważnie  mordercy  i  inni  zbrodniarze  uwolnieni  w  1917  roku  z  więzień   Imperium  Rosyjskiego,  którzy  masowo  zaciągnęli  się   pod  sztandary  rewolucji   komunistycznej,  a   potem   zdominowali  władzę  tego  kraju.  Byli  wśród  tych  bandytów  także  bardzo liczni  Żydzi,  ale  w  żadnym  razie  -  tylko  Żydzi.            
        Rosyjscy  historycy  należący  do  nurtu  nacjonalistycznego  pomijają  też  fakt,  że  wiele tysięcy Żydów  znajdowało się po stronie antybolszewickiej, stając  się na równi z Aryjczykami ofiarami terroru rewolucyjnego...
Ale też prawdą jest, że elita sowiecka w znacznej większości składała się z Żydów i pół-Żydów w rodzaju Lenina, Kahanowicza, Breżniewa czy – jeśli chodziłoby o sferę intelektualną –   Łurie, Kiedrowa, Rozentala, Ginzburga, Judina. W literaturze rosyjskojęzycznej okresu sowieckiego większość też stanowili pisarze żydowscy, tacy jak Ehrenburg, Pasternak, Brodski, Grossman, Babel, Kanowicz i mnóstwo innych, niekiedy   zresztą  wcale utalentowanych mistrzów pióra.

Żydologów  rosyjskich w szczególny sposób fascynuje psychologia   „narodu wybranego”  oraz metody jego działanie na arenie międzynarodowej. W. Polikarpow i I. Łysak w  książce  Fenomen jewrejskoj cywilizacji  przedstawiają   m.in.  trzynaście sposobów przetrwania, jakoby stosowanych przez globalną wspólnotę żydowską, wymieniając  technologię anonimowości”, kiedy to te czy inne działania nie są afiszowane lub wręcz są ukrywane (pozostając w cieniu można skutecznie realizować swe cele stosując presję finansową, propagandową, polityczną).  Z powyższą sąsiaduje pokrewna  technologia działań pośrednich”, czyli wywieranie wpływu na bieg zdarzeń przez ukryte kanały i sposoby. Także niezachwiane wyznawanie narodowej ideologii (nacjonalizm) pozwala bardziej jednoznacznie orientować się w złożonym, zmiennym świecie i umożliwia trwanie przez wieki. Ważną rolę odgrywa fakt bezpośredniej więzi i ścisłej współpracy społeczności żydowskich różnych krajów w skali międzynarodowej, koordynacja  poczynań i inicjatyw, wymiana informacji finansowej, politycznej, gospodarczej  (jest to możliwe dzięki obsadzeniu przez  „swoich”  ludzi źródeł,   kanałów  przesyłu  i  magazynów  informacji, która staje się obecnie najdroższym towarem). Rękojmię efektywnego i operatywnego wykorzystanie tych czy innych danych stanowi ich rzetelność oraz  zupełne wzajemne zaufanie i lojalność w rywalizacji z obcym, uważanym za wrogie, otoczeniem. Umacnia pozycje światowej wspólnoty Żydów także ich inicjatywa, ruchliwość, nieustanne kreowanie  nowych  pseudorzeczywistości wirtualnych, używanych w celu siania zamętu, manipulacji i tumanienia rywali. Ogromną rolę odgrywa  -  zdaniem rosyjskich socjologów  -   technologia wirtualnej imitacji”,  czyli mimikry,  polegającej na tworzeniu pozorów upodobniania się do swego obcego otoczenia, np. pozornego przyjmowania obcej religii, poprawnych poglądów politycznych i światopoglądowych, imitacji tej czy innej postawy moralnej, udawania lojalności  (podczas gdy faktycznie pozostaje się lojalnym wyłącznie w stosunku do globalnego narodu żydowskiego). Wiąże się z nią  technologia wirtualnej asymilacji”, kiedy to Żydzi na zewnątrz udają patriotyzm, solidarność i upodobnienie się do obcego narodu, w istocie zaś pozostają sobą; zmieniają nazwiska na nieżydowskie, ostentacyjnie okazują jakąś obcą wiarę itp. (są na pozór gorliwymi katolikami w Polsce,  niemieckimi nacjonalistami w Niemczech,  komunistami w ZSRR itd.). Zmieniając maski tym bardziej pozostają sobą. 
Polikarpow i Łysak  twierdzą, że jedną z socjotechnik jest również dążenie do sterowania życiem obcych społeczeństw za pośrednictwem wiedzy, którą  to  -  wysoce wyspecjalizowaną  np. w dziedzinie finansów, psychotechniki, politologii  -  wiedzę   nabywają i posiadają tradycyjnie, przyłamując swoje potomstwo od najmłodszych lat do poważnych lektur,  rozważań, dyskusji, studiów.  Władze wielu krajów, które nie potrafią samodzielnie  sterować    procesami socjalnymi, angażują do tego sprytnych i inteligentnych ekspertów  i  „doradców”  żydowskich, którzy oczywiście robią przy okazji znakomite  własne interesy kosztem  głupiego  „szefa”. Zresztą obecnie elity żydowskie po prostu  (i bez zaproszenia)  sadowią swych ludzi na fotelach prezydenckich, ministerialnych, premierowskich, dyrektorskich  nikogo o nic nie pytając,  nie stosując żadnego kamuflażu  i działając już nie zza kulis, lecz zupełnie otwarcie  -  na tyle są pewni swej wszechpotęgi. Kolejna socjotechnika polegałaby na delegowaniu osób żydowskiej narodowości  (to jedyne i najważniejsze kryterium)  do wszystkich bez wyjątku partii  (przed wszystkim mających w nazwie  wyraz  „chrześcijańska”  czy „demokratyczna”), ruchów politycznych, kościołów, rządów  -  nawet do tych o proweniencji antysemickiej  -  aby trzymać  „rękę na pulsie”  i  niczego nie zaniedbać. Infiltracja pozwala wszystko wiedzieć i we wszystkim się precyzyjnie orientować. Jeśli jakiegoś kontrowersyjnego ruchu nie da się od razu zniszczyć, wprowadza się do niego swoich ludzi, obejmuje kierownictwo nim, a następnie rozkłada i dyskredytuje od wewnątrz, prowadząc na manowce lub stawiając na służbę żydowskim celom. Żadna partia w Europie czy Ameryce nie ma szans na istnienie, jeśli w jej gronie kierowniczym nie ma Żydów.
 Niejawne manipulowanie świadomością za pomocą fałszu i terroru informacyjnego stanowi ponoć jeszcze jedną metodę ułatwiającą przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku socjalno-etnicznym. Manipulacja jest skrytym oddziaływaniem, które nie powinno być uświadamiane przez przedmiot, na który ona się kieruje. Typową cechą manipulacji jest ukrywanie określonych faktów, podawanie zmyśleń za fakty, pokrętna interpretacja i przekręcanie zdarzeń  -  wszystko zaś w scenerii udawanej szczerości i życzliwości. Jeśli np. ktoś nas pyta o drogę do Krakowa, myśmy zaś kierujemy go do Białegostoku, popełniamy zwykłe kłamstwo. Gdy jednak tak zagadamy pytającego, że w trakcie konwersacji odechce mu się jechać do Krakowa i podejmie decyzję podążania do Białegostoku, będzie to znaczyło, żeśmy go skutecznie zmanipulowali, czyli dokonaliśmy swoistego aktu przemocy na jego umyśle. Dokonywanie licznych manipulacji przez Żydów  -  jak piszą Polikarpow i Łysak  -  jest ułatwiane przez cechującą ich jakoby swoistą bezczelność, połączoną z zupełnym brakiem sumienia i wstydu, oraz charakterystycznym  „małpim”  artyzmem.  I wreszcie trzynastą  „technologią”, stosowaną rzekomo przez Żydów w stosunkach z gojami, jest alfonsie wykorzystywanie czynnika kobiecego, polegające na tym, że wpływowym osobom w społeczeństwach gojskich dyskretnie podsuwa się żydowskie żony lub kochanki, albo też ułatwia się kariery tym spośród nich, którzy już takowe żony mają. Awans służbowy, polityczny, naukowy, artystyczny  „naszych”  ludzi odbywa się poprzez skryte finansowanie, propagandę itp., potem zaś ci, zajmujący eksponowane stanowiska goje, są wykorzystywani w interesach żydowskich.  Już w  Biblii  w podobny sposób wykorzystano Sarę, Esterę, Judytę, Ruth. Polikarpow i Łysak podkreślają, iż żydowskie kobiety posiadają ukształtowane przez wieki rozwoju kulturalnego cenne cechy charakteru, jak delikatność, elastyczność, wrodzone poczucie taktu, tolerancja, subtelność, wyrafinowanie, oddanie i gotowość do niesienia pomocy swemu mężowi, o ile nie jest on antysemitą. Są one przeciwieństwem gojek, które nagminnie swych mężów zdradzają, obmawiają, szykanują, poniżają, a nawet donoszą na nich do tajnych policji. Tak w ZSRR żydowskie żony np. Mołotowa, Kalinina i innych prostackich dygnitarzy sowieckich pomagały swym mężom w nabyciu ogłady, kultury, a nawet wiedzy w zakresie spraw państwowych. Obecnie ponoć w krajach europejskich  i amerykańskich nie ma żadnego  prezydenta, który albo nie byłby Żydem, pół-Żydem lub nie miał żony Żydówki.
Kreśląc psychologiczny wizerunek Żyda Polikarpow i Łysak opisują 22 jego cechy charakterystyczne:
1.                Żydowi brakuje odwagi, ale posiada on inną odmianę męstwa  -  konsekwentny upór, dzięki któremu wiecznie rozpoczyna wszystko od nowa.
2.                Działając solidarnie z innymi rodakami Żyd, nie robiąc wiele hałasu, dąży wedle możności do zajęcia kluczowego miejsca w obcym społeczeństwie.
3.                Żyd zastępuje siłę rozumem i chytrością.
4.                Żyd działa orientując się na rzeczywistość, a nie na różnego rodzaju iluzje i utopie, wszystkie jego dążenia ograniczają się do spraw ziemskich, fizycznych.
5.                Żyd posiada nader przenikliwy i giętki, lecz ograniczony, umysł.
6.                Żyd nie jest ani dobry, ani zły.
7.                Żyd jest energiczny, natarczywy, stanowczy i uparty w dążeniu do celu, w jego usposobieniu nie ma skromności, nieśmiałości i lękliwości.
8.                Żyda cechuje dar praktycznej smykałki, cudowny i nieuchwytny dar, przynoszący obfite owoce w sferze działalności politycznej i finansowej.
9.                Żyd posiada uzdolnienia dyplomatyczne dzięki wysokiemu poziomowi obcowania z innymi ludźmi.
10.            Żyd jest obdarzony takimi cechami jak niezwykła odporność na przeciwności losu oraz talent organizatorski.
11.            Żyd nie pozwala obrażać swych rodaków, posiada poczucie własnej godności.
12.            Żyd umie zbierać informacje, co pozwala mu być na bieżąco we wszystkim, co się dzieje na świecie.
13.            Żyda cechuje naiwność, dziecięca percepcja świata, co bardzo ważne w twórczości naukowej.
14.            Żyd jest hedonistą, zorientowanym na przyjemności i rozkosze, odrzuca ascetyzm i wyznaje filozofię marności wszystkiego co ziemskie.
15.            Żyda cechuje zadziwiająca energia, ukierunkowanie na przeciwstawianie się wpływowi środowiska oraz poczuciu zupełnej bezradności.
16.            Żyd posiada genialną zdolność rozstrzygania skomplikowanych problemów, znajdowania wyjścia z najbardziej niezwykłych sytuacji.
17.            Żyda cechuje umiejętność wyczekiwania, niezwykła cierpliwość, co pozwala mu na osiąganie swych celów.
18.            Żyd jest zdolny do działania na dwa fronty, aby wyciągać korzyści dla siebie.
19.            Żyd pełni w społeczeństwie humanitarną misje, służy sprawie cywilizacji, sprzyjając zbliżeniu narodów.
20.            Żyd nie jest okrutnikiem, nie dąży do działalności destrukcyjnej.
21.            Żyd może uchodzić za wzorzec człowieka rozmiłowanego w życiu rodzinnym, dba o swą rodzinę, jest znakomitym wychowawcą i pedagogiem.
22.            Żyd jest zorientowany na pozyskanie majątku, a jednocześnie może być zadziwiająco bezinteresownym.(…)  Alegorycznym modelem Żyda jest lis; nie przypadkiem pierwszą książką, z którą zapoznają się żydowskie dzieci, są właśnie baśnie o tym inteligentnym, przebiegłym, sprytnym zwierzęciu, potrafiącym wyjść cało z każdej opresji. (…) Żyd naprawdę jest podobny do lisa: w ciągu  2,5 tysięcy lat   nieprzerwanie był poddawany prześladowaniom, nieraz ograbiano go do nitki, on zaś zawsze potrafił przeżyć i wszystko zacząć od nowa”…   
Jest czymś zgoła zaskakującym, że tym  nieco ryzykownym  wywodom rosyjskich socjologów  wtóruje znakomity żydowski intelektualista Uri Slezkin, który w książce  The Jewish Century”  opisuje i zachwyca się właśnie fenomenalną zręcznością  swych rodaków i wyszczególnia dokładnie te cechy i  „technologie”, jakie przedstawiliśmy powyżej.
                                                           ***
Na terenie Rosji zostały opublikowane po raz pierwszy słynne „Protokoły mędrców Syjonu” (Protokoły sionskich mudriecow), będące czymś w rodzaju opartego ponoć na dokumentach archiwalnych opracowania publicystycznego.   G. Klimow  jest  zdania,  że  „Protokoły  mędrców  Syjonu”  zostały  spisane  przez  Aszera  Ginzberga  jako  program  polityczny  chasydyzmu,  najbardziej  złowieszczej  sekty  judaizmu”  (Por.  „Bożyj  Narod”,  s. 19 – 20).  Kluczową postacią jednak był w tej sprawie Piotr Raczkowski (1853-1910), początkowo prawnik, potem redaktor naczelny antyżydowskiego czasopisma „Russkij Jewrej”, zamieszany w działalność jednej z polsko-rosyjskich organizacji rewolucyjnych. Od 1884 do 1902 roku współpracował z tajną policją polityczną, z Paryża kierował rozgałęzioną siecią rosyjskiej agentury w Europie i Ameryce. W 1905 roku był szefem ochrony osobistej cesarza Aleksandra III, wicedyrektorem departamentu policji. Inicjował pogromy Żydów, aby ratować Rosję – jak deklarował – przed ich wywrotową działalnością; na jego wniosek opublikowano (na podstawie jakoby przechwyconych materiałów kahału) słynne Protokoły mędrców Syjonu, których publikację rozpoczęła w sierpniu 1903 roku petersburska gazeta „Znamia”, a które w ciągu XX  stulecia wydano w kilkudziesięciu językach w astronomicznych nakładach zbliżonych do nakładów dzieł najbardziej popularnego pisarza wszechczasów Teodora Dostojewskiego. Istota tej publikacji była prosta: Raczkowskiemu, jako superszpiegowi wywiadu rosyjskiego, udało się zdobyć domniemane protokoły tajnych posiedzeń światowej czołówki żydostwa. W tych protokołach został streszczony złowieszczy plan zniewolenia całego świata przez „dzieci szatana”, wykorzystujących instrumentalnie idee demokracji, liberalizmu, praw człowieka w celu zdemoralizowania i podboju całej ludzkości, m.in. przez opanowanie środków przekazu i dyskredytowanie w nich papieża oraz całego chrześcijaństwa, przez zniszczenie tradycyjnego modelu rodziny, ośmieszanie patriotyzmu, prowokowanie wojen między narodami, religiami i klasami społecznymi w celu schaotyzowania całego świata i przejęcia kontroli nad nim.
Po raz pierwszy w postaci książki Protokoły zostały opublikowane w dziele Sergiusza Nilusa Wielikoje w małom w 1905 roku. Autor widział w Żydach uosobienie wszelkiego zła, zbiorowego Antychrysta. Cesarz Mikołaj II przeczytał tę książkę jednym tchem, a na jej ostatniej kartce napisał: „Nie ma żadnej wątpliwości co do autentyczności protokołów”. Otoczeniu zaś swemu mówił: „Oto skąd wszystkie rewolucje, oto jest ręka wskazująca i kierująca”. Nie potrafił jednak tej ręki ukrócić, a ona wymordowała w 1918 roku w Jekatierinburgu całą cesarską rodzinę.
[Istniej też inna wersja tego tematu, którą streszczamy poniżej idąc za przypisami do książki Douglasa Reeda („Strategia Syjonu”, t. 1, str. 342 – 343. Wrocław 2017): „W 1884 roku Justyna Glinka, córka rosyjskiego generała, zaangażowana była we Francji w zbieranie informacji politycznych dla dworu cara Aleksandra III. Glinka zatrudniała żydowskiego agenta Józefa Schoersta alias Szapiro, który podawał się za masona i członka loży „Mizraim”, żydowskiego zakonu masońskiego o własnych rytuałach i protokołach. Schoerst zaoferował Glince za kwotę dwóch i pół tysiąca franków pewien dokument, który, jak powiedział, z pewnością ją zainteresuje. Dokument ten składał się z niezwykłych dyktowanych pism, pochodzących z różnych przemówień, później włączonych do końcowego zbioru „Protokołów Syjonu”. Glinka niezwłocznie przekazała dokument swojemu zwierzchnikowi w Paryżu, generałowi Orgijewskiemu, który z kolei przesłał go generałowi Szerewinowi, ministrowi spraw wewnętrznych, bezpośrednio na dwór w Petersburgu”… Szerewin dokument zatrzymał i dopiero tuż przed śmiercią udostępnił protokoły cesarzowi Mikołajowi II. I dalej narracja się kończy, niewiadomo, co się z dokumentami działo. W 1902 roku Sergiusz Nilus opublikował ich fragmenty w książce „Rządy Szatana na ziemi”; w 1917 on że opublikował pełny tekst tych dokumentów. Gdy bolszewicy objęli władzę nad Rosją, Nilus został aresztowany, poddany długotrwałym bestialskim torturom i w 1924 roku rozstrzelany. W 1919 roku bolszewicy wydali ukaz, na którego mocy każdy przyłapany na posiadaniu lub czytaniu tekstu „Protokołów mędrców Syjonu” podlegał karze natychmiastowego rozstrzelania na miejscu.].
„Protokoły mędrców Syjonu” były szczególnie popularne w Rosji w latach 1917-1920 (rewolucja bolszewicka), w Niemczech między 1933 a 1945 rokiem, w Turcji i Japonii w pierwszych dekadach XXI wieku. W tym ostatnim kraju Protokoły wydano w XX wieku ponad 70 razy w milionowych nakładach, a teza o „żydowskim zagrożeniu” jest w Japonii niesłychanie popularna. Na tym tle doszło pewnego razu do zaskakującego zdarzenia. Gdy w samym końcu XX wieku do Izraela zaproszono wybitnego japońskiego pisarza, ten złożył w prezencie premierowi Menahemowi Beginowi przepięknie wydany tom Protokołów mędrców Syjonu, mówiąc: „Jacy wy, Żydzi, jesteście mądrzy, żeście potrafili opracować tak świetny plan podboju świata”. Premier Izraela początkowo się pogubił, a potem rzekł: „Wie pan, to jest najstraszliwsze oszczerstwo przeciwko Żydom w całej historii ich istnienia”... Teraz z kolei pogubił się Japończyk i bardzo przepraszał za nietakt.
Israel Szamir (Shamir) nazywa „Protokoły” „tajemniczym tekstem, którego stworzenie przypisuje się rosyjskiej ochranie, choć przecież władze carskie zakazały drukowania i rozpowszechniania tej książki, a i napisać jej nie mogły z powodu swej ograniczoności intelektualnej”.
Obecnie dalece nie wszyscy wiedzą, że inicjatorem opracowania i opublikowania „Protokołów” – jak już nadmieniliśmy – był generał policji rosyjskiej Piotr Raczkowski. Na marginesie warto dodać, że najbliższym jego współpracownikiem w dziele „demaskowania spisku żydowskiego” był Matwiej (czyli Mateusz) Hołowiński, też szlachcic polski z pochodzenia, który zasłynął w swoim czasie (przełom XIX-XX w.) jako wyjątkowo skuteczny oficer tajnej policji rosyjskiej (lekarz z wykształcenia), a przy tym utalentowany publicysta i analityk procesów politycznych. Jego ojciec był w młodości rewolucjonistą, został skazany na karę śmierci w tymże procesie sądowym, co Dostojewski. Ale ten wyrok złagodzono i zesłano młodego człowieka na Sybir. M. Hołowiński urodził się w 1865 roku w Symbirsku, został sierotą mając 10 lat i w bardzo młodym wieku, znajdując się w trudnej sytuacji, zgodził się na współpracę z tajną policją polityczną.
Na początku XX wieku generał Piotr Raczkowski, kierownik rosyjskiej sieci agenturalnej za granicą, oddał do dyspozycji M. Hołowińskiego pewną ilość materiałów archiwalnych, jakoby powstałych podczas tajnych narad przywódców światowej wspólnoty żydowskiej, a przechwyconych przez „ochranę”, i kazał mu przygotować je do druku. W ten sposób powstał najsłynniejszy tekst antyżydowski wszechczasów, powszechnie znany jako Protokoły mędrców Syjonu.
Po rewolucji bolszewickiej 1917 roku – co jest kompletnie niepojętym paradoksem – Maciej Hołowiński znalazł się w najbliższym otoczeniu Włodzimierza Lenina, jako dyplomowany i zdolny medyk leczył dyktatora komunistycznego, zakładał organizację czerwonych pionierów (sowieckich harcerzy), udzielał się jako publicysta, teoretyk socjalizmu, wychowawca młodzieży itp. Zmarł w 1920 roku.
W 1919 roku, gdy w Rosji bolszewickiej obowiązywał ustawowy zakaz kary śmierci, wprowadzono w tym kraju jedyny wyjątek – rozstrzelanie na miejscu (bez śledztwa i sądu!) za użycie wyrazu „żyd”...  Wówczas  to  powstało  ludowe  porzekadło:  „Nie  gowori   „żyd”,  budiet  dołgo  żyć; gowori    „jewriej”,  sdochniet  skorej”…
W ZSRR przy wydawaniu kolejnych edycji dzieł takich pisarzy, jak Dostojewski, Gogol czy Rozanow, bądź co bądź klasyków literatury europejskiej, pierwotne teksty od roku 1917 i aż do końca  okresu  socjalizmu  były   poddawane cenzurze, to znaczy redagowane w ten sposób, że skreślano  w   nich wszystkie „antyżydowskie”, to znaczy krytyczne w stosunku do Żydów sformułowania, niechby nawet tylko żartobliwe, a na ich miejsce wstawiano  „poprawne politycznie”  zdania. W ten sposób np. czytelnicy Pamiętnika pisarza Dostojewskiego od prawie stu lat nie mogą dowiedzieć się, co w  tym  temacie myślał ich narodowy geniusz. Czyż nie byłoby mądrzejsze, a przy okazji skuteczniejsze, umieszczenie w tych  książkach odnośnych krytycznych komentarzy, ukazujących, dlaczego np. taki Rozanow był w jakimś sensie „antysemitą”. Cenzurowanie natomiast dzieł wybitnych pisarzy i uczonych pod jakimkolwiek względem i z jakichkolwiek powodów jest przejawem nieokrzesania, barbarzyństwa i chamstwa. Nawiasem mówiąc, antypolskie akcenty w rosyjskiej literaturze nigdy nie były „wyciszane”, i zupełnie słusznie, gdyż pomaga to ew. polskim czytelnikom spojrzeć na samych siebie cudzym, krytycznym okiem.
*         *         *

W pierwszych latach XX wieku w Rosji opublikowano szereg książek demaskujących domniemane plany światowego żydostwa w stosunku do tego mocarstwa. Szczególnie znamienne były pod tym względem dwie pozycje: Sergiusz Nilus Wielikoje w małom i Antichrist kak blizkaja politiczeskaja wozmożność (1902) oraz G. Butmi Obliczitielnyje rieczi. Wragi roda czełowieczeskogo (1907). W zaskakujący sposób te książki szczegółowo opisywały zdarzenia, które zaszły w Rosji dopiero w okresie 1917-1938, łącznie z masowym mordowaniem elity narodowej, zniszczeniem monarchii, arystokracji, kapłaństwa, cerkwi, wszelkich swobód obywatelskich. A wszystko pod hasłem rzekomej walki o wolność i demokrację. Jako narzędzia w tym dziele zniszczenia użyto mas ludowych, w czasach pokoju uśpionych, lecz strasznych w swym zaślepieniu, zwierzęcej  głupocie   i okrucieństwie, gdy zostaną one przez propagandę napuszczone na swe własne państwo i swe własne elity moralne i umysłowe.
Znany historyk francuski Joly nie bez sarkazmu notował: „Zły instynkt człowieka jest mocniejszy niż instynkt dobry. Człowieka bardziej pociąga zło niż dobro; strach i siła działają nań skuteczniej niż rozum. Dlatego lepsze wyniki w kierowaniu ludźmi są osiągane przez przemoc i niszczenie niż przez wysoce moralne dywagacje. Wszyscy ludzie dążą do władzy, a nikt z nich nie zrezygnowałby z roli tyrana, gdyby to tylko było dlań możliwe. Prawie wszyscy są gotowi złożyć ofiarę z innych ludzi gwoli swym własnym interesom. Tylko poddanie tych drapieżnych zwierząt takiejże jak one prostackiej sile – najlepiej ujętej w kształt prawa – zdolne jest do powstrzymania ich przed zupełnym wzajemnym zniszczeniem. Kto był świadkiem zmienności i nikczemności czerni, jej niezdolności do rozumienia i cenienia życia wolnego, ten widzi, że lud stanowi ślepą, skazaną na samozagładę siłę, o ile ona się nie znajdzie w twardej ręce jednej osoby... Nikt nie zdaje sobie sprawy z nieskończonej nikczemności ludów. One się czołgają przed siłą, są bezwzględne w stosunku do słabych, okrutne do błędów i wyrozumiałe do zbrodni. Ludy są niezdolne do dźwigania ciężaru i przeciwieństw ustroju wolnościowego, lecz cierpliwie znoszą wszelkie poniżenia i przemoc ze strony odważnego despotyzmu. Podczas rewolucji lud, to krwiożercze zwierzę, zasypia tylko wówczas, gdy upije się krwią; a wówczas nowi władcy zakuwają je w kajdany jeszcze mocniejsze niż poprzednie”... Trędowaty pod względem moralnym i bezwartościowy pod względem umysłowym motłoch może posłużyć za narzędzie do wykonania każdych planów i osiągnięcia dowolnych celów. Manipulacja nim za pośrednictwem tych czy innych sprytnie spreparowanych haseł stanowi zagadnienie czysto technologiczne i nieskomplikowane, gdyż tłum jest prymitywny, łatwowierny, pozbawiony rozumu, czci, wiary i godności.
Większość żydowskich intelektualistów uważa Protokoły za fałszywkę, ale dalece nie wszyscy. Tak np. Henry Makow uważa je za autentyk i pisze: „Protokoły Mędrców Syjonu” przedstawiane są nieustannie jako „fałszywka”. Tymczasem, mówi się w nich wyraźnie o atakowaniu czterech podstawowych filarów naszej ludzkiej identyfikacji, jakimi są rasa, religia, rodzina i naród. W jaki sposób je podważyć? I tu wypada przypomnieć, że spisywane były one ponad 100 lat temu! A więc obecne wydarzenia, jakich doznajemy na co dzień – czyż nie są realizacją tychże protokołów?
Oczywiście, że frontalny atak na nie mógłby sprowokować duchowy opór. Zamiast tego lansuje się „tolerancję”, która ma zniszczyć te kolektywne siły poprzez zacieranie różnic między nimi. W rezultacie mamy więc: ruch ekumeniczny w Kościele, lansowanie mieszania ras, czy wreszcie regionalizm w narodowych państwach (EU, NAU). Rodzinę rozwala się poprzez zacieranie się różnic pomiędzy płciami. Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji kręgi masońsko-bankierskie uznały narody chrześcijańskie i muzułmańskie jako swoich głównych wrogów.
Tolerancję stosuje się u nas selektywnie. Toleruje się wszystko co podważa wspomniane podstawy społeczeństwa, ale równocześnie lansuje się „zero tolerancji” w stosunku do wszystkich działań, które próbują się przeciwstawiać tej destrukcji. Np. toleruje się czarnych raperów, którzy znieważają w swoich utworach kobiety i w tym samym czasie zwalnia się z pracy Don Imusa za jego uwagi na temat afro-amerykańskich zawodniczek.
Zero tolerancji dla białych chrześcijańskich heteroseksualistów, a aktywiści gejowscy mogą spiskować przeciwko społeczeństwu, które kieruje się heteroseksualnymi normami moralnymi, przykład – Unia Europejska potępia Polskę za „homofobię” w związku z zakazem promowania homoseksualizmu w szkołach.
Rosyjski oligarcha Żyd Borys Bierezowski może na emigracji w Londynie organizować spisek w celu obalenia Putina oraz wykorzystywać czeczeńskich terrorystów, aby zabijać rosyjskie dzieci np. w Biesłanie, ale każdy muzułmanin podejrzany o terroryzm może być w UE i USA torturowany lub nawet zabity. Amerykańscy syjoniści mogli sprowokować straszną wojnę w Iraku i to jest tolerowane, ale w Unii Europejskiej za nielegalne uznaje się każdą próbę wyjaśniania wątpliwości związanych z Holokaustem, aby przypadkiem nie uznać syjonistów za współwinnych.
Tolerancja i prawa człowieka to dwulicowa mowa zwolenników światowego rządu, o której pisał kiedyś Orwell. W takim świecie toleruje się homoseksualistów a zwalcza heteroseksualistów. W świecie rządzonym przez jeden rząd, w którym obowiązywać będzie jedna religia i gdzie będzie jedna rasa musi być również jedna płeć (by były spełnione plany szatana).
Tworzy się homoseksualny świat, w którym zaciera się różnice pomiędzy tym co żeńskie a co męskie. W 1973 r. Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne sponsorowane przez Fundacje Rockefellera wykreśliło definicje homoseksualizmu jako dewiacji i uznało go za normalny wybór stylu życia. Na internecie Fundacja Rockefellera ma ok. 500 000 linków, co pokazuje, jak łatwo za pieniądze bankierów można kupić różnych „naukowców” i „ekspertów”. Niektórzy niezależni psycholodzy protestowali przeciwko wspomnianej definicji. Np. Ray Johnson napisał, że ASP zostało podporządkowane politycznym aktywistom, którzy nie dbają o naukę lub demokrację.
Od lat 70-tych ASP zaangażowało się w promowanie nieograniczonej aborcji (włączając w to aborcje u nieletnich matek bez obowiązku informowania rodziców), homoseksualizmu oraz walkę z dyskryminacją płci, rasy lub grupy etnicznej. ASP zajmuje się lobbingiem na rzecz homoseksualistów, których uznaje za „chronioną mniejszość”. Propaganda syjonistyczna atakuje stany, które mają ustawodawstwo antygejowskie.
ASP popiera programy szkolne, które walczą z homofobią oraz lansują ideę młodzieży biseksualnej lub gejowskiej i lesbijskiej. ASP jest przeciwne prowadzeniu terapii konwersji homoseksualistów w heteroseksualistów, ponieważ oznaczałoby to, że homoseksualizm jest czymś niewłaściwym. W 1979 r. dwaj psychoterapeuci Masters i Johnson opublikowali wyniki swoich badań, z których wynikało, że pewna grupa homoseksualistów niezadowolonych ze swojej sytuacji, którzy poddali się terapii, przekształcili się w zadowolonych heteroseksualistów. ASP natychmiast przeprowadziło atak na wyniki tych badań podważając zastosowaną metodologię i kwestionując, czy byli to rzeczywiście homoseksualiści. W ten sposób skończyła się kariera naukowa obydwu amerykańskich psychologów. Tylko w takim syjono-komunistyczno-masońskim systemie nauka może być uzależniona od polityki.
*         *         *
      Niezwykłe były dzieje antysemityzmu w ZSRR (1922-1991), w kraju, w którym Żydzi zajmowali kluczowe pozycje we wszystkich sferach życia społecznego, łącznie z polityką, w którym jednak formacje aryjskie nigdy nie dały za wygraną, a nawet wymuszały na Semitach określone ustępstwa. Ciekawym w tym względzie zjawiskiem była działalność złożonego wyłącznie z Żydów Radzieckiego Komitetu Antysyjonistycznego, jak też publikowanie w tym kraju licznych pozycji edytorskich, demaskujących i potępiających politykę światowego żydostwa, których autorami znowuż były nieomal wyłącznie osoby żydowskiego pochodzenia.  Przeciwstawianie  się  ekspansji  żydowskiej  było  w  ZSRR  prowadzone  pod  sztandarem  tzw.  „walki  z  syjonizmem”.  W  1982  roku  -  przytoczmy  tu  po  prostu  jeden  z  ogromnej  liczby  przykładów  tego  rodzaju  publikacji  -  wiele  pism,  w  tym  polskojęzyczny  dziennik  Czerwony  Sztandar”  w  Wilnie,  zamieściło  na  swych  łamach  charakterystyczny  artykuł  publicysty  Borysa  Bannowa  (żydowskiego  pochodzenia)  pt.  „Syjonizm  w  naturze. Złowieszcze  podobieństwo”.   (Rosjanie  zawsze  byli  mistrzami  wykorzystywania  Żydów  w  walce  przeciwko  Żydom).  Ten  tekst  in  extenso  brzmiał  jak  następuje:  „W  dniach  agresji  izraelskiej  na  Liban  ludzkość  poznała  nową  odmianę  faszyzmu  -  syjonofaszyzm  pod  izraelską  flagą  narodową.  Mimo  woli  opinia  społeczna  przeprowadziła  analogię  między  bestialstwami  rasistów  syjonistycznych  a  zbrodniami  faszystów  niemieckich  podczas  II  wojny  światowej.  Ówczesne  Coventry  i  dzisiejszy  Bejrut,  Oradour  i  Treblinka  wówczas,  a  obecnie  Szatila  i  Sabra    zjawiskami  tożsamymi.  Ludobójstwo,  „ostateczne  rozwiązanie”,  „nowy  ład”  -  to  terminologia  Izraelczyków  wywołująca  w  pamięci  zbrodnie  nazistów  -  pisał  Sekretarz  Generalny  Komitetu  Centralnego  Komunistycznej  Partii  Izraela  Meir  Wilner  w  dniach  wydarzeń  libańskich.  Dziś  jednak  stosuje  się    w  odniesieniu  do  polityki  kół  rządzących  Izraela.  Jest  to  naturalne.  Tamte  i  te,  mimo  wielu  różnic,  łączy  niewątpliwe  pokrewieństwo,  polegające  na  rozpasanym  rasizmie,  niepohamowanej  agresywności,  kursie  na  zagarnięcie  obcych  ziem  i  na  fizyczną  zagładę  całych  narodów,  w  tym  przypadku  -  palestyńskiego.  Zbrodnie  agresorów  syjonistycznych  na  ziemi  libańskiej  stoją  w  jednym  szeregu  z  bestialstwami  faszystów  w  okresie  II  wojny  światowej. 
         „Kierując  spojrzenie  na  północ,  widzimy  żyzne  niziny  Syrii  i  Libanu;  na  wschodzie  leżą   bogate  doliny  Eufratu  i  Tygrysu,  ropa  naftowa  Iraku;  na  zachodzie  -  kraina  Egipcjan.  Nie  będziemy  mieli  możliwości  rozwoju  zanim  nie  rozwiążemy  naszych  problemów  terytorialnych  za  pomocą  siły,  póki  nie  zmusimy  Arabów  do  całkowitej  uległości.”  -  Tak  mówi  premier  Izraela  Menachem  Begin.  Wtóruje  mu  oprawca  Bejrutu  generał  Ariel  Szaron:  „Interesy  strategiczne  Izraela  nie  ograniczają  się  do  arabskich  krajów  Bliskiego  Wschodu,  regionu  Morza  Śródziemnego  i  Morza  Czerwonego.  W  imię  zapewnienia  bezpieczeństwa  powinny  one  się  rozszerzyć  na  takie  kraje  jak  Turcja,  Iran,  Pakistan,  na  takie  regiony  jak  Zatoka  Perska  i  Afryka”…  W  wywiadzie  zamieszczonym  w  czasopiśmie   „Stern”  Szaron  zapytywał  ze  skrajnym  cynizmem:  „Czyż  warto  się  niepokoić  z  powodu  tego,  że  chcemy  podbić  Turcję,  Iran,  Irak,  Pakistan,  czy  nawet  całą  Afrykę?”   Tak,  Izrael  zamierza  zostać  państwem  imperialistycznym  i  w  tym  celu  usiłuje  rozbić  świat  arabski,  zawładnąć  jego  bogactwami  naturalnymi  i  zasobami  siły  roboczej. 
      Zbrodnicza  praktyka  podbudowana  jest  równie  przestępczą  ideologią.  Jakie  zaś    te  „idee”,  które  pobudzają  syjonistów  do  niesłychanych  zbrodni?  Jest  to  oficjalna  ideologia  państwa  syjonistycznego,    to  „święte”  księgi,  na  których  studiowanie  każdy  uczeń  w  szkołach  Izraela  półtora  tysiąca  godzin  rocznie.  W  szkolnym  podręczniku  izraelskim  czytamy:  „Naród  żydowski  -  to  naród  wybrany  na  mocy  siły  swej  rasy,  swego  wykształcenia  i  charakteru  ziemi,  na  której  się  rozwijał…  Rasa  narodu  żydowskiego  jest  najlepszą  spośród  wszystkich  innych,  powstała  bowiem  drogą  selekcji  najlepszych  w  każdym  pokoleniu”…  Czego  uczą  syjoniści  w  szkołach  izraelskich?  Nienawidzić  inne  narody  i  wynosić  naród  żydowski  ponad  wszystkie  inne.  Czym  to  się  różni  od  filozofii  faszystów  niemieckich?... 
       Złowieszcza  analogia  między  syjonizmem  Izraela  a  faszyzmem  hitlerowskim  i  tym,  co  jest  napisane  w  książce  Adolfa  Hitlera  „Mein  Kampf”  daje  się  zauważyć  bez  trudu.  „Historia  obdarzyła  nas  rzadkimi  cechami  etycznymi  i  intelektualnymi,  a  to  daje  nam  prawo  i  nakłada  obowiązek  bycia  gwiazdą  przewodnią  dla  innych  narodów”  -  to  słowa  Ben  Gubiona.  A  oto  co  twierdził  Adolf  Hitler:  „Aryjczyk  jest  Prometeuszem  ludzkości.  Jego  jasna  głowa  jest  obdarzona  iskrą  bożą.  To  jemu  było  sądzone  zapalić  pierwszy  ogień  rozumu  ludzkiego”…
      Syjonizm  i  faszyzm  łączy  nie  tylko  podobieństwo  pozycji  ideowych  i  doktryn  politycznych.  W  Wiedniu  opublikowano  „Rozmowy  z  Hitlerem”  Hermanna  Rauschninga,  które  zawierają  szczere  wyznanie  Hitlera,    zapożyczył  on  od  syjonistów   „sztukę  intrygi  politycznej,  technikę  konspiracji,  rozkład  rewolucyjny,  umiejętność  zachowania  tajemnicy  i  wprowadzania  w  błąd   „obcych”,  jak  też  zasady  organizacyjne   i  ideologię  wyższości  rasowej  i  narodowej   (…)”.   Tyle   radziecki  publicysta  żydowski  Borys  Bannow.  Nic  dodać,  nic  ująć…
                                                                    ***
Najbardziej bodaj znamienną i charakterystyczną figurą w „antysyjonizmie”  sowieckim  był Władimir Biegun, profesor filozofii na wyższych uczelniach Mińska w latach około 1960-1980, autor szeregu książek i artykułów w zakresie żydoznawstwa. Aby unaocznić charakter i styl tej „radosnej twórczości”, przytaczamy poniżej fragment artykułu W. Bieguna Sożżenije Wieniery, opublikowany w zbiorowym tomie pt. Dary Danajcew (Mińsk 1987). W tym tekście białoruski filozof wysuwa twierdzenie, że żydostwo zawsze i wszędzie stanowi siłę rozkładową i niszczycielską, uważającą za swój obowiązek religijny profanację, zohydzanie, wyśmiewanie i podważanie wszelkich wartości, doktryn, dzieł i nauk, powstałych w obrębie kultur nieżydowskich. Z czego W. Biegun wyciągał wniosek, iż Żydzi są wrogami nie tylko każdej wyższej kultury, ale też ludzkości jako takiej. Oddajmy jednak głos autorowi Spalenia Wenus.
W. Biegun pisze, iż Talmud, stanowiący komentarz do Tory, wszystkie wyznania poza mojżeszowym uważa za heretyckie, pogańskie, bałwochwalcze i zabobonne. Przewiduje więc dla nich odpowiednie potraktowanie, a przepisy odnośne zostały zawarte w specjalnej księdze Talmudu, zwanej Awoda-zara, co dosłownie znaczy „obce służenie”, to jest służenie cudzym, nieżydowskim bogom, obcym bałwanom. W Biegun pisze: „To pojęcie ogarnia faktycznie cały pozajudaistyczny kult, przedmioty tego kultu – rzeźby, wizerunki, naczynia, świątynie, ołtarze, a nawet zakazane zachowania, które mogłyby być wyrazem zamierzonego lub niezamierzonego szacunku do cudzego bóstwa lub sacrum, czyli, mówiąc językiem Biblii, do „obcoplemiennych obrzydliwości”. Awoda-zarą jest też każda nieżydowska sztuka, szczególnie jeśli się opiera na podstawach religijnych. Traktat „Awoda-zara” określa stosunek Żydów do świata niejudaistycznego, „pogańskiego” w ogóle, sugeruje „głęboką nieufność do zasad etycznych pogaństwa”.
Talmud wymaga od swych zwolenników nie po prostu negatywnego, lecz ostro krytycznego, wrogiego stosunku do „obcego służenia”. Jeśli jakaś obca wartość została nazwana mianem pełnym szacunku, np. „oblicze Boga”, to wierzący Żyd ma obowiązek nazwania jej mianem pogardliwym – „oblicze psa”. Nawet jeśli pojemnik został wypełniony powietrzem (to znaczy po prostu znajdował się) w domu „awoda-zary”, jest on nieczysty, trefny. „Jeśli komuś wysypały się pieniądze naprzeciwko domu awoda-zary, to żyd nie może się pochylić, aby je zebrać, dlatego że miałoby to postać ukłonu oddanego awoda-zarze, lecz on się odwraca tyłem i dopiero zbiera rozsypane monety”.
Jako „obce służenie” są interpretowane wszelkie „pogańskie” wizerunki, w stosunku do których kategorycznie się zabrania wyrażać szacunek lub ich używać. Zabrania się wizerunków na „rzeczach szanowanych”, a więc naszyjnikach, pierścionkach, co zaś dotyczy „rzeczy nieszanowanych”, takich np. jak naczynia kuchenne, nocniki, prześcieradła, koszule itp., to awoda-zara może być na nich przedstawiana, a nawet to się zaleca, by zademonstrować brak szacunku do tychże wizerunków. Tak więc znęcanie się nad cudzymi wartościami jest nawet nakazem religijnym. Wszelkie „helleńskie”, to jest „pogańskie” księgi też należą do „obcego służenia”. A w jakim razie awoda-zara przestaje być zakazaną? „Zniesienie zakazu – podaje „Jewriejskaja Encikłopiedija” – jest warunkowane zniszczeniem świętości danego przedmiotu... Najpewniejszą zaś oznaką kresu czci jest porzucenie przedmiotu na łaskę losu, jego zepsucie i celowe uszkodzenie jego części”. W ten sposób np. wykradane z kościołów obrazy i rzeźby można po ich uszkodzeniu chować w żydowskich domach jako dzieła sztuki, sprzedawać je i nabywać, darować etc. (...) Jasne i klarowne wskazówki co do walki przeciwko „obcemu służeniu” zostały zebrane w księdze „Szulchan-Aruch”. Oto niektóre z nich: „Każdy, kto zobaczy bałwany, postąpi dobrze, jeśli je spali i zniszczy”... „Powinno się dążyć do wykorzenienia bałwanów i do nazywania ich hańbiącymi imionami”... „Zabrania się też wszelkich przyjemności, które bałwany mogą dawać; nawet gdy są spalone, zakazuje się robić użytek z węgli i popiołu po nich, jednak cieszyć się ich płomieniem można”...
Przedstawiona powyżej judaistyczna koncepcja dotycząca stosunku do obcej sztuki, dokładnie potwierdza słowa Karola Marksa o tym, że religia żydowska zawiera „głęboką pogardę do teorii, sztuki, historii, pogardę do człowieka”...
Dlaczego jednak Talmud wymaga od wierzących znęcania się nad obcą sztuką? W jakim celu Tora to nakazuje? (...)
W literaturze syjonistycznej nierzadko jest gloryfikowana trzeźwość Żydów i ta, niewątpliwie dodatnia ich cecha, jest interpretowana jako jeszcze jeden dowód wyższości Żydów w porównaniu z innymi, skłonnymi do alkoholizmu, ludźmi. Otwarty szowinista L. Zukrajnij pisał np., iż Żydzi „stanowią arystokrację ducha wśród wszystkich narodów świata”, i że „apostołowie powściągliwości, walki przeciwko pijaństwu rekrutują się przeważnie spośród żydostwa”. W rzeczywistości trzeźwość Żydów trzeba wyjaśniać nie jakimiś ich etnicznymi czy biologicznymi cechami, lecz dawną i głęboką tradycją, u której podstaw tkwi bezpośredni sens polityczny.
Rzecz w tym, że tenże traktat talmudyczny „Awoda-zara” surowo zakazuje wyznawcom judaizmu picia wina „pogan”. Brak tego zakazu prowadziłby, według autorów Talmudu, do niepożądanego obcowania cielesnego ze środowiskiem nieżydowskim, co by prowadziło do zacierania się odrębności etnicznej, wyjawiania kastowych tajemnic i bastardyzacji. Wykonanie nakazu stało się tradycją, a jego rzeczywisty sens dla wielu ludzi pozostał tajemnicą... Tak za tym co „boskie” nietrudno jest dojrzeć to, co jest socjalne, ludzkie.
Społeczne ukierunkowanie i klasową istotę żydostwa głęboko ujął K. Marks. W swej znanej pracy „W kwestii żydowskiej” pisał: „Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, merkantylizm.
Jaki jest świecki kult Żyda? Geszefciarstwo.
Kto jego świeckim bogiem? Pieniądz...
Pieniądz to zazdrosny bóg Izraela, przed którego obliczem nie może być żadnego innego boga”.
Filozof niemiecki Ludwik Feuerbach, którego poglądy w kwestii żydowskiej wysoko cenił K. Marks, także odnotowywał, że „najwyższą zasadę żydostwa stanowi utylitaryzm, korzyść”... Nie negują tego także ci syjonistyczni ideologowie, którzy dyskutują we własnym środowisku. Tak, M. Weintrob przyznaje, że w judaizmie „najwyższą wartość stanowi bogactwo”, a „główne zadanie człowieka polega na pozyskiwaniu dóbr”.
Jeśli jest to prawdą, to nie byłoby błędem nazywanie całej współczesnej cywilizacji kapitalistycznej cywilizacją „żydowską”, opartą na zapamiętałym produkowaniu, nabywaniu i używaniu dóbr materialnych czyli na kulcie „złotego osła”.
W. Biegun kontynuuje: „Możliwości pomnażania majątku i egoistycznego dysponowania dobrami zwiększają się, gdy się posiada władzę polityczną. Oto dlaczego wiara judaizmu ustami Jahwe i proroków ogłasza dążenie do panowania nad światem: „Opanujecie narody, które są liczniejsze i silniejsze od was. Każde miejsce, gdziekolwiek stąpi wasza noga, będzie wasze; od pustyni i Libanu, od rzeki Eufratu nawet do morza zachodniego będą wasze”. Ta myśl o opanowaniu świata jest wielokrotnie powtarzana w Pięcioksiągu.
Bogactwo i władza to dwa wzajemnie warunkujące się cele ogłaszane przez judaizm. To są jego najważniejsze dogmaty, leżące u podstaw ideologii i polityki syjonizmu, a mające prowadzić do zapanowania nad całym światem. Gdy całe bogactwo globu znajdzie się w ręku Żydów, w ich ręku znajdzie się też władza nad całym światem. Do realizacji tej idei ma prowadzić „poprzez polityczną demokrację, poprzez modyfikację kapitalizmu w kierunku wolnego rynku i wreszcie do panowania nad światem” droga ostatecznego zwycięstwa według ideologa współczesnego syjonizmu M. Steinberga.
Żydowska burżuazja, której „konstytucją” zawsze był i obecnie pozostaje Talmud, nigdy nie potrafiła osiągnąć tych celów metodą bezpośredniej przemocy zbrojnej, ponieważ zawsze stanowiła statystyczną mniejszość wśród narodów. Dlatego stale urzeczywistniała pokojową, pełzającą ekspansję, niedostrzegalną dla profanów, gdyż nie każdemu dane jest widzieć i wiedzieć, jak są dokonywane spekulatywne geszefty i finansowe machinacje, przekupstwo, korumpowanie, polityczne intrygi. Wyzysk dostarczał pieniądze, te zaś umacniając pozycje polityczne żydowskiej burżuazji, szczególnie w warunkach kapitalizmu, gdy w większości krajów europejskich dokonała się emancypacja polityczna żydostwa. Władza finansowa Rotschildów, Montefiorów, Polakowów, Ginzburgów i wielu innych żydowskich magnatów, a również pomniejszych biznesmenów i bankierów, potęgowała się tak gwałtownie, że zostawali lordami, baronami, szlachcicami, ministrami i zostali dopuszczeni do sterów władzy w różnych krajach. Teodor Herzl, autor wielu fałszywych frazesów o „żydowskim cierpieniu”, nie mógł ukryć faktu, że „osiągnęliśmy przewagę w sprawach pieniężnych” i że „stale wzrasta nasza potworna potęga finansowa”. W wyprawie po majątek i władzę ci cisi okupanci zawsze usiłują zachować jedność i solidarność swych szeregów, a osłabić tych, przeciwko którym jest kierowana ich gospodarcza i polityczna agresja. Według Talmudu wszyscy Żydzi są rękojmią jeden drugiego, wszyscy Żydzi stanowią jakby jednego człowieka, a interes ich jest wspólny. Syjonistyczne czasopismo „Rasswiet” stwierdziło, że w łonie żydostwa odwiecznie istnieje zasada trzymania razem i zachowania solidarności narodowej. G. Wuk określa Żydów jako „nieśmiertelne indywiduum korporatywne”.
Taka samoizolacja i wrogość w stosunku do obcych spowodowały zastój i kulturotwórczą bezpłodność żydostwa, zawistnie zezującego na cywilizacyjny rozkwit innych narodów, o czym nie bez goryczy pisał Martin Buber. Jakby zaś uzupełniając go syjonista A. Idelson pisał o tym, że „myśl żydowska w ciągu dwóch tysięcy lat nie wytworzyła niczego w żadnej dziedzinie ludzkiej kultury: ani w poezji, ani w beletrystyce, ani w sztuce, ani w muzyce, ani w naukach przyrodniczych czy socjalnych, ani w sferze higieny, pedagogiki, architektury, ani w żadnej innej”. Ten punkt widzenia prezentuje też izraelski analityk A. Galin.
Taki więc jest żałosny wynik liczących dwa tysiące lat wysiłków zmierzających do wyegzekwowania prawa o awod-zarze. Twórczość kulturalna została złożona w ofierze konsolidacji narodowej, zachowaniu wzajemnej rękojmi wyzyskiwaczy. Poszukiwanie Prawdy i Piękna zostało zinterpretowane jako przeszkoda w oddawaniu czci złotemu cielcowi – jedynemu bogu, który zabezpieczał władzę żydowskich bogaczy zarówno nad współwyznawcami, jak i nad „poganami”.
W masie żydowskiej jednak zachowywał się potężny impuls twórczy, a talentów rodziło się nie mniej niż wśród sąsiednich narodów. Ludzkość otrzymała niezniszczalne dzieła Marksa, Heinego, Lewitana i wielu innych wybitnych działaczy kultury światowej nie dzięki, lecz wbrew judaizmowi i osławionej solidarności plemiennej.
Ci, którzy ważyli się odstąpić od wiary, byli okrzykiwani za niszczycieli „solidarności podstawowego zespołu”, za renegatów i byli okrutnie prześladowani. Są znane liczne przykłady bezwzględnego stosunku zwierzchników kahału do owych odważnych humanistów, którzy ważyli się zerwać klejką pajęczynę talmudycznego ciemnogrodu i prowadzić swych rodaków do światła nauki i kultury. Myśliciela racjonalistę Uriela d’Acostę, który wystąpił przeciwko judaizmowi i katolicyzmowi, Żydzi kopali nogami przed wejściem do synagogi. Wielki filozof Baruch Spinoza za wolnomyślicielstwo został poddany heremowi (anatemie), szowiniści podejmowali nawet próby zgładzenia go. „Niech będzie przeklęty za dnia i za nocy, gdy się kładzie i gdy wstaje, przy wyjściu z domu i przy powrocie! Niech mu Bóg nigdy nie wybaczy, niech Jego gniew i zemsta wybuchnie nad tym człowiekiem, i niech ciążą nad nim wszelkie przekleństwa zapisane w Prawie!” – tak brzmiał tekst anatemy rzuconej na Spinozę przez rabinów Saula Morteirę i Izaaka Awoawa... Zaszczuwany i obrażany był obok wielu innych słynny rosyjski rzeźbiarz Marek Antokolski, który tworzył swe wspaniałe dzieła wbrew prawom Talmudu.
Tak więc judaizm, stanowiący narzędzie dla realizacji egoistycznych dążeń burżuazji żydowskiej, konserwował patriarchalne skostnienie, izolował wierzących Żydów od kultury powszechnej, nakładał zakaz na twórczość artystyczną i w ten sposób odegrał w ich życiu skrajnie ujemną rolę. Obecnie judaizm połączył się z syjonizmem, gdyż głównym, podstawowym celem syjonizmu jest osiągnięcie panowania nad światem przez zbudowanie globalnego izraelickiego supermocarstwa, którego zalążkiem są USA. W książce „Wierzę” (Credo), zaaprobowanej przez rabinów „ziemi obiecanej”, powiada się, że: „Należy studiować i znać prawa Tory oraz nauki mędrców żydowskich. Ale się zabrania w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek celu zwracać się do cudzych nauk. Nie wolno oglądać przedmioty ich kultu, słuchać ich muzyki, czytać ich książki, zbliżać się bliżej niż na cztery łokcie (2 m) do ich świątyń i budowli (...) U kresu czasów przyjdzie Żyd z Domu Dawidowego, który zostanie odkupicielem świata”... Takie są apetyty syjonistów.
*

Skonsolidowana pod sztandarem syjonizmu żydowska burżuazja występuje w roli przestępczego klanu międzynarodowego, pasożytującego w wielu krajach świata. Ta mafia tym skuteczniej zdobywa bogactwo i władzę, im bardziej jest skonsolidowana i im bardziej poróżnione i osłabione są te siły, przeciwko którym kieruje się jej agresja. Dlatego też syjonizm dąży, z jednej strony, do poddania sobie pod względem politycznym różnych krajów i narodów, a z drugiej strony, do ułatwienia sobie takiego podboju metodą dzielenia i demoralizowania społeczeństwa, destrukcji kultury narodowej i dyskredytacji jej najlepszych przedstawicieli, do osłabienia w ludziach uczuć patriotycznych, wyrastających na gruncie tradycji historycznych i kulturowych. Sukces takiego podboju jest widoczny na przykładzie Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie moralna i duchowa degradacja społeczeństwa jest wprost proporcjonalna do politycznej i finansowej potęgi klanu syjonistyczno-masońskiego, który faktycznie sprawuje władzę w tym kraju...
Syjoniści, jak wyznawał ich lider W. Żabotyński, „powinni sączyć jad i rozkład niedostrzegalnie, po cichu i perfidnie”. (A. Idelson, Etiudy po sionizmu, SPetersburg 1903). Każde rujnowanie najlepiej zaczynać od podstaw. Najważniejszą zaś podstawą jest klasyczne dziedzictwo kulturowe. Wydrwić, oczernić, narzucić lekceważący do niego stosunek, zastąpić autentyczne wartości kulturalne tandetną kulturą masową – to znaczy osłabić podstawy życia narodowego, wyjałowić patriotyzm, obniżyć w duszach ludzi immunitet przeciwko wpływom obcym i wrogim. Taki anemiczny pod względem kultury narów staje się łatwą zdobyczą doskonale zorganizowanych drapieżników syjonistycznych.
Jak jest dokonywana tego rodzaju działalność? –  W  poświęconym  W. Biegunowi  artykule  w  tygodniku  „Russkij  Wiestnik”  (2000)   można  było  przeczytać,  że  wydrwiwać i poniżać obcą duchowość można pośrednio, np. nadając miano „Madonny”, czyli w terminologii chrześcijańskiej „Matki Bożej”, wulgarnej i rozwydrzonej piosenkarce żydowskiego pochodzenia, skaczącej nago po scenie i słynącej z lekkich obyczajów,  czy  oferując  literacką  nagrodę  Nobla  za  wulgarne  antyislamskie  teksty  żydowskiemu  paszkwilantowi  Salmanowi  (Salomonowi)  Rushdiemu.   Według W. Bieguna „niedostrzegalnymi” elementami judaizacji współczesnej kultury są m.in. bezprzedmiotowe malarstwo abstrakcyjne (Talmud zabrania wyobrażania graficznego „stworów”), poezja pisana bez znaków przestankowych (jak Talmud) czy atonalna (chaotyzująca umysł słuchaczy) muzyka. W dalszym ciągu swych dywagacji uczony białoruski pisał:
Konkretne wykonanie takiego celu strategicznego może być realizowane na różne sposoby, w zależności od miejsca, warunków, konstelacji sił politycznych. Jeśli się zaś uważnie przyjrzeć licznym przykładom z najnowszej historii, to da się prześledzić pewne interesujące prawidłowości.
Za przedmiot napaści wybiera się jakiegoś geniusza narodowego. W oczach narodu jest on najwspanialszym z ludzi, kimś, kto wniósł do skarbnicy nacji i ludzkości swe nieśmiertelne dzieła. Wszystko, co on stworzył, powiązane jest z duszą narodu, charakterem narodowym, wartościami ideowymi, ale przecież nie z jakimiś osobistymi ułomnościami. Jest nieistotne, że Sokrates miał brzydkie oblicze, że Byron był chromy, a Kant przez całe życie pozostawał przekonanym kawalerem. Mądrość Sokratesa, czar poezji Byrona, głębia myśli Kanta nic przecież nie ucierpiały z powodu owych „wad”. Wielkość poematów Homera czy „Słowa o pułku Igora” jest niewzruszona, choć prawie nic nie wiemy o ich twórcach. Tak rozumuje każdy rozsądny człowiek. Jednak ten, kto knuje perfidne plany, dla kogo ten geniusz jest obojętny i obcy, a nawet wrogi, myśli inaczej, ma inny skład umysłu. Taki „odbrązowiacz” zaczyna mierzyć geniusza taką samą miarą, jakby to była jakaś pospolita miernota. Stawia na to, że z punktu widzenia filistra chromota stanowi jednak wadę, a niechęć do żeniaczki – niewybaczalny grzech. Filistra nie interesują nauki Sokratesa, ale za to on dobrze pamięta, że filozof biednie się ubierał i że miał kłótliwą żonę Ksantypę. Biorąc to wszystko pod uwagę, a nuż się da znaleźć w geniuszu lub mu przypisać coś niegodnego albo nieprzyzwoitego? Jeśli uda się to uczynić, negatywny stosunek do wielkiego człowieka rzuci cień także na jego dzieła, nauki, idee, mądrość. Wielokrotne powtarzanie w massmediach i literaturze informacji o rzeczywistych, rzekomych lub wyolbrzymionych wadach i niedostatkach, szczególnie jeśli czynią to osoby niejako z urzędu cieszący się kredytem zaufania (np. naukowcy i dziennikarze), potrafi poniżyć w oczach ludzi nawet najbardziej godnych szacunku twórców. W ten sposób są przez syjonistów niszczone wszelkie pozytywne autorytety.
Przytoczmy przykład takiej działalności.
W końcu XIX wieku włoski psychiatra Cesare Lombroso wydał książkę pt. „Geniusz i obłąkanie”. Wysunął w niej koncepcję, według której każdy geniusz jest psychicznie nienormalnym człowiekiem. We wstępie do książki autor otwarcie wyznał, że będzie skalpelem analizy ciał i odrzucał owe słabe zasłony, którymi się przyozdabia i za które chowa się człowiek w swej dumnej nikczemności. Cynizm Lombroso nazwał ostatecznym wynikiem służenia prawdzie.
Skalpel swej analizy Lombroso zmontował z wątpliwych wniosków, które wysnuł podczas obserwacji osób psychicznie chorych, z salonowych plotek, pogłosek, własnych fantazji oraz pseudonaukowych twierdzeń w rodzaju tego, że poeta pisze wiersze dlatego, że mu krew do głowy przypływa. Taki też galimatias posłużył za podstawę do „odbrązowiania” słynnych ludzi.
Wspomnijmy jeszcze raz o Sokratesie. Ten genialny filozof przeżył długie życie i do głębokiej starości zachowywał jasny umysł. W dialogu „Uczta” Platon pisze o nim: „Do wypitki nie był skory, ale gdy go do tego przymuszano, daleko wszystkich wyprzedzał, i, co najdziwniejsze, nikt nigdy nie widział pijanego Sokratesa”. Lombroso zaś twierdzi coś sprzecznego z tym, co pisał Platon, uczeń Sokratesa: „Nie wyróżniali się trzeźwością Sokrates, Seneka, Alcybiades i Katon”... Dalej do szeregu pijaków zapisuje Aleksandra Macedońskiego, Awicennę, Tassa, Haendla, Glucka.
A może ktoś uważa za znakomitość filozofa niemieckiego Schopenhauera? Czyżbyście więc nie słyszeli – szepce Lombroso – że on nienawidził kobiet, Żydów i filozofów, a na domiar złego był obżartusem? Na liście „wariatów” umieszcza też Newtona, Woltera, Rousseau, Pascala, Galileusza, Keplera, Michała Anioła i innych. Dowody? Lombroso nie zawraca nimi głowy ani sobie ani czytelnikom jego książki. Ale cień na genialnych ludzi już został rzucony.
O nienormalność można byłoby podejrzewać samego autora tej szarlatańskiej koncepcji. Jednak Lombroso miał trzeźwy umysł. Jak podaje „Encyclopedia Judaica”, „Lombroso pochodził z rodziny, która dała szereg wybitnych rabinów i talmudystów, a sam on początkowo studiował piśmiennictwo żydowskie”. Prócz tego Lombroso w liście do swego ucznia Maksa Nordau’a, znanego działacza syjonistycznego i oczerniacza klasycznej literatury europejskiej, z uznaniem pisał o syjonizmie i życzył mu powodzenia. W świetle tych faktów staje się zrozumiałym stosunek talmudycznie wykształconego intelektualnego kryminalisty do twórców awodo-zary.
W. Biegun wskazuje na okoliczność, że w XX wieku powstała rozległa żydowska literatura pseudonaukowa, szczególnie w zakresie biografistyki, która się wyspecjalizowała w robieniu ludziom wody z mózgu przez potworne oczernianie i niszczenie wszystkich wybitnych nie-Żydów, wszystkich świętości i wartości świata chrześcijańskiego i islamskiego. Powstała też ogromna pod względem objętościowym i nikła pod względem artystycznym i intelektualnym masowa beletrystyka, tworzona przez osoby żydowskiego pochodzenia w różnych językach, a siejąca demoralizację, kult alkoholizmu, seksu i narkomanii, idee kosmopolityzmu i konsumizmu, a wszystko w celu zatrucia serc i umysłów oraz duchowego zniszczenia narodów aryjskich. Ciekawe jednak, że zło wraca do tych, którzy je czynią. Minęło trochę czasu, a autorzy aryjscy zaczęli stosować tę samą metodę, pisząc o... słynnych Żydach. Dało się ten nurt zaobserwować w Niemczech i Anglii, w USA i Rosji, we Włoszech i Francji. Tak np. ostre pióra gojów wyciągnęły na światło dzienne „prawdziwą sylwetkę” Alberta Einsteina, którą przedstawiliśmy powyżej, „największego geniusza fizyki”, jak go nazywają źródła żydowskie.
Wracając do tekstu Włodzimierza Bieguna, oddajmy mu znów słowo. „Nie mniej zabawne – pisze on – są wywody osławionego teoretyka psychoanalizy Sigmunda Freuda. We wstępie do wydanego w Londynie wyboru utworów Freuda znajdujemy twierdzenie, jakoby on „zmienił kierunek dziejów zachodniej kultury intelektualnej, wywarł zauważalny i długotrwały wpływ na całą naszą kulturę”, i że jego imię obecnie stanowi „synonim odrębnej części wszechświata”. „Ostatnie dziesięciolecia – czytamy w tym przesadnym panegiryku – są świadkami przyswojenia teorii i techniki psychoanalitycznej przez wszystkie dyscypliny naukowe. Olśnienia Freuda stały się nie tylko nieodłączną częścią współczesnej psychologii i medycyny, – w najgłębszy sposób wyjaśniły i zmieniły tak różne dziedziny, jak socjologia, moralność, antropologia, filozofia, nauki o polityce... Jako nowatora i odkrywcę Freuda porównuje się z Arystotelesem, Kopernikiem, Kolumbem, Magellanem, Newtonem, Goethe’m, Darwinem, Marksem i Einsteinem. Zbiór wypowiedzi o zasługach Freuda złożyłby się na opasły tom”... Być może nawet nie na jeden, a na kilka tomów, gdyż nie ma piedestału bardziej wysokiego niż tworzony przez potężną i hałaśliwą reklamę.
Freud jednak nie zasługuje na ubóstwienie, ponieważ jego teoria psychoanalizy, choć od lat propagowana na Zachodzie, jest bezpodstawna z naukowego punktu widzenia, czego już dostatecznie przekonywująco nieraz dowiedziono. Nie będziemy wchodzić w szczegóły, lecz zatrzymajmy się na chwilę przy „iluminacjach” Freuda, dotyczących osobowych charakterystyk wielkich działaczy kultury.
Oto np. co on pisze o Leonardzie da Vinci. „Określona bierność i indyferentyzm są w nim ewidentnie dostrzegalne. W okresie, gdy każdy człowiek usiłuje znaleźć dla siebie najszersze pole aktywności, co nie może się odbywać bez energicznej manifestacji agresywności w stosunku do innych ludzi, on manifestował uderzająco pokojowe usposobienie, unikał wrogości i sprzeczek. W stosunku do wszystkich był łagodny i życzliwy, zrezygnował, jak powiadano, z potraw mięsnych, ponieważ uważał za niesprawiedliwe pozbawianie życia zwierząt, i znajdował przyjemność w tym, by kupować na rynku drób i wypuszczać go następnie na wolność. Potępiał też wojny i wszelki przelew krwi”...
Zauważmy, że już samo twierdzenie, jakoby brak agresywności, łagodne, pokojowe, miękkie i życzliwe usposobienie, jak też odraza do przemocy były oznakami bierności i indyferentyzmu, a więc cechami ujemnymi, jak to twierdzi Freud. Czyżby pozytywny, aktywny, nieindyferentny człowiek musiałby koniecznie być agresywnym, okrutnym, złym, krwiożerczym, nieużytym? Oczywiście, takie cechy spotyka się u ludzi, lecz nie stanowią one normy.
„Wątpliwe, czy Leonardo trzymał kiedykolwiek kobietę w ramionach” – zjadliwie zauważa Freud. A dlaczego, na jakiej podstawie? Niewiadomo! I jeśli nawet „nie trzymał w ramionach”, cóż nam dziś do tego? I po co te wszystkie przypuszczenia?
Im dalej, tym trudniej czyta się te utwory, a ich referowanie stanowiłoby po prostu nieprzyzwoitość. Jednak spójrzmy, o co mu chodzi. Freud przytacza wspomnienie Leonarda da Vinci o tym, jak w dzieciństwie przyśnił mu się sen – jakby na niego, leżącego w kołysce spadł z nieba jastrząb i przelatując uderzył go ogonem po ustach. Sny, oczywiście, bywają bzdurne, o czym wie każdy bez podpowiedzi psychoanalizy. Ale czy naukowiec ma prawo gruntować swe rozważania na bzdurach? Freud zaś tak właśnie postępuje! Nie, powiada, to nie był ogon jastrzębia, lecz... penis! Następnie Freud przypomina sobie, że „podobno” Leonarda „podejrzewano” o stosunek homoseksualny do jakiegoś chłopca, skąd wnioskuje, iż ów sen był wizją erotyczną, a myśl swą kończy zdaniem wręcz niewyobrażalnym w przypadku naukowca: „Przy tym dla nas jest obojętnym, czy ów zarzut, dotyczący jego stosunku do chłopca, był oparty na faktach czy nie”...
W nauce obowiązuje fundamentalna zasada: istnieje obowiązek opierania wszelkich wywodów teoretycznych na doświadczeniu praktycznym, na konkretnych, sprawdzonych faktach. Ten, kto świadomie tę zasadę ignoruje, dla kogo fakty są obojętne, jest nie naukowcem, lecz szarlatanem. W tym przypadku, ponieważ brak dowodów kroczy ręka w rękę z poniewieraniem pamięci wielkiego artysty i uczonego, szarlataneria występuje obok oszczerstwa, przy tym oszczerstwa zamierzonego i świadomego.
Wykorzystując ulubioną metodę przypuszczeń – „wydaje się”, „być może”, „widocznie”, „jak można przypuszczać”, „trudno tego dowieść, ale...”, „nie można tego stwierdzić z pewnością” – Freud szuka czegoś w życiu (chciałoby się powiedzieć: „w brudnej bieliźnie” – uw. J.C.) jeszcze jednego geniusza.
„Jest on podobny do barbarzyńcy z okresu wędrówki ludów... Kultura przyszłości niewiele mu będzie zawdzięczała... Powstaje pokusa zapisania go do szeregu kryminalistów”... itd. Następnie, „choć nie da się tego dokładnie dowieść”, następują nikczemne i podłe pomówienia. Ten paszkwil ma nazwę „Dostojewski i ojcobójstwo”. Jak to się rzecze, komentarze są tu zbędne.
Będąc lekarzem psychiatrą, Sigmund Freud leczył chorych i dlatego mógł dokonywać jakichś odkryć oraz dochodzić do nieoczekiwanych wniosków w zakresie psychiatrii, ponieważ miał doświadczenie obserwatora i lekarza. Tutaj nie podajemy w wątpliwość tej strony jego działalności. Chodzi o to, że Freud, nie posiadając ani doświadczalnego, ani jakiegokolwiek innego pewnego materiału, imputował wielkim ludziom, oddalonym od niego przestrzennie i czasowo, dyskredytujące ich postępki, a więc znów „nadawał nieszacowne nazwy szacownym imionom”.
Czym zaś można by wyjaśnić stronniczy do nich stosunek „ojca” teorii psychoanalizy? Nie czym innym, jak jego członkostwem w syjonistyczno-masońskiej organizacji „B’nai Brith”, do której wstąpił – według jego własnego wyznania – „ze względu na tęsknotę do kręgu ludzi wybranych, mających wzniosły styl myślenia”. Że tam myślą i działają według schematów Talmudu, to sam Freud niezbicie udowodnił.
Po części wypada W. Biegunowi przyznać rację, gdyż koncepcje psychoanalityczne S. Freuda naprawdę są nienaukowe, a jego „dzieła” to często  oszczercze, złośliwe pamflety, oparte na fałszywych przesłankach i złych intencjach. Choć przecież nie sposób nie dostrzec okoliczności, że sam współtwórca psychoanalizy miał osobowość wykoślawioną i właśnie przez jej pryzmat widział świat w krzywym zwierciadle. O sobie pisze, kto pisze o innych. Jak donoszą najnowsi badacze życia i twórczości S. Freuda, miał on bzika na tle seksu, uprawiał ten proceder już w dzieciństwie, gdy był molestowany seksualnie na przemian przez swego ojca i matkę; gdy nieco dorósł kopulował z własną siostrą, a w wieku dojrzałym wykorzystywał seksualnie swego syna i córkę. Uchodził też za bywalca wiedeńskich domów publicznych, gdzie ponoć przepadał za seksem oralnym, liżąc i całując intymne miejsca prostytutek. Zważywszy zaś, że w waginie publicznych kobiet żyje pewna odmiana wirusa, która wywołuje raka jamy ustnej i gardła u mężczyzn (o ile tam trafia), trudno się dziwić, że w wieku 83 lat Sigmund Freud zapadł na syfilityczny herpes i po wielu miesiącach cierpień zmarł na raka gardła.
Powróćmy jednak jeszcze do tekstu Włodzimierza Bieguna.
Freud i Lombroso – pisze on – nie raczyli zaszczycić swą uwagą Woltera. Tę „lukę” wypełnił niejaki Ch. Emmrich, który wydał książkę o encyklopedyście francuskim, która z kolei spowodowała tryumfujące wrzaski zachwytu i cmokanie w mediach syjonistycznych. Oto co napisał w recenzji Ch. Pfeffer, syjonistyczny dziennikarz: „Gdy przed kilkoma laty obchodzono 150 rocznicę śmierci Woltera, ze wszystkich stron słyszano głośne pochwały i uroczyste hymny. Jego gloryfikowano, rozdmuchiwano kadzidła przed ołtarzem jego chwały, ozdabiano legendę o „bojowniku tolerancji”, którą przez lata sztucznie wokół niego wytwarzano”. Taki stosunek do Woltera syjonistom nie pasował, Emmrich i Pfeffer nazwali więc Woltera falsyfikatorem, literackim kameleonem, osobnikiem pozbawionym wstydu, nieprzebierającym w środkach, barbarzyńcą i łgarzem. Czym się tak naraził encyklopedysta francuski syjonistom? Ano tym, że nawoływał Żydów do wyrzeczenia się judaizmu, niestosownie wypowiadał się o królu Salomonie, utożsamiał Molocha z Jahwe, uważał Stary Testament za siewcę fanatyzmu i okrucieństwa etc. Recenzent uznawał książkę Emmricha o Wolterze za ogromne osiągnięcie biografistyki światowej, ponieważ ukazano w niej prawdziwy (nieżyczliwy) stosunek francuskiego filozofa do żydostwa.
Dążąc do podbicia, do „amerykanizacji” Rosji syjoniści także skierowywali ostrze swej rujnującej działalności przeciwko klasykom literatury rosyjskiej. Podobnie jak Lombroso i Freud absolutnie się nie liczyli ani z godnością narodową Rosjan, ani z rzeczywistymi faktami.
W jednym ze swych publicznych wystąpień lider syjonistów W. Żabotyński pobłażliwie uznawał talent rosyjskiej literatury klasycznej, w tym też, jak nie bez pogardy się wyraził „niejakiego Gogola”, ale po drodze nazywał „antysemitami” i Gogola, i Turgieniewa, i Dostojewskiego. Uniwersalna broń „antysemityzmu” została przez Żabotyńskiego użyta z tego względu, że owi twórcy w swych dziełach... „nie ukazali pozytywnego Żyda”. Dywagując o kulturze rosyjskiej inny herszt syjonistów J. Bruckus, nie obciążając się zbytnią delikatnością, wprost deklarował, iż jego zwolennicy „nie mogą z jakąś specjalną czcią ustosunkowywać się do uczuć i tradycji ludów, które dopiero względnie niedawno wyszły ze stanu barbarzyństwa”, i dlatego nie mogą adekwatnie odbierać ani Gogola, ani Turgieniewa, ani Tołstoja, ani Czechowa”... Syjonista Mark Słonim wiele lat życia poświęcił wydrwiwaniu klasycznej literatury rosyjskiej i radzieckiej. Ze szczególną zaś nienawiścią ustosunkował się do Dostojewskiego, Majakowskiego, Jesienina. Napisana w stylu Freuda książka Słonima „Trzy miłości Dostojewskiego” stanowi odrażający paszkwil, poświęcony życiu osobistemu i rodzinnemu wielkiego pisarza. Poezja Majakowskiego w ocenie tego nienawistnika to nie więcej niż „prymitywne”, „płytkie” wierszydła rewolucyjne. Jesienin zaś został nazwany „poetyckim odszczepieńcem”, a jego życie „niedługą i niepomyślną egzystencją”.
Obserwacja życia wykazuje, że funkcjonuje jakieś niepisane prawo: im wyższy jest talent, im pełniej wyraża w swych dziełach usposobienie i duszę narodu, tym ostrzej i wścieklej się go atakuje i zaszczuwa. Ta prawidłowość jak najbardziej się potwierdza w przypadku S. Jesienina. Znane są podejmowane w przeszłości próby nałożenia zakazu na jego utwory, przedstawienia go jako „nieudacznika” i marnego poety... To robili i to robią dziś osobnicy dalecy od kultury rosyjskiej. Syjonistyczne pismaki piszą o rzekomej „infantylności” zarówno osobowości, jak i poezji Jesienina, polewają też błotem twórczość Balmonta, Siewierianina i innych znakomitych poetów rosyjskich.
W okresie, gdy w naszym kraju utwierdzał się ustrój socjalistyczny, do literatury radzieckiej, w tym na kierownicze stanowiska w organizacjach literackich, przeniknęło niemało osobników, którzy w swych poglądach mało czym się różnili od zawziętych syjonistów Bruckusa, Słonima itp. Oni dobrze rozumieli, że milionowe masy narodu, z którego tylko co zdjęto łańcuchy, i które dopiero zaczynają się zapoznawać ze skarbami kultury, nie mogą się zorientować w subtelnościach polemiki literackiej, w mnogości rozmaitych nurtów i szkół, a określały swój stosunek do tego czy innego reprezentanta kultury dość schematycznie: Kto on? Reakcjonista? Wróg klasowy czy bojownik o dyktaturę proletariatu? Prasa zaś dla tych niewytrawnych i niewyrobionych politycznie ludzi miała autorytet niepodważalny. Ona zaś, wypełniona złośliwymi oszczerstwami Awerbacha i Lelewicza, pouczała: klasycy rosyjscy – to „reakcjoniści”, „burżuje”, „wyzyskiwacze”, antysemici, „wrogowie ludu pracującego i proletariatu”. Na łamach opanowanej przez Żydów prasy dźwięczały nawoływania do „wyrzucenia Puszkina z okrętu nowych czasów”, do „spalenia Rafaela”, do zniszczenia całego kulturalnego dziedzictwa klasycznego. Dlatego w szkołach Rosji literaturę klasyczną mieszano z błotem, Dostojewskiego ogłaszano za „kontrrewolucjonistę”, M. Gogola i L. Tołstoja krytykowano i poniżano za religijność.
Trafną wykładnię tego szaleństwa, w którym tkwił oczywiście pewien system, podał historyk S. Siemionow, pisząc: „To nie były przypadkowe przejęzyczenia, wcale nie. To była absolutnie świadoma i w swoisty sposób dalekowzroczna polityka, polegająca na pozbawianiu różnych narodów perspektywy historycznej, na niszczeniu przez wieki ukształtowanej i uświęconej tradycji, na zdeptaniu naszej tysiącletniej kultury. A wszystko po to, by przekształcić całą ludzkość w amorficzną masę pozbawioną własnej twarzy, w powolne narzędzie żydowskich hochsztaplerów politycznych, marzących o panowaniu nad światem”.
Rzecz jasna, destrukcja kultury narodowej nie odbywa się tak prostolinijnie i zauważalnie, jak może się wydać na pierwszy rzut oka. W jednym przypadku, jak wyznaje M. Weintrob, syjoniści zaszczepiają to, co niemieckie, na gruncie rosyjskim, a to, co rosyjskie, na gruncie niemieckim, i wówczas powstają kosmopolityczne martwo narodzone chimery. W drugim przypadku sieje się defetyzm i autoagresję narodową. W trzecim – na powierzchnię wypływa ni stąd ni   zowąd jakaś modernistyczna inicjatywa w zakresie literatury i sztuki albo jakaś agresywna „interpretacja” dziedzictwa kulturowego.
Dzięki wysiłkom takich „autorytetów moralnych” cywilizowany naród przekształca się powoli  w  nieświadome  bydło,  -  podsumowuje  Władimir  Biegun  swe  filipiki. 
                                                            
Jakimi bagnistymi ścieżkami może chadzać sztuka, a raczej „sztuka” w cudzysłowie, świadczą eksperymenty w tym względzie degeneratów uchodzących za nowatorów. I tak niejaki „twórca” o nazwisku Klein wykoncypował „bodyart”, czyli „sztukę” polegającą na tym, że „artysta” wysmarowywał pośladki i inne części ciała wynajętych do tego celu panienek o lekkiej konduicie, a następnie kazał im siadać, kłaść się lub tarzać po wyścielonych płótnach. Tak powstawały „modernistyczne” dzieła „sztuki”, które były okrzykiwane za najnowsze osiągnięcia kultury europejskiej. W czerwcu-lipcu zaś 2006 roku w Londynie odbyło się kilka wystaw i pokazów na żywo w zakresie tzw. „fallografii”, czyli „sztuki”, wykonywanej w ten sposób, że kobieta, „artystka malarka” tworzy swe dzieła malując obrazy penisem mężczyzny. 19 lipca 2006 roku rozgłośnia British Broadcasting Corporation (BBC) nadała w kilku językach zachłyśnięte z zachwytu reportaże o plenerach i wystawach na terenie Anglii tego nowego rodzaju „sztuki”, wynalezionego przez wolnomyślnych rodaków i kontynuatorów pana Kleina. Zaiste, Herr Klein, Ihre Kunst ist sehr klein!
W. Biegun kończy swe wywody następującymi zdaniami: „Niekiedy społeczeństwo jest szokowane jakąś szczególną modą, niemającą nic wspólnego z tradycjami i obyczajami narodu, która jest narzucana przez ponadnarodowe media, a wspierana i upowszechniana przez osoby lekkomyślne lub po prostu niewykształcone i niewyrobione pod względem kulturalnym. Ukryci zaś inspiratorzy kolejnej awantury z niewinną miną zacierają po cichu ręce, ciesząc się, że „głupi goje” sami sobie dołki kopią.”
Wypada zaznaczyć, że tego rodzaju charakterystyczne teksty były pisane w ZSRR przez setki autorów i publikowane ze szczególnym natężeniem na Ukrainie, Białorusi, w Mołdawii i Rosji. Inne republiki radzieckie pozostawały pod tym względem daleko w tyle.
Z książek W. Bieguna wyłania się imponujący obraz globalnego etnosu żydowskiego, licznego „jak piasek pustyni”, ogarniającego niewidoczną siecią całą kulę ziemską, świetnie zorganizowanego, mającego do swej dyspozycji nieograniczone środki finansowe, medialne, kadrowe. Jest to wizja jakiejś globalnej organizacji ni to rewolucyjnej, ni to wywrotowej, ni to konserwatywnej, w której każdy Żyd, pół-Żyd, kwadrogen czy oktogen pełni jemu nadaną i tylko jemu przeznaczoną funkcję, stosownie nie tylko do posiadanych kwalifikacji merytorycznych w tej czy innej dziedzinie, lecz przede wszystkim odpowiednią do poziomu czystości krwi, czystości rasowej. Najwyższe stopnie w hierarchii światowego, a niewidocznego, „państwa żydowskiego”, którego autonomicznym ośrodkiem jest Izrael, zajmują wyłącznie Żydzi czystej krwi, geny bowiem decydują o wszystkim, i tylko Żyd czysty rasowo może adekwatnie oceniać stan aktualny i perspektywy działania „narodu wybranego”.
Żydzi sowieccy z oburzeniem reagowali na kolejno ukazujące się w Mińsku książki W. Bieguna, nieraz wykupywali je „na pniu” i następnie palili, by „antysemickie brednie” nie docierały do szerszej publiczności czytającej.
Dotychczas w akademickich kołach Mińska krążą informacje, że W. Biegun pochodził z rodziny żydowskiej (choć w dowodzie osobistym miał wpis: „narodowość Polak”), i że za swe antysemickie książki został   jakoby  otruty w szpitalu, do którego trafił w wieku 60 lat ze względu na jakąś banalną dolegliwość.
*         *         *

Cechą charakterystyczną antysemityzmu radzieckiego było tzw. „klasowe podejście” do tego tematu, które polegało na tym, że demaskowano, krytykowano i potępiano nie Żydów jako takich, lecz „burżuazję” żydowską, kapitalistów, oligarchów, „wyzyskiwaczy”. Jednocześnie zaś z uznaniem pisano o demokratycznych tradycjach żydowskiego proletariatu czy tzw. mas ludowych.
Krótko podsumowując koncepcję W. Bieguna wypada powiedzieć, że nie ustrzegł się on niejako ześlizgnięcia się do schematów antysemityzmu. Miał rację, gdy pisał, że istnieje cały szereg naukowców i pseudonaukowców żydowskich, piszących w różnych językach, którzy polewają błotem wybitnych działaczy kultury innych narodów, którzy  są skunksami historiografii, socjologii, antropologii, beletrystyki, a nawet filozofii. Czytając tych autorów, ich wynurzenia ma się poczucie, że się „wykąpało” w latrynie i widzi się, że jedyną winą owych oczernianych luminarzy światowej kultury jest to, iż „odważyli” się być wielkimi, nie będąc Żydami. I do tego momentu W. Biegun ma rację. Jego zaś błąd polega na tym, że nie zauważył lub świadomie pominął milczeniem dwie ważne okoliczności. Po pierwsze, obok „skunksiej” czy „szakalej” istnieje też rzetelna i wspaniała nauka żydowska (w tym antropologia i historia), która opisuje rzeczywistość nie tylko adekwatnie, obiektywnie i precyzyjnie, ale też w sposób szlachetny i mądry, stroniąc świadomie od przeinaczeń, narodowych przesądów i resentymentów. Istnieje też takaż żydowska polityka i takaż publicystyka. A więc byłoby rażącą niesprawiedliwością posądzać wszystkich intelektualistów i twórców żydowskich o tendencyjność i złą wolę.
Po drugie, W. Biegun przeocza też okoliczność, że wcale nie tylko „syjonistyczni” naukowcy bywają stronniczy i niegodziwi. Ileż to uczonych „skunksów” i „hien” można przy okazji znaleźć w obrębie nauki polskiej i niemieckiej, rosyjskiej i litewskiej, ukraińskiej i brytyjskiej! Przy czym – co wypada podkreślić z całym naciskiem – są to Aryjczycy „z krwi i kości”, a nie jacyś „zamaskowani” czy „ukryci” Żydzi. Zawodowi „odbrązowiacze”, a raczej obsmarowywacze, działają w obrębie wszystkich narodowości. Mieszają oni z błotem zarówno luminarzy kultury żydowskiej, jak i nieżydowskiej, obrzucają się nawzajem najpodlejszymi inwektywami, paskudzą wszystko wokół siebie – ale jednak jakoś nikt nie wpada na pomysł, by twierdzić, że np. pan Kowalski czy pan Brown są intelektualnymi śmierdzielami i osobnikami pozbawionymi wstydu i sumienia dlatego, że są odpowiednio Polakiem i Anglikiem. Dlaczego więc ktoś twierdzi, że Freud snuł swe chore idee dlatego, że był „zdegenerowanym Żydem i syjonistą”, a nie po prostu dlatego, że był chorym, ułomnym, zdemoralizowanym i niegodziwym, ale przecież też dość inteligentnym i dobrze wykształconym, choć bardzo stronniczym i omylnym, pisarzem.
W konfrontacji więc z całą rzeczywistością kulturową, a nie z jej wybranymi fragmentami, rozumowanie W. Bieguna samo okazuje się tendencyjne, stronnicze i świadomie złośliwe, czyli dokładnie takie, jakim mu się wydaje całe pisarstwo żydowskie.
Jeśli chodzi o zarzut, iż Żydzi rzekomo wszędzie występują jako gorszyciele i demoralizatorzy, jest to wierutne kłamstwo, gdyż ten naród – gdziekolwiek się osiedlał – promieniował na otoczenie wysoką kulturą moralną i umysłową, którą wypracował przez tysiące lat swego istnienia i swej wielkiej pracy cywilizacyjnej. To właśnie Żydzi byli w średniowiecznej Europie elementem najbardziej rozwiniętym pod względem etycznym i kulturalnym. I takie też było ich oddziaływanie na swych sąsiadów.
*         *         *

Sytuacja Żydów w ZSRR nie była jednoznaczna. Z jednej strony pełno ich było we wszystkich kierowniczych ogniwach i strukturach tego kraju, zaś służby specjalne były przez nich kontrolowane niepodzielnie. Ale z drugiej strony istniał oficjalny antysyjonizm, wielu zaś żydowskich intelektualistów i artystów dość bezceremonialnie szykanowano.
Kilkadziesiąt lat temu, gdy autor tych słów był jeszcze młodym człowiekiem, jego dwaj bliscy przyjaciele Leonid Sztejman i Mikołaj Ginzburg opowiedzieli mu o następującym wydarzeniu, które być może nawet nie miało miejsca, ale też niewykluczone, że jednak się zdarzyło. Otóż ponoć podczas pewnej uroczystości towarzyskiej w Moskwie czy Leningradzie (około roku 1950?), na której zgromadziła się śmietanka intelektualna tych miast, utalentowana poetka żydowskiego pochodzenia Margarita Aligier zwróciła się do swego rodaka, również wybitnego człowieka pióra, Ilji Ehrenburga z zapytaniem: „Poczemu w Rossii nie lubiat jewrejew?” – „Dlaczego w Rosji nie lubi się Żydów?”... Autor Upadku Paryża i Burzliwego życie Lejzorka Rojtszwanca wzruszył ramionami, nic nie odpowiedział, przez parę minut się zastanawiał, a potem wstał, spojrzał na M. Aligier i zaimprowizował w następujący sposób:

Na wasz wopros otwietit’ nie umieja,
Skażu ja, czto nam biedy sużdieny.
My winowaty w tom, czto my jewrei,
My winowaty w tom, czto my umny.

My winowaty w tom, czto naszy dieti
Striemiatsia k znanijam i mudrosti ziemnoj.
My winowaty w tom, czto broszeny na swietie
I nie imiejem rodiny odnoj

Nas sotni tysiacz żyzni nie żaleja
Proszli boi dostojnyje legiend,
Cztob wnow usłyszat’: „Kto eto, jewrei?
Oni w tyłu srażaliś za Taszkient”  (...)

Narod biessmiertien, nowych Makkawiejew
On porodit griaduszczemu w primier.
I ja gorżuś, gorżus, a nie żaleju,
Czto ja jewrej, towariszcz Aligier.

Ten wiersz – niektórzy zaprzeczają, iż autorem był Ehrenburg – był przekazywany z ust do ust i stał się jakby częścią folkloru intelektualno-politycznego Żydów radzieckich. Za jego publiczne recytowanie szereg z nich władze sowieckie wpakowały okresowo do lecznic psychiatrycznych, niektórych relegowano z uczelni, a innych znów zwolniono z pracy pod zarzutem szerzenia żydowskiego nacjonalizmu i syjonizmu, choć przecież w tym wierszu była i taka zwrotka:
Niedarom słowo „Żyd” wsiegda sinonim
S wielikim słowom, słowom „kommunist”.

Istotnie, widziałem, że moi żydowscy przyjaciele byli głęboko przejęci duchem i treścią tego w zasadzie niepretensjonalnego utworu zwanego przez nich Otwiet Margaritie Aligier.
*         *         *
Wypada  zaznaczyć,    w  okresie  istnienia  ZSRR  kolportowano  w  tym  gigantycznym  kraju  ,  w  „drugim  obiegu”,  rozmaite  elaboraty,  co  do  istoty   i  autorstwa   których  dotychczas  nie  ma  jasności,  czy  to  były  teksty  przygotowane  przez ,  za  przeproszeniem,  „demokratyczną  opozycję”,  czy  wprost  przez  oficerów  KGB. Często  były  to  opracowania  w  temacie  „kwestii  żydowskiej”.  Należał  do  nich  tajemniczy   Katechizis  jewrejew  w  SSSR”,  którego  wymowny  fragment  pozwolimy  sobie  poniżej  przytoczyć  w  naszym  tłumaczeniu  z  „bibuły”.
„Jewrei!  Kochajcie  siebie  nawzajem,  pomagajcie  jeden  drugiemu  nawet  wówczas,  gdy  się  nienawidzicie!
Nasza  siła  -  w  jedności,  w  niej  -  gwarancja  naszych  sukcesów,  nasz  ratunek.  Liczne  narody  zanikły  w  rozproszeniu,  gdyż  nie  posiadały  dokładnego  programu  działania,  poczucia  solidarności.  My  zaś  dzięki  naszemu  kolektywizmowi   przetrwaliśmy  całe  wieki  zachowaliśmy,  pomnożyliśmy  i  umocniliśmy  siebie. 
Jedność    jest  celem  i  środkiem  osiągania  celu.  Oto  jest  sens  i  cel,  do  którego  powinniśmy  dążyć.  Cała  reszta  jest  czymś  pochodnym,  co  przychodzi  samo  przez  się. 
Pomagajcie  sobie  nawzajem,  nie  obawiajcie  się,  że  ktoś  będzie  was  nazywał  nacjonalistami;  nie  unikajcie  protekcjonizmu,  stanowi on  bowiem  naszą  główną  broń.  Nasz  nacjonalizm  ma  charakter  międzynarodowy  i  dlatego  jest  niezniszczalny.  W  nim    otwarte  drzwi  dla  Żydów  wszystkich  krajów,  wszystkich  konfesji, wszelkich  partii.  Prawdziwym  internacjonalistą  jest  tylko  ten,  kto  związany  węzłem  krwi  z  żydostwem,  cała  reszta  to  profanacja  i  fałsz…
Kształćcie  narodowe  kadry.    one  czymś  najważniejszym.  Dzisiejsze  kadry  to  nasza  przyszłość. Każda  pracownia,  każda  katedra,  każdy  instytut  powinny  zostać  kuźnią  kadry  narodowej  Żydów.  Szykujcie  żydowską  młodzież  do  przejęcia  sztafety  pokoleń.  Niech  każde  kolejne  pokolenie  młodzieży  żydowskiej  ma  głęboko  zabezpieczone  odwody.  Każdego  razu,  gdy  ze  sceny  schodzi  starsze  pokolenie,  powinna  na  nią  wstępować  kohorta  zawczasu  przygotowanych  młodych  Żydów.  W  tym  celu  powinno  się  możliwie  najwcześniej  wysuwać  młodych  ludzi  na  stanowiska  kierownicze,  umacniając  ich  dojrzałość  i  talent.  Kto  ma  władzę,  ten  ma  rację.  Powinniśmy  przekazać  naszym  dzieciom  więcej  niż  otrzymaliśmy  od  naszych  ojców,  a  one  przekażą  jeszcze  więcej  swym  dziedzicom.  W  sztafecie  pokoleń  tkwi  nasza  moc,  nasza  stabilność,  nasza  nieśmiertelność. 
Świat  jest  okrutny,  w  nim  nie  ma  miejsca  na  dobroczynność.  Każdy  naród  jest  kowalem  swego  losu.  Nie  jest  naszym  zadaniem  dbać  o  interesy  innych  nacji.  Jeśli  one  się  lenią,  dlaczego  my  musimy  myśleć  o  nich.  Nie  bierzcie  przykładu  z  Rosjan  i  Arabów,  którzy  żyją  beztrosko  dniem  dzisiejszym  według  zasady  „jakoś  tam  będzie”.  Nie  oczekujcie  łaski  od  natury,  lecz  bierzcie  od  niej  wszystko,  czego  potrzebujecie.  Twórzcie  swe  zespoły  i  wypychajcie  nie-Żydów  z  rywalizacji.  Pamiętajcie:  wszystkie  wysoko  płatne  posady  i  urzędy  powinny  należeć  do  Żydów. 
Pamiętajcie,  że każdy  nie-Żyd,  który  dorasta  do  naszego  poziomu,  stanowi  zagrożenie  i  może  zająć  miejsce,  które  z  natury  przynależy  Żydom.  Tworzymy  więc  kolektywy,  aby  goje  nie  mogli  przeszkodzić  nam  żyć  tak,  jak  się  nam  podoba.  Niech  goje  spróbują  sami  tworzyć  własne  zespoły,  choć  przecież  to  im  się  nigdy  nie  uda;  zawsze  posprzeczają  się  wcześniej,  niż  zdołają  coś  zrobić,  a  my  im  w  tym  pomożemy. 
Goje  nie  potrafią  myśleć  głęboko,  analizować,  wyciągać  wnioski;  oni    podobni  do świń,  które  żyją  z  ryjem  tkwiącym  w  ziemi  i  nawet  nie  podejrzewają,  że  istnieje  niebo.  Oni  odbierają  wszystko  zbyt  powierzchownie,  zbyt  konkretnie,  nie  spostrzegają  faktów  w  ich  logicznej  kolejności  i  powiązaniu.  Oni  nie    zdolni  do  abstrakcji  i  uogólnienia.  Dla  nich  każdy  przypadek  to  tylko  osobny  przypadek,  z  którego  nic  nie  wynika.  (…)
Wszystko,  co  oni  posiadają,  jest  nasze  -  w  ich  czasowym  korzystaniu.  Zabrać  im  to  -  to  nasz  obowiązek  wobec  Boga.  Rosjanie    uparci  i  leniwi,  dlatego  też  ciągle  się  śpieszą.  Wszystkie  kwestie  usiłują  załatwić  za  jednym  zamachem.  Rezygnują  z  małego,  aby  odnieść  duże  zwycięstwo.  Ale  i  zwyciężając  pozostają  z  ręką  w  nocniku.  My  zaś  stosujemy  taktykę  małych  zwycięstw.  Rosjanie   nie  umieją  ani  rozkazywać  ani  słuchać.    zawistni,  nienawidzą  tych  spośród  swych  rodaków,  którzy  czymś  się  wyróżniają.  Dajcie  im  sposobność  rozerwać  na  części  lepszych  spośród  siebie,  a  uczynią  to  z  przyjemnością.  Bądźcie  dla  nich  arbitrami,  stańcie  w  pozę  czyniących  pokój,  brońcie  „praw  człowieka”  tych,  przeciwko  którym  burzy  się  motłoch.  Lecz  tylko  o  tyle,  ile  trzeba,  by  zdobyć  reputację  kogoś  bezstronnego  o  dobrotliwego.  Gdy   bije  się  dwóch  Rosjan,  zwycięża  Żyd.  Szczujcie  ich  na  siebie  nawzajem,  podgrzewajcie  zawiść,  lecz  czyńcie  to  pod  maską  życzliwości,  dyskretnie  i  dyplomatycznie.  Rosjanie  nie  umieją  żyć  i  stawiać  przed  sobą  zadania.  Dlatego  to  my  będziemy  dawali   im  zadania,  a  oni  niech  usiłują  je  wykonywać.  Rosjanie  nie  umieją  prosić,  uważają  to  za  poniżające,  a  przecież  i  bez  tego    poniżeni  i  biedni.  Myśmy  zaś  powiadamy:  „Wszelkie  poniżenie  jest  dobrem,  o  ile  przynosi  pożytek”.  Aby  dopiąć  swego  celu,  można  się  poniżyć;  ale  przecież  i  poniżać  się  można  z  godnością.  Nic  nie  jest  amoralne,  co  służy  interesom  naszego  narodu.  Rosjanie    głupi,  a  swą  głupotę  nazywają  uczciwością,  pryncypialnością,  przyzwoitością.  Brak  umiejętności  przystosowywania  się,  zmieniania  swego  zachowania  odpowiednio  do  zmieniającej  się  sytuacji,  oni  zwą  postawą  zasadniczą,  ale  faktycznie  jest  to  głupstwo,  podobnie  jak  nieumiejętność  sprytnego  kłamania  i  zwodzenia.  Ze  względu  na  głupie  zasady    zdolni  do  popełnienia  samobójstwa.  (…)
Trzymajcie  się  i  przemawiajcie  z  pewnością  siebie,  natarczywie,  agresywnie,  „naukowo”.  Twórzcie   nowe  teorie,  hipotezy,  kierunki,  szkoły;  im  bardziej  ekstrawaganckie  i  nierealne,  tym  lepiej.  Niech  durnie  zaprzątają  nimi  swój  umysł. Przyjdzie  nowy  dzień,  a  z  nim  i  nowe  idee.  Na  tym  polega  siła  naszego  ducha.  Niech  goje  szukają  w  naszych  ideach  tego,  czego  tam  nie  ma.  Jutro  podamy  nową  strawę  dla  ich  prymitywnych  móżdżków. 
Nie  ma  znaczenia,  co  im  mówimy,  ważne  jest,  jak  to  robimy.  Wasza  pewność  siebie  zostanie  odebrana  jako  ideowość,  ambicja  -  jako  wzniosłość,  zwyczaj  poprawiania,  pouczania  i  krytykowania  -  jako  przewaga.  Niszczcie  wolę  tych,  którzy  ważą  się  wam  przeczyć.  Podszczuwajcie  motłoch  przeciwko  sceptykom.  W  polemikach  i  dyskusjach  używajcie  chwytów  znajdujących  się  na  granicy  przyzwoitości.  Pytajcie  o  nazwisko,  miejsce  pracy  i  zamieszkania  tych,  którzy  wątpią  o  prawdziwości  naszych  słów.  Z  reguły  to  szokuje  i  zastrasza.  Na  wszelkie  obiekcje  odpowiadajcie:  „To  nie  jest  tak”  itp.  Jeśli  jakiś  mądrala  spróbuje  was  zdemaskować,  napuśćcie  na  niego  tłum,  mówiąc:  „Czy  pan  uważa,  że  jest  mądrzejszy  od  wszystkich  tu  zebranych,  którzy  podzielają  przecież  nasz  punkt  widzenia?”…  Jeśli  zaś  zdemaskuje  ich  głupotę,  oni  mu  tego  nigdy  nie  wybaczą. 
Jeśli  Rosjanin  spróbuje  coś  mówić,  róbcie  w  tym  momencie  jak  najwięcej  hałasu  na  sali,  rozmawiajcie,  stukajcie  nogami,  chodźcie,  przesuwajcie  krzesła,  śmiejcie  się,  opowiadajcie  kawały,  nućcie  coś,  pociągajcie  nosem,  kaszlajcie,  przerywajcie  żartami  i  głośnymi  uwagami.  (…) 
Zarzucajcie  antysowietyzm  każdemu,  kto  usiłuje  was  zdemaskować.  Przyklejajcie  im  łatkę  antysemity  i  zobaczycie,  z  jak  wielka  przyjemnością  reszta  gojów  uchwyci  się  za    wersję. W  ogóle  to  Rosjanie    antysemitami,  ale  jeśli  przykleić  łatkę  tego  rodzaju  jednemu  z  nich,  to  cała  reszta  rzuca  się  na  niego  i  dusi    własnymi  rękami.   
Grajcie  na  współczuciu  Rosjan,  przedstawiajcie  siebie  jako  biednych,  nieszczęśliwych,  prześladowanych;  budźcie  do  siebie  litość  i  współczucie  jako  do  ludu  wygnańców,  wiecznych  tułaczy,  ciągle  dyskryminowanych  w  przeszłości  i  obecnie.  Taktyka  „biednego  Żyda”  została  sprawdzona  przez  tysiące  lat…   Patrzcie  na  wszystko  przez  pryzmat  naszego  interesu  narodowego.  Informujcie  się  nawzajem  o  wszystkim,  co  może  być  dla  was  pożyteczne  lub  szkodliwe.  Informacja  to  najdroższy  towar.  Pieniądze,  kadry  i  informacja  -  to  kamienia  węgielne  naszej  potęgi.  Święty  obowiązek  każdego  Żyda  informować  innych  o  zamiarach  gojów.  Dziś  ty  pomogłeś  mi,  jutro  ja  pomogę  tobie  -  na  tym  polega  nasza  siła.   
Bóg  oddał  świat  w  nasze  władanie  i  my  nim  władamy.  Zadanie  polega  na  tym,  by  go  utrzymać.  Powinniśmy  mieć  we  własnym  ręku  środki  propagandy,  prasę,  radio,  telewizję,  kino;  musimy  nadal  przenikać  do  aparatu  władzy  partyjnej  i  państwowej,  aby  móc  kształtować  opinię  publiczną  w  zgodzie  z  naszym  interesem  narodowym.  Żaden  proces  społeczny  nie  może  być  puszczony  samopas.  Trzeba  stawać  na  czele  każdej  inicjatywy,  aby  ukierunkować    we  właściwym  kierunku. 
Bądźcie  liderami,  dążcie  ku  temu,  aby  zawsze  być  na  pierwszym  miejscu.  Kształtujcie  charakter  przywódczy  co  godzinę,  co  minutę,  nawet  w  drobnych  sprawach  życia  codziennego.  W  każdym  zespole  pracy  bierzcie  władzę  w  swe  ręce  i  rządźcie  nim  zgodnie  z  naszym  interesem  narodowym.  Gojom  trzeba  pozostawić  tylko  prace  najcięższe  i  brudne.  Niech  będą  stróżami,  sprzątaczkami,  babciami  klozetowymi,  hydraulikami  itp.  Do  twórczości  można  jako  wyjątek  niekiedy  dopuszczać  gojów  nierosyjskiego  pochodzenia.  Rosjan  w  żadnym  razie!
Jeśli  macie  wakat,  zatrudniajcie  tylko  Żyda.  Gdyby  nie  było  to  możliwe,  wakat  zlikwidujcie.  Jeśli  nie  możecie  uczynić  ani  tego  ani  owego,  zatrudnijcie  Azjatę.  Jeśli  takowego  nie  ma,  bierzcie  Ukraińca,  Polaka  lub  nawet  Białorusina.  Oni  mają   własne    porachunki  z  Rosjanami.  Po  niedużym  szlifie  zostaną  naszymi  sojusznikami.  Wszyscy  oni    antysemitami  tylko  w  swojej  ojczyźnie.  W  Rosji  bardziej  opłaca  się  być  internacjonalistą. 
Nie  niszczcie  pomników  rosyjskiej  tradycji,  ale  i  nie  odbudowujcie  ich.  Minie  nieco  czasu  i  one  same  się  rozsypią.  A  chuligani  i  miłośnicy  staroci  rozkradną  je  po  cegiełce.  Udawajcie,    tego  nie  zauważacie,  gdyż  jesteście  zajęci  bardziej  ważnymi  sprawami  gospodarczymi.  Naród  bez  historii  jest  jak  dziecko  bez  rodziców,  zaczyna  wszystko  od  nowa  i  z  niego  można  wylepić  wszystko.  Można  pozbawić  własnej  twarzy  całe  narody:  najpierw  pozbawimy  ich    pamięci  historycznej,  tradycji,  a  potem  ukształtujemy  tak,  jak  się  będzie  nam  podobało.  Trzymajcie  pod  kontrolą  każdy  krok  Rosjan.  Nie  pozwalajcie  im  się  jednoczyć,  rwijcie  wszelkie  między  nimi  więzy;  ich  kontakty  między  sobą  muszą  odbywać  się  z  nami  i  poprzez  nas.  Nie  pozwalajcie  im  omawiać  cokolwiek  bez  naszej  obecności.   
Jeśli  nie  daje  się  „zasuszyć”  lub  zablokować  młodych  i  perspektywicznych  Rosjan,  uczyńcie  ich  sterowalnymi.  Wciągajcie  ich  do  swego  towarzystwa,  twórzcie  wokół  nich  ciasne  koło  żydowskiego  otoczenia,  pozbawiajcie  ich  kontaktów  poza  waszym  kręgiem.  Zmuszajcie  do  ożenku  z  żydowskimi  kobietami  i  tylko  po  tym  otwierajcie  przed  nimi  „zieloną  ulicę”.  Nie  bójcie  się,  ich  dzieci  już  w  każdym  razie  będą  nasze.  Pomagając  takim  Rosjanom,  wnosicie  swój  wkład  do  sprawy  żydowskiej.  Odtąd  ich  wynagrodzenie  stanowi  nasz  dochód  narodowy.  Ze  względu  na  dobro  własnych  dzieci  oni  odrzucą  swe  obywatelskie  uczucia  i  oczywiście  nigdy  nie  będą  antysemitami.  Kojarzenie  z  żydowską  kobietą  stanowi  jedną  z  metod   wciągania  utalentowanych  Rosjan  do  sfery  naszych  wpływów.  Bierzcie  sobie  za  żony  ładne  i  zdrowe  kobiety  rosyjskie,  niech  przyniosą  nam  jędrne   i  dzielne  potomstwo,  niech  ulepszają  naszą   starą  rasę.  Tak  więc     dla  każdego  perspektywicznego  Rosjanina   -  żydowską  przyjaciółkę  lub  przyjaciela.  (…)
Dawajcie  im  łapówki,  róbcie  prezenty,  częstujcie  koniakiem,  wódką,  a  najlepiej  -  technicznym  spirytusem.  Za  te  obrzydliwości  oni  sprzedadzą  wszystko  -  łącznie  ze  swą  ojczyzną. 
I  jeszcze  jedna  rada.  Czuwajcie!  Hiszpańska  inkwizycja  i  niemiecki  faszyzm  nie  mają  prawa  się  powtórzyć.  Tłumcie  w  zarodku  każdą  próbę  oporu  wobec  nas,  gaście  antyżydowskie  tendencje  na  samym  początku,  niezależnie  od  tego,  w  jakim  kształcie  one  się  przejawiają.  Faszyzm  nie  był  zjawiskiem  przypadkowym.  Powstaje  on  wszędzie  tam,  gdzie  my  niedoceniamy  dążenie  tubylców  do  bycia  gospodarzami  swego  kraju.  Faszyzm  dojrzewa  wszędzie  podskórnie.  Ale  na  szczęście  różne  kraje  dochodzą  do  niego  w  różnym  czasie  i  pod  różnymi  nazwami. 
Skupujcie,  zagarniajcie  i  niszczcie,  nie  dopuszczajcie  do  publikowania  wydań  demaskujących  naszą  taktykę  i  strategię ,  przedstawiających  nasz  naród  w  nieżyczliwym  świetle.  Gojskie  narody  nie  muszą  znać  faktycznych  powodów  pogromów  i  prześladowań;  jeśli  chodzi  o  te  zagadnienia,  mogą  one  znać  tylko  nasze  interpretacje.  Szczególną  uwagę  poświęcajcie  osobom  nonkonformistycznym,  niepokornym,  upartym,  które  nie  chcą  skłonić  głowy  przed  naszą  wyższością,  nie  chcą  dla  nas  pracować  oraz  przeciwstawiają   się  naszej  taktyce  i  polityce.  Z  takich  osób  wcześniej   czy  później  kształtują  się  antysemici.  Nie  pozwólcie  urosnąć  przyszłym  pogromszczykom.  Muszą  zostać  zduszeni  w  zarodku  razem  z  ich  ideą  godności  narodowej.  Demaskujcie  i  kompromitujcie  ich  pod  byle  pretekstem,  zaszczuwajcie  na  wszelkie  możliwe  sposoby.  Póki  będą  osamotnieni,  nic  nie  poradzą  w  obliczu  naszego  kolektywizmu,  w  obliczu  naszego  nacisku.  Niech  będą  mieli  rację  w  tysiącach  jakichś  tam  szczegółów,    winni  -  ponieważ  nam  zawadzają. 
Rozpowszechniajcie  o  nich  kompromitujące  pogłoski,  twórzcie  wątpliwą  reputację.  W  końcu  zaczną  ich  omijać  nawet  ci,  którzy  dobrze  ich  znają,  popierają  i  mają  o  nich  najlepsze  zdanie.  Pozbawiajcie  ich  powiązań  i kontaktów,  pozbawiajcie  możliwości  efektywnej  pracy,  podawajcie  w  wątpliwość  wartość  ich  dokonań  i  zajmowanego  stanowiska;  izolujcie  ich,  napuszczajcie  na  nich  motłoch,  nie  dopuszczajcie  do  wpływowych  pozycji  w  społeczeństwie. 
Prowokujcie  ich  na  konflikt;  poniżajcie,  poddawajcie  niesprawiedliwemu  traktowaniu.  A  gdy  będą  protestować,  zarzucajcie  im  konfliktowość,  nieumiarkowanie,  ekstremizm,  łamanie  norm  dobrego  tonu  i  prawa.  Mówcie  o  ich  swarliwości,  intryganctwie,  wichrzycielstwie,  kłótliwości  i  plotkarstwie.  Dobre  skutki  przynosi  obwinianie  o  wariactwo,  szaleństwo,  chorobę  psychiczną.  Apelujcie  do  społeczności  i  administracji,  wleczcie  ich  do  komitetów  partyjnych,  do  milicji,  do  sądu.  Jeśli  jesteście  starsi,  obwiniajcie  ich  o  brak  szacunku  dla  ludzi  starszych;  jeśli  jesteście  rówieśnikami,  zarzucajcie  im  koleżeńską  nielojalność;  a  zawsze  -  brak  internacjonalizmu.  Efektywność  tych  chwytów  została  sprawdzona  przez  pokolenia.
Najważniejsze  -  obwiniać,  zarzucać;  niech  się  usprawiedliwiają.  Kto  się  usprawiedliwia,  już  jest  winien.  Jeśli  zaistnieje  okazja,  warto  im  zarzucić  polityczną  lub  światopoglądową  nieprawomyślność,  pisać  na  nich  donosy  (najlepiej  anonimowe,  zawsze  coś  z  brudu  zostanie),  obwiniać  o  amoralizm,  merkantylizm  itp.”  
Można  by  ten  tekst  z  lat  osiemdziesiątych  XX  wieku   (rozpowszechniany  w  ZSRR  jako  nielegalna  „bibuła”)   ciągnąć  dalej,  lecz  już  z  przytoczonego  fragmentu  widać,  że  jest  to  opracowanie  na  bardzo  wysokim  poziomie  kompetencji  i  socjotechniki.  Żydowscy  przyjaciele  autora  tej  książki,  który  pracował  ówcześnie  w  charakterze  docenta  filozofii  w  Wileńskim  Uniwersytecie  Pedagogicznym,    przekazali  mu  ten  tekst  z  sugestią,  aby  go  uważnie  przeczytać,  co  też  nie  omieszkałem  uczynić  niezwłocznie.  Wrażenie  było  „niezatarte”.  Powstaje  pytanie:  kto  może  być  autorem  tego  elaboratu?  Jakiś  wytrawny  syjonistyczny    intelektualista  i  działacz?  A  może  jeszcze  bardziej  szczwany  goj  antysemita?   Otóż  z  doświadczenia  lat  dla  autora  tej  książki  nie  podlega  żadnej  wątpliwości,    został  on  opracowany  przez  oficerów  KGB   ZSRR  (należących  do  tamtejszej  „frakcji  rosyjskiej”) ,  a  miał  na  celu  moralną  dyskredytację  sowieckich  Żydów,  którzy  wówczas  coraz   bardziej  zdecydowanie   przechodzili  z  pozycji  obrońców  na  pozycje  przeciwników  realnego  socjalizmu.  Jako  ciekawostkę  warto  w  tym  miejscu  uwypuklić  fakt,  że  wszystkie  owe  „szatańskie  sztuczki”,  które  radzi  się  domniemanym  Żydom  do  stosowania  wobec  gojów,  już  były  od  lat  stosowane  w  „obozie  socjalistycznym”  przez  komunistyczną  bezpiekę  w  stosunku  do  osób  „nieprawomyślnych”   i  „niepewnych”,  czego  autor  tej  książki  doświadczył  na  własnej  skórze  bardziej  niż  dotkliwie.     
Powyżej  cytowane  opracowanie  -  warto  zwrócić  na  to  szczególną  uwagę  -  w  czymś  jest  bardzo  podobne  do  Protokołów  mędrców  Syjonu”.  Wyczuwa  się   „charakter  pisma”  rosyjskich  służb  specjalnych:  jak  coś  złego  -  np.  pogoda  się  zepsuje  -    to   zaraz   „Żydzi  winni”…     
                                                                  *** 
     
Krzewienie antysemityzmu w Związku Radzieckim spowodowało  -  jak  twierdzą  niektórzy  analitycy  rosyjscy  -   że światowe żydostwo poczuło z tego względu dyskomfort i w końcu postanowiło unicestwić wymykające się spod kontroli „pierwsze w dziejach państwo ludu pracującego”. W latach 1985-1991 ZSRR został odgórnie zdemontowany przez elitę polityczną i tajne służby tegoż państwa – fenomen niespotykany w dotychczasowych dziejach rodzaju ludzkiego.  Narodowe  publikatory  rosyjskie    wypełnione  rozważaniami  o  tym,  że  oto  w latach 1990-2000 z nomenklatury bezpieki sowieckiej wyłoniła się kolejna fala  „arystokracji” żydowskiej w Rosji, tym razem w kształcie oligarchii finansowej,  i  wymieniane     przykładowo takie nazwiska, jak Abramowicz, Bieriezowski, Boner, Szachraj,  Afanasjew, Czubajs, Frenkiel, Gusinski, Szaronow, Chodorkowski, Miller, Gref, Potanin, Wajnsztok, Wekselberg, Hajduk, Newzlin i in. W  samej  Moskwie  mieszka  pół  miliona  Żydów,  z  których  co  dziesiąty  jest  dolarowym  milionerem. Ci ludzie sprywatyzowali do swych kieszeni gigantyczny majątek narodowy byłego ZSRR, wielomiliardowe oszczędności zwykłych, uczciwych obywateli, jego niezmierzone bogactwa naturalne i wywierają zdecydowany wpływ na politykę i całe życie społeczne Federacji Rosyjskiej, której większość ludności żyje w biedzie, nędzy, często nie ma stałego zatrudnienia, ginie w alkoholizmie, a za wszystkie nieszczęścia swego kraju – znów! – wini Żydów. Ta sytuacja jest potencjalnie groźna i może stać się powodem do nowych nieporozumień, pretensji, konfliktów, a nawet zarzewiem wybuchu rozruchów antysemickich, na podobieństwo tych, które miały miejsce na początku wieku XX. Historia lubi się powtarzać, jeśli ludzie nie wyciągają   z  niej  nauk.   
Jak  wspomnieliśmy  powyżej,  wybitni  uczeni  Igor  Szafarewicz,    matematyk  zatrudniony  na  Uniwersytecie  Moskiewskim,  oraz  Aleksander  Janow,  profesor  Columbia  University,  uważają,    w  Rosji  mieszka  od  23  do  27  milionów  Żydów,  do  których  nadal  należy  cała  władza  realna  w  tym  kraju.  Proponują  więc  wysłać  ich  wszystkich  do  Izraela  i  ostrzegają,  że  jeśli  ludzkość  nie  upora  się  z  Żydami,  to  Żydzi  uporają  się  z  ludzkością,  doprowadzając  do  zagłady  wyższej  kultury,    elit  narodowych,  a  może  i  całych  -  szczególnie  niepokornych  -  narodów.  Po  prostu  urządzą  na  skalę  światową  to,  co  w  1917  roku  urządzili  Rosji.  Postulują  więc  m.in.  wprowadzenie  testu  przedmałżeńskiego  na  żydowskość  czyli  degeneratywność.  Według  nich   90  procent  Żydów  to  zwyrodnialcy  i  dewianci  skłonni  do  pederastii,  seksu  analnego  i  oralnego,  jak  też  wszelkiego  nihilizmu  moralnego,  a  każda  domieszka  krwi  żydowskiej  powoduje,    na  świat  przychodzi  potomstwo  z  zatrutymi  genami  (dziedziczni  homoseksualiści,  złodzieje,  włóczęgi,  bandyci,  psychopaci,  „suchorączki”,  chromi,  krzywi,  kulawi,  samobójcy,  prostytutki  itp.).  Stąd  postulat,  aby  przyszli  małżonkowie  mieli  prawo  jeszcze  przed  zawarciem  związku  nawzajem  się  genetycznie  sprawdzić,  czy  aby  nie    skażeni  żydowskością,  co  by  miało  fatalne  skutki  dla  ewentualnego  potomstwa. 
Wiedząc,  jak  długofalowe,  radykalne  i  konsekwentne  jest  myślenie  historiozoficzne  Rosjan,  można  przypuszczać,  że  kolejnym  postulatem  będzie  nakaz  przymusowych  badań  genetycznych  nad   latentną    żydowskością,  potem  -  zakaz  prokreacji  dla  „ukrytych  Żydów”   i  w  końcu  ich  powszechna  kastracja  i  eksterminacja  w  obozach  koncentracyjnych. 
Przecież  żadnych  innych  wniosków  nie  można  wysnuć  ze  słów  jednego  z  czołowych  teoretyków  antysemityzmu  w  tym  kraju  Borysa  Mironowa,  który  w  tekście  „O  żydowskim  faszyzmie”  pisze:  „Żydzi  dbają  tylko  o  własną  korzyść.  Inaczej  myśleć  oni  nie  potrafią.  Nie  jest  im  dane.  Tacy  są.  Żydów  nie  sposób  reedukować  czy  przekonać.  Nie  ma  sensu  apelowanie  do  ich  sumienia,   wstydu    czy  litości.  Oni  tych  uczuć  nie  znają.  Powinno  się  ich  brać  takimi,  jakimi  są,  i  nie  dawać  im  żadnej  władzy,  ani  wielkiej,  ani  małej!  Ponieważ  oni  każdą  władzę  wykorzystują  wyłącznie  na  własną,  żydowską,  korzyść.  Żyd  pracuje  tylko  na  Żyda.  Żydowska  ręka  myje  tylko  żydowską  rękę.  Aby  uratować  Rosję,  nie  wolno  na  Żydów  głosować.  Niech  odeschnie  ręka   głosująca  na  Żyda!”…  I  tak  dalej  w  tymże  duchu…
Także  inni  uczeni  teoretycy  antysemityzmu,  osoby  habilitowane,  profesorowie,  autorzy  dzieł  naukowych  w  różnych  dziedzinach  wiedzy  -  a  jest  ich  w  Rosji  wielkie  mnóstwo  -  wypowiadają  się  w  równie  jednoznaczny      sposób. 
***

Obecnie rosyjskie media narodowe lansują pogląd, że światowe żydostwo uważa za swój pierwszoplanowy cel osłabienie Rosji m.in. używając do tego celu takie „małe narody”, jak Ukraińcy, Polacy, Uzbecy, Kirgizi, Tatarzy, Łotysze itp., aby w końcu ten ogromny kraj rozbić na 7-8 części i uczynić z każdej z nich „niepodległe” nominalnie państewko, będące jednak pod faktycznym protektoratem USA, Japonii, Niemiec, W. Brytanii. Takie małe i poróżnione ze sobą stwory nie potrafią bowiem stawiać czoła Wielkiemu Izraelowi (tak rosyjska prasa narodowa nazywa USA), który też zawładnie niezmierzonymi terenami i bogactwami, których Rosja zjednoczona po części jeszcze broni (choć żydowscy oligarchowie np. z „Gazpromu” odprowadzają ponoć  do Izraela 60 procent zysków wypracowywanych przez naród rosyjski, pozostawiając temu ostatniemu zaledwie ochłapy z ogromnych dochodów). Media nacjonalistyczne też twierdzą, że Żydzi, jako obca agentura i odwieczny wróg Rosji, podżegają ruchy separatystyczne i dążą do rozpętania wojny domowej w ich kraju.  Często  też  się  pisze  o  „podwójnej  lojalności”  Żydów,  którzy    „lojalni”  przede  wszystkim  w  stosunku  do  swej  globalnej  wspólnoty  i  państwa  Izrael,  a  dopiero  na  drugim  miejscu  -  jeśli  w  ogóle  -  do  kraju  swego  zamieszkania.
W nader swoisty sposób, nawiasem mówiąc, nacjonalistyczni publicyści rosyjscy interpretują tragedię Katynia, Charkowa i Miednoje, gdy w 1940 roku NKWD wymordowało do 25 tysięcy polskich oficerów i inteligentów. Argumentacja Rosjan streszcza się w mniej więcej takim ujęciu: Sowiecki reżym w Rosji został stworzony przez Żydów i to oni byli mordercami kilkudziesięciu milionów ludzi, w tym około 60 milionów Rosjan; że wykonawcami bezpośrednimi tych zbrodni byli reprezentanci różnych narodowości, ma mniejsze znaczenie. Ale ani Stalin, ani Beria, ani Kaganowicz, ani Merkułow, ani cała wierchuszka aparatu państwowego ZSRR nie była rosyjska. Całe kierownictwo NKWD było żydowskie, choć było w nim też mnóstwo   oficerów Gruzinów, Ormian, Czeczenów, Azerów. Słowianie stanowili znikomą mniejszość.
Ukazujące się w Kraju Krasnodarskim, na Kubaniu, na Uralu lokalne narodowe pisma rosyjskie opisują tragedię Katynia inaczej niż prasa polska. Twierdzą mianowicie, że to barbarzyńskie morderstwo poprzedziła perfidna prowokacja zorganizowana przez żydowskie NKWD, które ułożyło tzw. List oficerów Wojska Polskiego do oficerów bohaterskiego Wehrmachtu niemieckiego, w którym znalazły się słowa o tym, że internowani w ZSRR polscy oficerowie z utęsknieniem czekają na chwilę, gdy zostaną uwolnieni przez armię niemiecką, aby wstąpić gremialnie do Wehrmachtu i wspólnie bronić Europy przed bolszewickim barbarzyństwem. Ten list był ponoć  przez agentów NKWD, polskich Żydów, dawany w tajemnicy do podpisania więzionym polskim oficerom. Był  to  terror  moralny,   czyniony  pod  pozorem  rzekomego  polskiego  patriotyzmu.   Ci, którzy taki podpis złożyli, tym samym podpisywali na siebie wyrok śmierci i zostali nieco później rozstrzelani. Ci, którzy  wcześniej  złożyli deklarację, iż nie będą występować przeciwko władzom ZSRR, zostali przeniesieni do innych obozów lub nawet zwolnieni.  [Jeszcze  przedtem  więźniom  zaproponowano  przejście  do  służby  w  siłach  zbrojnych  ZSRR;  niektórzy  się  zgodzili  i  po  zmianie  żydowskich  nazwisk  na  rosyjskie  zostali  oficerami  NKWD.  Ogromna  większość  jeńców  pozostała   jednak  wierna  przysiędze  na  wierność  Narodowi  Polskiemu  i  nie  zgodziła  się  także  na  późniejszą  propozycję  podpisania  przyrzeczenia, iż  nie  będą  walczyć  przeciwko  ZSRR.  Zresztą  prawie  400  osób  podpisało  i  zostało  natychmiast  zwolnionych.  A  gdy  spreparowano  ów  list,    los   pozostałych  został  przypieczętowany.  Dotychczas  nazwiska  prowokatorów  i  donosicieli  NKWD  (setki!)  spośród  więzionych,  a  potem  zwolnionych,  oficerów    utrzymywane  w  tajemnicy  przez  władze  Polski;   Rosja  te  dane  przekazała  Warszawie  w  2010  roku]. 
Większość morderców z Katynia jakoby  stanowili kadeci tamtejszej Szkoły Służb Specjalnych oraz żołnierze z I Batalionu Armii Berlinga, mający charakterystyczne nazwiska: Berman, Szechter, Goldwicht, Dikman, Kalksztajn, Stolzman itp. Udział w tym mordzie był dla nich deklaracją lojalności i złożeniem przysięgi na wierność swym sowieckim pobratymcom, którzy też po wojnie oddali im w pacht całą Polskę.  Bezpośrednio  dokonaniem  tego  odrażającego  mordu  masowego  kierował  generał  NKWD  Leonid  Rajchman.  Niektórzy z morderców potem  długo  dożywali  wieku w Izraelu, USA, W. Brytanii, Argentynie, Australii i Niemczech. Tyle „narodowa” prasa wielkoruska  o  polskiej  tragedii  narodowej.  Bóg  wie,  ile  w tym  szczerości,  a  ile  dalekosiężnej  perfidii.  
Wypada  zresztą  zaznaczyć,  że  przedstawiona  powyżej  wizja  tragedii  katyńskiej  raz  po  raz  odbija  się  echem  także  w  publikatorach  polskich.  W  periodyku  narodowym  Polski  Przewodnik  (New  York,  czerwiec  2010)     można  było  przeczytać  artykuł  pt.  Trzy  tajemnice  Katynia”,  podpisany  płk.  Słomiński”,  w  którym  znalazły  się  następujące  sformułowania:  „Przed  laty  izraelska  gazeta  „Maariv”   opublikowała  wywiad  z  niejakim  Wydra,  którego  wtajemniczali  sami  oprawcy,  którzy  osobiście  rozstrzeliwali  polskich  oficerów  w  Katyniu.  Wywiad  ten,  opublikowany  po  hebrajsku,  trafił  w  ręce  amerykańskiego  dziennikarza  znającego  hebrajski,  który  przetłumaczył  go  na  język  angielski  i  zamieścił  w  amerykańskiej  gazecie  „Truth  at  Last”.  Stąd  wiemy,  ze  mordu  na  polskich  oficerach  dokonali  Żydzi  enkawudziści. (…)  Gdy  do  Katynia  przywieziono  partię  polskich  oficerów  żydowskiego  pochodzenia,  odłączono  ich  od  reszty,  zabrano  im  dokumenty,  które  włożono  do  kieszeni  już  pomordowanym  polskim  oficerom,  po  uprzednim  zabraniu  im  polskich  dokumentów  identyfikacyjnych.  Informacje  te  podaje  Albin  Siwak  w  książce  „Bez  strachu”.  Gdy  Niemcy  w  1943  roku  dokonywali  ekshumacji  ciał  polskich  oficerów  przy  udziale  międzynarodowej  komisji,  Polakiem,  który  brał  w  tym  udział,  był  polski  pisarz  Józef  Mackiewicz.  W  książce  „Fakty  i  ludzie”  opisuje  te  zdarzenia  i  jest  mocno  zdziwiony,  że  wśród  pomordowanych  były  ciała,  przy  których  znaleziono  dokumenty  z  żydowskimi  nazwiskami.  Ogólnie  uważano,  że  Żydzi  byli  sprawcami  tej  zbrodni,  a  więc  nie  mogli  rozstrzeliwać  swoich.  A  tu  takie  zaskoczenie!  Po  latach  wyszła  na  jaw  machinacja  enkawudzistów.  Dlatego  taki  Wajda,  „wielki  gwiazdor  kina  polskiego”,  może  udawać,  że  jego  ojciec  zginął  w  Katyniu.  A  jego  film  „Katyń”  zafałszowuje  prawdę  o  zbrodniarzach.  A  szczególnie  to,  z  jakiej  pochodzili  narodowości;  zbrodnię  katyńska  zręcznie  przerzuca  na  Rosjan”…

W ten sposób ponownie powraca teza, że „wszystkiemu są winni Żydzi”, a zbrodniarze innych narodowości po prostu nie istnieją lub  też    są „Żydami”. A przecież wiadomo, że reżym bolszewicki  -  na  co  już  kilkakrotnie  w  tej  książce  zwracaliśmy  uwagę  -  miał charakter internacjonalistyczny.   W   jego tworzeniu i w jego zbrodniach brali udział reprezentanci kilkudziesięciu narodowości, w tym Polacy, że przypomnimy okoliczność, iż twórcami i pierwszymi po kolei komendantami sowieckiej bezpieki byli dwaj „dobrze urodzeni” Polacy: szlachcic zagrodowy Feliks Dzierżyński i hrabia Czesław Mężyński, prokuratorem zaś generalnym ZSRR przez 35 lat był arystokrata z pochodzenia Andrzej Wyszyński. Komunizm i jego zbrodnie nie miały narodowości, były wytworem zbiorowego obłędu i wyrazem głębokiego kryzysu kultury europejskiej, nie zaś dziełem wyłącznie  Żydów .
***
          Współcześni antysemici zarówno rosyjscy, jak i polscy, uważają, że manichejskie zmagania między aryjskimi Rosjanami a semickimi Żydami trwają nadal. W Rosji, podobnie jak w Europie, obydwu Amerykach i Australii Żydzi – dzięki swym uzdolnieniom – prawie niepodzielnie dominują w mediach, przemyśle rozrywkowym (dającym ogromne profity i takież wpływy), wielu innych ważnych sferach życia społecznego.
W 2007 roku („Patriotyczny Ruch Polski” nr 160) profesor Henryk Pająk opublikował tekst, w którym m.in. pisał: „Twórcą niszczycielskiej dla Sowłagru pierestrojki, tym samym „naszej” Solidarności, nie był obecny gigant globalizmu czyli Gorbaczow, tylko Jurij Andropow, szef KGB potem gensek KPZR. O żydowskim pochodzeniu Andropowa pisali autorzy rosyjscy już w latach poprzedzających pierestrojkę, ale musieliśmy czekać do czerwca br., aby uzyskać oficjalne potwierdzenie tego faktu na podstawie dokumentów z archiwów KGB, opublikowanych w rosyjskim piśmie „Itogi” z 13 czerwca 2006 roku.
Andropow urodził się 15 czerwca 1914 roku w Moskwie jako Grigorij Feinstein. W archiwach Łubianki zachowała się fotografia jego majmełe, o czym na podstawie pisma „Itogi”, pisze „Ojczyzna” w numerze z lipca-sierpnia br. Jego ojciec to imigrant z Finlandii – bogaty handlarz rosyjskimi diamentami. Zginął w 1919 r., stając po stronie białogwardzistów.
Biografię Andropowa przerabiano czterokrotnie i zapewne żadna z tych wersji nie oddaje całej prawdy o tym [mordercy gojów] bandycie. W oficjalnej biografii jest synem kolejarza [jak nasz Rokossowski] Władimira, z pochodzenia Osetyńca z guberni Stawropolskiej.
Rosyjskie i światowe żydostwo metodycznie inwestowało w karierę Andropowa, jego protegowanego Gorbaczowa i w kariery kilkudziesięciu innych rosyjskich krypto-syjonistów.
Niemal natychmiast po śmierci Breżniewa, niewidzialne lobby promowało [10 listopada 1982] właśnie Andropowa na stanowisko I Sekretarza KC KPZR. Ta nominacja była naruszeniem wszelkich reguł obowiązujących w dziejach Sowłagru. Czymś dotychczas nie spotykanym było bowiem mianowanie na szefa KGB genseka KPZR! Zawsze bowiem aparat partyjny dominował nad aparatem fizycznego terroru – nad KGB i GRU. Tak oto znawcy reguł otrzymali czytelny sygnał, że dokonuje się zasadnicze przesunięcie dominacji w nienaruszalnym dotąd trójkącie władzy – Partia, Armia i KGB.
Andropowowi, jego zdalni i miejscowi protektorzy wyznaczyli rolę młota kruszącego żydobolszewickie imperium Szatana. Miał on od początku pełną świadomość tego historycznego zadania, tego zlecenia, tej misji.
Cieszył się jednocześnie dyskretną akceptacją „demokratycznego” Zachodu – szczególnie od powstania węgierskiego! Wtedy właśnie rozpoczęło się metodyczne przenoszenie rządów razem z Sowłagrem z partii i armii do KGB, naszpikowanego na wszystkich decyzyjnych szczeblach pobratymcami Andropowa. Dość przypomnieć, że po rozpadzie ZSRR aż 20.000 kagiebistów wyjechało do Izraela, wywożąc ze sobą dziesiątki miliardów dolarów w złocie, kosztownościach i dolarach.
Proces podporządkowywania partii kagiebistom rozpoczął już Breżniew [ożeniony z Żydówką]. Dał on przyzwolenie na gromadzenie „haków” przeciwko członkom KC i Politbiura. Pęczniejące teczki z „hakami” czyniły ich posłusznymi narzędziami w rękach Andropowa. Doskonałym, nieprzebranym źródłem „haków” była powszechna, epidemiczna korupcja.
Tak naprawdę został on namaszczony przez niewidzialne lobby już na kilka miesięcy przed śmiercią Leonida Breżniewa. Przygotowując się do funkcji genseka, zrezygnował z funkcji szefa KGB.
Nieprzebrane kolekcje „haków” sprawiły, że Andropow już jako gensek wdrapał się na drugi szczyt Sowłagru – został przewodniczącym Rady Najwyższej ZSRR. Jego strategicznym celem była rozbiórka Sowłagru zapoczątkowana prowokacjami strajkowymi w Lublinie i Stoczni Gdańskiej, ale z wykluczeniem interwencji wojskowej.
Natychmiast rozpoczął strategiczny, wielopłaszczyznowy proces przygotowywania „pierestrojki”. Kiedy został gensekiem, los pozostawił mu niewiele czasu. W chwili nominacji był już ciężko chory na niewydolność nerek. Zmarł 9 lutego 1984 roku, po 15 miesiącach panowania.
Dopiero następne dziesięciolecie po śmierci wykazało, że Andropow zdążył jeszcze wykonać swoje podstawowe zadanie – przekazać władzę nad Sowłagrem jego protegowanemu, Michaiłowi Gorbaczowowi. Podczas elekcji Gorbaczowa, nagle, nie wiadomo dlaczego, Politbiuro jednogłośnie wybrało Gorbaczowa na genseka, co dokładnie opisał W. Bukowski w książce pt. „Moskiewski proces”. wyd. Polskie 1998 r.
Wkrótce potem protegowani Jelcyna i Gorbaczowa – Żydzi: Bierezowski, Chodorkowski, Gusiński, Potanin, Wekselberg, Abramowicz, Awel, Liwszyc, Szachraj, Czubajs, Burbulis, Popow, Gajdar, Jawlinskij i kilkunastu innych „oligarchów” otrzymali przyzwolenie na totalną grabież majątku narodowego Rosjan. Była to dokładna powtórka pierwszej gigantycznej grabieży, tej z lat 1917-1920.
W tym samym czasie trwała grabież majątku narodowego Polaków. W Rosji nazywało się to „pierestrojką”, w Polsce „transformacją ustrojową”.
Nie po raz pierwszy, i chyba nie ostatni, los narodu rosyjskiego sprzęgł się z losem narodu polskiego”...
***
          W 2002 roku ukazało się w Moskwie pierwsze wydanie (później kilkakrotnie wznawiane) książki wielkiego pisarza, noblisty (1970) Aleksandra Sołżenicyna   (rosyjscy  narodowcy  nazywają  go  pół-Żydem)    pt.  Dwiestie let wmiestie (Dwieście lat razem). Licząc od 1772 roku Cesarstwo Rosyjskie przyłączyło do siebie rozległe połacie Rzeczypospolitej Polskiej w dużym stopniu zasiedlone przez Żydów. Przedtem ten etnos nie  był do Rosji  wpuszczany lub   był  z niej wypędzany. Sołżenicyn opisuje dramatyczne dzieje stosunków wzajemnych między tymi dwoma narodami. „Moja książka – pisał autor – jest ukierunkowana na wczuwanie się w myśli, uczucia i psychologię Żydów – w ich duchową składnię... Nigdy nie wyciągałem uogólniających wniosków na temat ludzi. Zawsze będą rozróżniał między różnymi grupami Żydów... Temat Żydów przez długi czas był uważany za zakazany. Żabotyński, syjonista i pisarz żydowski, powiedział pewnego razu, że najlepszą przysługę, jaką nasi rosyjscy przyjaciele mogliby nam oddać, to nigdy nie mówić o nas głośno. Diabeł chce, by o nim mówiono, że go nie ma, i w ten sposób zyskuje swobodne i szerokie pole do nieskrępowanego działania.
A. Sołżenicyn szczegółowo opisuje rewolucję bolszewicką w Rosji 1917-1919, wskazując na ogromną nadreprezentację w partii komunistycznej i w sowieckich służbach bezpieczeństwa elementu żydowskiego, demaskuje Żydów jako – jego zdaniem – oprawców narodu rosyjskiego, posuwa się do twierdzenia, że nawet żydowskich przestępców w obozach i więzieniach sowieckich traktowano ulgowo. „Gdybym chciał uogólniać i powiedział, że życie Żydów w łagrach było szczególnie ciężkie, to mógłbym to zrobić bez narażenia się na zarzuty niesłusznej narodowej generalizacji. Jednak w łagrach, gdzie mnie trzymano, było inaczej. Życie Żydów, których doświadczenie poznałem, było łatwiejsze niż innych... Czy znalezienie odpowiedzi na wieczne pytanie: kogo należy oskarżyć, kto prowadził nas na śmierć, jest niemożliwe? Wyjaśnienie akcji kijowskiej Czeki jedynie w oparciu o fakt, iż dwie trzecie jej członków było Żydami, z pewnością jest niewystarczające”. A. Sołżenicyn jednak podaje, iż prawie wszyscy kierownicy stalinowskich obozów pracy i zagłady byli Żydami.
Jest więc naturalne, że takie przedstawianie sprawy spowodowało, iż żydowscy krytycy i żydowskie media stwierdziły, iż książka noblisty „nie ma żadnej wartości”, że „jest zwykłą pomyłką” i antysemicką „tandetą”.
***

Narodowcy rosyjscy z przekąsem nazywają globalistyczny ruch żydowski „Czwartą Rzeszą”, czyniąc w ten sposób aluzję do podobieństwa między mentalnością hitleryzmu a  „syjonofaszyzmu”.
W 2005 roku W. Nazarow, kierownik wydawnictwa „Russkaja Idieja” ułożył petycję, podpisaną następnie przez prawie sześć tysięcy rosyjskich uczonych, artystów, pisarzy, sportowców, generałów, dziennikarzy, nauczycieli, reżyserów filmu i teatru itd., a wystosowany do Prokuratury Generalnej FR, którego fragmenty przytaczamy poniżej.
Szanowny Panie Prokuratorze Generalny!
Ukryte oznaki ludobójstwa wobec rosyjskiego narodu i jego kultury, zmusiły nas zwrócić się do Pana z tym podaniem. Kwestia poruszona przez nas jest pod „zakazem”, proponujemy nie ograniczać się suchymi i typowo prawnymi terminami, lecz zaopatrzyć  je  w    objaśnienie  treści tego zagadnienia i pokazać usprawiedliwione przyczyny naszego niepokoju.
Zapewniamy Pana Prokuratora Generalnego, że względem tych kwestii na całym świecie istnieje wielka ilość powszechnie znanych i uznanych faktów i źródeł, na podstawie których można bezbłędnie wnioskować. Negatywne oceny patriotów rosyjskich przez Żydów, to typowe dla żydostwa działania skierowane przeciwko nie-Żydom. Są zgodne z rzeczywistością, i nie są przypadkowe, a nawet są zalecane talmudycznym judaizmem i są praktykowane od dwóch tysięcy lat. Inkryminowane patriotom wypowiedzi i publikacje przeciwko Żydom, w dużej większości przypadków są samoobroną, która nie zawsze bywa poprawna politycznie, ale jest usprawiedliwiona w swej istocie.
Zwracamy Pana uwagę na oficjalnie wydaną w Moskwie przez Kongres Żydowskich Religijnych Organizacji i Stowarzyszeń w Rosji (KŻROOR) książkę „Kicur Szulchan Aruch”. Została ona wydana w dużym nakładzie. Jest to skrócone wydanie judaistycznego zbioru zasad „Szulchan aruch”, powstałego kilka stuleci temu na podstawie „Talmudu”, którego zasady obowiązują Żydów aż do dziś. We wstępie do książki, wydanej w latach 1999-2001, kierownik komitetu wykonawczego KŻROOR, rabin Zinowij Kogan, jawnie przyznaje:
„Rada redakcji KŻROOR postanowiła, że konieczne jest omijanie w tym przekładzie niektórych halachicznych wskazówek..., umieszczenie których w wydaniu w języku rosyjskim może być odebrane przez społeczeństwo Rosji, nie będące wyznawcami judaizmu, jako niesprowokowana obraza. Czytelnik, który zechce przeczytać książkę „Kicur Szulchan Aruch” w zakresie pełnym, jest zaproszony do jeszywy, żeby studiować tę oraz inne święte księgi w oryginale”.
To znaczy, że jeden z liderów rosyjskiego żydostwa przyznaje, że niektóre pozycje tego judaistycznego kodeksu, są obrażające dla nie-żydowskiego społeczeństwa Rosji, lecz uważa za normalne zapraszać swoich rodaków do studiowania tych nauk w jeszywach – żydowskich szkołach, finansowanych m.in. z budżetów terytorialnych oraz budżetu Państwa. Nawet w tym bardzo ocenzurowanym wydaniu znajdziemy następne punkty:
„Figura złożona z dwóch skrzyżowanych pałek, którą czczą, jest zakazana w stosowaniu”. To jest chrześcijaństwo należy do idololatrii...
– Nakaz w razie spotkania się z „domem służenia idolom” (tj. świątyni) – trzeba wygłosić mu przekleństwo: „Dom dumnych wyrwie Bóg”, a w razie zrujnowanej świątyni wykrzyknąć: „Bóg zemsty przejawił się!”. Mało tego, dalej proponuje się jeszcze taki wariant nakazu: „niektórzy sądzą, że chodzi o domy nie-Żydów, żyjących w pokoju i zamożności”.
Obowiązuje też zakaz nauczania nie-Żydów rzemiosła; „Żydówce nie warto pomagać nie-Żydówce przy porodzie", poza przypadkami, „żeby nie wywołać wrogości do nas..., lecz tylko za opłatą”.
– „Jeżeli człowiek pożyczył pieniądze  u nie-Żyda, a ten zmarł,   ma prawo nie płacić jego synowi, który nie wie dokładnie, czy pożyczał ten człowiek u jego ojca”.
– W rozrachunkach „jeżeli nie-Żyd sam się pomylił, jest dozwolone skorzystać z pomyłki”.
– „Zakaz oddawania Żyda w ręce nie-Żyda, jeżeli chodzi o życie Żyda albo o jego majątek; i nie ma znaczenia, czy to czyni się za pomocą jakiejś sprawy, czy też na słowach; zakazane jest donosić na Żyda lub zdradzać miejsce, w którym jest schowany jego majątek”.
– Koniecznie prosimy zwrócić uwagę: to dotyczy nakazu zachowania się Żydów na procesie sądowym lub śledztwie.
Judaizm w 13 swoich zasadach nakazuje oczekiwanie żydowskiego wszechświatowego króla, który pozwoli Żydom królować w świecie nad innymi narodami: „Bez wątpienia wierzę w przyjście Maszyacha, i chociaż on spóźnia się, ja mimo wszystko codzienniej będę na niego czekał”. – W nauce Cerkwi Prawosławnej i Kościoła Katolickiego, ten oczekiwany właściciel świata utożsamiany jest z Antychrystem (diabłem), o którym nas uprzedzał Pan Jezus Chrystus, święty Paweł i święci Ojcowie Cerkwi i Kościoła. Jest to ważna i nieodłączna część prawosławnych i katolickich nauk o końcu historii.
We wstępie do tej książki, rabin Kogan pisze, że „Talmud” jest „nieprześcignionym pomnikiem żydowskiego geniusza”, a skrót jego moralności „Kicur Szulchan Aruch” „jest podręcznikiem żydowskiej cywilizacji naszych czasów... Ta książka jest dla was zupełnie niezbędna. Możecie robić to, co jest w niej napisane, i być pewnymi, że spełniliście wolę Boga”.
Natomiast główny rabin Rosji A. Szajewicz napisał w przedmowie: „Zainteresowanie tą książką przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania. Dostajemy od różnych ludzi w ciągu całego tego czasu ogrom podziękowań. Jeszcze większą ilość listów dostajemy z usilną prośbą pomóc nabyć te wydania”.
To nie jest historyczny pomnik, lecz instrukcja do działania. Sądzimy, że już na podstawie tego jednego oficjalnego żydowskiego wydania organy ścigania powinny według par. 282 Kodeksu Karnego RF, zabronić rozpowszechniania tej religii, rozpalającej u żydostwa nienawiść do innych narodów Rosji. To trzeba zrobić natychmiast, tym bardziej, gdy zajrzymy do pełnego zbioru „nieprześcignionego pomnika żydowskiej moralności” – „Szulchan aruch”, wykładanego w jeszywach.
Skorzystamy z tłumaczenia amsterdamskiego wydania, którego autorem jest ekspert sądowy, uczony-hebraista doktor K. Eckert. Tłumaczenie wykonał na potrzeby sądowego procesu w Niemczech w 1883 r.
Sprawa sądowa była zainicjowana przez Żydów w związku z tym, że jeden z ich rodaków (Justus Briman), po przejściu na chrześcijaństwo, ogłosił zasady „Szulchan arucha” i „Talmudu”. Sąd uniewinnił publikatora, uznając tłumaczenie za zgodne ze źródłem. Dr K. Ecker wniósł w tekst tylko małe korekty. Poprawiony tekst będzie zacytowany niżej w charakterystycznych fragmentach, ze wskazaniem dokładnych żydowskich źródeł (polegając na zaufaniu do kwalifikacji niemieckiego eksperta-hebraisty i niemieckiego sądu).
– „Jego (nie-Żyda) siemię jest uważane za siemię bydła” (Tosefta – dopełnienie do „Talmudu” Ketubot, 3b). Zmarłym sługom... nie mówią słów pocieszenia pozostałym po nich, lecz trzeba powiedzieć mu (Żydowi-właścicielowi): „Niech wyrówna Bóg twoją stratę”, zupełnie tak, jak mówią człowiekowi, gdy u niego zdechnie wół lub osioł”.
– „Zabrania się ratować ich (nie-Żydów, akumów), gdy oni są blisko śmierci. Na przykład, gdy zobaczysz, że jeden z nich upadł w morze, to nie ratuj go, nawet jeśli on chce zapłacić”...
„Dozwala się próbować na akumie lek, – czy on działa?” (Jore 158-1).
„Pieniądze akumów są dobrem niczyim i każdy, kto przyjdzie pierwszy zawładnie nimi”. „Wobec akuma nie istnieje oszustwo” (Hoszen ga-miszpat 156-5, Haga; 227-26; 348-2).
– „Gdy Żyd okradł akuma i jego (Żyda) zmuszają do przysięgi..., wtedy on musi w swoim sercu przyznać przysięgę nieważną ponieważ on jest do niej zmuszany” (Jore 329-1, Haga). – Uwaga: to znów dotyczy zachowania Żydów w procesie sądowym i w śledztwie!
– „Gdy o kimś ustalono, że on trzykrotnie zdradzał Żyda lub przekazywał jego pieniądze akumowi, wtedy należy znaleźć sposób, aby doprowadzić go do śmierci”. W wydatkach z tytułu likwidacji zdrajcy powinni uczestniczyć wszyscy mieszkańcy miasteczka” (Hoszen gamiszpat 388-15 i 16).
– Zdrajcę dozwala się zabijać w każdym miejscu, i w każdym czasie. Zabić go dozwolone jest wcześniej, niż on zdąży donieść (powodem czego mogą być straty „na ciele, albo w pieniądzach, nawet gdy było ich niewiele”)... i każdy, kto zabije pierwszy, nabywa nagrodę” (Hoszen Gamiszpat 388-10).
– „Żyd wolnomyślny, to jest ten, który służy Bogu akumów, (...) zabijać takich wszystkich – jest dobrą sprawą. Gdy jest możliwość zabić ich publicznie mieczem, wtedy niech tak będzie; jeżeli nie, wtedy należy ich oplątywać w każdy sposób, żeby doprowadzić do śmierci. Na przykład gdy zobaczysz, że jeden z nich wpadł do studni i w studni stoi drabina, wtedy pośpiesz się wyciągnąć drabinę, mówiąc; „Otóż mam troskę, – trzeba zdjąć syna z dachu, i ja za chwilę ją ci przyniosę z powrotem, itd.” (Hoszen gamiszpat 425-5).
Wszystkie te teksty, których autentyczność już jest udowodniona przez sąd niemiecki, są też potwierdzone przez szereg młodych rabinów i „seminarzystów” – jeszybotników, potępiających tę rasistowską moralność. Na przykład izraelski pisarz I. Szamir w piśmie „Nasz Sowriemiennik” (2004, Nr 11), opublikował aktualnie stosowane nakazy:
– „Żydzi – są pełnowartościowymi, doskonałymi istotami: natomiast nie-Żydzi mimo że są ludźmi, jednak nie są pełnowartościowymi i doskonałymi. Różnica między Żydami a innymi narodami jest podobna do różnicy między duszą a ciałem albo między ludźmi a zwierzętami... Różnica między duszą Żyda a nie-Żyda jest większa, głębsza i bardziej znacząca, niż różnica między duszą ludzką a duszą zwierzęcia”.
– Zakaz nienawidzić (innego człowieka) stosuje się wyłącznie wobec Żydów...
– Prawo żydowskie pozwała na zemstę i pamiętliwość wobec nie-Żydów...
– „Każdy oddający  cześć     idolom (zarówno  Żyd ,  jak  i    nie-Żyd) musi być skazany na śmierć... Gdy nie ma pełnomocnego sądu, każdy Żyd ma prawo i nawet obowiązek zabicia Żyda, oddającego cześć idolom... Wobec chrześcijan istnieją różne opinie, jednak większość autorytetów opowiada się za uznaniem chrześcijan za pogan”.
Do wszystkiego tego można dodać słowa modlitwy „Szefoch”, w której w przeddzień swojego święta Wielkanocy, Żydzi błagają swojego Boga o wytępienie w niebie wszystkich innych narodów.
Cieszymy się, że wśród nie przyjmujących tej nienawidzącej człowieka judaistycznej nauki mamy uczciwych zwolenników z narodu żydowskiego, obywatelów Izraela: Szahaka Israela z Jeruzalimskiego Uniwersytetu i Szamira Israela, którzy potępiają moralność „Szulchan arucha” w talmudystycznej teorii, jak i w praktyce władz żydowskich wobec Palestyńczyków.
Należy podkreślić, że wymienione ludobójcze nakazy są praktykowane do czasów obecnych. Były prezes stowarzyszenia Żydów w Charkowie E.Chodos opublikował dowody („Siekiera nad prawosławiem, albo kto zabił ojca Mienia”. Charków 1999) oskarżające członków żydowskiego ruchu Habad o zabójstwo duchownego Żyda o. Aleksandra Mienia (który „służył idolom akumów” i marzył o stworzeniu „żydowskiej cerkwi prawosławnej”, co jest uważane za przestępstwo kryminalne zgodnie z prawem Izraela), lecz władze Rosji nie zainteresowały się tymi dowodami. Przestępców należy rzekomo szukać wśród „rosyjskich antysemitów”.
Zwolennicy moralności „Szulchan aruch” nie dziwią się, że w całym świecie mnóstwo kampanii antyżydowskich organizuje się właśnie Żydami w celu prowokacji. W Rosji jest najbardziej znana sprawa Noryńskiego, który w 1988 r. rozsyłał groźby Żydom w imieniu organizacji „Pamiat”, celem zmuszenia władz do represji wobec tej organizacji. Pomagał jego rodak, główny redaktor czasopisma „Znamia” G. Bakłanow, opublikowawszy ulotkę o półmilionowym nakładzie. Tylko po wykryciu tego faktu prowokacja została ujawniona („Znamia” Nr 10, 1988; „Prawda”. 19.11.88; „Komsomolskaja prawda”. 24.11.88; „Ogoniok” Nr 9, 1989). Wśród niedawnych zdarzeń można przypomnieć dziwny szereg aktów wandalizmu w latach 1998-1999. 13 maja 1998 r. w Moskwie w nocy wybuchła synagoga w Marjinoj Roszcze, w ten sam dzień w pobliżu synagogi podłożono „kanister z etyliną”, a w Irkucku „sprofanowano” cmentarz żydowski. Rzecz jasna, krzyk w światowej prasie był niesamowity i w końcu odpowiedzialność spadła na „rosyjskich nazi” („Niezawisimaja Gazieta”, 1999. 15.5.98). Po tych wydarzeniach w 1999 roku, zburzono synagogę w Birobidżanie, jednak sąd ustalił, że właśnie sami Żydzi wynajęli człowieka do tej akcji („Radonież”, 1999, Nr 15-16). „Demokratyczna” prasa milczała o tym fakcie.
Na podstawie wymienionych zasad i praktyk żydowskiego zachowania się, jest łatwo zrozumieć, dlaczego we wszystkich narodach, które przyjęły Żydów, po jakimś czasie powstawał antysemityzm. Właśnie dlatego Żydzi nie mieli równości praw w chrześcijańskich państwach i otrzymali ją dopiero w rezultacie burżuazyjnych rewolucji po obaleniu tradycyjnej władzy. Także i w Imperium Rosyjskim Żydzi, po nieudanych próbach rządu carskiego zrobienia ich „takimi jak wszyscy”, stracili równość praw w XIX w. Nie na skutek tego, że byli Żydami według krwi (imperium było wielonarodowościowe); nie dlatego, że byli niechrześcijanami, a dlatego, że żydowska religia w swej istocie jest antychrześcijańska i ludobójcza, prowadząca do mordów rytualnych. Sądy dowiodły wielu przypadków kultowego ekstremizmu.
Duchową przyczynę tej nienawiści do ludzi rozjaśnia Nowy Testament słowami Chrystusa o żydowskich przywódcach duchowych, którzy wyrzekli się Boga Ojca i dlatego odtrącili i ukrzyżowali Syna Boga: „Wasz ojciec diabeł, i wy chcecie spełniać wolę ojca waszego; on był ludobójcą od początku”. W prawosławiu jest to tradycyjne objaśnienie żydowskiej agresywności jako przejawu szataństwa. Za nim opowiadali się słynni filozofowie, inteligenci, których nie można oskarżyć o antysemityzm. Na przykład, A. F. Łosiew („Istocznik”. M., 1996, Nr 4 str. 117-122), o. Paweł Fłoreński (w książce W. Rozanowa „Saharna”, M., wydawnictwo „Respublika", 1998, str. 360) i o. Sergij Bułgakow: „odrzuciwszy Chrystusa żydostwo zostało „laboratorium wszelkich duchowych grzechów, trującym świat i szczególnie chrześcijaństwo” („Wiestnik RHD” Paryż 1973, Nr 108-110, str. 72). Nawet judeo-chrześcijanin o. Aleksandr Mień, walczący z „antysemityzmem”, twierdził, ze Żyd odrzucający chrześcijaństwo, „zdradza siebie i lekko poddaje się władzy ciemnych sił” (czasopismo „Jewrei w SSSR”, 1975 Nr 11).
Właśnie to się zdarzyło większej części narodu żydowskiego (w odróżnieniu od małej części, która przyjęła chrześcijaństwo). Żydzi nie chcą tego zrozumieć i uważają, że słowa Chrystusa, a zatem i prawosławia, są dla nich obrażającymi. Żydzi często kierują swoje oskarżenia o „antysemityzm” przeciwko istotnej części nauki prawosławia, żądając jej zakazu (jak w wypadku podręcznika „Podstaw kultury prawosławnej”). Jednak nie możemy się pogodzić z zakazem nauki prawosławnej o sensie historii jako walki sił dobra (po stronie Cerkwi i Kościoła) z siłami zła (po stronie religii przeciwległej, przygotowującej przyjście szatana).
Jesteśmy wierni nakazom prawosławnych ojców Cerkwi, nie możemy akceptować fałszywej koncepcji tolerancji, rozumianej jako uległość przed grzechem, złem, kłamstwem i w tym przypadku walki z Bogiem. Chrześcijanin powinien właśnie z miłości do Boga, tkwiącej w każdym człowieku i dla uratowania jego duszy otwarcie wskazywać Żydom na ich niebezpieczne odejście od prawdy. W tym, z punktu widzenia chrześcijan, tkwi przejaw prawdziwej miłości do ludzi, ponieważ tylko nawrócenie do prawdziwej chrześcijańskiej wiary może uratować Żyda. „Tolerancyjne” zachowanie się wobec herezji i szataństwa, tylko zaś sprzyja ich duchowej śmierci. A pod ich presją – wielu ich ofiar.
Należy od razu odpowiedzieć na możliwy zarzut, że rosyjscy patrioci, oskarżający Żydów niby nie zawsze odróżniają religijnych Żydów od niereligijnych, gdyż większość ich nie zalicza siebie do wierzących i nie czyta „Szulchan aruch ”. Natomiast wiele pokoleń odrębnego Życia żydów wśród innych narodów (w tym zaś tkwi sens żydowskiego kahału, jako „państwa w państwie), sprawiło to, że moralność „Szulchan aruch” stała się częścią żydowskiej narodowej mentalności. Do takiego wniosku doszła żydowska pisarka-socjolog H. Arendt:
– „Właśnie w procesie sekularyzacji urodził się całkiem realistyczny żydowski szowinizm”...
– „Myśl o wybraństwie Żydów przekształciła się ... w pogląd, że są oni pępkiem ziemi. Od tej chwili stara religijna koncepcja wybraństwa przestaje być istotą judaizmu, lecz staje się istotą żydostwa”. („Antsemityzm” // „Syntaksis. Paryż Nr 26 1989).
Ten „realistyczny żydowski szowinizm”, zuchwałość, wywodząca się z „Szulchan aruch”, jawnie przejawiły się w czasie strasznego ludobójstwa popełnionego przez żydobolszewię na prawosławnym narodzie rosyjskim w latach 1920-1930 (po czym Żydom należy szczególnie się wstrzymywać od oskarżeń przeciwko patriotom rosyjskim), jak również w zniszczeniu ZSSR i w postkomunistycznych reformach w naszym kraju. Wyrazem czego jest nielegalne zawłaszczenie własnością państwową, jakby „niczyją” oraz skład rządu: „przepełnionego Żydami” – wyraża swą dumę rabin A. Szajewicz. W ten sposób ich odpowiedni wpływ na życie kraju okazał się zupełnie nieproporcjonalny do ich ilości (0,16 % według ostatniego spisu ludności), kosztem lekceważenia interesów wszystkich pozostałych narodów kraju i głównie najliczniejszego rosyjskiego narodu.
Znany żydowski publicysta L. Radzichowski nazywa to „kapitalistyczno-demokratyczną rewolucją... Żydowska i okołożydowska inteligencja była w Rosji głównymi nosicielami zachodnio-liberalnej ideologii i właśnie oni zostali ideologami tej rewolucji”. Dlatego „Żydzi mają większy udział w rosyjskiej polityce i biznesie, niż dla przykładu w polityce i biznesie każdego innego chrześcijańskiego kraju”. To Radzichowski nazywa „żydowskim szczęściem” w „Nowym Ruskim Słowie”, 17.1.96.
Sami żydowscy oligarchowie otwarcie przyznali się w telewizji izraelskiej (2 program, 3.10.96) do źródeł swojego „szczęścia” w uczynionej przez nich rewolucji:
„Stopień korupcji w Rosji całkowicie odpowiada stopniowi przekształceń w Rosji. Nie sądzę, że w rękach funkcjonariuszy Izraela... jest możliwość redystrybuować bogactwa warte dziesiątki, setki milionów i miliardów dolarów... To było niczyje, to było państwa, to było wszystkich! Otóż funkcjonariusz miał możliwość jednym podpisem samoczynnie określić: czy to należy do ciebie, czy do kogo innego... Dobra walka, która doprowadziła do rezultatu, który dziś mamy” (Bierezowski). „Takich dochodów i takich zysków, które można było zrobić w Rosji, nie można było zrobić nigdzie... Większa część kapitału (50%), należy do żydowskiego biznesu”. Gusinski, pierwszy prezes żydowskiego kongresu Rosji, w tamtej telewizyjnej relacji wymienił wśród przyczyn żydowskiej udanej transformacji: – „mniej zasad etyki, więcej zasad siły, więcej zasad agresji”.
Nie zapomnijmy, że Gusiński, będąc prezesem ŻKR, był oskarżony o przestępstwa finansowe, po czym wraz ze skradzionym kapitałem ukrył się w Izraelu. Jego następca w ŻKR Niewzlin ukrył się tamże, będąc oskarżonym o udział w zabójstwach konkurentów. I tacy ludzi zostali wybrani przez Żydów na swoich kierowników! Międzynarodowe żydostwo ich chroniło przed sądem krzykami o „państwowym antysemityzmie”! A jeszcze ilu przestępców podobnych tym wciąż walczy o władzę w Rosji!
„Nareszcie przez tysiącletni okres pierwszego osiedlenia się Żydów w Rosji otrzymaliśmy prawdziwą władzę w tym kraju” – oświadcza żydowski literat E. Topol, w „otwartym piśmie do Bierezowskiego, Gusińskiego, Smoleńskiego, Chodorkowskiego i innych oligarchów” („Argumienty i Fakty”, 1998 Nr 38). Przy tym Topol i inni czujni Żydzi (na przykład, J. Nudelman – „Sowietskaja Rosija”, 20.6.2002) podkreślają, że niszczycielska i chciwa polityka żydowskich oligarchów, poniżająca rosyjski naród, prowokuje wrogość rosyjskiego narodu do Żydów, jako takich.
Prosimy Generalną Prokuraturę wziąć pod uwagę tę opinię Topola i Nudelmana. jak przyznanie się do odpowiedzialności ze strony żydowskiej do współczesnego zaostrzenia rosyjsko-żydowskiego konfliktu.
Tym bardziej, że do utrzymania nielegalnie zawłaszczonej „niczyjej” państwowej własności i swojej władzy, ta rządząca warstwa prowadzi celową politykę demoralizacji narodowej i wytruwania duchowych wartości, dążąc co zmienienia narodu na bydlęcy tłum bez wiary i tradycji – celem lżejszego rządzenia nim i łatwiejszego tłumienia niezadowoleń. W tym są jawne przejawy duchowego ludobójstwa naszego narodu.
W szczególności właśnie Żydzi okazali zawzięty opór przeciwko sprawie wykładania w szkołach „Podstaw prawosławnej kultury” i właśnie z ich inicjatywy nam, podstawowemu rosyjskiemu narodowi, zabrania się wpisywać do dowodu osobistego swoją narodowość. Główny rabin RF Szajewicz w wywiadzie „Los Angeles Times” potwierdził, że właśnie Żydzi nalegali na zniesienie punktu o narodowości, i przyczynę tego wytłumaczył jako „okupowanie najwyższych stanowisk w administracji przez Żydów”. To znaczy, że nawet oni sami zdają sobie sprawę ze złej opinii o nich ze strony nie-żydowskiej, i dlatego starają się ukryć swoje pochodzenie – to już daje dużo do myślenia.
Wśród innych licznych przykładów wytruwania duchowych wartości, nie możemy nie zwrócić uwagi na politykę ministra kultury Szwydkoja (obecnie on rządzi w państwowej agendzie d/s kultury) i zwłaszcza na jego telewizyjny program „Kulturnaja rewolucja”, w której on regularnie poniża rosyjski patriotyzm i tradycje prawosławia, kultywuje się ideę, że „seks to motor kultury” (7.3,2002). Wszystkie sprzeciwy rosyjskiego społeczeństwa przeciwko oburzającej, a w swej treści prowokacyjnej działalności tego „głównego kulturalnego człowieka kraju” okazały się bezskuteczne.
Przy tym Szwydkoj i jego koledzy dla neutralizowania ataku, trzymają w ręku rosyjskie centralne kanały telewizyjne, a broniący się prawosławni patrioci mają malusieńkie nakłady, za które są prześladowani i sądzeni.
W porównaniu z wypowiedziami oskarżanych patriotów rosyjskich, żydowskie wypowiedzi są bardziej agresywne wobec nie-Żydów i w dodatku są drukowane w RF, w żydowskich gazetach. Na przykład, w organie Rosyjskiego Żydowskiego Kongresa „Jewrejskije Nowosti” (2002, Nr 16, str. 9) deputowany knesetu A. Liberman apelował o przymusowe przesiedlenie Palestyńczyków z Izraela. Przy tym Palestyńczyków nie tylko wypędzają z własnej ziemi (4 miliony uchodźców), wbrew uchwale Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale także zabijają ich aktywistów wraz z rodzinami, burzą domy ich krewnych – tak wygląda „Szulchan aruch” w państwowej polityce Izraela. A żydostwo z Rosji wspiera ją. Rosyjski Żydowski Kongres wśród swoich celów przedstawia, że „prowadzi kampanię solidarności z narodem Izraela” („Jewrejskie Nowosti”, 2002, Nr 15, str. 5) Ten cel również wspiera państwowy Urząd badania Izraela i Bliskiego Wschodu, kierownikiem którego jest Satanowski. Zarządza on także Rosyjskim Kongresem Żydów.
Żydowskie stowarzyszenia we wszystkich krajach prowadzą podobne „krycie polityczne” interesów międzynarodowego żydostwa kosztem interesów kraju zamieszkania, i szczególnie w USA –- to państwo słało się narzędziem w osiągnięciu globalnych celów żydostwa, co otwarcie przyznał A. Szaron w knessecie w 2001 r. Żydom nawet udało się wykorzystać armię USA w izraelskich interesach do zburzenia całego kraju – Iraku. Rasizm swojego „Szulchan aruch” starają się maskować poprzez uprzedzające oskarżenie o antysemityzm” (niby rasowej nienawiści) przeciwko każdemu, kto nie zgadza się z ich morale, ich działaniem, ich wojnami. (...) Na przykład, „Moskiewski oddział praw człowieka” pod kierownictwem Żyda A. Broda zawalił prokuraturę takimi „antysemickimi” skargami, faktycznie blokując pracę organów sprawiedliwości i pokazując, między innymi, że za „prawa człowieka” uważane są głównie prawa Żydów. Można mówić o tym, że cały demokratyczny świat dziś jest uzależniony od finansowej i politycznej kontroli międzynarodowego żydostwa, i z tego otwarcie się cieszą znani bankierzy (A. Attali). My nie chcemy, żeby nasza Rosja, przeciwko odrodzeniu której prowadzi się stałą wojnę bez zasad, znalazła się w gronie takich ujarzmionych krajów.
Dlatego w celu obrony naszej ojczyzny, jak zarówno i własnej samoobrony, jesteśmy zmuszeni zwrócić się do Pana, szanowny Panie Generalny Prokuratorze, z następującymi konkretnymi sprawami. Opierając się na obowiązującym prawie RF, żądamy zaprzestania w teorii i w praktyce stosowania tego rodzaju ekstremizmu, prosimy:
1) Zweryfikować fakt oficjalnego wydania i rozpowszechnienia w Moskwie w języku rosyjskim przez Kongres Żydowskich Religijnych Organizacji i Stowarzyszeń w Rosji (oficjalny adres: 101000 Moskwa, B. Spasogliniszewski per., d. 10, p. 1) judaistycznego kodeksu zachowana się „Kicur Szulchan Aruch”, zawierającego w wydaniach z roku 1999 i 2001 wyżej wymienione nakazy nienawiści do nie-Żydów. Prosimy wziąć pod uwagę, że to nie zwykły starożytny historyczny tekst, lecz praktyczne wskazówki do zastosowania w czasach obecnych, co podkreśla kierownik komitetu wykonawczego KŻROOR rabin Z. Kogan w przedmowie książki; natomiast główny rabin Rosji A. Szajewicz, świadczy tamże o wielkiej popularności tej księgi w środowisku rosyjskiego żydostwa. W Moskwie ta książka rozpowszechniała się w wielu żydowskich księgarniach (na przykład, na wydziale dziennikarskim Moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu) i oczywiście w synagogach. Zupełnie niedawno, w 2004 roku, sprzedawano ją w księgarni pod wyżej podanym adresem KŻROOR. Jeżeli ta książka będzie uznana za ekstremistyczną, pomoże to ujawnić i izolować jedno z najpoważniejszych źródeł ekstremizmu w Rosji.
2) Prosimy zweryfikować fakt przyznania się Z. Kogana w jego przedmowie do książki, że najbardziej ekstremistyczne nakazy, pominięte w celu konspiracji w wydanym „utworze”, są charakteryzowane przez samego Kogana jako obrażające dla nie-Żydów; są wykładane w jeszywach. Rabin Kogan otwarcie zaprasza swoich rodaków do tych szkół do nauczania się. Do zweryfikowania tych faktów wystarczy zrobić analizę naukowego materiału w dobrze znanych jeszywach Moskwy, w tym należących do struktury rabina Berla Lazara, które nawet rabinowie Kogan i Szajewicz uważają za najbardziej ekstremistyczne. Sprawdzenie naukowego materiału w jeszywach prosimy przeprowadzić za pomocą niezależnych tłumaczy-hebraistów (nie-Żydów), uwzględniając wskazane fragmenty z „Talmudu” i „Szulchan aruch”, cytowane w powyższym tłumaczeniu sądowym dr-a K. Eckera.
W razie potwierdzenia przyznania rabina Kogana może stać się, że wyżej wymieniony szkoleniowy materiał zostanie zabroniony do używania – więc to będzie drugim ważnym krokiem w pokonaniu pierwotnego źródła ekstremizmu. Trzeba wziąć pod uwagę, że te teksty zawierają istotę i treść judaizmu, z którego judaiści raczej nie zrezygnują, nawet gdy zrobią dodatkowe skróty w tych księgach, to zamienią swoje kultywowanie nienawiści na sposób słowny, którym przekażą swoje nauki (jak to zazwyczaj praktykowali w państwach chrześcijańskich). Dlatego proponujemy w celu likwidacji źródła ekstremizmu wprowadzić twarde kroki w respektowaniu prawa, które jest tak samo stosowane do szeregu innych podobnych ekstremistycznych stowarzyszeń.
3) Żądamy oficjalnego wszczęcia sprawy o zakaz w naszym kraju, jako przejawu ekstremizmu, wszystkich religijnych i narodowych stowarzyszeń opierających się o moralność „Szulchan aruch”. Prosimy o pociągnięcie do odpowiedzialności osób, odpowiedzialnych za przydzielenie miejskiego i państwowego majątku, przywilejów i państwowego finansowania, mimo zajmowanych przez nich stanowisk. Prosimy także o rozwiązanie problemu: czy można nosicielom takiej moralności przy ich udowodnionej przynależność do podobnych eksternistycznych stowarzyszeń, dalej zajmować wpływowe stanowiska na szczeblu państwowym, zarówno jak i w mediach.
4) Rezultaty sprawdzeń prosimy brać pod uwagę nie tylko dla bieżących procesów sądowych skierowanych przeciwko rosyjskim patriotom o tak zwany „antysemityzm”, ale też na tej podstawie prosimy uważnie zbadać poprzednie podobne wyroki, inicjowane przez żydowską stronę – na ile one są prawdziwe w świetle powyżej przedstawionych faktów.
Prosimy poinformować nas o rezultatach w odpowiedzi pod adresem autorów Petycji.
Kopie kierujemy do Dumy Państwowej z prośbą skierować do Generalnej Prokuratury.
20 marca 2005 r.
Później zebrano pod tym listem bez trudu kilka milionów podpisów.  Ten  tekst  został  zamieszczony  w  licznych  rosyjskich  periodykach,  a  w  Polsce  przedrukowany  przez  tygodnik  Leszka  Bubla  Tylko  Polska”,  za  którym  też    przytoczyliśmy  go  w  naszym  opracowaniu  jako  przykład  niesłychanie  ostrej  „walki  ideologicznej”  w  Rosji  między  tamtejszą  elitą  narodowo  rosyjską  a  inteligencją  liberalną,    żydowską. 
Autora i osoby, które podpisały ten dokument żydowskie organizacje wielokrotnie pozywały przed sądy pod zarzutem „antysemityzmu” i „faszyzmu”, lecz bezskutecznie. Walka między narodowcami rosyjskimi a żydowskimi w Federacji  Rosyjskiej  trwa nadal na dobre,  choć  z  drugiej  strony  nie  sposób  nie  zauważyć   -   i  to  jest  bodaj  bardziej  istotne  -   Rosjanie  i  Żydzi  znakomicie  ze  sobą    współpracują   zarówno  wewnątrz  tego  kraju,  jak  i  na  arenie  międzynarodowej.  Izraelski  Mossad  i  rosyjska  Federalna  Służba  Bezpieczeństwa  funkcjonują  jak  niepodzielna  całość  i  nie  mają  przed  sobą  tajemnic,  a  ruch  osobowy  między  tymi  państwami  odbywa  się  bezwizowo.  Rosja  też  pozostaje  -  obok  USA  -  nadal  gwarantem istnienia  i  bezpieczeństwa  Izraela. 
                                                   ***
I  na  zakończenie  tego  rozdziału  warto  kilka  słów  poświęcić  tekstom  czołowego  obecnie  teoretyka  antysemityzmu  w  Rosji ,  pisarza, byłego  oficera  i  dyplomaty,  Grigorija   Klimowa,  autora  siedmiu  obszernych  książek  o  „zagrożeniu  żydowskim”,  który  nieraz  dawał  wyraz  przekonaniu,  że  o  ile  Bóg  stworzył  ludzi,  o  tyle    -  na  złość  Bogu  -  Szatan  zapłodnił  swym  nasieniem  Ewę,  a  urodzony  z  tego  zbliżenia  bękart  dał  początek  narodowi  żydowskiemu,  jako  wrogowi  całej  ludzkości.  Ze  Starego  Testamentu  wynika  ponoć,  że  bogiem  Izraela  jest  Książę  Ciemności,  który  boi  się  światła,  zamieszkuje  Dolną  Otchłań   czyli  piekło,  i  przybiera  nieraz  postać  kozła,  który,  jak  wiadomo,  symbolizuje  Zło  i  Szatana   (Mojżesz  też  miał  rogi).  Natomiast  -  według  Klimowa  -  Jezus  z  Nazaretu,  Aramejczyk,  który  o  tym  doskonale  wiedział,  wprost  nazywał  Żydów  „dziećmi  Szatana”,  za  co  został  przez  nich  umęczony  na  krzyżu. 
  W  opracowaniu  pt.  Narod  Bożyj”   autor  pisze:  „Jak  tylko  ktoś  spróbuje  opisywać,  krytykować  lub  analizować  kwestię  żydowską,  natychmiast  ze  wszystkich  nor  wypełzają  degeneraci  i  podnoszą  gwałt  w  obronie  Żydów”.   „Degeneraci”  zaś  według  niego  to  nikt  inny  jak  żydowsko-gojscy  „mieszańcy”,  przeważnie  pederaści.   G. Klimow  jest  zdania,  że  degeneraci  albo  tworzą  rozmaite  sekty  zbliżone  pod  wieloma  względami  do  band  kryminalnych,  albo  organizują  ugrupowania  przestępcze,  albo  idą  do  pracy  w  policji,  najchętniej  -  politycznej.   We  wszystkich  tych  przypadkach  ich  głównym  zajęciem  staje  się  prześladowanie  i  niszczenie  normalnych  ludzi.  Degeneraci    czymś  w  rodzaju  wirusów  AIDS,  atakujących  i  wyniszczających  zdrowy  organizm  socjalny,  i  w  końcu  powodujących  jego  rozkład  i  śmierć.  Wszyscy  degeneraci    moralnymi  daltonistami,  albo  inaczej  -  moralnymi  wariatami,  nie  tylko  nie  potrafiącymi  odróżnić  dobra  od  zła,  ale  wręcz  z  lubością  tarzającymi  się  w  błocie  amoralizmu.  Źródłem  więc  wszelkiego  zła    Żydzi  i  degeneraci,  ukrywający  swe  prawdziwe  pochodzenie.  G. Klimow  pisze:  „Sama  istota  judaizmu  polega  na  jego  wojującej  nienawiści  do  wszystkiego  co  nie  jest  żydowskie …  Talmud  (Eruwim)  sądzi:  „Nie  zazna  łaski  Bożej  ten,  kto  zwraca  rzecz  zgubioną  przez  goja”.  Zwrot  tej  rzeczy  byłby  niewybaczalnym  grzechem.  Według  tejże  księgi  im  mądrzejszy  jest  goj,  tym  bardziej  powinno  się  go  nienawidzić.  Kto  nie  zabije  mądrego  goja,  podlega  „chorem”   czyli  klątwie.  Żaden  Żyd  nie  ma  prawa  chwalić  nie-Żyda,  nawet  jeśli  ów  jest  najbardziej  rozumny  i  prożydowski.  Gloryfikować  natomiast  wolno  i  powinno  się  zamaskowanych  Żydów,  o  których  nikt  z  gojów  nie  wie,  że    Żydami.  I  w  ogóle  Żydzi  powinni  chwalić  i  reklamować  tylko  Żydów.” 
W  dalszym  ciągu  swych  rozważań  w  książce  pod  ironicznym  tytułem  Bożyj  Narod”  G. Klimow  notuje:  „Pan  Bóg  nienawidzi  rasizmu  w  każdej  formie.  Bóg  nienawidzi  samą  ideę  o  tym,  że  jakiś  naród  może  ogłaszać  sam  siebie  narodem  wybranym.  To  rasizm  w  najgorszej  postaci…
W  przypadku  małżeństw  mieszanych  żydowska  krew  zawsze  okazuje  się  silniejsza.  W  jakim  sensie?  -  Tak  jak  kropla  jadu  jest  silniejsza  od  zdrowej  krwi.  Pierwiastek  negatywny  zawsze  jest  silniejszy…
W  Talmudzie  zasada  „Nie  cudzołóż”  jest  interpretowana  w  ten  sposób,  że  nie  powinno  się  sypiać  z  zamężną  Żydówką;  natomiast   pójście  do  łóżka  z  gojką  nie  stanowi  grzechu  cudzołóstwa,  ponieważ  goje    bydłem  w  ludzkim  obliczu  powołanym  do  tego,  by  zadowalać  życzenia  Żydów… 
Na  mocy  przepisów  Halachy  krew  płynąca  z  ranki  obrzezanego  dziecka  musi  być  zlizywana  językiem  rabina.  Niektórzy  rabini  używają  zresztą  do  obrzezania  nie  noża  lecz  własnych   zębów,  a  ponieważ  mają  często   zęby  zepsute,  zarażają  dzieci  rozmaitymi  chorobami.  Odcięty  zaś  kawałeczek  napletka  musi  być  wrzucony  do  szklanki  z  winem  i  wszyscy  obecni  mają  obowiązek  z  tej  szklanki  nieco  odpić.  Jest  to  połączenie  ludożerstwa  z  kanibalizmem”…  
Takimi  „rozważaniami”  i  „spostrzeżeniami”  G. Klimow  wypełnił  wszystkie  siedem  tomów  swych  antyżydowskich  opracowań,  a  w  Żydach  widzi  źródło  i  przyczynę  wszelakiego  zła  w  jego  umiłowanej  ojczyźnie.  Twierdzi,  że  w  języku  rosyjskim,  podobnie  jak  w  niemieckim,  większość  leksyki  świata  przestępczego  ma  pochodzenie  hebrajskie,  a  to  dlatego,  że  zarówno  w  Europie,  jak  i  w  Rosji  to  głównie  osoby  żydowskiego  pochodzenia    były  złodziejami,  mordercami,  sutenerami,  alfonsami,  prostytutkami  itp.     Podejmowanie  polemiki  z  tego  rodzaju  poglądami  jest  prawie  niemożliwe  z  powodu  ich  raczej  emocjonalnego  niż  intelektualnego  charakteru.     Klimow  oczywiście  powtarza  również  tezę  o  tym,  że  komunizm  wymyślili  i  narzucili  Rosji  Żydzi,  którzy       „byli     głównym  motorem  obydwu  „rosyjskich”  rewolucji,  a  teorię  komunizmu  stworzył  Karol  Marks  (w  panieństwie  Mordechaj  Levy,  partner  homoseksualny  Fryderyka  Engelsa),  Żyd,  którego  sami  Żydzi  nazywają  antysemitą…  Kiereński  i  Lenin  byli  pół-Żydami,  urodzonymi  przez  żydowskie  matki,  ale  o  tym  milczą  historycy  na  Zachodzie,  jak  też  milczeli  naukowcy  radzieccy.  Czemuś  nie  wolno  mówić  o  Żydach  w  aspekcie  rosyjskiej  rewolucji,  jest  to  jakby  temat  tabu…  R. Reagan  nazwał  ZSRR  „imperium  zła”,  a  przecież  całe  zło  w  Związku  Sowieckim  wychodziło  od  Żydów.  Teoria  bazowała  na  Karolu  Marksie,  praktyka  -  na  rządzie  radzieckim,  który  w  80  procentach  składał  się  z  jawnych  Żydów,  a  w  20     z  pół-Żydów,  zamaskowanych  Żydów  lub  osobników  mających  żydowskie  żony…   W  okresie  rewolucji  1917  roku  i  w  czasach  komuny  Żydzi  wymordowali  60  mln  Rosjan…  Jeśli  w  Rosji  przez  300  lat  było  jarzmo  tatarskie,  to  po  rewolucji  bolszewickiej  nastąpiło  jarzmo  żydowskie,  jeszcze  dotkliwsze  niż  tatarskie… 
Kierownictwo  i  kadra  oficerska  organów  i  wojsk  NKWD  w  95  procentach  składały  się  z  Żydów,  którzy  nie  tylko  gojów,  ale  i  swych  rodaków  traktowali  po  bestialsku.  Łazarz  Kaganowicz  miał  trzech  braci,  zajmujących  wysokie  stanowiska  w  administracji  sowieckiej.  Wszyscy  trzej  zostali  na  rozkaz  Stalina  aresztowani  i  rozstrzelani.  Gdy  Kaganowicza  o  tym  poinformowano,  zareagował  wymownie:  „Ja  mam  tylko  jednego  brata  -  towarzysza  Stalina!”…
W  takim  właśnie  duchu,  jak  przytoczone  powyżej  fragmenty,    utrzymane  wszystkie  opasłe  opracowania  Grigorija  Klimowa,  raz  po  raz  wznawiane  w  Rosji,  na  Ukrainie  i  Białorusi  w    milionowych     nakładach .  Popyt  z  biegiem  lat  na    produkcję  nie  tylko  nie  maleje,  lecz  ciągle  wzrasta. 
Ten  pisarz,  nawiasem  mówiąc,  zabiera  głos  także  w  kwestii  polskiej.  I  to  równie  zdecydowanie,  jak  w  kwestii  żydowskiej. Twierdzi  mianowicie,  że  już  kilka  stuleci  temu  w  Polsce  mieszkało  siedem  milionów  Żydów,  co  spowodowało  kompletne  genetyczne  zaśmiecenie  ludności  tego  kraju  i  jego  antropologiczną  hybrydyzację,  czyli  degenerację  i  zwyrodnienie; a  to  zarówno  fizyczne,  jak  i  umysłowe  oraz  moralne.  Obecnie  prawie  nie  ma  Polaków  o  nie  zatrutej  żydowskością  krwi. Winą  za   to  Klimow  obarcza  „głupiego  króla”  Kazimierza  Wielkiego,  którego  jego  żydowska  konkubina  Esterka  zaraziła  syfilisem  i  uczyniła  w  ten  sposób  „słaboumnym”  i  bezpłodnym,  a  on  sprowadził  na  swój    naród  straszliwą  plagę  w  postaci  kilku  milionów  Hebreów...   Nie  ma  więc  dla  Polaków  żadnej  nadziei  na  zrzucenie  z  siebie  „żydowskiego  jarzma”,  skazani    oni  na  to,  by  na  wieczne  czasy  pozostać  „żydowskimi  pachołkami”!…     
                                                              ***

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza